środa, 6 listopada 2013
i co dalej z opowiadaniem?
Eh.. cześć.. wiem, wiem wiem. Rozdziału nie było baaardzo długoo. Nie wiem jak się z tego wytłumaczyć... miałam dużo wyświetleń i miłych komentarzy, ale jakoś straciłam totalnie chęć do pisania dalej tego opowiadania. Gdy tylko chciałam coś napisać, myśli mi uciekały i nie miałam pomysłu. Do tego jeszcze masa nauki. Wiem, już teraz mało osób tu wchodzi. Jaki jest mój plan i co zamierzam z tym zrobić? Jeszcze musze to wszytko przemyśleć. Nie pamiętam nawet o czym pisałam ;_; ale jeśli będę mieć wystarczająco chęci to mam zamiar ulepszyć to całe dramione. Poprawić błędy, dodać i pozmieniać jakieś rzeczy. Dopiero potem zacznę dalej ciągnąć tą historie. Nie mam pojęcią, czy to wypali i czy na prawde to zrobię. Nie wiem też, czy ktoś jeszcze tu wchodzi. Będę się starać... mam ostatnio wielką chęć do pisania. Zaczęłam pisać jakieś nowe opowiadanie nie związane wcale z hp ale pomyślałam sobie co mówiłam jak zakładałam tego bloga. Choćbym nie miała wcale czytelników, dokończę tą historię. Potrzebowałam czasu, ale jakoś będzie! Dziękuję wszystkim, którzy mimo, że tak długo nie dawałam znaku życia wciąż tu są. I przepraszam ciebie Cyziu najmocniej. Postaram się, spróbuję...
czwartek, 5 września 2013
Rozdział 19
Cześć!
Dawno nie było rozdziału i za to bardzo przepraszam. Nie miałam weny ani ochoty
na pisanie... Rozdziały powinny się pojawiać raz w tygodniu i jeśli będziecie
chcieli się czegoś zapytać, lub po prostu popisać oto moje gg: 48540375 dostępna
zazwyczaj jestem wieczorem albo po południu.
Bardzo ci dziękuję Cyziu za to co dla mnie zrobiłaś <3 Gdyby nie ty pewnie ten rozdział byłby dużo, dużo później. Dzięki, dzięki i jeszcze raz dzięki! No i oczywiście dziękuję Wam za te wszystkie miłe komentarze!
Zapraszam na dramione koleżanki * link * J
Życzę miłego czytania i zapraszam do komentowania! :D
ps.
Już mam laptopa i nie muszę męczyć się z notatnikiem w komórce :D
*~*~*~*~*~~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
- Dobry Wieczór - powiedziała zdumiona starsza kobieta patrząc na równie zdziwioną Hermione. Gryfonka przez chwilę nie wiedziała co powiedzieć, ale po jakimś czasie w końcu sobie przypomniała w jakiej sprawie przyszła. Zrobiła poważna minę i powiedziała:
- Dobry Wieczór, ja do profesora Slughorna.
- Profesora Slughorna nie ma, wyjechał na mis- ekhem - profesor McGonagal zmieszała się na chwilę. - Miał sprawy do załatwienia. O co chodzi?
- Pani profesor, Ginny wypiła amortencję... - Spojrzała smętnie na przyjaciółkę patrzącą w sufit z nieobecnym wzrokiem i szerokim uśmiechem na ustach mamroczącą coś do siebie. Jak brunetka zdążyła się domyślić; kolejne zdrobnienia jej ukochanego Charliego. Profesorka również lustrowała wzrokiem rudowłosa. Bez słowa zaprosiła przyjaciółki gestem ręki do środka i wskazała dwa zielone fotele. Pomieszczenie było dość spore i na sam jego widok robiło się zimno, choć kominek był rozpalony. Ściany i podłoga zrobione były z betonu, jak jeszcze za czasów Snap'a. Na ziemi leżał zielony dywan, a na ścianach zawieszone były półki z eliksirami, kociołkami, składnikami i bardzo dziwnymi rzeczami. Na lewo stały drewniane drzwi prowadzące prawdopodobnie do sypialni profesora. Były lekko uchylone i Gryfonka zdążyła dojrzeć, że całe tamto pomieszczenie jest zrobione z drewna a na środku stoi wielkie łóżko z baldachimem. Z boku był śliczny, rzeźbiony kominek z tańczącymi płomieniami w środku. Hermiona zwróciła wzrok ku krzątającej się między półkami z eliksirami i składnikami McGonagal. Wzdrygnęła się słysząc tłuczone szkło i szybko spojrzała co się stało. Profesorka nerwowo zbierała jakieś macki do innego naczynia raz po raz krzywiąc się z obrzydzenia. Odłożyła słoiczek na swoje miejsce i wyrzuciła szczątki starego do kosza. Parę chwil potem profesorka widocznie podskoczyła uradowana zauważając szukaną rzecz. Brunetka nawet nie zwróciła uwagi, że Ginny ciągle nawija jej do ucha o jej ukochanym. o ich dozgonnej miłości i jak będą nazywać się ich dzieci. Najbardziej zastanawiało ją to czemu to zrobił. Wlał eliksir do jej piwa kremowego i osobiście jej podał, a ona dziwiła się czemu tak się patrzy! Musi z nim koniecznie porozmawiać, bo przecież amortencja to nie jest dobre rozwiązanie. Mógł się z nią zwyczajnie umówić. - Myślała Hermiona nie zdając sobie nawet sprawy, że to było o wiele poważniejsze niż się jej wydawało. W tym czasie profesorka znalewźszy odpowiedna fiolkę, wlała jej zawartość do eleganckiej filiżanki w kwiatki i podała Ginny. Rudowłosa zrobiła minę grymaśnego dziecka i tupnęła nogą mówiąc, że tego nie wypije. - Gin to jest od twojego ukochanego, jak tego nie wypijesz to nie przyjdzie - szeptała jej do ucha Hermiona. Ruda po tych słowach od razu ujęła w ręce filiżankę i wypiła do samego dna. Z twarzy zaczął jej powoli znikać głupiutki uśmieszek, aż w końcu krzyknęła
- Co to było!?!? - Krzyczała łapiąc rękami swojej głowy i patrząc wielkimi oczami to na profesorkę to na przyjaciółkę. - Gin spokojnie. Napiłaś się amortencji.. - Co? Kto?! Ten barman!! Zabije! - Wrzeszczała Ginny, a uszy jej poczerwieniały jak bratu.
- Spokój! - Krzyknęła McGonagal - wszytko sobie jakoś wyjaśnicie, ale teraz musicie wyjść. Muszę zrobić pewną rzecz. Do widzenia i bawcie się dobrze. - Pożegnała się szybko i wypchnęła dziewczyny za drzwi zatrzaskując je z hukiem, który odbił się echem po pustych korytarzach. Przyjaciółki wróciły na salę, a Hermiona przez całą drogę tłumaczyła Ginny co się stało. Oburzona rudowłosa ciskała na Charliego najróżniejszymi przekleństwami, nawet takimi o których Hermiona nie miała pojęcia. Pierwsze co to zauważyły przeciskającego się przez tłum Dracona.
- Gdzie Blaise? - Zapytała z góry Ginny podbiegając do młodego Malfoya.
- Pobiegł za tym kretynem - odparł dość obojętnie i podszedł do Hermiony
- Co?! On mu może coś zrobić! Przemoc to nie jest dobre rozwiązanie! Nie powstrzymałeś go?
- Próbowałem, ale z innej strony należy się idiocie. - Gryfonka trzepnęła go w ramię. Draco na chwilę zrobił oburzona minę i już chciał coś powiedzieć gdy Ginny zapytała
- Gdzie oni są? - Nie wiem, chyba na błoniach. Przed chwilą pobiegli, chodźmy do nich. - Ledwo powiedział " na błoniach " gdy Gin jak rakieta wystrzeliła w stronę drzwi wyjściowych. Para spojrzała na siebie i bez słowa pobiegła za nią. Bez kurtek wybiegli na mróz goniąc rudą czuprynę. W oddali widać było dwie postacie wrzeszczące na siebie nawzajem. Ginny przebiegła przez zmarznięty most i z śniegiem po kolana stanęła przed Blaisem. Ślizgon wciąż wrogo patrzał na przeciwnika, ale zelżał mu uścisk na różdżce i z czułością przytulił rudowłosą. Charlie widząc, że to dobry moment uciekł i jak torpeda pobiegł ku zamku. Diabeł zacisnął pięści, ale nie rzucił się w pogoń. Przytulił jeszcze raz Ginny i zaproponował powrót do zamku, na co wszyscy się z radością zgodzili nie czując nóg zatopionych w śniegu i palców.
***
Harry siedział na wielkim, miękkim bordowym fotelu w jego ulubionym pomieszczeniu. Na ścianach wisiały herby domu lwa i podłogę zdobił szkarłatny dywan. Przed nim był obszerny kominek, a z boku wielkie okno z widokiem na całe błonia tuż przy regale z opasłymi książkami.. o quiddichu oczywiście. Na kominku leżał na poduszece złoty znicz wraz z zdjęciami w ramkach sławnych zawodników. Bal trwał w najlepsze, a wybraniec siedział pogrążony w myślach w Pokoju Życzeń. Uwielbiał ten pokój. W dowolnej chwili mógł się znaleźć na łące, boisku, bibliotece czy w jakim miejscu sobie zamarzy. Ale najlepsze było to, że nikt tu nie wejdzie i mu nie przeszkodzi. Był tu sam i może tam zostać ile chce.. w samotności. Myślał o Ginny, Hermionie i Ronie. O tym jak wszystko się rozwiało jak dmuchawiec. Jeszcze pół roku temu byli najlepszymi przyjaciółmi, a teraz? Owszem wciąż przyjaźni się z Hermioną. A Ginny… Od tak dawna mu się podobała, ale tak bardzo bał się zapytać. Odkładał to na jutro i co? Wszystko stracone i musi się z tym pogodzić.
Wstał odkładając pustą butelkę po piwie kremowym zabraną z pokoju wspólnego, bo nie wiadomo czemu Pokój Życzeń nie daje napoi, ani jedzenia. Otworzył szybko drzwi i usłyszał cichy huk z drugiej strony. Pospiesznie podszedł do pocierającej czoło, siedzącej na ziemi czarnowłosej dziewczyny. Widać ktoś jeszcze nie był na balu. Wyjąkał kilka przeprosin i podniósł z ziemi jej opasłą księgę „ Magiczne rośliny, które chcą cię pożreć”.
- Przepraszam Parvati, naprawdę…
- Nic się nie stało – uśmiechnęła się do niego gryfonka. Podniosła się z podłogi i strzepnęła z siebie niewidzialny kurz. Przez jakiś czas nie odzywali się do siebie tylko stali wpatrując się w podłogę. W oddali słychać było muzykę z Balu Bożonarodzeniowego.
- Emm.. – zaczęła Parvati – zatańczymy?
- co? – odpowiedział zaskoczony pytaniem Harry.
- Nic.. jak nie chcesz to przepraszam.. – Gryfonka spojrzała w podłogę i się zarumieniła.
- Nie! Tylko trochę mnie zaskoczyłaś. Zatańczmy – uśmiechnął się pokrzepiająco do dziewczyny i po chwili już tańczyli do powolnej muzyki na pustym korytarzu.
***
Hermiona z grymasem na twarzy spojrzała w lustro. Włosy jej sterczały na wszystkie strony i miała podkrążone oczy. Przetańczyła z Draco calusieńką noc i musiała wcześniej wstać, bo jechała na święta do domu. Wzięła prysznic, uczesała włosy i zabrała się do pakowania. Kotka cały czas wchodziła do walizki i ocierała się. Wsadziła do walizki wszystkie ubrania, książki i wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, a Wenus wsadziła do klatki dla kota i zeszła na dół. Miała jeszcze półtorej godziny do wyjazdu, ale wolała na spokojnie zjeść śniadanie i przygotować się do podróży. W Wielkiej Sali wciąż stały ogromne, ładnie ustrojone choinki i świąteczne dekoracje. Duchy przelatujące co jakiś czas po Sali śpiewały wesoło kolędy. Brunetka usiadła na swoje stałe miejsce przy stole gryfonów i zabrała sobie do miseczki trochę owsianki.
- Dzień dobry Hermiono – usłyszała za sobą tak bardzo znany głos.
- Cześć Draco! – odwróciła się do niego i szeroko uśmiechnęła.
- Przyszedłem się pożegnać. – powiedział siadając obok niej i lekko się uśmiechając. Gryfoni zareagowali na obecność ślizgona ze zdziwieniem, ale już nie tak wielkim jak wcześniej.
- Ah tak.. – Hermiona właśnie sobie przypomniała, że Draco zostaje w Hogwarcie, bo nie ma do kogo wyjechać. Ojciec uciekł z Azkabanu, a matka nie żyje. Bardzo jej było żal ślizgona. Nagle coś ją olśniło..
- Draco! A może spędzisz u mnie święta? – zapytała wesoło się uśmiechając i łapiąc go za brzeg koszulki, bo widocznie chciał się oddalić
- Ja, ee – zmieszał się trochę – naprawdę, nie chce robić kłopotu…
- Ależ to żaden kłopot! Draconie Malfoyu nie chce słyszeć sprzeciwu. Jedziesz do mnie na święta! – uśmiechnęła się szeroko i przytuliła do blondyna. Chłopak odwzajemnił uścisk i krótko szepnął – idę się pakować – po czym wyszedł z Wielkiej Sali. Hermiona również chciała wyjść, aby sprawdzić po raz czwarty, czy na pewno wszystko spakowała, ale ruda czupryna zagrodziła jej drogę. Usiadła z powrotem na swoim miejscu i zaczęła wysłuchiwać rozentuzjazmowanej przyjaciółki nawijającej szybciej niż błyskawica Harrego na meczu quiddicha.
- Noo i się zgodziłiprzyjedziedomnie na święta! – zakończyła Ginny uśmiechając się i podskakując na ławce.
- Jej, to świetnie! Do mnie przyjeżdża Draco! A co na to Ron?
- Pff Ron. Może sobie myśleć i mówić co chce. – zrobiła obrażoną minę, ale chwilę później wyraz twarzy zupełnie jej się zmienił – za 30 minut wyjazd! Chodź, musimy znieść bagaże.. – Dziewczyny popędziły jak na miotłach po Hogwardzkich schodach do góry i szybko podały hasło grubej damie. Neville męczył się z walizkami na kręconych schodach, Colin rozmawiając z Ernim wychodził z Pokoju Wspólnego, a Parvati wypuszczała przez okno sowę z listem przywiązanym do nóżki. W pomieszczeniu było głośno i tłoczno więc szybko przecisnęły się do swoich dormitoriów. Na drodze napotkała Rona, ale wyminęła go jednym ruchem i przeszła do swojego pokoju. Jak zwykle zmniejszyła walizki, zabrała kotkę i w towarzystwie przyjaciółki poszły na peron. Blaise i Draco już tam na nie czekali i powitali je ciepłym uściskiem. Pare minut potem nadjechał wielki Ekspres Hogwart i wszyscy uczniowie zaczęli się przeciskać do środka. Dwaj ślizgoni i dwie gryfonki prześlizgnęli się jako pierwsi i zajęli ich ulubiony przedział. Pociąg wyruszył, a z jego komina zaczęła wylatywać biała para. Śnieg za oknem lekko prószył i powoli zaczynały znikać w oddali znajome mury Hogwartu. Wkrótce naokoło zaczął rozciągać się tylko widok na łąki i lasy. Nagle za drzwiami przedziału pojawiła się znajoma starsza kobieta pchająca wózek wypchany najróżniejszymi słodyczami. Blaise zerwał się miejsca i zaczął namyślać się co kupić. Przystało na tym, że kupił wszystko. Położył wszystkie słodycze na stoliku i całe towarzystwo zaczęło śmiać się, rozmawiać i jeść łakocie. W powietrzu latały czekoladowe żaby usilnie próbujące uciec, a Diabeł gonił je zaciekle. W krótce pomógł mu Draco i przy akompaniamencie śmiechu dziewczyn udało im się złapać zbiegłe żaby. Zabimi wziął kęs ciastka z kremem i pod nosem zostały mu białe wąsy.
- Kocham jeździć ekspresem Hogwart – powiedział Blaise, gdy Ginny wycierała mu krem chusteczką chichocząc przy tym. W końcu z nadmiaru słodkości zrobiło im się wręcz nie dobrze, ale dalej śmiali się i żartowali. Podróż minęła im zaskakująco szybko i nim się spostrzegli Ekspres stawał na Kings Cross. Wszyscy powychodzili z przedziałów i zrobiło się gwarno. W końcu przyjaciołom udało się przecisnąć na zimne powietrze. Gryfonki zaczęły się przytulać na pożegnanie, a ślizgoni podali sobie ręce łącząc je w przyjacielskim uścisku. Na peronie 9 i ¾ pojawiła się Ruda rodzinka Weasleyów witająca swoje dzieci. Hermiona zgubiła gdzieś ich w tłumie i postanowiła razem z Draco pójść do jej domu.
- Chodźmy, to nie daleko.
- Nie teleportujemy się? Jesteśmy już pełnoletni! – powiedział Draco
- Miło czasem się przejść – uśmiechnęła się Hermiona i przytuliła blondyna wciskając mu do ręki walizke.
- Niesiesz bagaże! – zaśmiała się gryfonka i przeszła na Kings Cross. Draco prychnął pod nosem niezadowolony, ale pociągnął się za nią. Przez całą drogę brunetka mówiła mu gdzie jest sklep, gdzie muzeum, gdzie szkoła do której wcześniej chodziła, gdzie mieszkają jej przyjaciele i opowiadała różne historyjki z jej życia.
- Draco, widzisz tą dziewczynę? – zapytała Hermiona podchodząc do blondyna.
- Mhmm – odpowiedział szperając w jakiejś torbie.
- To moja koleżanka i nie wie, że jestem czarodziejką. Chodźmy do niej. Czeeeść Daisy! – krzyknęła i podskakując zaczęła energicznie machać w stronę szczupłej dziewczyny z ciemnymi, bardzo długimi włosami zaplecionymi w warkocz. Nijaka Daisy od razu zareagowała i rozentuzjazmowana i rzuciła się na brunetkę śmiejąc się głośno.
- Cześć! Jak dawno cię nie widziałam!
- Przyjechałam na święta do rodziców – powiedziała Hermiona – To jest Draco – przedstawiła blondyna.
- Hej, jestem Daisy – podała rękę ślizgonowi z szerokim uśmiechem na twarzy. Malfoy uśmiechnął się lekko i uścisnął jej dłoń.
- Musimy już iść. Pa Daisy! Mam nadzieje, ze niedługo się spotkamy! – pożegnała się gryfonka i razem z Draconem ruszyła w dalszą drogę. Szybko znaleźli się przed progiem małego, przytulnego domku. Miał spory ogródek na którym rosło wiele drzew i krzewów, oraz wiecznie zielonych choinek. Największa z nich była świątecznie przyozdobiona a pod dachem wisiały białe migające lampki. Hermiona nacisnęła na dzwonek i po przeciwnej stronie rozległa się krótka melodyjka. Para usłyszała czyjeś kroki i w drzwiach stanęła sympatyczna kobieta w fartuszku uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Hermonka! – Pani Granger mocno przytuliła swoją córkę. Obok niej stanął wysoki ojciec dziewczyny mierzący wzrokiem trochę zakłopotanego chłopaka.
Bardzo ci dziękuję Cyziu za to co dla mnie zrobiłaś <3 Gdyby nie ty pewnie ten rozdział byłby dużo, dużo później. Dzięki, dzięki i jeszcze raz dzięki! No i oczywiście dziękuję Wam za te wszystkie miłe komentarze!
Zapraszam na dramione koleżanki * link * J
Życzę miłego czytania i zapraszam do komentowania! :D
ps.
Już mam laptopa i nie muszę męczyć się z notatnikiem w komórce :D
*~*~*~*~*~~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
- Dobry Wieczór - powiedziała zdumiona starsza kobieta patrząc na równie zdziwioną Hermione. Gryfonka przez chwilę nie wiedziała co powiedzieć, ale po jakimś czasie w końcu sobie przypomniała w jakiej sprawie przyszła. Zrobiła poważna minę i powiedziała:
- Dobry Wieczór, ja do profesora Slughorna.
- Profesora Slughorna nie ma, wyjechał na mis- ekhem - profesor McGonagal zmieszała się na chwilę. - Miał sprawy do załatwienia. O co chodzi?
- Pani profesor, Ginny wypiła amortencję... - Spojrzała smętnie na przyjaciółkę patrzącą w sufit z nieobecnym wzrokiem i szerokim uśmiechem na ustach mamroczącą coś do siebie. Jak brunetka zdążyła się domyślić; kolejne zdrobnienia jej ukochanego Charliego. Profesorka również lustrowała wzrokiem rudowłosa. Bez słowa zaprosiła przyjaciółki gestem ręki do środka i wskazała dwa zielone fotele. Pomieszczenie było dość spore i na sam jego widok robiło się zimno, choć kominek był rozpalony. Ściany i podłoga zrobione były z betonu, jak jeszcze za czasów Snap'a. Na ziemi leżał zielony dywan, a na ścianach zawieszone były półki z eliksirami, kociołkami, składnikami i bardzo dziwnymi rzeczami. Na lewo stały drewniane drzwi prowadzące prawdopodobnie do sypialni profesora. Były lekko uchylone i Gryfonka zdążyła dojrzeć, że całe tamto pomieszczenie jest zrobione z drewna a na środku stoi wielkie łóżko z baldachimem. Z boku był śliczny, rzeźbiony kominek z tańczącymi płomieniami w środku. Hermiona zwróciła wzrok ku krzątającej się między półkami z eliksirami i składnikami McGonagal. Wzdrygnęła się słysząc tłuczone szkło i szybko spojrzała co się stało. Profesorka nerwowo zbierała jakieś macki do innego naczynia raz po raz krzywiąc się z obrzydzenia. Odłożyła słoiczek na swoje miejsce i wyrzuciła szczątki starego do kosza. Parę chwil potem profesorka widocznie podskoczyła uradowana zauważając szukaną rzecz. Brunetka nawet nie zwróciła uwagi, że Ginny ciągle nawija jej do ucha o jej ukochanym. o ich dozgonnej miłości i jak będą nazywać się ich dzieci. Najbardziej zastanawiało ją to czemu to zrobił. Wlał eliksir do jej piwa kremowego i osobiście jej podał, a ona dziwiła się czemu tak się patrzy! Musi z nim koniecznie porozmawiać, bo przecież amortencja to nie jest dobre rozwiązanie. Mógł się z nią zwyczajnie umówić. - Myślała Hermiona nie zdając sobie nawet sprawy, że to było o wiele poważniejsze niż się jej wydawało. W tym czasie profesorka znalewźszy odpowiedna fiolkę, wlała jej zawartość do eleganckiej filiżanki w kwiatki i podała Ginny. Rudowłosa zrobiła minę grymaśnego dziecka i tupnęła nogą mówiąc, że tego nie wypije. - Gin to jest od twojego ukochanego, jak tego nie wypijesz to nie przyjdzie - szeptała jej do ucha Hermiona. Ruda po tych słowach od razu ujęła w ręce filiżankę i wypiła do samego dna. Z twarzy zaczął jej powoli znikać głupiutki uśmieszek, aż w końcu krzyknęła
- Co to było!?!? - Krzyczała łapiąc rękami swojej głowy i patrząc wielkimi oczami to na profesorkę to na przyjaciółkę. - Gin spokojnie. Napiłaś się amortencji.. - Co? Kto?! Ten barman!! Zabije! - Wrzeszczała Ginny, a uszy jej poczerwieniały jak bratu.
- Spokój! - Krzyknęła McGonagal - wszytko sobie jakoś wyjaśnicie, ale teraz musicie wyjść. Muszę zrobić pewną rzecz. Do widzenia i bawcie się dobrze. - Pożegnała się szybko i wypchnęła dziewczyny za drzwi zatrzaskując je z hukiem, który odbił się echem po pustych korytarzach. Przyjaciółki wróciły na salę, a Hermiona przez całą drogę tłumaczyła Ginny co się stało. Oburzona rudowłosa ciskała na Charliego najróżniejszymi przekleństwami, nawet takimi o których Hermiona nie miała pojęcia. Pierwsze co to zauważyły przeciskającego się przez tłum Dracona.
- Gdzie Blaise? - Zapytała z góry Ginny podbiegając do młodego Malfoya.
- Pobiegł za tym kretynem - odparł dość obojętnie i podszedł do Hermiony
- Co?! On mu może coś zrobić! Przemoc to nie jest dobre rozwiązanie! Nie powstrzymałeś go?
- Próbowałem, ale z innej strony należy się idiocie. - Gryfonka trzepnęła go w ramię. Draco na chwilę zrobił oburzona minę i już chciał coś powiedzieć gdy Ginny zapytała
- Gdzie oni są? - Nie wiem, chyba na błoniach. Przed chwilą pobiegli, chodźmy do nich. - Ledwo powiedział " na błoniach " gdy Gin jak rakieta wystrzeliła w stronę drzwi wyjściowych. Para spojrzała na siebie i bez słowa pobiegła za nią. Bez kurtek wybiegli na mróz goniąc rudą czuprynę. W oddali widać było dwie postacie wrzeszczące na siebie nawzajem. Ginny przebiegła przez zmarznięty most i z śniegiem po kolana stanęła przed Blaisem. Ślizgon wciąż wrogo patrzał na przeciwnika, ale zelżał mu uścisk na różdżce i z czułością przytulił rudowłosą. Charlie widząc, że to dobry moment uciekł i jak torpeda pobiegł ku zamku. Diabeł zacisnął pięści, ale nie rzucił się w pogoń. Przytulił jeszcze raz Ginny i zaproponował powrót do zamku, na co wszyscy się z radością zgodzili nie czując nóg zatopionych w śniegu i palców.
***
Harry siedział na wielkim, miękkim bordowym fotelu w jego ulubionym pomieszczeniu. Na ścianach wisiały herby domu lwa i podłogę zdobił szkarłatny dywan. Przed nim był obszerny kominek, a z boku wielkie okno z widokiem na całe błonia tuż przy regale z opasłymi książkami.. o quiddichu oczywiście. Na kominku leżał na poduszece złoty znicz wraz z zdjęciami w ramkach sławnych zawodników. Bal trwał w najlepsze, a wybraniec siedział pogrążony w myślach w Pokoju Życzeń. Uwielbiał ten pokój. W dowolnej chwili mógł się znaleźć na łące, boisku, bibliotece czy w jakim miejscu sobie zamarzy. Ale najlepsze było to, że nikt tu nie wejdzie i mu nie przeszkodzi. Był tu sam i może tam zostać ile chce.. w samotności. Myślał o Ginny, Hermionie i Ronie. O tym jak wszystko się rozwiało jak dmuchawiec. Jeszcze pół roku temu byli najlepszymi przyjaciółmi, a teraz? Owszem wciąż przyjaźni się z Hermioną. A Ginny… Od tak dawna mu się podobała, ale tak bardzo bał się zapytać. Odkładał to na jutro i co? Wszystko stracone i musi się z tym pogodzić.
Wstał odkładając pustą butelkę po piwie kremowym zabraną z pokoju wspólnego, bo nie wiadomo czemu Pokój Życzeń nie daje napoi, ani jedzenia. Otworzył szybko drzwi i usłyszał cichy huk z drugiej strony. Pospiesznie podszedł do pocierającej czoło, siedzącej na ziemi czarnowłosej dziewczyny. Widać ktoś jeszcze nie był na balu. Wyjąkał kilka przeprosin i podniósł z ziemi jej opasłą księgę „ Magiczne rośliny, które chcą cię pożreć”.
- Przepraszam Parvati, naprawdę…
- Nic się nie stało – uśmiechnęła się do niego gryfonka. Podniosła się z podłogi i strzepnęła z siebie niewidzialny kurz. Przez jakiś czas nie odzywali się do siebie tylko stali wpatrując się w podłogę. W oddali słychać było muzykę z Balu Bożonarodzeniowego.
- Emm.. – zaczęła Parvati – zatańczymy?
- co? – odpowiedział zaskoczony pytaniem Harry.
- Nic.. jak nie chcesz to przepraszam.. – Gryfonka spojrzała w podłogę i się zarumieniła.
- Nie! Tylko trochę mnie zaskoczyłaś. Zatańczmy – uśmiechnął się pokrzepiająco do dziewczyny i po chwili już tańczyli do powolnej muzyki na pustym korytarzu.
***
Hermiona z grymasem na twarzy spojrzała w lustro. Włosy jej sterczały na wszystkie strony i miała podkrążone oczy. Przetańczyła z Draco calusieńką noc i musiała wcześniej wstać, bo jechała na święta do domu. Wzięła prysznic, uczesała włosy i zabrała się do pakowania. Kotka cały czas wchodziła do walizki i ocierała się. Wsadziła do walizki wszystkie ubrania, książki i wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, a Wenus wsadziła do klatki dla kota i zeszła na dół. Miała jeszcze półtorej godziny do wyjazdu, ale wolała na spokojnie zjeść śniadanie i przygotować się do podróży. W Wielkiej Sali wciąż stały ogromne, ładnie ustrojone choinki i świąteczne dekoracje. Duchy przelatujące co jakiś czas po Sali śpiewały wesoło kolędy. Brunetka usiadła na swoje stałe miejsce przy stole gryfonów i zabrała sobie do miseczki trochę owsianki.
- Dzień dobry Hermiono – usłyszała za sobą tak bardzo znany głos.
- Cześć Draco! – odwróciła się do niego i szeroko uśmiechnęła.
- Przyszedłem się pożegnać. – powiedział siadając obok niej i lekko się uśmiechając. Gryfoni zareagowali na obecność ślizgona ze zdziwieniem, ale już nie tak wielkim jak wcześniej.
- Ah tak.. – Hermiona właśnie sobie przypomniała, że Draco zostaje w Hogwarcie, bo nie ma do kogo wyjechać. Ojciec uciekł z Azkabanu, a matka nie żyje. Bardzo jej było żal ślizgona. Nagle coś ją olśniło..
- Draco! A może spędzisz u mnie święta? – zapytała wesoło się uśmiechając i łapiąc go za brzeg koszulki, bo widocznie chciał się oddalić
- Ja, ee – zmieszał się trochę – naprawdę, nie chce robić kłopotu…
- Ależ to żaden kłopot! Draconie Malfoyu nie chce słyszeć sprzeciwu. Jedziesz do mnie na święta! – uśmiechnęła się szeroko i przytuliła do blondyna. Chłopak odwzajemnił uścisk i krótko szepnął – idę się pakować – po czym wyszedł z Wielkiej Sali. Hermiona również chciała wyjść, aby sprawdzić po raz czwarty, czy na pewno wszystko spakowała, ale ruda czupryna zagrodziła jej drogę. Usiadła z powrotem na swoim miejscu i zaczęła wysłuchiwać rozentuzjazmowanej przyjaciółki nawijającej szybciej niż błyskawica Harrego na meczu quiddicha.
- Noo i się zgodziłiprzyjedziedomnie na święta! – zakończyła Ginny uśmiechając się i podskakując na ławce.
- Jej, to świetnie! Do mnie przyjeżdża Draco! A co na to Ron?
- Pff Ron. Może sobie myśleć i mówić co chce. – zrobiła obrażoną minę, ale chwilę później wyraz twarzy zupełnie jej się zmienił – za 30 minut wyjazd! Chodź, musimy znieść bagaże.. – Dziewczyny popędziły jak na miotłach po Hogwardzkich schodach do góry i szybko podały hasło grubej damie. Neville męczył się z walizkami na kręconych schodach, Colin rozmawiając z Ernim wychodził z Pokoju Wspólnego, a Parvati wypuszczała przez okno sowę z listem przywiązanym do nóżki. W pomieszczeniu było głośno i tłoczno więc szybko przecisnęły się do swoich dormitoriów. Na drodze napotkała Rona, ale wyminęła go jednym ruchem i przeszła do swojego pokoju. Jak zwykle zmniejszyła walizki, zabrała kotkę i w towarzystwie przyjaciółki poszły na peron. Blaise i Draco już tam na nie czekali i powitali je ciepłym uściskiem. Pare minut potem nadjechał wielki Ekspres Hogwart i wszyscy uczniowie zaczęli się przeciskać do środka. Dwaj ślizgoni i dwie gryfonki prześlizgnęli się jako pierwsi i zajęli ich ulubiony przedział. Pociąg wyruszył, a z jego komina zaczęła wylatywać biała para. Śnieg za oknem lekko prószył i powoli zaczynały znikać w oddali znajome mury Hogwartu. Wkrótce naokoło zaczął rozciągać się tylko widok na łąki i lasy. Nagle za drzwiami przedziału pojawiła się znajoma starsza kobieta pchająca wózek wypchany najróżniejszymi słodyczami. Blaise zerwał się miejsca i zaczął namyślać się co kupić. Przystało na tym, że kupił wszystko. Położył wszystkie słodycze na stoliku i całe towarzystwo zaczęło śmiać się, rozmawiać i jeść łakocie. W powietrzu latały czekoladowe żaby usilnie próbujące uciec, a Diabeł gonił je zaciekle. W krótce pomógł mu Draco i przy akompaniamencie śmiechu dziewczyn udało im się złapać zbiegłe żaby. Zabimi wziął kęs ciastka z kremem i pod nosem zostały mu białe wąsy.
- Kocham jeździć ekspresem Hogwart – powiedział Blaise, gdy Ginny wycierała mu krem chusteczką chichocząc przy tym. W końcu z nadmiaru słodkości zrobiło im się wręcz nie dobrze, ale dalej śmiali się i żartowali. Podróż minęła im zaskakująco szybko i nim się spostrzegli Ekspres stawał na Kings Cross. Wszyscy powychodzili z przedziałów i zrobiło się gwarno. W końcu przyjaciołom udało się przecisnąć na zimne powietrze. Gryfonki zaczęły się przytulać na pożegnanie, a ślizgoni podali sobie ręce łącząc je w przyjacielskim uścisku. Na peronie 9 i ¾ pojawiła się Ruda rodzinka Weasleyów witająca swoje dzieci. Hermiona zgubiła gdzieś ich w tłumie i postanowiła razem z Draco pójść do jej domu.
- Chodźmy, to nie daleko.
- Nie teleportujemy się? Jesteśmy już pełnoletni! – powiedział Draco
- Miło czasem się przejść – uśmiechnęła się Hermiona i przytuliła blondyna wciskając mu do ręki walizke.
- Niesiesz bagaże! – zaśmiała się gryfonka i przeszła na Kings Cross. Draco prychnął pod nosem niezadowolony, ale pociągnął się za nią. Przez całą drogę brunetka mówiła mu gdzie jest sklep, gdzie muzeum, gdzie szkoła do której wcześniej chodziła, gdzie mieszkają jej przyjaciele i opowiadała różne historyjki z jej życia.
- Draco, widzisz tą dziewczynę? – zapytała Hermiona podchodząc do blondyna.
- Mhmm – odpowiedział szperając w jakiejś torbie.
- To moja koleżanka i nie wie, że jestem czarodziejką. Chodźmy do niej. Czeeeść Daisy! – krzyknęła i podskakując zaczęła energicznie machać w stronę szczupłej dziewczyny z ciemnymi, bardzo długimi włosami zaplecionymi w warkocz. Nijaka Daisy od razu zareagowała i rozentuzjazmowana i rzuciła się na brunetkę śmiejąc się głośno.
- Cześć! Jak dawno cię nie widziałam!
- Przyjechałam na święta do rodziców – powiedziała Hermiona – To jest Draco – przedstawiła blondyna.
- Hej, jestem Daisy – podała rękę ślizgonowi z szerokim uśmiechem na twarzy. Malfoy uśmiechnął się lekko i uścisnął jej dłoń.
- Musimy już iść. Pa Daisy! Mam nadzieje, ze niedługo się spotkamy! – pożegnała się gryfonka i razem z Draconem ruszyła w dalszą drogę. Szybko znaleźli się przed progiem małego, przytulnego domku. Miał spory ogródek na którym rosło wiele drzew i krzewów, oraz wiecznie zielonych choinek. Największa z nich była świątecznie przyozdobiona a pod dachem wisiały białe migające lampki. Hermiona nacisnęła na dzwonek i po przeciwnej stronie rozległa się krótka melodyjka. Para usłyszała czyjeś kroki i w drzwiach stanęła sympatyczna kobieta w fartuszku uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Hermonka! – Pani Granger mocno przytuliła swoją córkę. Obok niej stanął wysoki ojciec dziewczyny mierzący wzrokiem trochę zakłopotanego chłopaka.
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Rozdział 18
Czeeeść! Następny rozdział postaram się napisać do czwartku. Jest on chyba trochę krótszy, od pozostałych więc przepraszam za to. Proszę, aby wszystkie osoby czytające teraz ta notatkę zostawiły po sobie komentarz :) Chce wiedzieć, ile osób czyta moje wypociny :D Laptop wciąż jest w serwisie i przypominam, że piszę to na komórce w jakimś notatniku XD Czemu te wakacje tak szybko mijają? Zapraszam na super dramione mojej koleżanki! Dopiero zaczyna, ale świetnie jej idzie *link* Życzę miłego czytania i zapraszam do komentowania!
*~*~*~*~*~*~
Szła żwawym krokiem przez opustoszałe korytarze jej ukochanego Hogwartu. Wiedziała, że on był za nią, więc przyspieszyła jeszcze bardziej. Nie miała ochoty na kolejną niemiłą rozmowę. Była szczęśliwa, ale całe to szczęście prysło. Skręciła w jakiś boczny korytarzyk. Szybkie kroki zamieniła się w bieg i ucieczkę. Był szybszy, złapał ja za nadgarstki swoimi silnymi dłońmi i wciągnął do pustej klasy. Spojrzała mu wrogo w oczy, przeklinając, że kiedyś spędziła z nim tyle czasu i narobiła mu nadziei. Nie czuła już tych motylków w brzuchu, gdy tylko jej dotknął. To było chwilowe zauroczenie i nic więcej. Myślała, że to co do niego czuje to dozgonna miłość, ale myliła się. Stchórzył, a ona nawet nie rozmawiając z nim przez długi czas przestała czuć do niego coś więcej niż przyjaźń. Uczucie znikło, jak on sam pod peleryną niewidką. Teraz stała z nim twarzą w twarz, wiedząc, że znowu, po raz kolejny będzie musiała mu to powiedzieć. Czy to do niego nie docierało? On pewnie wciąż myślał, że ona cały czas coś do niego czuje, a Blaise to tylko jedna przygoda. Był inteligentny, ale nie potrafił tego pojąć, że będzie z kimś innym niż on sam. Przecież miało być tak wspaniałe! Wyobrażał sobie wieczorami jego i Ginny patrzących sobie w oczy o zachodzie słońca, a po chwili ich usta łączyły się w namiętnym pocałunku. Harry nie wyobrażał sobie życia bez niej! Kochał ja do czystego szaleństwa i oddał by za nią życie. Podczas drugiej bitwy o Hogwart to o nią martwił się najbardziej. Stali patrząc się na siebie. Dziewczyna ze złością i irytacja, a Wybraniec z czułością i żalem. Chociaż w klasie panowała ciemność widzieli swoje twarze dokładnie, przez zaglądający do pokoju okrągły księżyc. Gdyby tylko wystawić głowę przez okno usłyszeć można było głośne wycie wilków do księżyca i żałosne skomlenia wilkołaków. Chłopak puścił jej nadgarstki, uświadamiając sobie że trochę za mocno ją za nie ściska i zaczął:
- Ginny, błagam ja cię kocham! Lubię Blaisa, ale on nie jest dla ciebie... To co się między nami zdarzyło nic dla ciebie nie znaczy?
- Nie! Ja... Ja kocham Blaisa, ale do ciebie nie czuje nic więcej niż przyjaźń!
- Proszę, daj mi szansę!
- Harry, zrozum... Proszę, daj mi odejść - szepnęła cicho i nie wytrzymała. Kilka łez spłynęło po woli po jej twarzy zostawiając mokry ślad. Ginny wyszła z klasy i pobiegła gdzieś na oślep, zostawiając Harrego. Wybraniec osunął się po ścianie i ukrył twarz w dłoniach. Ruda była dla niego nieuchwytnym obiektem marzeń i snów. Była jak mały ptaszek którego tak trudno mu było złapać. Chciał ja mieć, ale ona tego nie chciała. Nie kochała go.. Nie czuła tego samego. Nic nie rani bardziej jak nieodwzajemniona miłość. Jedna łza poleciała z jego zielonego oka, ale od razu się opamiętał. Jeśli kogoś kochasz, daj mu odejść. On ja kochał i nie będzie zakłócał jej związku z Zabinim, ale nie pozwoli by ktokolwiek ją skrzywdził. To ona była dla niego najważniejsza i będzie o nią dbał, choćby tego nie chciała. Nie miał nikogo na świecie prócz jego ukochanego wujostwa i kuzyna. To ona była jedyną pozytywną iskierką radości w jego życiu rozświetlając najlepsze chwile. Teraz, kiedy śmierciożercy masowo uciekają z Azkabanu robi się równie niebezpiecznie jak kiedyś. Już 11 ofiar i pewnie za niedługo znajdą się w Hogwarcie. Choćby miał ją bronić pod peleryną niewidką, będzie to robił. Czuł, że Voldemort powraca. Blizna piekła go coraz częściej i zdarzało mu się nawet mdleć z bólu na lekcjach. Na pewno pierwsze w co uderzy to Hogwart - miejsce w którym przebywał jego odwieczny wróg, który zdołał go załatwić będąc niemowlakiem. To wszytko znowu się powtarzało, jakby oglądał kolejny raz ten sam film. Ból blizny, masowe ucieczki, zabójstwa... Jednak o siebie się nie bal. O strach przyprawiał go widok jego ukochanej Ginny martwej, który odwiedzał go w snach. Nie mógł na to pozwolić.
***
Białe obłoki sunęły leniwie po błękitnym niebie. Średnie, małe, niewielkie, idealne dla osób z wyobraźnią lubiących czasem położyć się na trawie lub nawet śniegu, by wpatrywać się w chmury i myśleć co one przypominają. Żyrafa? Żółw? Samochód? Wszytko! To właśnie było ulubione zajęcie Hermiony ( poza książkami rzecz jasna). Kochała, a szczególnie jesienią położyć się na trawie usłanej kobiercem kolorowych liści, założyć ręce za głowę i patrzeć rozmarzonym wzrokiem na powolne obłoczki formujące się w kształty. Mogła by tak leżeć godzinami! Niestety, tym razem nie mogła. Na zimnym, puszystym puchu, choć jest wygodnie szybko robi się zimno. Podniosła się na równe nogi i obejrzała anioła, jakiego stworzyła w śniegu. Miała w rękawach pełno zimowego puchu i czerwone policzki od mrozu. Otrzepała się że śniegu i wróciła do zamku. Chciała przedostać się niezauważalnie do dormitorium, bo Draco nie pozwalał jej wychodzić. Jeszcze dwa dni temu była o krok od śmierci przez tak zazwyczaj niepozorna chorobę. Cóż, Hermiona to Hermiona; nie usiedzi w jednym miejscu nawet przez pięć minut. Oczywiście ubrała się bardzo ciepło. Koszulka, dwa swetry, gruuba kurtka, wełniana czapka... Nie chciała zachorować na święta i na wyczekiwany bal, który miał się odbyć jutro. Cieszyła się, ale również trochę go obawiała. Prześlizgnęła cię cichcem do dormitorium i położyła się na łóżku głaszcząc swoją kotkę. Trochę jej się nudziło. Ginny poszła z koleżankami z roku pomóc im w wybraniu sukienki, a Draco gdzieś zniknął. Nie wiedziała co robić. Przewróciła się na brzuch i postanowiła odwiedzić bibliotekę. Kochała to miejsce i spokój jaki tam panował. Pogrążała się w lekturze zapominając o świece, a czas zlatywał jak z bicza strzelił. Przebrała się, uczesała i poszła do swojego ulubionego zacisznego kąta w Hogwarcie. O dziwo wszystkie stoliki były zajęte! W ostatnim, pod oknem siedziała jedną postać, ale twarzy nie widziała. Zdjęła z półki książkę "Zaklęcia domowe, poza domowe i obronne" i podeszła do ów nieznanej osoby.
- Cześć, mogę się dosiąść?
- Tak, jasne - odpowiedział jej bardzo dobrze znany głos. Zdębiała na chwilę, ale się uśmiechnęła i usiadła na drewnianym krześle.
- Ed, jak dawno się nie widzieliśmy! - Posłała trochę sztuczny uśmiech rudowłosej postaci. Ed miał brązowe, głębokie oczy, trochę piegów i był wysoki. Nie tak jak Malfoy, ale wysoki. Znała go bardzo dobrze. Kiedy miała pięć lat, na swojej mugolskiej ulicy wprowadziła się nowa rodzina. Obydwoje nie wiedzieli, że mają magiczne moce. Poznali się i od tej chwili spędzali z sobą mnóstwo czasu. Bawili się razem na pobliskim placu zabaw, ścigali się na rowerach w parku, odwiedzali się wzajemne, a potem zaczęli chodzić do mugolskiej szkoły. Tam siedzieli razem w ławce i spędzali wspólnie przerwy. W pobliskim małym sosnowym lasku mieli swoją bazę za krzakami między konarami wielkiego drzewa. Przynosili tam rzeczy z domu i spędzali całe dnie na wspólnej zabawie. Powierzali sobie najskrytsze tajemnice i sekrety, włączając w to dziwne rzeczy jakie im się przydarzały. W końcu, kiedy spędzali czas na podwórku urządzając piknik nadleciały dwie sowy. Byli bardzo zdziwieni, ale i za razem podekscytowani widząc, że trzymają w swoich zakończonych pazurami łapach listy. Zniżyły lot i zrzuciły je przed jedenastolatków. Przeczytali i podekscytowani pobiegli do rodziców. Kilka dni później pojawił się dyrektor, by wprowadzić ich w tajemniczy świat magii. 1 września udali się razem na peron 9 i 3/4. Tiara przydzieliła ich do dwóch innych domów, w których znaleźli nowych przyjaciół, zapominając o starych. I tak ich kontakt się urwał. Rzadko się widywali, a jak już to opuszczali wzrok, albo udawali że się nie widzą.
- Jak tam u ciebie leci? - Zapytał próbując odwzajemnić uśmiech, ale się mu to nie udało.
- Dobrze, a jak u ciebie?
- Również, wiesz muszę już iść. Pa. - chłopak wstał od stołu i wyszedł, a Hermiona westchnęła w duchu. Nie miała ochoty z nim rozmawiać, nie mieli o czym.
***
Ed wychodził z biblioteki, przeklinając siebie. Po co on to w ogóle powiedział? Spanikował! Miała takie śliczne oczy.. Zawsze uwielbiał w nie patrzeć. Oddalili się od siebie, ale chciał by znowu zostali przyjaciółmi. Przez cały ten czas za nią tęsknił, a teraz, kiedy przyszła okazja zwiał! Poszedł na trzecie piętro i wszedł do Pokoju Wspólnego Puchonów podając hasło posagowi praczki *. Na fotelu koło okna siedział zamyślony Charlie. Obok miał książkę o najgroźniejszych eliksirach i butelkę piwa kremowego. Nie zauważył wejścia przyjaciela do pomieszczenia. Ed podszedł i usiadł na fotelu obok bacznie przyglądając się brunetowi. Ten odwrócił głowę, by zabrać piwo kremowe i zastając oczy przyjaciela podskoczył na fotelu.
- Masz zamiar to zrobić? - Zapytał smutno Ed.
- Nie mam wyboru. Chciałem się wycofać... ze względu na ciebie oczywiście - dodał szybko - Ale.. Powiedział, że będzie to wszytko oglądał z ukrycia i... Zagroził zabiciem mojej siostry... - Spuścił głowę i jeszcze bardziej spochmurniał
- Czemu mu tak na tym zależy? Nie rozumiem tego! - Ed siedział cicho wpatrując się w wesoło tańczące płomienie w kominku. Zagroził mu.. O co może chodzić? Myśli może, że Malfoy uzna to za zdradę? Czemu chce ich rozdzielić.. Z resztą, nawet nie wiedzieli kto to. Miał maskę i nic nie chciał powiedzieć o swojej tożsamości. Dlaczego mu tak na tym zależy? Mnóstwo pytań kotłowało się w jego głowie domagając się odpowiedzi. Charlie bąknął coś i przeszedł przez okrągłe drzwi do dormitorium chłopców. Ed został jeszcze pogrążając się w myślach, aż w końcu poszedł w jego ślady. ***
Hermiona w pośpiechu pobiegła z Ginny do swojego dormitorium. Miały trzy godziny do balu, ale chciały się już przygotować. Rudowłosa poszła do siebie po rzeczy i wróciła w podskokach do przyjaciółki. Ginny miała zrobić Hermionie jakąś fryzurę, a ona zaś miała ja pomalować. To wszytko zajęło im dobre dwie godziny i w swoich pięknych sukniach rozsiadły się obok kominka na fotelach. Brunetka miała na sobie śliczną, błękitną sukienkę do ziemi z delikatnymi falbankami. Włosy miała spięte w kok z wypuszczonym loczkiem. Na nogach miała pantofelki na obcasach w również w tym samym kolorze co kreacja. Ginny miała czerwoną sukienkę z cekinami przy dekoldzie i falbankami, buty na obcasach w tym samym odcieniu i wpięty w jej długie, ogniste włosy czerwony kwiat. Obydwie wyglądały olśniewająco i uroczo. W końcu nastała godzina 17:25 a bal miał się odbyć o 17:30. Odstawiły więc puste butelki po soku z dyni i ruszyły schodami w dół na spotkanie ze swoimi partnerami niedaleko wielkiej sali. Od razu dostrzegły zmierzający ku nim śnieżnobiały rządek zębów Zabiniego i platynową czuprynę Draco. Młody Malfoy miał na sobie czarny garnitur i czarną koszule w której wyglądał niesamowicie przystojnie przez ten kontrast między jego prawie mleczną skórą i czernią. Blaise zaś ubrany był w srebrny garnitur z którego Draco się śmiał, ale nie podzielały jego zdania wzdychające wielbicielki ślizgona. Chłopcy objęli dziewczyny ramionami i weszli do Wielkiej Sali, a setka ciekawskich oczu śledziła każdy ich ruch. Rozsiedli się przy jedynym wolnym stoliku i rozpoczęli rozmowę. Zabrzmiała wolna piosenka, ale nikt nie miał odwagi wystąpić na parkiet. Nikt? Draco wstał podał rękę Hermionie i obdarzył ja zawadiackim uśmiechem, któremu nikt nie potrafiły się oprzeć. Chwilę później wirowali na parkiecie, a za nimi kilka innych ośmielonych nimi osób. Tańczyła z młodym Malfoyem prawie każda piosenkę. Czuła, że zrobiły jej się odciski w niewygodnych butach i zmęczenie. Postanowiła napić się piwa kremowego, więc podeszła do barku i zamówiła dwa kubki. Dla siebie i dla Ginny. Chłopcy jak zwykle woleli Ognista Whisky, mówiąc że piwo kremowe jest dla mięczaków. Charlie był barmanem i po kryjomu wlał amortencję do jednego kufla. Podał go prosto do ręki dziewczynie, ale ta w nagłym napadzie śmiechu po żarcie Blaisa odłożyła do na blat bojąc się go rozlać. Tak samo postąpiła Ginny odkładając kufel obok tego od przyjaciółki. Chwilę później przyszła do nich Parvati z Terencem Higgsem. Dziewczyny jakby zapomniały o swoich napojach i zajęły się rozmową, tak samo chłopacy. W końcu para odeszła i Ginny sięgnęła po piwo kremowe. Charliemu serce podskoczyło do gardła i żołądek mu się momentalnie skurczył. Chciał krzyknąć, ale już było za późno. Ginny poczuła w sobie jakieś przyjemne ciepło i miłe dreszcze. Spojrzała na barmana i zaczęła podziwiać jego śliczne, brązowe włosy, piękne oczy, rysy twarzy. Dlaczego wcześniej nie zwracała na niego uwagi?! Chciała teraz rzucić się na niego i czuła, że to ten jedyny. Chciała go złapać i nie puścić. Pochłaniała wzrokiem każdy kawałek jego ciała. Przyjaciele przyglądali się jej że zdziwieniem, a Blaise z złością.
- Czeeeeść - zaświergotała jak nigdy Ginny i mrugnęła do całego roztrzęsionego Charliego.
- Ee czeeść... - Odpowiedział niepewnie brunet polerując kieliszek.
- Co jutro robisz? Chcesz zatańczyć? - Pytała zalotnie uśmiechając się i nadmiernie szybko mrugając rudowłosa z podparta głową na dłoniach. Wpatrywała się w niego jak w obrazek.
- Ginny! Co ci jest?! - Pierwsza zapytała Hermiona.
- Choooodź to ci powiem - powiedziała przesłodzonym głosikiem i zachichotała głupiutko mrugając do Charliego. Zdenerwowana Gryfonka wyprowadziła przyjaciółkę z sali i wepchnęła ją do jakiejś klasy. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, Ginny zaczęła - Mioncia, ja się zakochałam! Ten barman... Hermi to jest coś poważniejszego! - Mówiła wciąż swoim przesłodzonym głosem. Potem zaczęła wyliczać jego zalety, ale jej słowotok przerwała Hermiona - Gin, ale ty nawet nie wiesz jak on ma na imię - złapała ja za ramiona i potrzasnęła. Ruda tylko zachichotała.
- Aby kochać, nie trzeba znać imienia głuptasie! Chce iść do mojego kociaczkaa - Gryfonka zamyśliła się na chwilę i zmierzyła wzrokiem przyjaciółkę.
- Taaak, chodźmy do niego... - złapała ja za ramię i poprowadziła do barku w którym chłopaka już nie było, ale za to siedzieli tam jej przyjaciele. Zdąrzyła tylko im rzucić dwa słowa " eliksir miłosny" i poprowadziła przyjaciółkę w stronę lochów. Przez całą drogę wysłuchiwała jej narzekań, że czemu tu nie ma jej kochanego koteczka. W końcu brunetka powiedziała jej imię chłopaka i przez resztę trasy Ginny zachwycała się nim najróżniej zdrabniając. Udało im się dotrzeć do gabinetu profesora Slughorna, ich nauczyciela eliksirów. Zapukała w masywne drzwi, które za parę chwil się otwarły.
- Dobry wieczór - powiedziała trochę zdumiona starsza kobieta, a oniemiała Hermiona na chwilę straciła mowę
*~*~*~*~*~*~
* Szukałam wcześniej gdzie znajduje się pokój wspólny Puchonów i nie znalazłam, więc wymyśliłam ten posąg praczki.
*~*~*~*~*~*~
Szła żwawym krokiem przez opustoszałe korytarze jej ukochanego Hogwartu. Wiedziała, że on był za nią, więc przyspieszyła jeszcze bardziej. Nie miała ochoty na kolejną niemiłą rozmowę. Była szczęśliwa, ale całe to szczęście prysło. Skręciła w jakiś boczny korytarzyk. Szybkie kroki zamieniła się w bieg i ucieczkę. Był szybszy, złapał ja za nadgarstki swoimi silnymi dłońmi i wciągnął do pustej klasy. Spojrzała mu wrogo w oczy, przeklinając, że kiedyś spędziła z nim tyle czasu i narobiła mu nadziei. Nie czuła już tych motylków w brzuchu, gdy tylko jej dotknął. To było chwilowe zauroczenie i nic więcej. Myślała, że to co do niego czuje to dozgonna miłość, ale myliła się. Stchórzył, a ona nawet nie rozmawiając z nim przez długi czas przestała czuć do niego coś więcej niż przyjaźń. Uczucie znikło, jak on sam pod peleryną niewidką. Teraz stała z nim twarzą w twarz, wiedząc, że znowu, po raz kolejny będzie musiała mu to powiedzieć. Czy to do niego nie docierało? On pewnie wciąż myślał, że ona cały czas coś do niego czuje, a Blaise to tylko jedna przygoda. Był inteligentny, ale nie potrafił tego pojąć, że będzie z kimś innym niż on sam. Przecież miało być tak wspaniałe! Wyobrażał sobie wieczorami jego i Ginny patrzących sobie w oczy o zachodzie słońca, a po chwili ich usta łączyły się w namiętnym pocałunku. Harry nie wyobrażał sobie życia bez niej! Kochał ja do czystego szaleństwa i oddał by za nią życie. Podczas drugiej bitwy o Hogwart to o nią martwił się najbardziej. Stali patrząc się na siebie. Dziewczyna ze złością i irytacja, a Wybraniec z czułością i żalem. Chociaż w klasie panowała ciemność widzieli swoje twarze dokładnie, przez zaglądający do pokoju okrągły księżyc. Gdyby tylko wystawić głowę przez okno usłyszeć można było głośne wycie wilków do księżyca i żałosne skomlenia wilkołaków. Chłopak puścił jej nadgarstki, uświadamiając sobie że trochę za mocno ją za nie ściska i zaczął:
- Ginny, błagam ja cię kocham! Lubię Blaisa, ale on nie jest dla ciebie... To co się między nami zdarzyło nic dla ciebie nie znaczy?
- Nie! Ja... Ja kocham Blaisa, ale do ciebie nie czuje nic więcej niż przyjaźń!
- Proszę, daj mi szansę!
- Harry, zrozum... Proszę, daj mi odejść - szepnęła cicho i nie wytrzymała. Kilka łez spłynęło po woli po jej twarzy zostawiając mokry ślad. Ginny wyszła z klasy i pobiegła gdzieś na oślep, zostawiając Harrego. Wybraniec osunął się po ścianie i ukrył twarz w dłoniach. Ruda była dla niego nieuchwytnym obiektem marzeń i snów. Była jak mały ptaszek którego tak trudno mu było złapać. Chciał ja mieć, ale ona tego nie chciała. Nie kochała go.. Nie czuła tego samego. Nic nie rani bardziej jak nieodwzajemniona miłość. Jedna łza poleciała z jego zielonego oka, ale od razu się opamiętał. Jeśli kogoś kochasz, daj mu odejść. On ja kochał i nie będzie zakłócał jej związku z Zabinim, ale nie pozwoli by ktokolwiek ją skrzywdził. To ona była dla niego najważniejsza i będzie o nią dbał, choćby tego nie chciała. Nie miał nikogo na świecie prócz jego ukochanego wujostwa i kuzyna. To ona była jedyną pozytywną iskierką radości w jego życiu rozświetlając najlepsze chwile. Teraz, kiedy śmierciożercy masowo uciekają z Azkabanu robi się równie niebezpiecznie jak kiedyś. Już 11 ofiar i pewnie za niedługo znajdą się w Hogwarcie. Choćby miał ją bronić pod peleryną niewidką, będzie to robił. Czuł, że Voldemort powraca. Blizna piekła go coraz częściej i zdarzało mu się nawet mdleć z bólu na lekcjach. Na pewno pierwsze w co uderzy to Hogwart - miejsce w którym przebywał jego odwieczny wróg, który zdołał go załatwić będąc niemowlakiem. To wszytko znowu się powtarzało, jakby oglądał kolejny raz ten sam film. Ból blizny, masowe ucieczki, zabójstwa... Jednak o siebie się nie bal. O strach przyprawiał go widok jego ukochanej Ginny martwej, który odwiedzał go w snach. Nie mógł na to pozwolić.
***
Białe obłoki sunęły leniwie po błękitnym niebie. Średnie, małe, niewielkie, idealne dla osób z wyobraźnią lubiących czasem położyć się na trawie lub nawet śniegu, by wpatrywać się w chmury i myśleć co one przypominają. Żyrafa? Żółw? Samochód? Wszytko! To właśnie było ulubione zajęcie Hermiony ( poza książkami rzecz jasna). Kochała, a szczególnie jesienią położyć się na trawie usłanej kobiercem kolorowych liści, założyć ręce za głowę i patrzeć rozmarzonym wzrokiem na powolne obłoczki formujące się w kształty. Mogła by tak leżeć godzinami! Niestety, tym razem nie mogła. Na zimnym, puszystym puchu, choć jest wygodnie szybko robi się zimno. Podniosła się na równe nogi i obejrzała anioła, jakiego stworzyła w śniegu. Miała w rękawach pełno zimowego puchu i czerwone policzki od mrozu. Otrzepała się że śniegu i wróciła do zamku. Chciała przedostać się niezauważalnie do dormitorium, bo Draco nie pozwalał jej wychodzić. Jeszcze dwa dni temu była o krok od śmierci przez tak zazwyczaj niepozorna chorobę. Cóż, Hermiona to Hermiona; nie usiedzi w jednym miejscu nawet przez pięć minut. Oczywiście ubrała się bardzo ciepło. Koszulka, dwa swetry, gruuba kurtka, wełniana czapka... Nie chciała zachorować na święta i na wyczekiwany bal, który miał się odbyć jutro. Cieszyła się, ale również trochę go obawiała. Prześlizgnęła cię cichcem do dormitorium i położyła się na łóżku głaszcząc swoją kotkę. Trochę jej się nudziło. Ginny poszła z koleżankami z roku pomóc im w wybraniu sukienki, a Draco gdzieś zniknął. Nie wiedziała co robić. Przewróciła się na brzuch i postanowiła odwiedzić bibliotekę. Kochała to miejsce i spokój jaki tam panował. Pogrążała się w lekturze zapominając o świece, a czas zlatywał jak z bicza strzelił. Przebrała się, uczesała i poszła do swojego ulubionego zacisznego kąta w Hogwarcie. O dziwo wszystkie stoliki były zajęte! W ostatnim, pod oknem siedziała jedną postać, ale twarzy nie widziała. Zdjęła z półki książkę "Zaklęcia domowe, poza domowe i obronne" i podeszła do ów nieznanej osoby.
- Cześć, mogę się dosiąść?
- Tak, jasne - odpowiedział jej bardzo dobrze znany głos. Zdębiała na chwilę, ale się uśmiechnęła i usiadła na drewnianym krześle.
- Ed, jak dawno się nie widzieliśmy! - Posłała trochę sztuczny uśmiech rudowłosej postaci. Ed miał brązowe, głębokie oczy, trochę piegów i był wysoki. Nie tak jak Malfoy, ale wysoki. Znała go bardzo dobrze. Kiedy miała pięć lat, na swojej mugolskiej ulicy wprowadziła się nowa rodzina. Obydwoje nie wiedzieli, że mają magiczne moce. Poznali się i od tej chwili spędzali z sobą mnóstwo czasu. Bawili się razem na pobliskim placu zabaw, ścigali się na rowerach w parku, odwiedzali się wzajemne, a potem zaczęli chodzić do mugolskiej szkoły. Tam siedzieli razem w ławce i spędzali wspólnie przerwy. W pobliskim małym sosnowym lasku mieli swoją bazę za krzakami między konarami wielkiego drzewa. Przynosili tam rzeczy z domu i spędzali całe dnie na wspólnej zabawie. Powierzali sobie najskrytsze tajemnice i sekrety, włączając w to dziwne rzeczy jakie im się przydarzały. W końcu, kiedy spędzali czas na podwórku urządzając piknik nadleciały dwie sowy. Byli bardzo zdziwieni, ale i za razem podekscytowani widząc, że trzymają w swoich zakończonych pazurami łapach listy. Zniżyły lot i zrzuciły je przed jedenastolatków. Przeczytali i podekscytowani pobiegli do rodziców. Kilka dni później pojawił się dyrektor, by wprowadzić ich w tajemniczy świat magii. 1 września udali się razem na peron 9 i 3/4. Tiara przydzieliła ich do dwóch innych domów, w których znaleźli nowych przyjaciół, zapominając o starych. I tak ich kontakt się urwał. Rzadko się widywali, a jak już to opuszczali wzrok, albo udawali że się nie widzą.
- Jak tam u ciebie leci? - Zapytał próbując odwzajemnić uśmiech, ale się mu to nie udało.
- Dobrze, a jak u ciebie?
- Również, wiesz muszę już iść. Pa. - chłopak wstał od stołu i wyszedł, a Hermiona westchnęła w duchu. Nie miała ochoty z nim rozmawiać, nie mieli o czym.
***
Ed wychodził z biblioteki, przeklinając siebie. Po co on to w ogóle powiedział? Spanikował! Miała takie śliczne oczy.. Zawsze uwielbiał w nie patrzeć. Oddalili się od siebie, ale chciał by znowu zostali przyjaciółmi. Przez cały ten czas za nią tęsknił, a teraz, kiedy przyszła okazja zwiał! Poszedł na trzecie piętro i wszedł do Pokoju Wspólnego Puchonów podając hasło posagowi praczki *. Na fotelu koło okna siedział zamyślony Charlie. Obok miał książkę o najgroźniejszych eliksirach i butelkę piwa kremowego. Nie zauważył wejścia przyjaciela do pomieszczenia. Ed podszedł i usiadł na fotelu obok bacznie przyglądając się brunetowi. Ten odwrócił głowę, by zabrać piwo kremowe i zastając oczy przyjaciela podskoczył na fotelu.
- Masz zamiar to zrobić? - Zapytał smutno Ed.
- Nie mam wyboru. Chciałem się wycofać... ze względu na ciebie oczywiście - dodał szybko - Ale.. Powiedział, że będzie to wszytko oglądał z ukrycia i... Zagroził zabiciem mojej siostry... - Spuścił głowę i jeszcze bardziej spochmurniał
- Czemu mu tak na tym zależy? Nie rozumiem tego! - Ed siedział cicho wpatrując się w wesoło tańczące płomienie w kominku. Zagroził mu.. O co może chodzić? Myśli może, że Malfoy uzna to za zdradę? Czemu chce ich rozdzielić.. Z resztą, nawet nie wiedzieli kto to. Miał maskę i nic nie chciał powiedzieć o swojej tożsamości. Dlaczego mu tak na tym zależy? Mnóstwo pytań kotłowało się w jego głowie domagając się odpowiedzi. Charlie bąknął coś i przeszedł przez okrągłe drzwi do dormitorium chłopców. Ed został jeszcze pogrążając się w myślach, aż w końcu poszedł w jego ślady. ***
Hermiona w pośpiechu pobiegła z Ginny do swojego dormitorium. Miały trzy godziny do balu, ale chciały się już przygotować. Rudowłosa poszła do siebie po rzeczy i wróciła w podskokach do przyjaciółki. Ginny miała zrobić Hermionie jakąś fryzurę, a ona zaś miała ja pomalować. To wszytko zajęło im dobre dwie godziny i w swoich pięknych sukniach rozsiadły się obok kominka na fotelach. Brunetka miała na sobie śliczną, błękitną sukienkę do ziemi z delikatnymi falbankami. Włosy miała spięte w kok z wypuszczonym loczkiem. Na nogach miała pantofelki na obcasach w również w tym samym kolorze co kreacja. Ginny miała czerwoną sukienkę z cekinami przy dekoldzie i falbankami, buty na obcasach w tym samym odcieniu i wpięty w jej długie, ogniste włosy czerwony kwiat. Obydwie wyglądały olśniewająco i uroczo. W końcu nastała godzina 17:25 a bal miał się odbyć o 17:30. Odstawiły więc puste butelki po soku z dyni i ruszyły schodami w dół na spotkanie ze swoimi partnerami niedaleko wielkiej sali. Od razu dostrzegły zmierzający ku nim śnieżnobiały rządek zębów Zabiniego i platynową czuprynę Draco. Młody Malfoy miał na sobie czarny garnitur i czarną koszule w której wyglądał niesamowicie przystojnie przez ten kontrast między jego prawie mleczną skórą i czernią. Blaise zaś ubrany był w srebrny garnitur z którego Draco się śmiał, ale nie podzielały jego zdania wzdychające wielbicielki ślizgona. Chłopcy objęli dziewczyny ramionami i weszli do Wielkiej Sali, a setka ciekawskich oczu śledziła każdy ich ruch. Rozsiedli się przy jedynym wolnym stoliku i rozpoczęli rozmowę. Zabrzmiała wolna piosenka, ale nikt nie miał odwagi wystąpić na parkiet. Nikt? Draco wstał podał rękę Hermionie i obdarzył ja zawadiackim uśmiechem, któremu nikt nie potrafiły się oprzeć. Chwilę później wirowali na parkiecie, a za nimi kilka innych ośmielonych nimi osób. Tańczyła z młodym Malfoyem prawie każda piosenkę. Czuła, że zrobiły jej się odciski w niewygodnych butach i zmęczenie. Postanowiła napić się piwa kremowego, więc podeszła do barku i zamówiła dwa kubki. Dla siebie i dla Ginny. Chłopcy jak zwykle woleli Ognista Whisky, mówiąc że piwo kremowe jest dla mięczaków. Charlie był barmanem i po kryjomu wlał amortencję do jednego kufla. Podał go prosto do ręki dziewczynie, ale ta w nagłym napadzie śmiechu po żarcie Blaisa odłożyła do na blat bojąc się go rozlać. Tak samo postąpiła Ginny odkładając kufel obok tego od przyjaciółki. Chwilę później przyszła do nich Parvati z Terencem Higgsem. Dziewczyny jakby zapomniały o swoich napojach i zajęły się rozmową, tak samo chłopacy. W końcu para odeszła i Ginny sięgnęła po piwo kremowe. Charliemu serce podskoczyło do gardła i żołądek mu się momentalnie skurczył. Chciał krzyknąć, ale już było za późno. Ginny poczuła w sobie jakieś przyjemne ciepło i miłe dreszcze. Spojrzała na barmana i zaczęła podziwiać jego śliczne, brązowe włosy, piękne oczy, rysy twarzy. Dlaczego wcześniej nie zwracała na niego uwagi?! Chciała teraz rzucić się na niego i czuła, że to ten jedyny. Chciała go złapać i nie puścić. Pochłaniała wzrokiem każdy kawałek jego ciała. Przyjaciele przyglądali się jej że zdziwieniem, a Blaise z złością.
- Czeeeeść - zaświergotała jak nigdy Ginny i mrugnęła do całego roztrzęsionego Charliego.
- Ee czeeść... - Odpowiedział niepewnie brunet polerując kieliszek.
- Co jutro robisz? Chcesz zatańczyć? - Pytała zalotnie uśmiechając się i nadmiernie szybko mrugając rudowłosa z podparta głową na dłoniach. Wpatrywała się w niego jak w obrazek.
- Ginny! Co ci jest?! - Pierwsza zapytała Hermiona.
- Choooodź to ci powiem - powiedziała przesłodzonym głosikiem i zachichotała głupiutko mrugając do Charliego. Zdenerwowana Gryfonka wyprowadziła przyjaciółkę z sali i wepchnęła ją do jakiejś klasy. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, Ginny zaczęła - Mioncia, ja się zakochałam! Ten barman... Hermi to jest coś poważniejszego! - Mówiła wciąż swoim przesłodzonym głosem. Potem zaczęła wyliczać jego zalety, ale jej słowotok przerwała Hermiona - Gin, ale ty nawet nie wiesz jak on ma na imię - złapała ja za ramiona i potrzasnęła. Ruda tylko zachichotała.
- Aby kochać, nie trzeba znać imienia głuptasie! Chce iść do mojego kociaczkaa - Gryfonka zamyśliła się na chwilę i zmierzyła wzrokiem przyjaciółkę.
- Taaak, chodźmy do niego... - złapała ja za ramię i poprowadziła do barku w którym chłopaka już nie było, ale za to siedzieli tam jej przyjaciele. Zdąrzyła tylko im rzucić dwa słowa " eliksir miłosny" i poprowadziła przyjaciółkę w stronę lochów. Przez całą drogę wysłuchiwała jej narzekań, że czemu tu nie ma jej kochanego koteczka. W końcu brunetka powiedziała jej imię chłopaka i przez resztę trasy Ginny zachwycała się nim najróżniej zdrabniając. Udało im się dotrzeć do gabinetu profesora Slughorna, ich nauczyciela eliksirów. Zapukała w masywne drzwi, które za parę chwil się otwarły.
- Dobry wieczór - powiedziała trochę zdumiona starsza kobieta, a oniemiała Hermiona na chwilę straciła mowę
*~*~*~*~*~*~
* Szukałam wcześniej gdzie znajduje się pokój wspólny Puchonów i nie znalazłam, więc wymyśliłam ten posąg praczki.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)