poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział 18

Czeeeść! Następny rozdział postaram się napisać do czwartku. Jest on chyba trochę krótszy, od pozostałych więc przepraszam za to. Proszę, aby wszystkie osoby czytające teraz ta notatkę zostawiły po sobie komentarz :) Chce wiedzieć, ile osób czyta moje wypociny :D Laptop wciąż jest w serwisie i przypominam, że piszę to na komórce w jakimś notatniku XD Czemu te wakacje tak szybko mijają? Zapraszam na super dramione mojej koleżanki! Dopiero zaczyna, ale świetnie jej idzie *link* Życzę miłego czytania i zapraszam do komentowania!

*~*~*~*~*~*~


Szła żwawym krokiem przez opustoszałe korytarze jej ukochanego Hogwartu. Wiedziała, że on był za nią, więc przyspieszyła jeszcze bardziej. Nie miała ochoty na kolejną niemiłą rozmowę. Była szczęśliwa, ale całe to szczęście prysło. Skręciła w jakiś boczny korytarzyk. Szybkie kroki zamieniła się w bieg i ucieczkę. Był szybszy, złapał ja za nadgarstki swoimi silnymi dłońmi i wciągnął do pustej klasy. Spojrzała mu wrogo w oczy, przeklinając, że kiedyś spędziła z nim tyle czasu i narobiła mu nadziei. Nie czuła już tych motylków w brzuchu, gdy tylko jej dotknął. To było chwilowe zauroczenie i nic więcej. Myślała, że to co do niego czuje to dozgonna miłość, ale myliła się. Stchórzył, a ona nawet nie rozmawiając z nim przez długi czas przestała czuć do niego coś więcej niż przyjaźń. Uczucie znikło, jak on sam pod peleryną niewidką. Teraz stała z nim twarzą w twarz, wiedząc, że znowu, po raz kolejny będzie musiała mu to powiedzieć. Czy to do niego nie docierało? On pewnie wciąż myślał, że ona cały czas coś do niego czuje, a Blaise to tylko jedna przygoda. Był inteligentny, ale nie potrafił tego pojąć, że będzie z kimś innym niż on sam. Przecież miało być tak wspaniałe! Wyobrażał sobie wieczorami jego i Ginny patrzących sobie w oczy o zachodzie słońca, a po chwili ich usta łączyły się w namiętnym pocałunku. Harry nie wyobrażał sobie życia bez niej! Kochał ja do czystego szaleństwa i oddał by za nią życie. Podczas drugiej bitwy o Hogwart to o nią martwił się najbardziej. Stali patrząc się na siebie. Dziewczyna ze złością i irytacja, a Wybraniec z czułością i żalem. Chociaż w klasie panowała ciemność widzieli swoje twarze dokładnie, przez zaglądający do pokoju okrągły księżyc. Gdyby tylko wystawić głowę przez okno usłyszeć można było głośne wycie wilków do księżyca i żałosne skomlenia wilkołaków. Chłopak puścił jej nadgarstki, uświadamiając sobie że trochę za mocno ją za nie ściska i zaczął:
- Ginny, błagam ja cię kocham! Lubię Blaisa, ale on nie jest dla ciebie... To co się między nami zdarzyło nic dla ciebie nie znaczy?
- Nie! Ja... Ja kocham Blaisa, ale do ciebie nie czuje nic więcej niż przyjaźń!
- Proszę, daj mi szansę!
- Harry, zrozum... Proszę, daj mi odejść - szepnęła cicho i nie wytrzymała. Kilka łez spłynęło po woli po jej twarzy zostawiając mokry ślad. Ginny wyszła z klasy i pobiegła gdzieś na oślep, zostawiając Harrego. Wybraniec osunął się po ścianie i ukrył twarz w dłoniach. Ruda była dla niego nieuchwytnym obiektem marzeń i snów. Była jak mały ptaszek którego tak trudno mu było złapać. Chciał ja mieć, ale ona tego nie chciała. Nie kochała go.. Nie czuła tego samego. Nic nie rani bardziej jak nieodwzajemniona miłość. Jedna łza poleciała z jego zielonego oka, ale od razu się opamiętał. Jeśli kogoś kochasz, daj mu odejść. On ja kochał i nie będzie zakłócał jej związku z Zabinim, ale nie pozwoli by ktokolwiek ją skrzywdził. To ona była dla niego najważniejsza i będzie o nią dbał, choćby tego nie chciała. Nie miał nikogo na świecie prócz jego ukochanego wujostwa i kuzyna. To ona była jedyną pozytywną iskierką radości w jego życiu rozświetlając najlepsze chwile. Teraz, kiedy śmierciożercy masowo uciekają z Azkabanu robi się równie niebezpiecznie jak kiedyś. Już 11 ofiar i pewnie za niedługo znajdą się w Hogwarcie. Choćby miał ją bronić pod peleryną niewidką, będzie to robił. Czuł, że Voldemort powraca. Blizna piekła go coraz częściej i zdarzało mu się nawet mdleć z bólu na lekcjach. Na pewno pierwsze w co uderzy to Hogwart - miejsce w którym przebywał jego odwieczny wróg, który zdołał go załatwić będąc niemowlakiem. To wszytko znowu się powtarzało, jakby oglądał kolejny raz ten sam film. Ból blizny, masowe ucieczki, zabójstwa... Jednak o siebie się nie bal. O strach przyprawiał go widok jego ukochanej Ginny martwej, który odwiedzał go w snach. Nie mógł na to pozwolić.
***
 Białe obłoki sunęły leniwie po błękitnym niebie. Średnie, małe, niewielkie, idealne dla osób z wyobraźnią lubiących czasem położyć się na trawie lub nawet śniegu, by wpatrywać się w chmury i myśleć co one przypominają. Żyrafa? Żółw? Samochód? Wszytko! To właśnie było ulubione zajęcie Hermiony ( poza książkami rzecz jasna). Kochała, a szczególnie jesienią położyć się na trawie usłanej kobiercem kolorowych liści, założyć ręce za głowę i patrzeć rozmarzonym wzrokiem na powolne obłoczki formujące się w kształty. Mogła by tak leżeć godzinami! Niestety, tym razem nie mogła. Na zimnym, puszystym puchu, choć jest wygodnie szybko robi się zimno. Podniosła się na równe nogi i obejrzała anioła, jakiego stworzyła w śniegu. Miała w rękawach pełno zimowego puchu i czerwone policzki od mrozu. Otrzepała się że śniegu i wróciła do zamku. Chciała przedostać się niezauważalnie do dormitorium, bo Draco nie pozwalał jej wychodzić. Jeszcze dwa dni temu była o krok od śmierci przez tak zazwyczaj niepozorna chorobę. Cóż, Hermiona to Hermiona; nie usiedzi w jednym miejscu nawet przez pięć minut. Oczywiście ubrała się bardzo ciepło. Koszulka, dwa swetry, gruuba kurtka, wełniana czapka... Nie chciała zachorować na święta i na wyczekiwany bal, który miał się odbyć jutro. Cieszyła się, ale również trochę go obawiała. Prześlizgnęła cię cichcem do dormitorium i położyła się na łóżku głaszcząc swoją kotkę. Trochę jej się nudziło. Ginny poszła z koleżankami z roku pomóc im w wybraniu sukienki, a Draco gdzieś zniknął. Nie wiedziała co robić. Przewróciła się na brzuch i postanowiła odwiedzić bibliotekę. Kochała to miejsce i spokój jaki tam panował. Pogrążała się w lekturze zapominając o świece, a czas zlatywał jak z bicza strzelił. Przebrała się, uczesała i poszła do swojego ulubionego zacisznego kąta w Hogwarcie. O dziwo wszystkie stoliki były zajęte! W ostatnim, pod oknem siedziała jedną postać, ale twarzy nie widziała. Zdjęła z półki książkę "Zaklęcia domowe, poza domowe i obronne" i podeszła do ów nieznanej osoby.
- Cześć, mogę się dosiąść?
- Tak, jasne - odpowiedział jej bardzo dobrze znany głos. Zdębiała na chwilę, ale się uśmiechnęła i usiadła na drewnianym krześle.
- Ed, jak dawno się nie widzieliśmy! - Posłała trochę sztuczny uśmiech rudowłosej postaci. Ed miał brązowe, głębokie oczy, trochę piegów i był wysoki. Nie tak jak Malfoy, ale wysoki. Znała go bardzo dobrze. Kiedy miała pięć lat, na swojej mugolskiej ulicy wprowadziła się nowa rodzina. Obydwoje nie wiedzieli, że mają magiczne moce. Poznali się i od tej chwili spędzali z sobą mnóstwo czasu. Bawili się razem na pobliskim placu zabaw, ścigali się na rowerach w parku, odwiedzali się wzajemne, a potem zaczęli chodzić do mugolskiej szkoły. Tam siedzieli razem w ławce i spędzali wspólnie przerwy. W pobliskim małym sosnowym lasku mieli swoją bazę za krzakami między konarami wielkiego drzewa. Przynosili tam rzeczy z domu i spędzali całe dnie na wspólnej zabawie. Powierzali sobie najskrytsze tajemnice i sekrety, włączając w to dziwne rzeczy jakie im się przydarzały. W końcu, kiedy spędzali czas na podwórku urządzając piknik nadleciały dwie sowy. Byli bardzo zdziwieni, ale i za razem podekscytowani widząc, że trzymają w swoich zakończonych pazurami łapach listy. Zniżyły lot i zrzuciły je przed jedenastolatków. Przeczytali i podekscytowani pobiegli do rodziców. Kilka dni później pojawił się dyrektor, by wprowadzić ich w tajemniczy świat magii. 1 września udali się razem na peron 9 i 3/4. Tiara przydzieliła ich do dwóch innych domów, w których znaleźli nowych przyjaciół, zapominając o starych. I tak ich kontakt się urwał. Rzadko się widywali, a jak już to opuszczali wzrok, albo udawali że się nie widzą.
- Jak tam u ciebie leci? - Zapytał próbując odwzajemnić uśmiech, ale się mu to nie udało.
- Dobrze, a jak u ciebie?
- Również, wiesz muszę już iść. Pa. - chłopak wstał od stołu i wyszedł, a Hermiona westchnęła w duchu. Nie miała ochoty z nim rozmawiać, nie mieli o czym.
***
Ed wychodził z biblioteki, przeklinając siebie. Po co on to w ogóle powiedział? Spanikował! Miała takie śliczne oczy.. Zawsze uwielbiał w nie patrzeć. Oddalili się od siebie, ale chciał by znowu zostali przyjaciółmi. Przez cały ten czas za nią tęsknił, a teraz, kiedy przyszła okazja zwiał! Poszedł na trzecie piętro i wszedł do Pokoju Wspólnego Puchonów podając hasło posagowi praczki *. Na fotelu koło okna siedział zamyślony Charlie. Obok miał książkę o najgroźniejszych eliksirach i butelkę piwa kremowego. Nie zauważył wejścia przyjaciela do pomieszczenia. Ed podszedł i usiadł na fotelu obok bacznie przyglądając się brunetowi. Ten odwrócił głowę, by zabrać piwo kremowe i zastając oczy przyjaciela podskoczył na fotelu.
- Masz zamiar to zrobić? - Zapytał smutno Ed.
- Nie mam wyboru. Chciałem się wycofać... ze względu na ciebie oczywiście - dodał szybko - Ale.. Powiedział, że będzie to wszytko oglądał z ukrycia i... Zagroził zabiciem mojej siostry... - Spuścił głowę i jeszcze bardziej spochmurniał
- Czemu mu tak na tym zależy? Nie rozumiem tego! - Ed siedział cicho wpatrując się w wesoło tańczące płomienie w kominku. Zagroził mu.. O co może chodzić? Myśli może, że Malfoy uzna to za zdradę? Czemu chce ich rozdzielić.. Z resztą, nawet nie wiedzieli kto to. Miał maskę i nic nie chciał powiedzieć o swojej tożsamości. Dlaczego mu tak na tym zależy? Mnóstwo pytań kotłowało się w jego głowie domagając się odpowiedzi. Charlie bąknął coś i przeszedł przez okrągłe drzwi do dormitorium chłopców. Ed został jeszcze pogrążając się w myślach, aż w końcu poszedł w jego ślady. ***
Hermiona w pośpiechu pobiegła z Ginny do swojego dormitorium. Miały trzy godziny do balu, ale chciały się już przygotować. Rudowłosa poszła do siebie po rzeczy i wróciła w podskokach do przyjaciółki. Ginny miała zrobić Hermionie jakąś fryzurę, a ona zaś miała ja pomalować. To wszytko zajęło im dobre dwie godziny i w swoich pięknych sukniach rozsiadły się obok kominka na fotelach. Brunetka miała na sobie śliczną, błękitną sukienkę do ziemi z delikatnymi falbankami. Włosy miała spięte w kok z wypuszczonym loczkiem. Na nogach miała pantofelki na obcasach w również w tym samym kolorze co kreacja. Ginny miała czerwoną sukienkę z cekinami przy dekoldzie i falbankami, buty na obcasach w tym samym odcieniu i wpięty w jej długie, ogniste włosy czerwony kwiat. Obydwie wyglądały olśniewająco i uroczo. W końcu nastała godzina 17:25 a bal miał się odbyć o 17:30. Odstawiły więc puste butelki po soku z dyni i ruszyły schodami w dół na spotkanie ze swoimi partnerami niedaleko wielkiej sali. Od razu dostrzegły zmierzający ku nim śnieżnobiały rządek zębów Zabiniego i platynową czuprynę Draco. Młody Malfoy miał na sobie czarny garnitur i czarną koszule w której wyglądał niesamowicie przystojnie przez ten kontrast między jego prawie mleczną skórą i czernią. Blaise zaś ubrany był w srebrny garnitur z którego Draco się śmiał, ale nie podzielały jego zdania wzdychające wielbicielki ślizgona. Chłopcy objęli dziewczyny ramionami i weszli do Wielkiej Sali, a setka ciekawskich oczu śledziła każdy ich ruch. Rozsiedli się przy jedynym wolnym stoliku i rozpoczęli rozmowę. Zabrzmiała wolna piosenka, ale nikt nie miał odwagi wystąpić na parkiet. Nikt? Draco wstał podał rękę Hermionie i obdarzył ja zawadiackim uśmiechem, któremu nikt nie potrafiły się oprzeć. Chwilę później wirowali na parkiecie, a za nimi kilka innych ośmielonych nimi osób. Tańczyła z młodym Malfoyem prawie każda piosenkę. Czuła, że zrobiły jej się odciski w niewygodnych butach i zmęczenie. Postanowiła napić się piwa kremowego, więc podeszła do barku i zamówiła dwa kubki. Dla siebie i dla Ginny. Chłopcy jak zwykle woleli Ognista Whisky, mówiąc że piwo kremowe jest dla mięczaków. Charlie był barmanem i po kryjomu wlał amortencję do jednego kufla. Podał go prosto do ręki dziewczynie, ale ta w nagłym napadzie śmiechu po żarcie Blaisa odłożyła do na blat bojąc się go rozlać. Tak samo postąpiła Ginny odkładając kufel obok tego od przyjaciółki. Chwilę później przyszła do nich Parvati z Terencem Higgsem. Dziewczyny jakby zapomniały o swoich napojach i zajęły się rozmową, tak samo chłopacy. W końcu para odeszła i Ginny sięgnęła po piwo kremowe. Charliemu serce podskoczyło do gardła i żołądek mu się momentalnie skurczył. Chciał krzyknąć, ale już było za późno. Ginny poczuła w sobie jakieś przyjemne ciepło i miłe dreszcze. Spojrzała na barmana i zaczęła podziwiać jego śliczne, brązowe włosy, piękne oczy, rysy twarzy. Dlaczego wcześniej nie zwracała na niego uwagi?! Chciała teraz rzucić się na niego i czuła, że to ten jedyny. Chciała go złapać i nie puścić. Pochłaniała wzrokiem każdy kawałek jego ciała. Przyjaciele przyglądali się jej że zdziwieniem, a Blaise z złością.
- Czeeeeść - zaświergotała jak nigdy Ginny i mrugnęła do całego roztrzęsionego Charliego.
- Ee czeeść... - Odpowiedział niepewnie brunet polerując kieliszek.
- Co jutro robisz? Chcesz zatańczyć? - Pytała zalotnie uśmiechając się i nadmiernie szybko mrugając rudowłosa z podparta głową na dłoniach. Wpatrywała się w niego jak w obrazek.
- Ginny! Co ci jest?! - Pierwsza zapytała Hermiona.
- Choooodź to ci powiem - powiedziała przesłodzonym głosikiem i zachichotała głupiutko mrugając do Charliego. Zdenerwowana Gryfonka wyprowadziła przyjaciółkę z sali i wepchnęła ją do jakiejś klasy. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, Ginny zaczęła - Mioncia, ja się zakochałam! Ten barman... Hermi to jest coś poważniejszego! - Mówiła wciąż swoim przesłodzonym głosem. Potem zaczęła wyliczać jego zalety, ale jej słowotok przerwała Hermiona - Gin, ale ty nawet nie wiesz jak on ma na imię - złapała ja za ramiona i potrzasnęła. Ruda tylko zachichotała.
- Aby kochać, nie trzeba znać imienia głuptasie! Chce iść do mojego kociaczkaa - Gryfonka zamyśliła się na chwilę i zmierzyła wzrokiem przyjaciółkę.
- Taaak, chodźmy do niego... - złapała ja za ramię i poprowadziła do barku w którym chłopaka już nie było, ale za to siedzieli tam jej przyjaciele. Zdąrzyła tylko im rzucić dwa słowa " eliksir miłosny" i poprowadziła przyjaciółkę w stronę lochów. Przez całą drogę wysłuchiwała jej narzekań, że czemu tu nie ma jej kochanego koteczka. W końcu brunetka powiedziała jej imię chłopaka i przez resztę trasy Ginny zachwycała się nim najróżniej zdrabniając. Udało im się dotrzeć do gabinetu profesora Slughorna, ich nauczyciela eliksirów. Zapukała w masywne drzwi, które za parę chwil się otwarły.
- Dobry wieczór - powiedziała trochę zdumiona starsza kobieta, a oniemiała Hermiona na chwilę straciła mowę


*~*~*~*~*~*~

* Szukałam wcześniej gdzie znajduje się pokój wspólny Puchonów i nie znalazłam, więc wymyśliłam ten posąg praczki. 

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 17

Cześć! Przepraszam, że wcześniej nie wstawiłam rozdziału, ale jakoś nie miałam ochoty na pisanie. Laptop ma być od 4 dni do dwóch tygodni, więc nie jest źle. Życzę miłego czytania i zapraszam na bloga koleżanki link ! No i czekam na komentarze których jest niestety tak mało :(


***

Hermiona otworzyła swoje duże, orzechowe oczy. Pierwsze co ujrzała to słodko śpiący, szarooki chłopak z lekko rozchylonymi ustami i kilkoma niesfornymi kosmykami padającymi mu na jego zarumieniona twarz. Brunetka uśmiechnęła się pod nosem i wtuliła w tors Dracona. Przypomniała sobie wszystkie wczorajsze zdarzenia i mina jej nieco spochmurniała. Nie mogła opisać tego co czuła, kiedy widziała jak Draco klęka przy martwej matce i bezradnie krzyczy. Chciała go mocno przytulić i jakoś zrobić, by ten cały smutek jakoś z niego zniknął. Nie potrafiła patrzeć, jak po jego bladych policzkach ciekną łzy. Czuła się taka bezradna widząc to. Chłopak ziewnął przeciągle i położył się na plecach wpatrując w górę. Hermiona chciała wyjść z łóżka i pójść do siebie umyć się i przebrać, ale chłopak złapał ja za rękę i przyciągnął bliżej. - Pamiętasz? Mamy iść razem na Bal Bożonarodzeniowy. - Jasne, że pamiętam - trochę skłamała, bo tak na prawdę kompletnie wyleciało to jej z głowy. Poczuła lekki strach, bo Bal za zaledwie kilka dni a ona nie ma jeszcze sukienki. Na dodatek jak się ma ubrać? Będzie mieć jako partnera Dracona Malfoya... Musi iść jeszcze dzisiaj na zakupy do Hogsmade. Chciała pocałować blondyna w policzek na pożegnanie, ale ten sprytnie odwrócił głowę łącząc ich usta w pocałunku. Był to bardziej zwykły buziak, a nie pocałunek. Hermiona posłała mu ostatni uśmiech ukazując rządek swoich białych zębów i znikła za drzwiami swojego dormitorium. Usiadła na fotelu i odetchnęła głęboko, a kotka wskoczyła jej na kolana domagając się pieszczot. Parę minut spędziła na głaskanie swojej pupilki i wysłała Patronusa do Ginny z pytaniem, czy ma ochotę na zakupy. Ruda pojawiła niemal od razu w drzwiach Hermiony z szerokim, promiennym uśmiechem na jej pełnych ustach. Hermiona szybko się przebrała i zabrała torebkę w której schowała portfel z pieniędzmi. Ubrała ciepły płaszczyk i czarne kozaki. Przyjaciółki wyszły z zamku śmiejąc się i rozmawiając. Zza chmur niepewnie wychylało się zimowe słońce, powodując lekkie roztapianie się śniegu, którego tak dużą napadało przez ostatnie dni. Dziewczyny miały go prawie do kolan! Kiedy przyjaciółki przechodziły przez błonia gawędząc, jakiś uczeń piątego roku trafił w Ginny śnieżką w plecy. Gdyby to była inna osoba, dałaby spokój, ale nie Ginny. Zaczęła bombardować chłopców kulkami śniegu zwinnie unikając pocisków. Hermiona stała obok śmiejąc się, aż ktoś nie trafił jej w twarz. Z rozwścieczoną mina również włączyła się do bitwy. Wszytko wskazywało na wygraną gryfonek, do czasu aż trójka krukonów nie zasypała ich lawina śniegu zaklęciem. Przemoczone do suchej nitki, szczękając zębami dziewczyny weszły do trzech mioteł i osuszyły się zaklęciem. Zamówiły sobie po rozgrzewającym, idealnym na mróz piwie kremowym i pogrążyły w rozmowie o chłopakach. Hermiona bardzo się ucieszyła na wieść, o tym że Ginny i Blaise idą razem i że odpuściła sobie z Harrym. Z reszta ostatnio często widzi wybrańca z Pansy... Wypiły napój do dna i wyszły z pubu szukając jakiegoś ciekawego sklepu z sukienkami. Wchodziły do różnych, ale w żadnym te sukienki nie wydawały się ładne... W końcu weszły w jakąś nieznaną sobie, wąska uliczkę o której nawet nie wiedziały. Kilka drzwi było zabite deskami, lub po prostu miały tabliczkę "zamknięte". Zauważyły jakąś podświetlaną wystawę i podeszły bliżej. Okazał się to być sklep z sukienkami na różne okazje. Weszły do środka, nie spodziewając się niczego nadzwyczajnego. Myliły się. Gdy tylko zajrzały do środka, oniemiały. Sklep był obszerny i dosłownie wypchany ślicznymi sukienkami. Niektóre były na manekinach, inne na stojakach na środku, inne na ścianach. W środku było bardzo przyjemnie, ściany były pomalowane na brzoskwiniowo, a podłoga była z drewna. W rogu stała kasa a w niej siedziała starsza kobieta, wypisująca najwyraźniej dokumenty. Chyba nie zauważyła gości w swoim sklepie, więc jak gdyby nigdy nic zajmowała się swoją robota. Miała posiwiałe włosy i nosiła brązowe, kwadratowe okulary na sznurku założonym na szyje. Miała na sobie ciemnozielony żakiet i spódnice w tym samym kolorze. Była lekko przygarbiona i bardzo niska. Jej szyję zdobił srebrny, otwierany medalion z ruchomym zdjęciem jej męża za lat młodości. Z drugiej strony widniała fotografia jej dorosłego już syna z ciemnoblond włosami i wesołymi, niebieskimi oczami. Dziewczyny stały na środku i rozglądały się po sklepie, pochłaniając oczami te wszystkie fantastyczne kreacje. Chciałoby się kupić je wszystkie! Ale niestety, trzeba wybrać jedną. Ruda ruszyła w kierunku czerwonych, fioletowych i pomarańczowych sukienek, a Hermiona wciąż stała w tym samym miejscu. Nie wiedziała od czego zacząć... Od zawsze nienawidziła mieć zbyt dużo rzeczy do wyboru. Wolałaby wybierać w mniejszej ilości, a tak...
- W czym mogę pomoc panienko? - Niewiadomo kiedy, stara sprzedawczyni pojawiła się tuż obok Hermiony. Dziewczyna wzdrygnęła się lekko.
- Hmm - zamyśliła się kobieta. - Chodź że mną. - Gryfonka bez słowa sprzeciwu pomaszerowała za sprzedawczynią do jakiejś małej komórki z pudłami. Kobieta wyjęła jedno z dołu i zdmuchnęła z niego kurz, na co Hermiona zaczęła kichać z powodu uczulenia. Otworzyła tekturowe pudełko i wyjęła z niego prześliczną, błękitną sukienkę. Wydawała się wprost idealna!
- Bardzo ładnie będziesz w niej wyglądała - przerwała zachwycanie się kreacja Hermione. - Należała do mojej córki. Ona.. Zginęła w ll Bitwie o Hogwart oddając życie za swojego brata. - Wskazała na zdjęcie w ramce przedstawiające uśmiechnięta, nastoletnia brunetkę z brązowymi oczami. - Tak bardzo ja przypominasz... - Oczy kobiety zaszkliły się, ale po chwili dodała - Tam jest przymierzalnia, zobacz czy ci pasuje. Hermiona wdzięcznie podziękowała i udała się zmierzyć sukienkę. Pasowała jej idealnie! Nie, idealnie to za mało.. Fantastycznie! Kreacja cudownie na niej leżała. Wyglądała tak delikatnie i słodko! Ginny patrzyła na przyjaciółkę z otwartymi ustami. Również wybrała sobie idealna dla siebie dopasowana, zielona sukienkę, ale widok Hermiony normalnie porażał. Zadowolone podeszły do kasy i dokonały zakupu. We wspaniałym humorze wróciły do zamku spotykając po drodze Harrego i Pansy przekomarzających się na błoniach. Pożegnały się i wróciły do swoich dormitoriów, by znów przymierzyć sukienki. Hermiona weszła do swojego pokoju i torby z zakupami głośno upadły na podłogę. Całe dormitorium było zdemolowane jakby był tu z tuzin wściekłych sklątek tylnowybuchowych Hagrida. Łóżko było połamane, tak samo jak stolik i szafa. W ruinach kryła się przerażona Wenus z krwawiąca rana na prawym boku. Dywan widać był podpalony a w łazience potrzaskane były prawie wszystkie kafelki. Nad kominkiem był duży, czerwony napis " Precz z Hogwartu szlamo". Poczuła jak łzy napływają jej do oczu; kto chciał jej się tak pozbyć, że zdemolował jej dormitorium. Podeszła do trzęsącej się kotki i uleczyła jej ranę jednym zaklęciem. Potem zabrała się do naprawiania zniszczonych rzeczy. Kilka fotografii niegdyś wiszących na ścianie lub w ramkach na kominku zostało potarganych lub spalonych. Podniosła z ziemi fotografie przedstawiająca trójkę roześmianych uczniów. Mieli na ciele pełno nam, byli brudni ale na ich twarzach czaiła się widoczna ulga i radość, że znowu mogą się razem przytulić i cieszyć swoją obecnością. Hermiona otarła łzy z oczu. Jeszcze tak nie dawno byli najlepszymi przyjaciółmi, spędzali że sobą każda wolną chwilę, a teraz? Wszytko się rozsypało i chyba nie dało się tego naprawić. Wstała z podłogi i zaczęła miotać zaklęciami na wszystkie strony naprawiając połamane meble, potargane fotele i podpalone krzesła. Potem weszła do łazienki naprawiając po jednej kafelce. W końcu otarła pot z czoła i wzięła się za zmywanie obraźliwego napisu nad kominkiem. Próbowała zaklęć, mugolskiego sposobu mycia, zdrapywania i nic! Nawet ja próbowała zamalować, ale farba odsuwała się od liter. Bezradnie rozłożyła ramiona i usiadła na miękkim, naprawionym fotelu myśląc nad innymi sposobami usunięcia okropnego napisu. W końcu zasnęła na siedząco wykończona długimi zakupami i sprzątaniem zrujnowanego pokoju.
***
- Cholera! - Zaklął chłopak - kiedy jest przy niej ten Malfoy nie mogę się nawet zbliżyć o krok! Kiedy tylko spojrzę jest przy niej! - Usiadł na fotelu i zdrowo pociągnął z butelki bursztynowego płynu. Ed spojrzał na niego z politowaniem i pokręcił głową - Mówię ci daj spokój. Zrobiłeś wielki błąd wplątując się w ten układ, spróbuj się jakoś z tego wywinąć.
 - Nie mogę! Muszę to zrobić, chociaż szczerze nie wiem po co to mu. - spojrzał w okno i zamyślił się na chwilę. - Doleje jej amortencji do ponczu na balu.
- Nie! - Zaprzeczył Ed - nie możesz tego zrobić. Zostaw ją w spokoju! Z reszta, skąd weźmiesz amortencję?
- Tak! To najlepszy plan, bo musi to być na widoku. Zabiorę ja z sklepu z eliksirami oczywiście. Jest tam, sprawdzałem. Ej.. - Spojrzał na przyjaciela z zaciekawieniem i uśmiechnął się ironicznie pod nosem, a po chwili zaczął się śmiać - Tak bronisz tek Granger, zależy ci na tej szlamie? - Wydusił Charlie śmiejąc się na głos. Ed zaczerwienił się po uszy i zerwał się z fotela stając tyłem do przyjaciela patrząc na padający śnieg
- Nie! - Powiedział krzyżując ręce na piersi
- Przecież widzę! - Znowu zaczął się śmiać - słuchaj, jak z nią skończę jest twoja!
- Ona będzie z Malfoyem. Zależy mi na jej szczęściu. - Gwałtownie się odwrócił i bezceremonialnie wyszedł z dormitorium trzaskając drzwiami, aż tynk posypał się z sufitu. Charlie osuszył butelkę ognistej whisky i zaczął zastanawiać się nad słowami przyjaciela. Nigdy nie interesował się Edem, najważniejszy był tylko on i jego problemy... To był błąd, ale musi to zrobić z Granger, cena jest wielka.
 ***
Draco zaczął odkładać wszystkie wyciągnie książki z powrotem na półki w bibliotece. Był zmęczony, ale praca domowa sama się nie odrobi, a mu zależało na dobrych wynikach. Chciał mieć jakąś dobra posadę w ministerstwie magii, lub zostać magomedykiem.
Jeszcze nie wiedział do końca jaki zawód wybrać. Spakował pergamin i podręczniki do swojej torby i wyszedł z biblioteki. Nie spotykając nikogo po drodze poszedł w stronę pokoju prefektów naczelnych; chciał zaprosić Hermionę na jakiś spacer po błoniach. Wszedł do swojego małego królestwa, by odłożyć rzeczy i zabrać kurtkę zimową, szal, rękawiczki i czapkę, po czym zapukał w drzwi dormitorium Gryfonki. Musiał odczekać parę minut zanim otworzyła mu wyrwana ze snu Hermiona. Uśmiechnęła się na jego widok i powitała tym razem udanym buziakiem w policzek.
- Chciałem cię zaprosić na spacer, ale chyba jesteś zmęczona...
- Nie, jasne że z tobą pójdę! Tylko się trochę ogarnę i idziemy. W pokoju wspólnym za jakieś 20 minut. - Uśmiechnęła się i zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Nie chciała by zauważył obraźliwego napisu nad kominkiem. Nie miała zamiaru uciekać z Hogwartu. Ubrała się ciepło, zrobiła lekki makijaż i się uczesała. Wyszła z dormitorium rzucając na wszelki wypadek na okna i drzwi dodatkowe zaklęcia zabezpieczające, ponieważ nie chciała znowu spotkać takiej niespodzianki. Draco już na nią czekał. Złapał ja za rękę, co spowodowało rumieniec na twarzy dziewczyny i wyszedł z nią na błonia. Usiedli na ławce nad jeziorem i blondyn powiedział - Chcę ulepić bałwana.
- Co? - Zapytała Gryfonka, chociaż bardzo dobrze usłyszała.
- Chce ule...
- Słyszałam, ale trochę się zdziwiłam. Dlaczego chcesz?
- Nigdy tego nie robiłem.. - Hermiona bez zbędnych pytań wstała na równe nogi i wytłumaczyła jak zrobić śniegową figurę. Draco poszedł skombinować kilka węgielków, a Hermiona marchewkę i garnek z kuchni. Blondyn zaczął toczyć średnia kule a brunetka zajęła się tą najmniejszą. Potem wspólnie zrobili tą wielką na sam dół bałwana. Ułożyli je wspólnie jedną na drugiej śmiejąc się i zrobili mu oczy z węgielków. Hermiona dała mu na głowę stary, dziurawy, zielony garnuszek w kwiatki i długa marchewkę jako nos. Draco spojrzał na wspólne dzieło i zdjął z szyi szalik w barwach Slytherinu by zawiązać go na szyi bałwana. Gryfonka podeszła do pobliskiego, niskiego drzewka i urwała gałąź wsadzając ją bałwankowi do łapki jako różdżkę. Stanęli i zaczęli podziwiać swoje dzieło,  Draco objął Hermionę w tali i przytulił do siebie. Czując, że dziewczyna drży z zimna i jest całą przemoczona zarządził powrót do ciepłego pokoju wspólnego i zaproponował gorąca czekoladę. Wrócili wtuleni w siebie do zamku zwracając na siebie pełne zazdrości spojrzenia ślizgonek. Weszli do pokoju wspólnego prefektów naczelnych i przebrali się w suche ubrania. Dziewczyna drżała na całym ciele, a Draco widząc to posadził ja na kanapie i przykrył ciepłym kocem. Podał jej szklankę gorącej czekolady która dziewczyna wypiła za jednym razem jeszcze bardziej drżąc. Blondyn dotkał jej czoła a serce momentalnie mu stanęło. Było bardzo gorące i wszytko wyglądało na to, że nabawiła się porządnej grypy. Czarodzieje są o wiele bardziej odporni na mugolskie choroby, ale jak już ja złapią to ona potrafi być dla nich śmiertelna. Chłopak pobiegł szybko do swojego dormitorium i zaczął gorączkowo szukać lekarstwa. Pamiętał że na pewno je miał, bo rok temu zachorował. W końcu dostrzegł brązowy flakonik gdzieś z tylu na najwyższej półce. Szybko po niego sięgnął, zabrał szklankę i pobiegł do Hermiony, która zalana potem z szeroko otwartymi oczami i okropnie drżąca leżała na kanapie. Chłopak trochę trzęsąca ręką wlał połowę zawartości flakonika do szklanki i podał Gryfonce. - Masz, wypij to, zrobi ci się lepiej. - Łagodnie mówił Draco podsuwając jej szklankę pod sam nos. Tak bardzo się bał, że ją zaraz straci. Nie miał pewności co do tego, czy to dobra dawka. Dziewczyna skrzywiła się, ale wypiła wszytko, co do kropli. Po kilku minutach chłopak ponownie dotknął jej czoła, ale wciąż było bardzo rozpalone. Dolał do szklanki resztę lekarstwa i znowu podał Hermionie. Ta pokręciła głową i rozglądała się po pokoju nieobecnym wzrokiem. - Wypij to, proszę
- Nie, bo te zielone lwy mi zabraniają, widzisz? - Wskazała palcem na stojak z płaszczami. Draco przeraził się; miała omamy! - Nie słuchaj ich, one są złe. Wypij to proszę - powiedział błagalnie. Spojrzała na niego wzrokiem godnym Luny Lovegood i bez słowa wypiła zawartość buteleczki. Gorączka znacznie spadła, ale dziewczyna wciąż majaczyła.
- Draco te lwy chcą, żebym z nimi szła.
- Nie idź z nimi, nie idź, zostań tutaj - mówił Draco nerwowo wlewając eliksir nasenny do soku z dyni. - Wypij jeszcze to. - Hermiona ponownie przyłożyła chłodne szkło do ust i wypiła całą zawartość. Chłopak wstał, chcąc poprawić jej poduszki, ale brunetka złapała go za koniec koszuli mówiąc sennym, zachrypniętym, słabym głosem.
- Zostań, tak mi zimno. Połóż się ze mną. - Draco bez zastanowienia wszedł pod koc, a śpiąca już Gryfonka przytuliła się do niego. Chłopak słuchał jak jej oddech staje się równy i spokojny, po czym sam odpłynął do krainy snu.

niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 16

Cześć! Dziś już drugi rozdział :) Dosyć ciężko mi się go pisało ale jest. Przez cały dzień mi się nudziło :( Laptop poszedł do serwisu i jak go oddadzą w tym roku to będzie dobrze ;_; Jakoś tak średnio jestem z tego rozdziału zadowolona, no ale trudno. Jeśli już czytasz tego bloga, to zostaw komentarz :33 Zapraszam na Dramione Expecto Patronum * le link*  zaczyna je dopiero pisać, ale fajnie się zapowiada!


****

Ron stanął jak spetryfikowany widząc swoich byłych przyjaciół i odwiecznych wrogów. Sześć par oczu było skierowanych na rudzielca. W końcu Ron podszedł do Pani Pomfrey stojącej nad łóżkiem innej pacjentki, by poprosić o jakiś eliksir. Jaki, tego nie usłyszeli. Wychodząc rudzielec zawahał się chwilę, czy może nie dogryźć jakoś Malfoyowi, ale przystało na tym, że posłał mu mordercze spojrzenie. Kilka chwil po opuszczeniu skrzydła szpitalnego przez chłopaka Hermiona spojrzała z zaciekawieniem na Wybrańca. Wyglądał jakby coś chciał sobie bardzo przypomnieć, jakby bardzo chciał skupić swoje myśli. W końcu Parvati zapytała
- Harry... Co jest?
- Miałem... Miałem coś powiedzieć o Ronie. Ale nie pamiętam co! Pustka.. - Pogrążył się w swoich myślach, a przyjaciele wymienili zdziwione spojrzenia. Podeszła do nich pielęgniarka i oznajmiła
- Za chwilę przyjdzie tutaj pani dyrektor, by porozmawiać z Harrym. Musicie opuścić skrzydło szpitalne. A ty Harry - zwróciła sie do wybrańca - jutro będziesz mógł już normalnie uczestniczyć w lekcjach. Chcąc nie chcąc Hermiona, Draco, Blaise obejmujący Ginny i Parvati żegnająca się długo z Harrym musieli wyjść. Szli głośno dyskutując o zbiegłym więźniu. Draco zmarkotniał i mruknął że musi iść po coś do klasy. Hermiona skierowała się do biblioteki; miała tyle zaległości! Jak ona mogła na takie coś pozwolić. Tym bardziej, że w tym roku są OWTEMY! Przywołała zaklęciem swoją torbę z książkami, pergaminami i piórem, by zacząć robić następne tematy. Ginny przyniosła jej listę zaległych prac i zapowiedzianych testów. Będzie musiała się uczyć dniami i nocami! Wzięła się za pisanie eseju z transmutacji, ale nie szło jej najlepiej. Myślała o Draco i o jego ojcu. Tak bardzo było jej żal chłopaka! Nie wiadomo co temu śmierciozercy wpadnie do głowy... Wstała i podeszła do regalu z książkami. Szukała potrzebnej lektury do napisania tej pracy żądanej przez McGonagal. Znalazła! Niestety, książka była na najwyższej półce i brunetka nie dosięgała. Podskoczyła chcąc jej dosięgnąć, ale nagle czyjąś dłoń bez problemu zciagnela księgę i podała dziewczynie.
- Dzięki - powiedziała cicho Hermiona.
- Nie ma za co! - Zaśmiał się chłopak. Miał ciemne oczy i brązowe włosy. Był bardzo wysoki i lekko opalony. - Jestem Charlie, a ty Hermiona, prawda? Trudno nie znać imienia najmądrzejszej dziewczyny za czasów Roweny Ravenclaw! - Obdarzył ja uwodzicielskim uśmiechem, na który brunetka się leciutko zarumieniła. - Czy taka ślicznotka robi coś jutro wieczorem?
- Eee... - Hermiona próbowała coś wymyśleć na poczekaniu. Nie chciała się z nim spotykać, nie podobał jej się ten typ. Było w nim coś takiego.. Sztucznego. Już chciała skłamać, że spotyka się z Ginny, gdy ktoś objął ja w tali. - Czego chcesz od mojej dziewczyny, Coweney? - Warknął Draco przysuwając dziewczynę jeszcze bliżej. Nie przepadali za sobą, znali się jeszcze przed pójściem do Hogwartu. Ich rodzice mieli jakieś wspólne interesy i często spędzali czas razem dokuczając sobie. W końcu te przekomarzanie przemieniło się w rozwalony pokój, podpalone dormitorium, zdechłą sowę i wiele innych rzeczy. To był wróg Draco i Blaisa numer jeden, zaraz po Weasleyu. Jego ojciec był śmierciożercą, ale zginął w ll Bitwie o Hogwart z rąk aurorów. Matka podporządkowywała się woli ojca, jakby nie miała wcale własnego słowa. Spędza czas w domu opłakując męża. " Czego chcesz od mojej DZIEWCZYNY?" te słowa odbijały się w jej głowie echem. Czyli oni byli pełnoprawną para!
- Nic, nic Malfoy. Od kiedy zadajesz się z kimś nieczystej krwi? Hę? Ja na twoim miejscu uważałbym na nią... - Uśmiechnął się wrednie i wyszedł z czytelni. Draco analizował słowa puchona. Uważać na nią... Co on miał na myśli?
- Hermiona, uważaj na niego. Najlepiej wcale z nim nie rozmawiaj i z osobami których nie znasz. Czego od ciebie chciał?
- Noo - zmieszała się trochę. Nie chciała mu mówić, że zaproponował jej spotkanie. - Podał mi książkę z najwyższej półki, bo nie dosięgałam.
- Hmm - zmarkotniał - idę do Blaisa, chciałem z nim pogadać. Uważaj na siebie - pocałował Hermione w czoło i odszedł.
***
- Proszę... Nie zabijaj mnie! - Błagała zachrypniętym głosem poobijana kobieta. Na jej twarzy były liczne rany, tak samo jak na rękach. Leżała skulona pod ścianą gorzko płacząc. Widać było, że ktoś już kilka razy użył na niej klątwy Cruciatus. Patrzyła przez łzy jednym okiem na mężczyznę celującego w nią różdżką, ponieważ drugie miała podbite i zapuchnięte. Wokoło niej było dużo świeżej krwi tak samo jak na jej ubraniach. Nad nią stał z wzrokiem sadysty mężczyzna w czarnej pelerynie. Jego zimne oczy potrafiły zabić jednym spojrzeniem.
- Zrób to, a przeżyjesz. Jeśli Pan powróci i się o tym dowie, zginiemy wszyscy. - Powiedział zimnym tonem i przybliżył się o krok nadal celując w nią swoją różdżką.
- N-nie! Ja chcę tylko jego szczęścia! - Zaszlochała - zostaw go w spokoju! - Prosiła na kolanach kobieta obejmując jego nogi. Mężczyzna spojrzał na nią bezlitośnie i krzyknął:
- Crucio! - Powietrze rozdarł przeraźliwy krzyk bólu, strachu i cierpienia. Kobieta wiła się na podłodze, a każda cząstka jej ciała była jakby palona, siekana na drobne kawałeczki i miażdżona. Jakby ktoś okładał ja bezlitośnie rozgrzanym do białości prętem. W tej chwili chciała by tylko to się skończyło, już chciała umrzeć. Po paru minutach niewyobrażalnych tortur blondyn cofnął zaklęcie, a jego żona padła na podłogę pół żywa ciężko dysząc.
- Zrób to, albo zabije i ciebie i jego jeszcze dzisiaj! - Warknął. Kobieta na drżacych nogach podniosła się z ziemi. Podeszła do eleganckiego biurka łapiąc się napotkanych mebli by nie upaść. Wyjęła czysty, biały pergamin i płacząc zaczęła pisać list. Lucjusz stał za nią trzymając rękę na jej ramieniu. Ręka jej się trzęsła, ale starała się by to wyglądało naturalnie. Dosyć długo trwało formułowanie tego listu, ale w końcu go zakończyła.
- Może być. - Powiedział odpychając Narcyze na bok. - Już mi się nie przydasz. - Ze wzrokiem sadysty wycelował w szlochającą kobietę różdżkę. Uśmiechnął się wrednie i wyszeptal. - Avada Kedavra. - Zielony strumień światła ugodził kobietę prosto w klatkę piersiową. Rozległ się jej ostatni krzyk i nieżywa z otwartymi oczami osunęła się po ścianie zostawiając na niej krwawy ślad. Blondyn spojrzał na nią z obrzydzeniem i podszedł do swojej czarnej sowy. Przywiązał jej do nóżki list w białej kopercie z herbem Malfoyów. - Wiesz do kogo. - Ptak porozumiewawczo kiwnął łebkiem i odleciał z Malfoy Manor znikając za zasłoną padającego śniegu.
***
 Draco wracał raźnym krokiem od Diabła. Mieli poważną rozmowę na temat Blaisa i Ginny. Zabini był mocno przejęty, ale młodego Malfoya to śmieszyło. Cieszył się w duchu, że się spotykają... Pasowali do siebie. Zapomniał na jakiś czas o swoim ojcu i strachu o Hermione. Podał hasło i wszedł do środka. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to czarna, olbrzymia sowa siedząca za oknem. Wpuścił ją do środka i podał kilka krakersów. Ptak zamiast czekać na odpowiedź uciekł i poleciał w tylko sobie znana stronę. Draco westchnął i otworzył kopertę. Wstrzymał oddech widząc znane pismo i zabrał się do czytania.

Kochany Draco!

Ostatnio dowiedziałam się czegoś bardzo ciekawego.
Podobno zadajesz się z Hermioną Granger. Dlaczego
Udawałeś, że nie masz dziewczyny?
Czemu mi tego nie napisałeś? Nie możesz z nią być
I na pewno wiesz dlaczego. Wiesz jaka to dla nas
zniewaga? To szlama! Nie możesz zbrudzić czystej
Krwi Malfoyów! Chce, byś był szczęśliwy,
Ale znajdź sobie kogoś ciebie wartego. A nie
Jakąś pierwszą lepsza szlamę!
Przez wasz związek nasza rodzina straci w oczach innych,
ten szacunek o który przez tyle lat walczyła.
Na pewno nie jesteś dla niej nikim ważnym.
Posłuchaj mojej rady i skończ to.

Kocham, mama.

Draco czytał ten list z niedowierzaniem. Dla matki nigdy nie była ważna krew. Ona tylko chciała szczęścia jej jedynego syna. Młody Malfoy jakoś nie mógł uwierzyć w prawdziwość tego listu. Nie był głupi i znał dobrze swoją matkę. Coś tu śmierdziało... Położył się na łóżku i przyjrzał bliżej pergaminowi. Było na nim pełno małych kropek. A pismo było bardziej koślawe. W niektórych miejscach atrament był lekko rozmazany. Ten list nie wyglądał jak wszystkie inne jakie wysyłała mu rodzicielka. Przeczytał go kolejny raz. Potem kolejny i kolejny. Była 2:25 w nocy, a blondyn wciąż przypatrywał się listowi. Znał na pamięć każdy jego cal i każde słowo. W końcu go olśniło... Trochę był dziwnie napisany. Od trzeciej linijki pierwsze słowa były napisane dużą literą. W szóstej było inaczej... A gdyby tak przeczytać te litery z góry na dół? Draco wytrzeszczył oczy. Te litery poziomo układały się w słowo " uciekaj"... Czytał to kilka razy myśląc, że tylko mu się przewidziało z powodu zmęczenia. Ale nie, jego matka na pewno specjalnie to zrobiła. W głowie miał ukrytą treść listu. Jego rodzicielka nie była głupia. Lucjusz nie wiedział jakie są jego stosunki z matka, ponieważ była ona przy ojcu oschła. Skąd miał wiedzieć, że była mu jedyną osoba dająca choć trochę ciepła w tym zimnym domu? Myślał zapewne, że jak dostanę ten list to zrezygnuje. Dlaczego sam mi tego nie napisał? Może myślał, że tylko jej posłucham? Albo się bał, że Ministerstwo przechwyci sowę. Zaczął się zastanawiać, co ten bydlak zrobił jego matce.
W głowie Draco zaczęły pojawiać się coraz straszniejsze i okrutniejsze sceny. Czuł, że jak zaraz nie pójdzie do niej to wybuchnie. Wyskoczył z łóżka i zaczął gorączkowo szukać w szafce proszku fiuu. Wyszedł z dormitorium trzymając woreczek i wsypał garść jego zawartości do komina. Powiedział gdzie chce się pojawić i wszedł w szmaragdowe płomienie. Z roztargnienia nie zauważył że przed kominkiem siedziała zasypana książkami Hermiona. Chciała nadrobić wszystkie zaległości i znów wiedzieć wszytko na trzy tematy do przodu. Widząc zdenerwowanego Draco wskakującego do kominka, wygramoliła się z pergaminów i poszła w jego ślady.
***
Draco otrzepał się z sadzy i rozejrzał dookoła. Wszystko było porozwalane, poniszczone i połamane. Starannie stawiając stopy między resztkami zmaltretowanych mebli wszedł w głąb domu. Zobaczył plamę krwi przy ścianie, a serce mu zamarło. Podszedł bliżej i zobaczył czerwone odciski butów, prowadzące do biurka. Niepewnie podszedł bliżej bojąc się co zobaczy. Widząc to poczuł jak upada na kolana i jak wbijają mu się drzazgi. To nie miało znaczenia, jego świat właśnie runął jak jakiś nędznie zbudowany domek z kart. Podniósł się i podszedł bliżej zmasakrowanego ciała matki. Zaczął tulić ją do siebie i krzyczeć, by żyła. Poczuł jak łzy spływają mu po policzkach, ale to nie było ważne. Teraz poczuł w sercu dziurę, dziurę bez dna. Wielką przepaść. Chciał, by zamiast tej kobiety to on tutaj leżał. To co teraz widział to był jego najgorszy koszmar. Poczuł się sam na świecie, chociaż miał ojca. Ojca który go torturował... I chciał zabić. Poczuł jak jakaś postać klęka obok niego i ociera mu łzy z twarzy, a następnie go przytula. Nie zauważył, kiedy Hermiona poszła za nim, ale w duchu bardzo się cieszył. Nie został sam na tym świecie, miał ją. Największy skarb jego życia o który musi dbać, bo w każdej chwili może go stracić. Wtulił twarz w jej puszyste włosy, a ona jednym szybkim i delikatnym ruchem dłoni zamknęła jego matce oczy. Siedzieli tak wtuleni w siebie przez jakiś czas. Mogła to być godzina, albo dzień, może nawet miesiąc. Czuli się bezpiecznie w swoich objęciach i chcieli w nich zostać już na zawsze. Ale niestety, musieli się w końcu od siebie oderwać, by wezwać kogoś na pomoc. Hermiona wysłała trzy patronusy: do dyrektorki, do przyjaciół i do ministerstwa. Po paru sekundach zmaterializowała się przed nimi grupka czarodziei, a w śród nich McGonagal. Przyklękli przy ciele Narcyzy, a po chwili zabrali ja na niewidzialnych noszach. Dyrektorka poinformowała Dracona o tym, co się teraz będzie dziać z jej matka i kiedy zostanie pochowana, po czym teleportowała się do Ministerstwa Magii. Hermiona i Draco wrócili do Hogwartu i udali się do dormitorium chłopaka. Blandyn nalał do szklanek ognistej whisky i podał jedną dziewczynie. Zaczęli dosyć smętna i ponurą rozmowę. Minęła godzina, może dwie i Draco powiedział że chce mu się spać. Miał za sobą nieprzespaną noc, w sumie tak samo jak Miona. Położył się do łóżka, a brunetka pocałowała go w czoło. Chciała już odejść, gdy Draco złapał ja za rękę i wciągnął do łóżka.
- Zostań - wymruczał jej do ucha i przytulił jak ulubionego misia. Hermiona uśmiechnęła się pod nosem i już po chwili para smacznie spala w swoich objęciach.
***
 Ginny przechodziła przez korytarz z nosem w książce. Za chwilę miał być sprawdzian z eliksirów, a ona nic nie umiała. Nagle wpadła na kogoś i pewnie zaliczyłaby glebę, gdyby nie silne ramiona Blaisa. - Ooo! Cześć rudzielcu! Ostatnio ciągle na siebie wpadamy - zaśmiał się szczerze chłopak i gdy Ginny wróciła do pionu, podniósł jej książkę z ziemi.
- Dzięki, śpieszę się trochę Diable.
- Ooo szkoda - udał zrozpaczonego - masz lekcje? A po nich masz może czas? - Zapytał z nadzieją w głosie.
- Tak. Może pójdziemy potem na błonia?
- Jasne! Już się nie mogę doczekać, madam - teatralnie pocałował ruda w wierzch dłoni. Ginny zaśmiała się i pobiegła w stronę lochów, wiedząc, że nieźle oberwie za spóźnienie się na lekcje. Nie myliła się, zarobiła szlaban w czwartek wieczorem. Trudno, przynajmniej profesor Slughorn nie jest taki bezlitosny w szlabanach jak Snape. Lekcja leciała jej bardzo wolno, miała wrażenie, że siedzi tu trzy godziny gdy tak naprawdę minęło pół. Nie warzyli żadnych eliksirów, tylko uczyli się o składnikach eliksiru na porost włosów. Było tak nudno, że myślała, że zaraz zaśnie. Rysowała biegnącego wilka na pergaminie. Ruda miała talent, ale prawie nikt o tym nie wiedział. Jedynie Hermiona i Blaise widzieli kilka jej rysunków. Nagle profesor kazał im się spakować. Ginny jak błyskawica wyleciała z klasy na spotkanie z Zabinim. Ślizgon czekał na nią przy drzwiach wejściowych. Wziął od niej torbę, by nie musiała nosić i udali się w swoje ulubione miejsce za jeziorem. Śnieg mocno prószył i widać było, że święta się zbliżają.
Hagrid ścinał ogromne drzewa iglaste i kładł obok swojej małej, skromnej chatki. Kilkoro uczniów już nuciło kolędy, a dziewczyny pchały się do Hogsmade szukać sukienek na bal. Usiedli na ławce pod bezlistnym, wielkim, starym drzewem obok jeziora. Pod warstwą lodu raz po raz widać było hogwarcką kałamarnicę. Z dachu chatki Hagrida zwisały ogromne sople lodu. Blaise przysunął się bliżej Ginny i niepewnie zapytał
- Gin.. Czy chciałabyś iść ze mną na bal? - Ruda spojrzała na niego i uśmiechnęła się widząc jego minę.
- Oczywiście, że z tobą pójdę Diabełku! - Zaśmiała się.
- Uff - odetchnął z wyraźna ulgą - Bałem się, że idziesz z kimś innym, albo że się nie zgodzisz. Spodziewałem się, że idziesz z Harrym, bo chyba coś do niego czujesz a on do ciebie... - Nie zdążył dokończyć, bo Ginny zatkała mu usta namiętnym pocałunkiem.

Rozdział 15

Siemka! Kolejny rozdział jak obiecalam jest dzisiaj. Niestety znowu krótki, ale nie mam jak tego sprawdzić na telefonie :( Nie jestem zbytnio z niego zadowolona, ponieważ wydaje mi się taki poplatany... Życze miłego czytania i czekam na komentarze :)
Rozdział z dedykacją dla Expecto Patronum, która również zaczęła pisać dramione! Powodzenia Martynko :3

***

Wbiła wzrok w podłoge, a myśli jak jakieś rozjuszone stado owadów kłębiły jej się w głowie. Minął już jakiś czas, od zobaczenia fotografii. W sumie jej się nie przyglądała, chciała na nią nie patrzeć, bo sprawiało jej to zbyt wielki ból. Wcześniej ufala Draconowi, dlaczego teraz tego nie robi? Przecież podrobic to zdjęcie mógł każdy! Te wszytkie dziewczyny, Astoria.. Ron.. Nie to nie mógł być on. Nie posunął by się do czegoś takiego. Na miejsce smutku i złości pojawił się wstyd i lekki promyk nadzieji, że to tak naprawdę wszystko nie prawda. Wstyd dlatego, że jeśli to co mówił, było prawdziwe a ona mu nie uwiezyla. Chciała go spotkać, tu i teraz. Wstała i podbiegla do szafy wyciągając pierwsze lepsze rzeczy, a Harry cały czas śledził ja wzrokiem. Z roztargnienia uderzyła się o kant stołu i z jej nogi zaczął lecieć lekki strumyczek krwi. Zaklnela cicho i szybko zagila ranę dobrze sobie znanym zakleciem. Ubrala pośpiesznie spodnie i koszulkę na lewą stronę. Gdyby nie wybraniec, poszła by tak. Kiedy jej dłoń spoczela na klamce od drzwi prowadzących do pokoju wspólnego prefektow, zastanowila się chwilę. Czy to tak nie głupio, że ona przychodzi do niego? Podobno kilka razy się do niej dobijał... I raz się dostał. Serce ja boleśnie zakłuło przypominając sobie swoje słowa. Zrobiła głęboki wdech i weszła do pokoju wspólnego pewnym krokiem, lecz z dusza na ramieniu. Bała się tego spotkania. Co jeśli, nie będzie chciał się z nią widzieć? Jeśli ja wygoni? To się okaże. Podeszła do drzwi do dormitorium blondyna. Harry mimowolnie uśmiechnął się pod nosem, że chce do niego iść. Leciutko zapukala w drewniane drzwi. Odpowiedział jej jakiś pomruk, który uznała za zaproszenie do środka. Niepewnie uchyliła drzwi i rozejrzala się po pokoju. Wstystko było porozrzucene, książki leżały na podłodze, pełno było wszędzie pustych butelek po ognistej whisky. Panował tu wielki bałagan, większy niż u Harrego i Rona. Draco siedział na parapecie wpatrzony w padający, bialy puch. W ręce trzymał pusta szklankę. Najwyraźniej nie zauważył, kto właśnie wszedł do jego pokoju. Spodziewał się Blaisa lub Parkinson. Jego serce stanęło w miejscu gdy usłyszał ten dobrze znany, cichy, delikatny kobiecy głos.
- Cześć... - Powiedziała cichutko wchodząc go środka. Zdziwione oczy blondyna napotkaly ta upragonina postać za która tak bardzo tesknił. Spodziewał się każdego, ale nie jej. Mniej by się zdziwił, gdyby teraz w jego progu stał jednorożec. Zamrugal kilka razy myśląc, że to mu się przewidzialo, ale nie. Hermiona stała przed nim, w jego pokoju z krwi i kości. Nic nie mówił, czekał aż ona się odezwie. Skoro sama przyszła, to pewnie ma coś do pwiedzenia. Brunetka zaczeczela bawić się kosmykiem włosów i wbila wzrok w ziemię. Zawsze to robiła gdy się denerwowala. Co ona sobie myślała przychodząc tu? Trzeba coś zrobić...
- Draco - zaczęła cichym, niesmialym głosem - przepraszam, że wtedy ci nie ufalam. Wierzę, że to co mowiles to prawda. - Powiedziała jeszcze ciszej, ale Blondyn wszystko usłyszał. Jego ciało na te wieść nic nie zrobiło, ale dusza w środku tańczyła i śpiewała że szczęścia. Kamień mu spadł z serca. Pierwszy raz nie miał pojęcia co w takiej sytuacjii powiedzieć. Spojrzał na nią czule, a na jej twarz wpłynęły lekkie rumience. Myślała, że blondyn jest na nią zły za to, ale się mylila. Tak na prawdę wcale nie czuł do niej złości, rozumiał że tak postąpiła. Podszedł do niej i najzwyczajniej w świecie przytulil. Poczuł jak mięśnie dziewczyny się rozluzniaja i jak wtula się w jego szyję. Było im tak dobrze w swoim towarzystwie. Chcieli tak być w swoich objęciach do końca życia. Nagle ta cudowną chwilę przerwała postać która bezceremonialnie wpadła do dormitorium chłopaka i zaczęła wrzeszczec.
 - Kretynie, musisz coś z tym zrobić! Nie moge patrzeć na ciebie jak się upijasz do nieprzytomności, albo doprowadzasz do takiego stanu!! Jesteś moim przyjacielem i albo pójdziesz do niej po dobroci, albo siłą cię tam wywloke! - Trwało by to dłużej, gdyby Blaise nie zauważył, że w pokoju jego przyjaciela jest jeszcze pewną osoba. Lekko się zmieszal, a zza drzwi wyjrzała Ginny. Diabeł szeroko się uśmiechnął i powiedział
- Pogodzone moje robaczki? - I przytulil ich do siebie obydwoje, jak swoje dzieci. Draco prychnał, a Hermiona usmiechnela się do Blaisa. - Dobrze, zostawmy zakochańców samych Gin - powiedział Diabel, po czym objął Ruda w talii i wyszedł z dormitorium zostawiając parę sama.
- Nie wiesz jak się cieszę że mi uwierzylas - zaczął Draco - Próbowałem kilka razy do ciebie wejść.. Ale nie otwieralas. Zastanawiałem się nad tym, kto to mógł zrobić. Nie Astoria, pytałem się jej, a ona kompletnie nie potrafi kłamać. Więc ona odpada. Może rudy łasic? Wiesz, jaki jest o ciebie zazdrosny - blondyn zacisnął pięści.
- Wątpię, żeby się do czegoś takiego posunął, ale nie wykluczam tej opcji. - Draco nie odpowiedział. Minęło parę minut ciszy, aż dziewczyna się odezwała.
- Może pójdziemy na Błonia?
- Jasne, czemu nie?
Zabrali kurtki zimowe, czapki i szaliki swoich domów. Hermiona zabrała jeszcze rękawiczki, czego Draco nie zrobił. Wyszli razem na zewnątrz przez wielkie, drewniane drzwi. Z białych chmur leciał leciutko bialy puch pokrywając świat jeszcze grubsza warstwą śniegu. Mróz szczypal w policzki, a zimny wiatr targal włosy. Słonce powoli za gestymi chmurami zachodzilo za horyzont. Szli razem wyglupiajac się i sobie dogadujac, jak kiedyś. Tak bardzo im tego brakowało. Hermiona zdarzyła się poslizgnac na oblodzonym chodniku i wpaść wprost w zaspe śnieżna. Blondyn zaczął się śmiać, ale podał rękę dziewczynie. Ta zamiast się podnieść, wciagnela chłopaka do zaspy i obsypala śniegiem. W końcu zaczęli się torlac w stronę jeziora. Hermiona raz była na dole, a raz u góry. Ta zabawa skończyła się gorącym pocalunkiem w tak zimny wieczór.
***
Harry niezauwazalnie wslizgnal się do dormitorium i usiadl w kącie. Widział jak Ginny przytulala się z Blaisem. Zrobiło mu się bardzo przykro, Ginny mu się bardzo podobała od dawna. Mógł ja gdzieś zaprosić, czy coś ale tego nie zrobił. Teraz pozostało mu tylko tego żałować i modlić się by z nim zerwała.
Ron uderzył pięścią w ścianę. Nie wiedział że w dormitorium jest ktoś oprócz niego, a w panującym tu półmroku nie mógł dojrzeć wybranca. Zaczął mówić głośno sam do siebie.
- Czy ten list i ta fotografia nie przemowily jej do rozumu?!! Znowu z tym kretynem! Tym pieprzonym.. - I tutaj posypala się masa przekleństw na Dracona. Harry słuchał tego wszytkiego z niedowierzaniem. To on sfałszował fotografie! Ale chyba nie może tego powiedzieć Draco... On by go zgniótł jak nedznego karalucha jednym palcem! W pewnym sesie, nie przyjaźnili się już. Harry nie był mstliwy.. Ale przypomniał sobie Hermione, te jej smutne oczy... I Draco.. Nie, on musi im powiedzic. Co jak oskarża o to kompletnie inna osobę?
Rudzielec położył się na łóżku i niemal natychmiast zasnął. Wybraniec podniósł się z podłogi i prychnał pogardliwie na Rona. Wyszedł z dormitorium spotykając po drodze Parvati, która chciała z nim porozmawiać. Odpowiadzial, że ma coś do załatwienia i wybiegł bez pożegnania zostawiając zawiedzona Parvati.
Przeszukał cały zamek w poszukiwaniu pary, ale nigdzie ich nie było. Przeczesal błonia i klasy. W końcu dał za wygraną i zrezygnowany wracał do swojego ciepłego łóżka. Po drodze usłyszał jakieś głosy. Podszedł bliżej, uważając by go nikt nie zauważył. Rozmówcami byli dwaj puchoni z siódmego roku.
- Charlie, nie uda ci się. W sumie głupie było, że wplatales się w taki układ. To hamskie.
- Daj spokój, Ed. Rozkocham ja w sobie, zostawię a on zrobi dla mnie ta przysługę. Ona poplacze i przestanie. Jak będzie trzeba użyje się abortencji.
- Wiesz ona kocha tego Malfoya - serce Harrego zabiło mocniej.
- To nie jest tego warte.
- Warte, warte. Co tam jakąś głupia szlama- Charlie zasmial się głośno - interes życia!
- Jak chcesz, ale pamiętaj, że cię ostrzegalem. Harry czekał w ukryciu aż kroki ucichnął. Kto mógł chcieć czegoś takiego? Ruszył zamyslony przez korytarz. Nagle, czyjeś silne ręce zatkaly mu usta i wciagnely do pustej klasy. Wybraniec miotał się jak szalony próbując wyrwać się z mocnego uścisku. Zakaprurzona postać przygwoździla go do ściany wpychajac do ust jakąś szmatke.
- Nic nie slyszales, Potter. - Usłyszał zachrypniety głos, a potem ciche
- Obliviate - Poczuł tylko jak upada na ziemię.
***
- Harry, Harry! - Poczuł coś zimnego na twarzy - Harry!! - Wybraniec uchylił lekko powieki. Kleczala nad nim zmartwiona Parvati trzymajaca w ręku zwilzona gąbke.
- Co się stało? Kto ci to zrobił?
- Nic nie pamiętam.. Kompletnie... Byłem u Hermiony, ona poszła pogodzić się z Draco, a dalej czarną dziura! - Wyslalam patronusa pani Pomfrey. Powinna za chwilę być. - Ledwie to powiedziała, gdy do klasy wbiegly profesor McGonagal i pani Pomfrey. Pielęgniarka, pomimo buntu chłopaka położyła go na niewidzialnych noszach, a Minerva zaczęła go wypytywac o to co się stało. Zalewala go pytaniami aż pod drzwi skrzydła szpitalnego.
***
Draco spokojnie, jakgdyby nigdy nic poszedł do wielkiej sali. Usiadł na swoim stałym misjscu i jak zwykle nalał sobie kawy. Dosiadł się do niego Blaise i Terence i pograzyli się w rozmowie na temat quiddicha. Wszytko wróciło do normy, pogodzili się z Hermiona. Wziął "Proroka Codziennego" i upijajac trochę gorącej kawy, spojrzał na okładkę. Zakrztusił się napojem i opluł stół, a filizanka wypadła mu z ręki roztrzaskujac się na kawałki. Przerazonym wzrokiem bladził po okładce gazety. Zdziwione towarzytwo podeszło bliżej, przyglądając się czego to Draco się tak przestraszył. Na pierwszej stronie widniała twarz blondyna a u góry czarny, wydrukowany napis.

Śmiercioźerca Luciusz Malfoy zbiegł z Azkabanu. Więcej informacji na str 15.

Draco zaczął nerwowo szukać tej strony. W końcu udało mu się. Było tam ruchome zdjęcie takie jak na okładce krzyczacego Malfoya seniora we własnej osobie. Obok zdjęcia pisało.

Znany Śmiercioźerca Luciusz Malfoy o godzinie 1:13 w nocy 1 grudnia uciekł z najbardziej strzeżonego więzienia czarodziejow na świecie. Ma on na swoim koncie już wielu mugoli i czarodzieji polkrwi. Za czasów panowania Voldemorta tepil czarodzieji nieczystej krwi oraz mugoli. Nie wiadomo jak udało mu się uciec oraz gdzie się teraz znajduje. Jeśli ktoś ma informacje na ten temat proszę niezwłocznie wysłać sowe do Ministerstwa Magii.

Litery zaczęły mu się rozmazywac przed oczami. Miało być tak pięknie! Teraz nie martwił się o siebie, tylko o Hermione. Nie wiedział, co ten bydlak może jej zrobić. Postanowił ja mieć cały czas na oku.
Jakim cudem uciekł? Blondyn wolał by uciekł już kto inny, ale nie on! Do WS wbiegla Ginny i od razu skierowała się w stronę stołu ślizgonów. Podbiegla do Blaisa i Dracona.
- Harry jest w skrzydle szpitalnym. Ktoś wyczysil mu pamięć. - mówiła szybko - Hermiona też tam jest - zwróciła się do Malfoya, do którego tak jakby nic nie docierało. Był w szoku, po tym co przeczytał. Poszedł machinalnie za Ginny do skrzydła szpitalnego i usiadł na krześle obok Hermiony. Wszyscy zaczęli rozmawiać i myśleć nad tożsamością sprawcy, aż Harry nie zapytał.
- Malfoy, co ci? - nie kłócili się już, ale ciężko im było mówić do siebie po imieniu.
- Luciusz Malfoy uciekł z Azkabanu - powiedział cicho Blaise.
Towarzystwo ucichlo na raz. Patrzeli to na Zabiniego to na Draco. Ta niezreczna cisza trwałaby nadal, gdyby ktoś nieproszony nie wszedł do skrzydła szpitalnego.

sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 14

Cześć! Już miałam pomysł na ten rozdział, a tu bum! Komputer się zepsuł :( Pisałam go w notatniku na telefonie, wiec pewnie będzie peeeełno błędów. Z góry za nie przepraszam. Rozdział dedykuję Ali i Martynie z którymi właśnie siedzę w McDonaldzie. Życzę miłego czytania i zachęcam do komentowania! :)

Pozdrawiam, Nox Maxima :3


***

Hermiona stanęła jak wryta i patrzala na niego swoimi wielkimi, czekoladowymi oczami jak na jakąś zjawę. Była tak bardzo zaskoczona, że nie umiała zrobić ani kroku, ani choćby ruszyć palcem. Pierwsza myśl jaką jej przyszła do głowy, to to, że przesądziła z whisky i ma omamy. Zaczęło wracać jej czucie w nogach, a na miejsce wielkigo zaskoczenia weszła nieopanowana wściekłość jak i strach, jakim cudem tu wszedł. Przecież drzwi miała pozamykane tak, że nawet hipogryf nie dał by rady. Zacisnela swoje małe piastki i żeby. - Ty... - Wycedzila, a jej twarz zaczerwianila się że złości. Chłopak, cofnął się o krok. - Masz czelność tutaj po tym wszystkim co zrobiłeś tutaj przychodzić!?! - Podeszła do niego i dźgnęla palcem wskazującym w jego klatkę piersiową. Podniosła rękę i już chciała go spoliczkowac, gdy on złapał ja za nadgarstki. - Hermiono uspokoj się. To.. To wszytko nie prawda! Ja wcale.... - Milcz! - Wykrzyknęła mu to prosto w twarz - precz mi stąd, ty tleniony kretynie! Jaką ja byłam głupia, że ci zaufalam! - Wrzeszczala przez łzy zachrypnietym głosem. Normalnie, chłopak czepial by się tego, że nazwała go " tlenionym kretynem" ale nie teraz. Musi to wszytko odkręcić! Ale jak to ma zrobić? Ona mu nie wierzy. - Poprostu bawiles się moimi uczuciami! - Dodała i rozplakala się na dobre. Draco nienawidził jak kobiety plakaly, tym bardziej z jego powodu. - Ktoś sfałszował to zdjęcie... Ja nienawidzę tej Astorii! To swiruska. Uwierz mi, błagam! Hermiona, zależy mi na tobie... - Ostatnie zdanie powiedział ciszej i spojrzał czule na dziewczynę. Spotkał jej już trochę łagodniejszy wzrok, ale po chwili ciszy znowu zaplonal w nich płomień złości, ale i żal oraz zawiedzenie. - A skąd mam wiedzieć, że to nie tylko puste słowa, jakimi darzysz każda dziewczynę? - Powiedziała bardzo spokojnie. - Dlaczego mam ci wierzyć? Mam dwa dowody. Fotografie i wasz pocałunek, jaki widziałam na własne oczy. - Teraz w jej wzroku był tylko wielki żal, ból i rozpacz. - Malfoy, skończmy to. Zapomnijmy o sobie. - Te słowa trafiły młodego blondyna jak rozrzazone do bialosci sztylety. Te słowa odbijaly się echem w jego głowie. Nie chciał w to uwierzyć, że to wszystko co działo się przez parę miesięcy w jednej chwili runęło jak domek z kart. Jego serce w tej chwili roztrzaskalo się na miliardy małych kawaleczkow, a wnętrzności się poskrecaly z żalu. Tak dobrze mu było w jej towarzytwie.. A teraz? No właśnie, co teraz? W chwili, gdy Draco pogrążony w swoich smutnych myślach trochę rozluznil ucisk na nadgarstkach dziewczyny, ta wyrwała mu się i w sekundzie wyjela podniosła rozdzke z szafki nocnej. Drzaca ręką celowala nią w smutno patrzacego na nią chłopaka. - Wyjdź. - Powiedziała chłodno, a jej mała dłoń sciskajaca rozdzke zadrzala jeszcze mocniej. Draco nic nie mówiąc wyszedł i zamknął za sobą drzwi. Hermiona upadła na łóżko i zaczęła głośno szlochac. Trochę zalowala tego " skończmy to, zapomnijmy o sobie." i że go wygonila. W pewnym sesie chciała wierzyć w to, co jej powiedział, ale jakoś nie potrafiła. Wtulila twarz w poduszkę, moczac są swoimi przepelnionymi smutkiem łzami lejacymi się strumieniem z jej ciepłych i wesołych zazwyczaj oczu. Draco jeszcze przez kilka godzin wloczyl się po Hogwarcie. Jego głową pękała od najróżniejszych myśli. Postanowił natomiast jedno; będzie walczył o nią do samego końca. Nie da tak łatwo za wygraną. Wciąż miał przed oczami twarz zaplakanej dziewczyny i ten spokojny, chłodny głos mówiący słowa które najbardziej go zranily. Nie wiadomo jak znalazł się przed wejściem do pokoju wspólnego ślizgonów. Wszedł, a wszyscy podnieśli głowy z nad książek, pergaminow czy jakich tam rzeczy które robili. Zdziwił ich widok blondyna, był jeszcze bledszy niż zwykle a w oczach czaił się smutek. Przeszedł przez salon i już chciał wejść do swojego dormitorium, gdy ktoś złapał go za ramię. - I jak? - Zapytał Blaise. Draco w odpowiedzi tylko pokiwal przecząco głową i wszedł do swojego małego królestwa. Wyjął z barku ognista whisky i bez nalewania do szklanki cz kieliszka zdrowo pociągnął z butelki. Chciał się upic i zapomnieć choć na chwilę to tym wszytkim. Nie wierzył, że to koniec. Za pierwsza butelka poszła druga, a w jej ślady trzecia. W końcu chłopak zasnął upity na fotelu w dziwnej pozycji a wkoło niego pełno pustych butelek po alkoholu w tym jedna roztrzaskana na dywanie. Hermiona siedziała przy kominku z podwinetymi pod siebie kolanami wpatrujac się tępo w ogień. Już czwarty dzien bez snu; była tak zmęczona że nie umiała nawet płakać. Nic też nie jadła przez ten czas. Zasnąć nie pozwalały jej uporczywe myśli o blondynie. Miała podkrazone oczy i zapadniete policzki, a w jej oczach nie gościły te wesołe ogniki jak jeszcze parę dni temu. Czuła pustkę w sercu i starała się nie myśleć o niczym. Przerwało jej w tym któreś już w tym dniu pukanie do drzwi. Zastaniawiala się czy powninna otworzyć. W sumie może towarzytwo dobrze by jej w tych chwilach zrobiło. Najbardziej bolało ja to, że sama powiedziała " zapomnijmy" a nie potrafi tego zrobić. Może Draco teraz jest szczęśliwy, z Astoria, a ona głupia tutaj siedzi i za nim rozpaczą i tęskni? Wstała i otwarła drzwi. Za nimi stał Harry już odwracajacy się by odejść, po nieudanej próbie dostania się do dormitorium przyjaciółki. Gdy tylko usłyszał skrzypniecie drzwi odwrócił się i uśmiechnął szeroko, ale zaraz mina mu zrzedla na widok Hermiony. Słowa nie potrafił z siebie wydusic. Stali tak chwilę, aż dziewczyna zaprosiła go gestem do środka. Harry usiadł na fotelu przed kominkiem, a obok niego usiadła Hermiona.
- Miona, ja.. Ja myslelem, że do ciebie przychodzi stworek i podaje ci jedzenie... - Nie mam apetytu - powiedziała - Wiesz, tak sobie myślę... Że ja za nim tak rozpaczam, a on pewnie teraz jest szczęśliwy z Astoria i już o mnie zapomniał... - Kilka łez splynelo po jej policzku. - Zartujesz?!! - Krzyknął zdziwiony - Owszem, chodzi na zajęcie ale jest jakby nieobecny. Czuć od nie alkoholem na kilometr i z nikim nie chce rozmawiać. Jest jeszcze bledszy niż zwykle.. Wygląda gorzej od ciebie, o ile to możliwe. Pogorszył się w nauce i nie odrabia prac domowych. Zarabie trzy szlabany na dzien! Hermiona, gdyby mu na tobie nie zależało pewnie by się tak nie zachowywał. Już kilka razy go widziałem pod twoimi drzwiami. On tego nie zrobił i jeszcze się dowiem czyja to sprawka. Pogodzcie się...


***

Przepraszam, że tak krótko. Postaram się jutro także dodać rozdział. :33

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 13

Cześć! Koolejny rozdział. Najwyraźniej wena wróciła z wakacji! Jeszcze raz przepraszam, za tą długą przerwę :c Rozdział dedykuję Martynie, Ani i Ali :3 Zapraszam do komentowania. Nie sprawdzałam rozdziału, więc mogą być błędy :D

*~*~*~*~*~*~*~*~*~~*~*~*~*~*~*~

  Otworzyła białą, starannie zamkniętą kopertę. Wyjęła kartkę i przeleciała wzrokiem krótki tekst. Spojrzała na drugą rzecz która była w kopercie. Zdjęcie… poczuła jak łzy spływają jej po policzkach. Zapomniała o bólu głowy. Widziała tylko dwie postacie i datę w rogu. Zachwiała się i usiadła na łóżku. Zakryła twarz w dłoniach i zaczęła płakać, a ze łzami spływał jej smutek i żal. Fotografia i liścik upadły na ziemię. Zdjęcie przedstawiało Dracona i Astorię namiętnie się całujących, a z rogu pomarańczowym drukiem datę sprzed trzech dni. Czyli to co mówił wczoraj nie było prawdą? Naprawdę jest z Astorią.. Myślała Hermiona. Czuła wielki żal i chciała się do kogoś przytulić i wypłakać. Otarła łzy. Przecież oni nie byli razem! Nie może mieć mu tego za złe. Byli na randce, ale nie są parą. Nie zapytał jej o chodzenie. Próbowała powstrzymać następną falę łez, ale nie udało jej się to. Rozpłakała się na dobre. A może Draco bawił się jej uczuciami? Skoro nie byli razem, to po co kłamał, że nic nie czuje do GreenGrass? W jej głowie kotłowały się tysiące myśli. Teraz chciała coś rozerwać. Rozerwać Malfoya, za to, że przez niego płacze. Ponownie płacze… Co teraz ma iść spokojnie na śniadanie i jak gdyby nigdy nic z nim rozmawiać? Nie, musi go unikać. Myślała, że jak tylko go zobaczy rozpłacze się ponownie.
Wenus wskoczyła na łóżko i zaczęła mruczeć i ocierać się o rozdartą dziewczynę. Kotka chciała ją jakoś pocieszyć. Hermiona zaczęła ją drżącą ręką głaskać, a słone łzy spadały na jej futerko. Spojrzała na pluszową podobiznę swojego kociaka. Złapała go i rzuciła z całej siły o ścianę. Krzyknęła i zaczęła znowu płakać bez opanowania. Była taką dobrą czarownicą, najmądrzejszą od czasów Roweny Revenclaw, a nie rozpoznała, że to jest żałosna podróbka. Normalnie rozpoznała by to, ale gdyby na fotografii było coś innego. Przez załzawione oczy nic nie widziała. Uwierzyła, że to prawda. A w tym samym czasie Ron uśmiechał się pod nosem widząc brak jednej gryfonki na śniadaniu. Plan zadziałał! Znienawidzi tego pieprzonego Malfoya. Obiecał sobie, że jak tylko ją zobaczy pocieszy ją, a ona znowu mu zaufa. Tak to sobie myślał rudzielec, nie zwracając uwagi jak teraz Hermiona cierpi.

***

Ból głowy obudził Dracona. Spojrzał na zegarek, była 15:26. Zaklnął cicho, bo uderzył nogą o kant stolika i podszedł do szafki. Pospiesznie wypił eliksir na kaca, który po paru minutach zaczął działać. Próbował przypomnieć sobie wczorajszy wieczór, ale miał pustkę w głowie. Musiał dużo wypić, bardzo dużo. Ciekawe kto go przyprowadził do dormitorium? Zaczął myśleć o Hermionie. Chciał się z nią zobaczyć, najlepiej jak naj szybciej. Nie miał żadnej sprawy, po prostu chciał jej towarzystwa. Ubrał się i poszedł na obiad chcąc spotkać gryfonkę, ale niestety jej tam nie było. Na daremne wypatrywał brązowej czupryny wśród gryfonów. W drzwiach spotkał najmłodszą latorośl Weasleyów i spojrzał na nią pytająco.
- Nie było jej na śniadaniu i nie otwiera drzwi – Ginny załamała ręce i pokręciła głową. Draco nie odpowiedział, tylko poszedł do kiwającego mu Blaisowi.
- Cześć Smoku! – zaśmiał się Zabini – gdzie twoja narzeczona?
- Nie jest moją narzeczoną – burknął – nie mam pojęcia
- Myślałem, że jest z tobą. Na śniadaniu tez jej nie było. Ej wiesz – powiedział ciszej – coraz lepiej się dogaduje z wiewiórą! Za dwa dni się spotykamy.. stary nie wiem gdzie ją zabrać. – zmartwił się trochę
- Jeszcze dwa dni, coś się wymyśli. – odpowiedział i usiadł na swoim miejscu przy stole ślizgonów. Zabrał na talerz dwa tosty i posmarował dżemem. W jego ślady poszedł Blaise, chociaż już jadł. Dosiadła się do nich Pansy Parkinson z jakimś krukonem.
- Cześć chłopaki – powiedziała – jak po imprezie? Blaise, ty przecież przed chwilą jadłeś! Będziesz się toczyć po Hogwarcie. – wszyscy się roześmiali, tylko Zabini zrobił niezadowoloną minę i odsunął miskę z jajecznicą, której chciał jeszcze dołożyć na talerz.

***

Ginny szła po schodach do pokoju gryfonów. Chciała spotkać się z Mioną. Bała się, że cos jej się stało i przyrzekła sobie, że jeśli jej nie otworzy to wejdzie oknem. Przeszła przez portret Grubej Damy i przeszła przez krótki korytarzyk prowadzący do dormitorium Hermiony. Zaczęła walić pięściami w drzwi i krzyczeć -
- Hermiona, to ja!! Otwieraj natychmiast bo wywarzę drzwi!! – Uderzała je tak długo, na ile starczyło jej sił. Ciężko dysząc odeszła kilka kroków, aby cały ciałem uderzyć w drzwi. Już biegła w ich stronę gdy otworzyły się. Ruda potkęła się o podwiniętą krawędź dywanu i upadła na ziemię. Brunetka cicho się zaśmiała, ale wyglądała koszmarnie. Twarz cała w plamach i zapuchnięte oczy po płaczu. Była blada jak ściana. Ginny szybko podniosła się z podłogi, pocierając obdarte kolana. Spojrzała na przyjaciółkę i się przestraszyła.
- Herm… co się stało? – Hermiona usiadła na łóżku z trudem powstrzymując łzy. Opowiedziała wszystko od wczorajszego wieczoru.
- Pokarz mi to zdjęcie – powiedziała Ginny, do łkającej Hermiony. Brunetka zaczęła gorączkowo szukać fotografii raz po raz pociągając nosem. Niestety, dowód zbrodni Draco był potargany przez Wenus. Zostały z niego kolorowe strzępki, a na dodatek kilka z nich wylądowało w brzuszku kotki. Dziewczyna skarciła za to swoją pupilkę i wtuliła się w Ginny znowu zaczynając płakać.
- Mionka… wszystko się wyjaśni na pewno. Spokojnie, cii – pocieszała przyjaciółkę – A skąd wiesz, czy to nie jest fałszywe? Może ktoś chce dopiec tobie lub Draconowi..
- Ale wczoraj Astoria go całowała!
- Mówil, że to ona się na niego rzuciła. A może ona sfałszowała zdjęcie i ci je wysłała? Wiesz jaka ona jest zazdrosna! Może porozmawiam z Draco? A lepiej, ty porozmawiaj. – zaproponowała Ruda.
- Nie! Nigdy! Nie zbliże się do niego… Chce zostać sama, dzięki, że przyszłaś. Paa – pożegnała się Hermiona i nim Ginny zdążyła coś powiedzieć wypchnęła ją za drzwi. Zrezygnowana Ruda westchnęła. W pewnym sensie, może i on jest z Astorią. Połowa Hogwartu to jego byłe. Pogodzili się, ale nie znała go na tyle dobrze. Wyszła do Pokoju Wspólnego. Przy kominku siedział Ron. Zaraz zaraz, miał ranę na palcu taką samą jak Hermiona! Przypadek? Ginny usiadła na fotelu w kącie i zaczęła myśleć. Nie to nie mógł być jej brat. Chociaż, ostatnio zachowuje się jak ostatni kretyn. Z głową w chmurach popędziła do lochów, chcąc spotkać się z Blaisem. Wysłała mu patronusa z wiadomością, żeby ją wpuścić. Chłopak pojawił się niemal natychmiast. Uśmiechnął się szeroko ukazując rząd białych zębów, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć Ginny prześlizgnęła się do ich pokoju wspólnego.
- Jest sprawa – powiedziała – chodźmy do twojego dormitorium. – Normalnie Diabeł powiedział by coś, na temat tego „ chodźmy do twojego dormitorium”, ale po tonie głosu dziewczyny, poznał, że to nie pora na żarty. Jego pokój był utrzymany w porządku i wszystko było ładnie poukładane. Nie tak jak u Harrego i Rona, wszędzie walające się skarpetki, pergamini, rozlany atrament, walające się po podłodze książki i jakieś śmieci. Tu panował ład i porządek. Usiedli na łóżku Zabiniego, a on poszedł po szklanki na ognistą whisky. Miał trochę poczochrane włosy, spodnie z dresu i białą koszulkę. Na stoliku leżały książki, widać było, że właśnie się uczył. Wyglądał niezwykle przystojnie z tym artystycznym nieładem na głowie. Ostatnio bardzo się zbliżyli i Ruda lubiła jego towarzystwo. Zawsze rozśmieszał ją do łez. Jakby zaczynała coś co niego czuć… ale przecież jest jeszcze Harry. Ale czy wybraniec darzy ją jakimś innym uczuciem, niż przyjaźń? Czy może sobie coś ubzdurała, że czuje coś więcej. Wtedy, kiedy wracali z szatni naprawdę wyglądało, jakby coś miedzy nimi zaiskrzyło.. ale teraz się nawet do niej nie odzywa. Tylko jak czegoś potrzebuje. Z resztą i ona nie czuła tego co kiedyś, to uczucie co do niego żywiła coraz bardziej gasło. Z zamyślenia wyrwał ją Blaise.
- Co się stało? – zapytał z troską w oczach i podał Ginny szklankę z bursztynowym płynem. Zrobiła kilka dużych łyków i zaczęła opowiadać, co się wydarzyło. Blaise słuchał tego wszystkiego, a jego oczy robiły się coraz większe. Przecież on nienawidzi Astorii! A Hermiona to jego oczko w głowie i ją kocha. Nie mówił mu tego, ale to było widać. Tym bardziej, że znalazł jej zdjęcie w jego szafce. On na pewno by tego nie zrobił, Hermiona była dla niego najważniejsza.
- Bzdury! To musiało być podrobione. Nie ma opcji, że by zdradzał Mionkę, a tym bardziej ze świrniętą Greengrass. On jej nienawidzi! Byli razem, ale Smok długo z nią nie wytrzymał. On kocha Hermionę – dodał ciszej i wbił wzrok w podłogę – on na pewno tego nie zrobił.
- A co jeśli zrobił? – zapytała upijając kila dużych łyków
- Znam go od.. zawsze, po prostu wiem. Słuchaj, Smok nic o tym nie wie. Muszę mu to powiedzieć. A potem się pomyśli, co zrobić by zostali sam na sam.
- ehh – westchnęła Ginny – masz racje. Ty mu to powiedz, a ja mam już w głowie pewnien plan. I mam podejrzenie co do sprawcy, ale togo nie jestem pewna. Dobra, idę. To paa, trzymaj się – pożegnała się Gryfonka. Już chciała położyć rękę na klamce gdy ktoś przycisnął ją do ściany. Zabini patrzał jej w oczy. Pocałowali się. Zaczęli tak jakby oboje na raz. Diabeł odgarnął kilka kosmyków jej rudych włosów z twarzy i pogłębił pocałunek. Nie wiedzieli, ile trwał pocałunek. W końcu oderwali się od siebie. Na twarz Ginny wpłynął rumieniec. Bąknęła coś na pożegnanie i szybko wyszła. Przebiegła przez lochy i stanęła w jakimś pustym korytarzu. Dotknęła palcami swoich ust, które jeszcze przed chwilą były złączone w pocałunku z ślizgonem. Miała kilku chłopaków i się z nimi całowała. Ale takiego czegoś jeszcze nie czuła… Te przyjemne dreszcze. Zrobiła kilka wdechów i ledwo trzymiąc się na nogach pomaszerowała do pokoju wspólnego.

***

Draco odrabiał pracę domową z eliksirów w swoim dormitorium aż usłyszał pukanie do drzwi. Wygramolił się ze sterty pergaminów i książek, po czym otworzył. Blaise wszedł do jego pokoju bez pytania, poszedł po butelkę ognistej whisky i usiadł na fotelu. Wyglądał na zdenerwowanego i język mu się strasznie plątał.
- Diable, co ci? – zapytał Draco nalewając sobie bursztynowego płynu do szklanki.
- No bo… całowałem się z rudą… - powiedział lekko zawstydzony
- No co ty? Całowałeś się z tyloma laskami a tak się denerwujesz tym?
- Bo to było co innego. Dobrze wiesz o co mi chodzi – blondyn nie odpowiedział tylko lekko się uśmiechnął. – ale jest o wiele poważniejsza sprawa. – zaczął mu opowiadać całą historię o nieszczęsnej fotografii. Z co kolejnym słowem Draco stawał się jeszcze bladszy, o ile to było możliwe. Kiedy zakończył opowiadać, twarz Malfoya miała identyczny kolor jak śnieg, który prószył za oknem. Szklanka upadła mu na ziemię i roztrzaskała się na kawałeczki. Blondyn złapał się za głowę i zaczął krążyć po pokoju.
- Przecież to nieprawda! – krzyknął na głos i uderzył pięścią w ścianę – muszę do niej iść. – powiedział
- O ile cię wpuści – dodał smutno Diabeł – z resztą, wiesz kto to mógł by być?
- Nie mam pojęcia co to za cham! Ale jak się dowiem to go wypatroszę… zabiję gołymi rękami!! – krzyczał. Najbardziej go to bolało, że uwierzyła. Przecież mówił jej to poprzedniego wieczoru, że nic ich nie łączy. Co za skurwysyn jej to wysłał?! Może Astoria? Nie, ona nie umiałaby podrobić fotografii, skoro ledwo umie najprostsze zaklęcia. Potrafi się tylko czesać i nakładać szpachlą kilogramy tapety na twarz. Kto to mógł być.. No nic. Trzeba będzie do niej iść. Już, zaraz, teraz. Ale pewnie go nie wpuści… tak! Wleci na miotle przez okno, ona prawie zawsze ma otwarte.
Wybiegł z dormitorium, zostawiając tam Blaisa samego. W biegu ubrał kurtkę i pognał do szatni quiddicha w której była skrytka na miotły. Wyjął swojego ukochanego Nimbusa 2001 i poszybował ku oknu gryfonki. Zwinnie przeszedł przez pół otwarte okno i staną za drzwiami od łazienki. Nie było jej tutaj, to pewnie w łazience. Czekał tak pare minut z duszą na ramieniu, aż drzwi się otworzyły. W nich pojawiła się wyraźnie zaskoczona Hermiona. Nie potrafiła się ruszyć. Stali tak jakiś czas, aż na twarz dziewczyny wpłynęła złość.
- Ty…

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 12

Hej! Bardzo przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziałów. Najpierw kara na komuter, a potem zero weny. Uciekła gdzieś :/ Będę się naprawde starać dodawać posty regularnie, ale nie obiecuje, że tak będzie. Rozdział taki sobie. Zapraszam serdecznie do komentowania! :))



**********


     Hermiona wbiegła do swojego dormitorium. Nie szła tu razem z Draco, bo on wrócił z Blaisem przygotować salę i alkohole. Wzięła szybki prysznic, umyła zęby i rozczesała włosy. Miała tylko godzinę, nawet nie wiedziała co ubrać. Podbiegła do szafy i zaczęła wszystko wyciągać. To nie, to też nie. Co ubrać? Myślała gorączkowo dziewczyna. W końcu wyciągnęła dopasowaną, ciemnozieloną sukienkę. Zawahała się chwilę, ale nie miała wyboru. Ubrała ją. Wyglądała w niej niezwykle ładnie, ale źle się w niej czuła. Ledwo zakrywała jej uda, ale cóż. Włosy rozpuściła pozwalając im swobodnie opaść na plecy. Ubrała czarne szpilki i wpięła czarny kwiatek we włosy. Ginny już na nią czekała ubrana w krótką czerwoną sukienkę. Jeszcze krótszą, od tej którą miała Hermiona, ale najwyraźniej się nie krępowała.
-  Idziemy? Chciałam zabrać Harrego, ale on woli już jeszcze raz szukać horkruksów niż tam iść – westchnęła
- Tak, chodźmy. Za pięć minut mamy być. – wyszły przez portret grubej damy, bo z niego było bliżej do Wielkiej Sali. Spotkały zaciekawione spojrzenia kilku gryfonów i niezadowolony wzrok Harrego. Ron który dotychczas siedział cicho na fotelu w kącie zerwał się z fotela i pobiegł do dormitorium.
- Ginny, to umówiłaś się z tym Blaisem? – zapytała gdy już schodziły po szerokich schodach. Nagle lekko zadrżały i przesunęły w przeciwną stronę. Ruchome schody w Hogwarcie bywały uciążliwe. Dziewczyny musiały czekać jak ponownie zmienią kierunek.
- Tak – westchnęła – przegraliśmy, a zakład to zakład. Na błoniach za trzy dni.
- Chyba się mu podobasz – powiedziała z uśmiechem Hermiona
- No co ty! – prychnęła – kocham Harrego, ale on chyba nigdy nie odważy się ze mną umówić – spojrzała smutno w podłogę. Schody ponownie drgnęły i wróciły na dawne miejsce. – Zabił Voldemorta, niszczył horkruksy… a boi się zaprosić dziewczynę na randkę! –prychnęła
Gryfonki spóźnione popędziły na dół ile sił w nogach i na ile pozwalały im szpilki. Chłopcy już tam na nie czekali. Malfoy miał na sobie swoją ulubioną niebieską koszulę i czarne spodnie. Włosy miał jak zwykle postawione na żelu. Draco oniemiał na widok dziewczyny. Wyglądała niezwykle… seksownie. Nie potrafił oderwać od niej wzroku. Na dodatek miała sukienkę w zielonym kolorze… jego ulubionym! Jej piękne, długie loki opadały na plecy.
- Prz-przepraszamy, schody – wydyszała trochę zarumieniona Hermiona pod wpływem spojrzenia chłopaka. On dosłownie rozbierał ją wzrokiem… Draco objął ją w tali, a Ginny szła obok Blaisa, który najwyraźniej chciał zrobić to samo, ale ruda mu nie pozwoliła. Zeszli do lochów i weszli do pokoju wspólnego Slytherinu. Był to wydłużony, nieokrągły, nisko sklepiony loch. Na ziemi leżał zielono srebrny dywan, a przy gustownie rzeźbionym kominku fotele i kanapa w tym samym kolorze. Na suficie wisiały zielone lampy, a to, że pokój znajdował się centralnie pod jeziorem sprawiło, że pomieszczenia stawało się jeszcze bardziej zielone. Po lewej stronie stał stół z przekąskami, a obok barek z alkoholami z wysokimi, szmaragdowymi krzesłami bez oparć. W rogu stał DJ puszczający to szybkie, to wolne piosenki. Wszystko było tutaj zrobione elegancko i w wielkim stylu jak na ślizgona przystało. Draco i Hermiona usiedli przy ladzie i zamówili sobie po drinku, a na środku parkietu Blaise już wywijał z rudą. Wielbicielki Diabła patrzyły spode łba na Ginny, ale ta się nie przejmowała. Lubiła Blasia z dania na dzień coraz bardziej. Ale jej miłością życia był Harry… i jakoś czuła w jego zachowaniu, że ona też mu się podoba. Tyle przeżył, a nie ma odwagi umówić się z nią. A może nie chce?
Nagle Draco wstał i podał rękę Hermionie. Ona bez namysłu podała mu swoją, a ślizgon pociągnął ją na parkiet. Właśnie grali jakiś szybki kawałek. Chłopak znakomicie tańczył, a gryfonka nie była też gorsza. Ślizgoni z zazdrością i nienawiścią patrzyły na tańczącą parę.
Nagle rozległa się wolna, spokojna melodia. Tańczące pary przytuliły się do siebie. Hermiona czuła się tak dobrze i bezpiecznie w silnych ramionach blondyna. Malfoy wtulił twarz w pachnące włosy dziewczyny. Jak zwykle poczuł przyjemny zapach konwalii. Chciał ją tak trzymać zawsze i nigdy jej nie wypuścić z objęć. Bał się, że mu ucieknie i odleci jak ptaszek. Była taka drobna i delikatna. Kochał jej wady i zalety. Nigdy nie poznał takiej dziewczyny… Nagle wolny kawałek się skoczył i zabrzmiały szybkie rytmy. Oddalili się od siebie i zaczęli tańczyć. Usłyszeli cichy krzyk i natychmiast się odwrócili. Ktoś wpadł na Ginny, a ona przewróciła się i skręciła kostkę. Próbowała wstać, ale tylko syknęła z bólu i opadła z powrotem na podłogę. Blaise wziął ją na ręce i posadził na kanapie.
- Hermiona, idziesz ze mną po eliksir dla rudej?  - zapytał Draco
- Tak, jasne
Widząc wchodzącą do dormitorium Zabiniego parę, Astoria Greengrass odłożyła kieliszek i uśmiechnęła się szyderczo pod nosem. Poprawiła włosy i niezauważalnie wślizgnęła się na korytarz prowadzący do pokojów chłopców.
Draco zaczął szukać w barku eliksiru, a brunetka usiadła na łóżku. Na pare chwilk pogrążył się w poszukiwaniu fiolki. W końcu udało mu się znaleźć. Hermiona wstała i podeszła do niego, a blondyn obiął ją w tali i przysunął do siebie. Ich oddechy się mieszały i już ich usta miały się połączyć w namiętnym pocałunku, gdy drzwi otwarły się z głośnym hukiem. Obraz spadł ze ściany, a ramka roztrzaskała się na kilka części. Para odskoczyła od siebie jak oparzona.
- Dracusiu! – rozległ się irytujący głos Astorii. – Co tutaj robisz z tą… - zmierzyła pogardliwie Hermionę wzrokiem. – nic nie wartą szlamą? – Draco zacisnął pięści i już chciał coś powiedzieć, ale dziewczyna rzuciła się na niego i zatkała mu usta pocałunkiem. Blondyn chciał się jej wyrwać, ale upadł na łóżko. Astoria szeptała mu wprost do ucha seksownym głosem, raz po raz całując – Zostaw tą szlamę.. ona nie jest ciebie warta. Draco, jestem cała twoja! Draco kocham ci.. – nie zdążyła dokończyć, bo Malfoy zrzucił ją z siebie i z hukiem upadła na podłogę. Zerwał się z łóżka, by to wszystko wytłumaczyć Hermionie, ale jej już nie było. Wybiegł jak torpeda z dormitorium przyjaciela zostawiając czerwoną ze złości i ze łzami w oczach Astorie. Przepychał się w pokoju wspólnym, aż dostrzegł zdziwionego Blaisa. Rzucił mu eliksir i szybko zapytał – Gdzie Granger?!
- Wyszła. Była cała zapłakana.. skręciła w prawo, powinna jeszcze być nie daleko. – Blondyn wybiegł z pokoju wspólnego i ruszył w prawą stronę. Zobaczył zapłakaną Hermionę na schodach. Cicho do niej podszedł, ale gdy tylko brunetka go zauważyła; wstała i poszła szybkim krokiem. Draco ją dogonił i złapał za nadgarstki.
- Zostaw mnie! Idź do tej swojej Astorii! Od kiedy jesteście razem?!!– krzyczała przez łzy Gryfonka probójąc się wyrwać. Chłopak zaciągnął ją do pustej klasy.
- Nie jesteśmy razem! – krzyknął – Daj mi to wytłumaczyć.. – dodał błagalnym tonem, a w jego oczach krył się smutek.
- Nie chce słuchać wyjaśnień! – wykrzyknęła mu w twarz, wyrwała się i podbiegła do drzwi. Niestety chłopak zamknął je zaklęciem i wyciszył pomieszczenie.
- Nie wypuszczę cię dopóki mnie nie wysłuchasz!
- To wyskoczę oknem! – podbiegła do wielkich okien, za którymi świecił księżyc i widać było gwiazdy na czystym niebie.
- Ani mi się waż! – podbiegł i złapał ją w pasie i odciągnął od okna. Dziewczyna biła go swoimi małymi piąstkami, ale on to ignorował.
- Wysłuchaj mnie… - szepnął jej błagalnie do ucha. Hermiona gwałtownie się odwróciła i założyła ręce na piersiach surowo patrząc na chłopaka.
- Zamieniam się w słuch – powiedziała oschle i usiadła na ławce.
- Nigdy jej nie kochałem, ani mi się nie podobała. Od dwóch lat ubzdurała sobie że jesteśmy razem i chodzi za mną krok w krok! Nic do niej nie czuje, nie lubię jej. Przyszła za nami, bo pewnie chciała nas skłócić… - spuścił wzrok – i jej się to udało. Błagam uwierz mi! Naprawdę, ja… ja chciałem ją od siebie odepchnąć no ale wiesz.. rzuciła się na mnie! Zrozum… Nic nas nie łączy, a ona jest psychiczna! Przepraszam, naprawdę…
- Dobrze – powiedziała dziewczyna już normalnym tonem –wierzę ci, ale to nie znaczy że masz na takie coś pozwalać! Nie zbliżaj się do niej.
- Zazdrosna jesteś? – zapytał uśmiechając się.
- chorelnie – mruknęła sama do siebie, ale Draco to usłyszał. Uśmiechnął się tylko do niej i ją przytulił.
- Idziemy zobaczyć co z rudą i Blaisem?
- Jasne.


***


  Ron wbiegł do swojego dormitorium zdenerwowany, ciężko dysząc i wyjął przygotowany wcześniej list ze szuflady. Schował go do kieszeni w swoich spodniach i prześlizgnął się niezauważalnie na korytarz prowadzący do dormitorium Hermiony. Wszyscy opijali porażkę Gryffindoru w zawodach quiddicha. Drużyna widać była już nieźle pijana. Chciał użyć zaklęcia, by dostać się do jej dormitorium. No tak nie udało się, nie przewidział tego. Zaklnął cicho pod nosem i wyszedł cichcem z Pokoju Wspólnego. Drzwi do sowiarni cicho zaskrzypiały. Wszystkie sowy smacznie spały, w swoich małych gniazdkach. Podszedł do pierwszej, lepszej brązowej i obudził dosyć gwałtownie. Oburzony ptak ugryzł go mocno w palec. Ron syknął z bólu i mocno złapał sowę. Przywiązał jej list do nóżki i powiedział
- Do Hermiony – ptak spojrzał z pogardą na rudzielca i odleciał. Ron głęboko wciągnął powietrze. Jego plan musi się powieść! W pewnym sensie, trochę żałosny… Ale tyle nad tym pracował! Tyle zaklęc na nim użył.. Hermiona nie mogła być Malfoya. Ona miała być jego! I będzie, choćby musiał zabić blondyna! Chora zazdrość wezbrała się w chłopaku. Wciąż coś czuł do Gryfonki i nie chciał tak łatwo odpuścić. Będzie walczył, jak na Gryfona przystało. Uśmiechnął się szyderczo i spokojnie wrócił do Pokoju Wspólnego.


**

Hermiona i Draco przetańczyli całą noc. Ginny przeszedł ból kostki i razem z Blaisem wywijali na parkiecie. Astoria już się nie pokazała tego wieczoru. Może to i lepiej. Kieliszek za kieliszkiem. I kolejny! Brunetka chyba trochę przesadziła. Ostatni taniec był naprawdę dziwaczny i skończył się bliskim spotkaniem z podłogą. Draco także już mocno upity bujał się na boki. Jedynie Blaise został prawie trzeźwy. To aż dziwne, ale wolał nie upijać się przy rudej. Każda świadomie spędzona z nią chwila była wspaniała i wyjątkowa. Chciał nacieszyć się jej towarzystwem tego wieczoru. Zabini odprowadził chwiejącego się Smoka, a Ginny pomogła dojść do dormitorium Hermionie. Kiedy prawie na czworakach doszła do łóżka rzuciła się na nie i zasnęła w butach i sukience. Nie zauważyła sowy siedzącej za szybą. Była zbyt zmęczona.
Rano obudził ją straszny ból głowy. Ledwo otworzyła oczy, a zobaczyła brązowego ptaka. Otwarła okno i zabrała list. Dała sowie trzy krakersy, za to ze długo czekała. Głowa pulsowała jej bólem, a nie miała eliksiru na kaca. Myślała, że za chwilę zwymiotuje, co też pare minut później się stało. Spojrzała w lustro i się przeraziła. Makijaż rozmazany, włosy poczochrane, sińce pod oczami i była strasznie blada. Jak z horroru! Próbowała sobie przypomnieć wczorajszy wieczór. Ginny.. kostka.. eliksir… Astoria. Głowa jeszcze mocniej zabolała. Ale no tak, ona przecież się na niego rzuciła. Widziała to wszystko.. Draco nie chciał. Draco, jeszcze niedawno Malfoy. Wszystko się zmienia. Co było dalej? Taniec.. ognista… jakieś drinki i film się urwał. Miała nadzieję, że nie zrobiła czegoś głupiego. Ściągnęła w końcu te niewygodne buty. Miała kilka odcisków na stopach. Rozebrała sukienkę i weszła pod prysznic. Na złe samopoczucie niestety to nie pomogło, ale wyglądała już normalniej.  Ubrała trampki i westchnęła. Jakie wygodne! Włożyła spodnie z dresu i za duża koszuklę. Chciała iść do Draco po eliksir na kaca. Wiedziała, że go ma bo go tam widziała. Już jej mała dłoń ledwo dotknęła złotej klamki, a przypomniała sobie o tajemniczym liście. Podeszła do szafki i otworzyła kopertę. Przeleciała wzrokiem krótki test i skupiła się na innej rzeczy. Oczy jej się zamgliły i łzy zaczęły spływać po policzkach. Nie spodziewała się tego…