Rozdział z dedykacją dla Expecto Patronum, która również zaczęła pisać dramione! Powodzenia Martynko :3
***
Wbiła wzrok w podłoge, a myśli jak jakieś rozjuszone stado owadów kłębiły jej się w głowie. Minął już jakiś czas, od zobaczenia fotografii. W sumie jej się nie przyglądała, chciała na nią nie patrzeć, bo sprawiało jej to zbyt wielki ból. Wcześniej ufala Draconowi, dlaczego teraz tego nie robi? Przecież podrobic to zdjęcie mógł każdy! Te wszytkie dziewczyny, Astoria.. Ron.. Nie to nie mógł być on. Nie posunął by się do czegoś takiego. Na miejsce smutku i złości pojawił się wstyd i lekki promyk nadzieji, że to tak naprawdę wszystko nie prawda. Wstyd dlatego, że jeśli to co mówił, było prawdziwe a ona mu nie uwiezyla. Chciała go spotkać, tu i teraz. Wstała i podbiegla do szafy wyciągając pierwsze lepsze rzeczy, a Harry cały czas śledził ja wzrokiem. Z roztargnienia uderzyła się o kant stołu i z jej nogi zaczął lecieć lekki strumyczek krwi. Zaklnela cicho i szybko zagila ranę dobrze sobie znanym zakleciem. Ubrala pośpiesznie spodnie i koszulkę na lewą stronę. Gdyby nie wybraniec, poszła by tak. Kiedy jej dłoń spoczela na klamce od drzwi prowadzących do pokoju wspólnego prefektow, zastanowila się chwilę. Czy to tak nie głupio, że ona przychodzi do niego? Podobno kilka razy się do niej dobijał... I raz się dostał. Serce ja boleśnie zakłuło przypominając sobie swoje słowa. Zrobiła głęboki wdech i weszła do pokoju wspólnego pewnym krokiem, lecz z dusza na ramieniu. Bała się tego spotkania. Co jeśli, nie będzie chciał się z nią widzieć? Jeśli ja wygoni? To się okaże. Podeszła do drzwi do dormitorium blondyna. Harry mimowolnie uśmiechnął się pod nosem, że chce do niego iść. Leciutko zapukala w drewniane drzwi. Odpowiedział jej jakiś pomruk, który uznała za zaproszenie do środka. Niepewnie uchyliła drzwi i rozejrzala się po pokoju. Wstystko było porozrzucene, książki leżały na podłodze, pełno było wszędzie pustych butelek po ognistej whisky. Panował tu wielki bałagan, większy niż u Harrego i Rona. Draco siedział na parapecie wpatrzony w padający, bialy puch. W ręce trzymał pusta szklankę. Najwyraźniej nie zauważył, kto właśnie wszedł do jego pokoju. Spodziewał się Blaisa lub Parkinson. Jego serce stanęło w miejscu gdy usłyszał ten dobrze znany, cichy, delikatny kobiecy głos.
- Cześć... - Powiedziała cichutko wchodząc go środka. Zdziwione oczy blondyna napotkaly ta upragonina postać za która tak bardzo tesknił. Spodziewał się każdego, ale nie jej. Mniej by się zdziwił, gdyby teraz w jego progu stał jednorożec. Zamrugal kilka razy myśląc, że to mu się przewidzialo, ale nie. Hermiona stała przed nim, w jego pokoju z krwi i kości. Nic nie mówił, czekał aż ona się odezwie. Skoro sama przyszła, to pewnie ma coś do pwiedzenia. Brunetka zaczeczela bawić się kosmykiem włosów i wbila wzrok w ziemię. Zawsze to robiła gdy się denerwowala. Co ona sobie myślała przychodząc tu? Trzeba coś zrobić...
- Draco - zaczęła cichym, niesmialym głosem - przepraszam, że wtedy ci nie ufalam. Wierzę, że to co mowiles to prawda. - Powiedziała jeszcze ciszej, ale Blondyn wszystko usłyszał. Jego ciało na te wieść nic nie zrobiło, ale dusza w środku tańczyła i śpiewała że szczęścia. Kamień mu spadł z serca. Pierwszy raz nie miał pojęcia co w takiej sytuacjii powiedzieć. Spojrzał na nią czule, a na jej twarz wpłynęły lekkie rumience. Myślała, że blondyn jest na nią zły za to, ale się mylila. Tak na prawdę wcale nie czuł do niej złości, rozumiał że tak postąpiła. Podszedł do niej i najzwyczajniej w świecie przytulil. Poczuł jak mięśnie dziewczyny się rozluzniaja i jak wtula się w jego szyję. Było im tak dobrze w swoim towarzystwie. Chcieli tak być w swoich objęciach do końca życia. Nagle ta cudowną chwilę przerwała postać która bezceremonialnie wpadła do dormitorium chłopaka i zaczęła wrzeszczec.
- Kretynie, musisz coś z tym zrobić! Nie moge patrzeć na ciebie jak się upijasz do nieprzytomności, albo doprowadzasz do takiego stanu!! Jesteś moim przyjacielem i albo pójdziesz do niej po dobroci, albo siłą cię tam wywloke! - Trwało by to dłużej, gdyby Blaise nie zauważył, że w pokoju jego przyjaciela jest jeszcze pewną osoba. Lekko się zmieszal, a zza drzwi wyjrzała Ginny. Diabeł szeroko się uśmiechnął i powiedział
- Pogodzone moje robaczki? - I przytulil ich do siebie obydwoje, jak swoje dzieci. Draco prychnał, a Hermiona usmiechnela się do Blaisa. - Dobrze, zostawmy zakochańców samych Gin - powiedział Diabel, po czym objął Ruda w talii i wyszedł z dormitorium zostawiając parę sama.
- Nie wiesz jak się cieszę że mi uwierzylas - zaczął Draco - Próbowałem kilka razy do ciebie wejść.. Ale nie otwieralas. Zastanawiałem się nad tym, kto to mógł zrobić. Nie Astoria, pytałem się jej, a ona kompletnie nie potrafi kłamać. Więc ona odpada. Może rudy łasic? Wiesz, jaki jest o ciebie zazdrosny - blondyn zacisnął pięści.
- Wątpię, żeby się do czegoś takiego posunął, ale nie wykluczam tej opcji. - Draco nie odpowiedział. Minęło parę minut ciszy, aż dziewczyna się odezwała.
- Może pójdziemy na Błonia?
- Jasne, czemu nie?
Zabrali kurtki zimowe, czapki i szaliki swoich domów. Hermiona zabrała jeszcze rękawiczki, czego Draco nie zrobił. Wyszli razem na zewnątrz przez wielkie, drewniane drzwi. Z białych chmur leciał leciutko bialy puch pokrywając świat jeszcze grubsza warstwą śniegu. Mróz szczypal w policzki, a zimny wiatr targal włosy. Słonce powoli za gestymi chmurami zachodzilo za horyzont. Szli razem wyglupiajac się i sobie dogadujac, jak kiedyś. Tak bardzo im tego brakowało. Hermiona zdarzyła się poslizgnac na oblodzonym chodniku i wpaść wprost w zaspe śnieżna. Blondyn zaczął się śmiać, ale podał rękę dziewczynie. Ta zamiast się podnieść, wciagnela chłopaka do zaspy i obsypala śniegiem. W końcu zaczęli się torlac w stronę jeziora. Hermiona raz była na dole, a raz u góry. Ta zabawa skończyła się gorącym pocalunkiem w tak zimny wieczór.
***
Harry niezauwazalnie wslizgnal się do dormitorium i usiadl w kącie. Widział jak Ginny przytulala się z Blaisem. Zrobiło mu się bardzo przykro, Ginny mu się bardzo podobała od dawna. Mógł ja gdzieś zaprosić, czy coś ale tego nie zrobił. Teraz pozostało mu tylko tego żałować i modlić się by z nim zerwała.
Ron uderzył pięścią w ścianę. Nie wiedział że w dormitorium jest ktoś oprócz niego, a w panującym tu półmroku nie mógł dojrzeć wybranca. Zaczął mówić głośno sam do siebie.
- Czy ten list i ta fotografia nie przemowily jej do rozumu?!! Znowu z tym kretynem! Tym pieprzonym.. - I tutaj posypala się masa przekleństw na Dracona. Harry słuchał tego wszytkiego z niedowierzaniem. To on sfałszował fotografie! Ale chyba nie może tego powiedzieć Draco... On by go zgniótł jak nedznego karalucha jednym palcem! W pewnym sesie, nie przyjaźnili się już. Harry nie był mstliwy.. Ale przypomniał sobie Hermione, te jej smutne oczy... I Draco.. Nie, on musi im powiedzic. Co jak oskarża o to kompletnie inna osobę?
Rudzielec położył się na łóżku i niemal natychmiast zasnął. Wybraniec podniósł się z podłogi i prychnał pogardliwie na Rona. Wyszedł z dormitorium spotykając po drodze Parvati, która chciała z nim porozmawiać. Odpowiadzial, że ma coś do załatwienia i wybiegł bez pożegnania zostawiając zawiedzona Parvati.
Przeszukał cały zamek w poszukiwaniu pary, ale nigdzie ich nie było. Przeczesal błonia i klasy. W końcu dał za wygraną i zrezygnowany wracał do swojego ciepłego łóżka. Po drodze usłyszał jakieś głosy. Podszedł bliżej, uważając by go nikt nie zauważył. Rozmówcami byli dwaj puchoni z siódmego roku.
- Charlie, nie uda ci się. W sumie głupie było, że wplatales się w taki układ. To hamskie.
- Daj spokój, Ed. Rozkocham ja w sobie, zostawię a on zrobi dla mnie ta przysługę. Ona poplacze i przestanie. Jak będzie trzeba użyje się abortencji.
- Wiesz ona kocha tego Malfoya - serce Harrego zabiło mocniej.
- To nie jest tego warte.
- Warte, warte. Co tam jakąś głupia szlama- Charlie zasmial się głośno - interes życia!
- Jak chcesz, ale pamiętaj, że cię ostrzegalem. Harry czekał w ukryciu aż kroki ucichnął. Kto mógł chcieć czegoś takiego? Ruszył zamyslony przez korytarz. Nagle, czyjeś silne ręce zatkaly mu usta i wciagnely do pustej klasy. Wybraniec miotał się jak szalony próbując wyrwać się z mocnego uścisku. Zakaprurzona postać przygwoździla go do ściany wpychajac do ust jakąś szmatke.
- Nic nie slyszales, Potter. - Usłyszał zachrypniety głos, a potem ciche
- Obliviate - Poczuł tylko jak upada na ziemię.
***
- Harry, Harry! - Poczuł coś zimnego na twarzy - Harry!! - Wybraniec uchylił lekko powieki. Kleczala nad nim zmartwiona Parvati trzymajaca w ręku zwilzona gąbke.
- Co się stało? Kto ci to zrobił?
- Nic nie pamiętam.. Kompletnie... Byłem u Hermiony, ona poszła pogodzić się z Draco, a dalej czarną dziura! - Wyslalam patronusa pani Pomfrey. Powinna za chwilę być. - Ledwie to powiedziała, gdy do klasy wbiegly profesor McGonagal i pani Pomfrey. Pielęgniarka, pomimo buntu chłopaka położyła go na niewidzialnych noszach, a Minerva zaczęła go wypytywac o to co się stało. Zalewala go pytaniami aż pod drzwi skrzydła szpitalnego.
***
Draco spokojnie, jakgdyby nigdy nic poszedł do wielkiej sali. Usiadł na swoim stałym misjscu i jak zwykle nalał sobie kawy. Dosiadł się do niego Blaise i Terence i pograzyli się w rozmowie na temat quiddicha. Wszytko wróciło do normy, pogodzili się z Hermiona. Wziął "Proroka Codziennego" i upijajac trochę gorącej kawy, spojrzał na okładkę. Zakrztusił się napojem i opluł stół, a filizanka wypadła mu z ręki roztrzaskujac się na kawałki. Przerazonym wzrokiem bladził po okładce gazety. Zdziwione towarzytwo podeszło bliżej, przyglądając się czego to Draco się tak przestraszył. Na pierwszej stronie widniała twarz blondyna a u góry czarny, wydrukowany napis.
Śmiercioźerca Luciusz Malfoy zbiegł z Azkabanu. Więcej informacji na str 15.
Draco zaczął nerwowo szukać tej strony. W końcu udało mu się. Było tam ruchome zdjęcie takie jak na okładce krzyczacego Malfoya seniora we własnej osobie. Obok zdjęcia pisało.
Znany Śmiercioźerca Luciusz Malfoy o godzinie 1:13 w nocy 1 grudnia uciekł z najbardziej strzeżonego więzienia czarodziejow na świecie. Ma on na swoim koncie już wielu mugoli i czarodzieji polkrwi. Za czasów panowania Voldemorta tepil czarodzieji nieczystej krwi oraz mugoli. Nie wiadomo jak udało mu się uciec oraz gdzie się teraz znajduje. Jeśli ktoś ma informacje na ten temat proszę niezwłocznie wysłać sowe do Ministerstwa Magii.
Litery zaczęły mu się rozmazywac przed oczami. Miało być tak pięknie! Teraz nie martwił się o siebie, tylko o Hermione. Nie wiedział, co ten bydlak może jej zrobić. Postanowił ja mieć cały czas na oku.
Jakim cudem uciekł? Blondyn wolał by uciekł już kto inny, ale nie on! Do WS wbiegla Ginny i od razu skierowała się w stronę stołu ślizgonów. Podbiegla do Blaisa i Dracona.
- Harry jest w skrzydle szpitalnym. Ktoś wyczysil mu pamięć. - mówiła szybko - Hermiona też tam jest - zwróciła się do Malfoya, do którego tak jakby nic nie docierało. Był w szoku, po tym co przeczytał. Poszedł machinalnie za Ginny do skrzydła szpitalnego i usiadł na krześle obok Hermiony. Wszyscy zaczęli rozmawiać i myśleć nad tożsamością sprawcy, aż Harry nie zapytał.
- Malfoy, co ci? - nie kłócili się już, ale ciężko im było mówić do siebie po imieniu.
- Luciusz Malfoy uciekł z Azkabanu - powiedział cicho Blaise.
Towarzystwo ucichlo na raz. Patrzeli to na Zabiniego to na Draco. Ta niezreczna cisza trwałaby nadal, gdyby ktoś nieproszony nie wszedł do skrzydła szpitalnego.
Super że się pogodzili! Kocham tą parę!
OdpowiedzUsuńBleise jest super i te jego teksty są po prostu pozwalające!
Kto rzucił na Harrego zaklęcie "Obivate"?!
Lucjusz uciekł z Azkabanu, Draco musi zacząć pilnować Hermionę!
Piszesz bosko! Wiele epitetów! Normalnie jestem zachwycona!
Oby tak dalej!