niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 16

Cześć! Dziś już drugi rozdział :) Dosyć ciężko mi się go pisało ale jest. Przez cały dzień mi się nudziło :( Laptop poszedł do serwisu i jak go oddadzą w tym roku to będzie dobrze ;_; Jakoś tak średnio jestem z tego rozdziału zadowolona, no ale trudno. Jeśli już czytasz tego bloga, to zostaw komentarz :33 Zapraszam na Dramione Expecto Patronum * le link*  zaczyna je dopiero pisać, ale fajnie się zapowiada!


****

Ron stanął jak spetryfikowany widząc swoich byłych przyjaciół i odwiecznych wrogów. Sześć par oczu było skierowanych na rudzielca. W końcu Ron podszedł do Pani Pomfrey stojącej nad łóżkiem innej pacjentki, by poprosić o jakiś eliksir. Jaki, tego nie usłyszeli. Wychodząc rudzielec zawahał się chwilę, czy może nie dogryźć jakoś Malfoyowi, ale przystało na tym, że posłał mu mordercze spojrzenie. Kilka chwil po opuszczeniu skrzydła szpitalnego przez chłopaka Hermiona spojrzała z zaciekawieniem na Wybrańca. Wyglądał jakby coś chciał sobie bardzo przypomnieć, jakby bardzo chciał skupić swoje myśli. W końcu Parvati zapytała
- Harry... Co jest?
- Miałem... Miałem coś powiedzieć o Ronie. Ale nie pamiętam co! Pustka.. - Pogrążył się w swoich myślach, a przyjaciele wymienili zdziwione spojrzenia. Podeszła do nich pielęgniarka i oznajmiła
- Za chwilę przyjdzie tutaj pani dyrektor, by porozmawiać z Harrym. Musicie opuścić skrzydło szpitalne. A ty Harry - zwróciła sie do wybrańca - jutro będziesz mógł już normalnie uczestniczyć w lekcjach. Chcąc nie chcąc Hermiona, Draco, Blaise obejmujący Ginny i Parvati żegnająca się długo z Harrym musieli wyjść. Szli głośno dyskutując o zbiegłym więźniu. Draco zmarkotniał i mruknął że musi iść po coś do klasy. Hermiona skierowała się do biblioteki; miała tyle zaległości! Jak ona mogła na takie coś pozwolić. Tym bardziej, że w tym roku są OWTEMY! Przywołała zaklęciem swoją torbę z książkami, pergaminami i piórem, by zacząć robić następne tematy. Ginny przyniosła jej listę zaległych prac i zapowiedzianych testów. Będzie musiała się uczyć dniami i nocami! Wzięła się za pisanie eseju z transmutacji, ale nie szło jej najlepiej. Myślała o Draco i o jego ojcu. Tak bardzo było jej żal chłopaka! Nie wiadomo co temu śmierciozercy wpadnie do głowy... Wstała i podeszła do regalu z książkami. Szukała potrzebnej lektury do napisania tej pracy żądanej przez McGonagal. Znalazła! Niestety, książka była na najwyższej półce i brunetka nie dosięgała. Podskoczyła chcąc jej dosięgnąć, ale nagle czyjąś dłoń bez problemu zciagnela księgę i podała dziewczynie.
- Dzięki - powiedziała cicho Hermiona.
- Nie ma za co! - Zaśmiał się chłopak. Miał ciemne oczy i brązowe włosy. Był bardzo wysoki i lekko opalony. - Jestem Charlie, a ty Hermiona, prawda? Trudno nie znać imienia najmądrzejszej dziewczyny za czasów Roweny Ravenclaw! - Obdarzył ja uwodzicielskim uśmiechem, na który brunetka się leciutko zarumieniła. - Czy taka ślicznotka robi coś jutro wieczorem?
- Eee... - Hermiona próbowała coś wymyśleć na poczekaniu. Nie chciała się z nim spotykać, nie podobał jej się ten typ. Było w nim coś takiego.. Sztucznego. Już chciała skłamać, że spotyka się z Ginny, gdy ktoś objął ja w tali. - Czego chcesz od mojej dziewczyny, Coweney? - Warknął Draco przysuwając dziewczynę jeszcze bliżej. Nie przepadali za sobą, znali się jeszcze przed pójściem do Hogwartu. Ich rodzice mieli jakieś wspólne interesy i często spędzali czas razem dokuczając sobie. W końcu te przekomarzanie przemieniło się w rozwalony pokój, podpalone dormitorium, zdechłą sowę i wiele innych rzeczy. To był wróg Draco i Blaisa numer jeden, zaraz po Weasleyu. Jego ojciec był śmierciożercą, ale zginął w ll Bitwie o Hogwart z rąk aurorów. Matka podporządkowywała się woli ojca, jakby nie miała wcale własnego słowa. Spędza czas w domu opłakując męża. " Czego chcesz od mojej DZIEWCZYNY?" te słowa odbijały się w jej głowie echem. Czyli oni byli pełnoprawną para!
- Nic, nic Malfoy. Od kiedy zadajesz się z kimś nieczystej krwi? Hę? Ja na twoim miejscu uważałbym na nią... - Uśmiechnął się wrednie i wyszedł z czytelni. Draco analizował słowa puchona. Uważać na nią... Co on miał na myśli?
- Hermiona, uważaj na niego. Najlepiej wcale z nim nie rozmawiaj i z osobami których nie znasz. Czego od ciebie chciał?
- Noo - zmieszała się trochę. Nie chciała mu mówić, że zaproponował jej spotkanie. - Podał mi książkę z najwyższej półki, bo nie dosięgałam.
- Hmm - zmarkotniał - idę do Blaisa, chciałem z nim pogadać. Uważaj na siebie - pocałował Hermione w czoło i odszedł.
***
- Proszę... Nie zabijaj mnie! - Błagała zachrypniętym głosem poobijana kobieta. Na jej twarzy były liczne rany, tak samo jak na rękach. Leżała skulona pod ścianą gorzko płacząc. Widać było, że ktoś już kilka razy użył na niej klątwy Cruciatus. Patrzyła przez łzy jednym okiem na mężczyznę celującego w nią różdżką, ponieważ drugie miała podbite i zapuchnięte. Wokoło niej było dużo świeżej krwi tak samo jak na jej ubraniach. Nad nią stał z wzrokiem sadysty mężczyzna w czarnej pelerynie. Jego zimne oczy potrafiły zabić jednym spojrzeniem.
- Zrób to, a przeżyjesz. Jeśli Pan powróci i się o tym dowie, zginiemy wszyscy. - Powiedział zimnym tonem i przybliżył się o krok nadal celując w nią swoją różdżką.
- N-nie! Ja chcę tylko jego szczęścia! - Zaszlochała - zostaw go w spokoju! - Prosiła na kolanach kobieta obejmując jego nogi. Mężczyzna spojrzał na nią bezlitośnie i krzyknął:
- Crucio! - Powietrze rozdarł przeraźliwy krzyk bólu, strachu i cierpienia. Kobieta wiła się na podłodze, a każda cząstka jej ciała była jakby palona, siekana na drobne kawałeczki i miażdżona. Jakby ktoś okładał ja bezlitośnie rozgrzanym do białości prętem. W tej chwili chciała by tylko to się skończyło, już chciała umrzeć. Po paru minutach niewyobrażalnych tortur blondyn cofnął zaklęcie, a jego żona padła na podłogę pół żywa ciężko dysząc.
- Zrób to, albo zabije i ciebie i jego jeszcze dzisiaj! - Warknął. Kobieta na drżacych nogach podniosła się z ziemi. Podeszła do eleganckiego biurka łapiąc się napotkanych mebli by nie upaść. Wyjęła czysty, biały pergamin i płacząc zaczęła pisać list. Lucjusz stał za nią trzymając rękę na jej ramieniu. Ręka jej się trzęsła, ale starała się by to wyglądało naturalnie. Dosyć długo trwało formułowanie tego listu, ale w końcu go zakończyła.
- Może być. - Powiedział odpychając Narcyze na bok. - Już mi się nie przydasz. - Ze wzrokiem sadysty wycelował w szlochającą kobietę różdżkę. Uśmiechnął się wrednie i wyszeptal. - Avada Kedavra. - Zielony strumień światła ugodził kobietę prosto w klatkę piersiową. Rozległ się jej ostatni krzyk i nieżywa z otwartymi oczami osunęła się po ścianie zostawiając na niej krwawy ślad. Blondyn spojrzał na nią z obrzydzeniem i podszedł do swojej czarnej sowy. Przywiązał jej do nóżki list w białej kopercie z herbem Malfoyów. - Wiesz do kogo. - Ptak porozumiewawczo kiwnął łebkiem i odleciał z Malfoy Manor znikając za zasłoną padającego śniegu.
***
 Draco wracał raźnym krokiem od Diabła. Mieli poważną rozmowę na temat Blaisa i Ginny. Zabini był mocno przejęty, ale młodego Malfoya to śmieszyło. Cieszył się w duchu, że się spotykają... Pasowali do siebie. Zapomniał na jakiś czas o swoim ojcu i strachu o Hermione. Podał hasło i wszedł do środka. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to czarna, olbrzymia sowa siedząca za oknem. Wpuścił ją do środka i podał kilka krakersów. Ptak zamiast czekać na odpowiedź uciekł i poleciał w tylko sobie znana stronę. Draco westchnął i otworzył kopertę. Wstrzymał oddech widząc znane pismo i zabrał się do czytania.

Kochany Draco!

Ostatnio dowiedziałam się czegoś bardzo ciekawego.
Podobno zadajesz się z Hermioną Granger. Dlaczego
Udawałeś, że nie masz dziewczyny?
Czemu mi tego nie napisałeś? Nie możesz z nią być
I na pewno wiesz dlaczego. Wiesz jaka to dla nas
zniewaga? To szlama! Nie możesz zbrudzić czystej
Krwi Malfoyów! Chce, byś był szczęśliwy,
Ale znajdź sobie kogoś ciebie wartego. A nie
Jakąś pierwszą lepsza szlamę!
Przez wasz związek nasza rodzina straci w oczach innych,
ten szacunek o który przez tyle lat walczyła.
Na pewno nie jesteś dla niej nikim ważnym.
Posłuchaj mojej rady i skończ to.

Kocham, mama.

Draco czytał ten list z niedowierzaniem. Dla matki nigdy nie była ważna krew. Ona tylko chciała szczęścia jej jedynego syna. Młody Malfoy jakoś nie mógł uwierzyć w prawdziwość tego listu. Nie był głupi i znał dobrze swoją matkę. Coś tu śmierdziało... Położył się na łóżku i przyjrzał bliżej pergaminowi. Było na nim pełno małych kropek. A pismo było bardziej koślawe. W niektórych miejscach atrament był lekko rozmazany. Ten list nie wyglądał jak wszystkie inne jakie wysyłała mu rodzicielka. Przeczytał go kolejny raz. Potem kolejny i kolejny. Była 2:25 w nocy, a blondyn wciąż przypatrywał się listowi. Znał na pamięć każdy jego cal i każde słowo. W końcu go olśniło... Trochę był dziwnie napisany. Od trzeciej linijki pierwsze słowa były napisane dużą literą. W szóstej było inaczej... A gdyby tak przeczytać te litery z góry na dół? Draco wytrzeszczył oczy. Te litery poziomo układały się w słowo " uciekaj"... Czytał to kilka razy myśląc, że tylko mu się przewidziało z powodu zmęczenia. Ale nie, jego matka na pewno specjalnie to zrobiła. W głowie miał ukrytą treść listu. Jego rodzicielka nie była głupia. Lucjusz nie wiedział jakie są jego stosunki z matka, ponieważ była ona przy ojcu oschła. Skąd miał wiedzieć, że była mu jedyną osoba dająca choć trochę ciepła w tym zimnym domu? Myślał zapewne, że jak dostanę ten list to zrezygnuje. Dlaczego sam mi tego nie napisał? Może myślał, że tylko jej posłucham? Albo się bał, że Ministerstwo przechwyci sowę. Zaczął się zastanawiać, co ten bydlak zrobił jego matce.
W głowie Draco zaczęły pojawiać się coraz straszniejsze i okrutniejsze sceny. Czuł, że jak zaraz nie pójdzie do niej to wybuchnie. Wyskoczył z łóżka i zaczął gorączkowo szukać w szafce proszku fiuu. Wyszedł z dormitorium trzymając woreczek i wsypał garść jego zawartości do komina. Powiedział gdzie chce się pojawić i wszedł w szmaragdowe płomienie. Z roztargnienia nie zauważył że przed kominkiem siedziała zasypana książkami Hermiona. Chciała nadrobić wszystkie zaległości i znów wiedzieć wszytko na trzy tematy do przodu. Widząc zdenerwowanego Draco wskakującego do kominka, wygramoliła się z pergaminów i poszła w jego ślady.
***
Draco otrzepał się z sadzy i rozejrzał dookoła. Wszystko było porozwalane, poniszczone i połamane. Starannie stawiając stopy między resztkami zmaltretowanych mebli wszedł w głąb domu. Zobaczył plamę krwi przy ścianie, a serce mu zamarło. Podszedł bliżej i zobaczył czerwone odciski butów, prowadzące do biurka. Niepewnie podszedł bliżej bojąc się co zobaczy. Widząc to poczuł jak upada na kolana i jak wbijają mu się drzazgi. To nie miało znaczenia, jego świat właśnie runął jak jakiś nędznie zbudowany domek z kart. Podniósł się i podszedł bliżej zmasakrowanego ciała matki. Zaczął tulić ją do siebie i krzyczeć, by żyła. Poczuł jak łzy spływają mu po policzkach, ale to nie było ważne. Teraz poczuł w sercu dziurę, dziurę bez dna. Wielką przepaść. Chciał, by zamiast tej kobiety to on tutaj leżał. To co teraz widział to był jego najgorszy koszmar. Poczuł się sam na świecie, chociaż miał ojca. Ojca który go torturował... I chciał zabić. Poczuł jak jakaś postać klęka obok niego i ociera mu łzy z twarzy, a następnie go przytula. Nie zauważył, kiedy Hermiona poszła za nim, ale w duchu bardzo się cieszył. Nie został sam na tym świecie, miał ją. Największy skarb jego życia o który musi dbać, bo w każdej chwili może go stracić. Wtulił twarz w jej puszyste włosy, a ona jednym szybkim i delikatnym ruchem dłoni zamknęła jego matce oczy. Siedzieli tak wtuleni w siebie przez jakiś czas. Mogła to być godzina, albo dzień, może nawet miesiąc. Czuli się bezpiecznie w swoich objęciach i chcieli w nich zostać już na zawsze. Ale niestety, musieli się w końcu od siebie oderwać, by wezwać kogoś na pomoc. Hermiona wysłała trzy patronusy: do dyrektorki, do przyjaciół i do ministerstwa. Po paru sekundach zmaterializowała się przed nimi grupka czarodziei, a w śród nich McGonagal. Przyklękli przy ciele Narcyzy, a po chwili zabrali ja na niewidzialnych noszach. Dyrektorka poinformowała Dracona o tym, co się teraz będzie dziać z jej matka i kiedy zostanie pochowana, po czym teleportowała się do Ministerstwa Magii. Hermiona i Draco wrócili do Hogwartu i udali się do dormitorium chłopaka. Blandyn nalał do szklanek ognistej whisky i podał jedną dziewczynie. Zaczęli dosyć smętna i ponurą rozmowę. Minęła godzina, może dwie i Draco powiedział że chce mu się spać. Miał za sobą nieprzespaną noc, w sumie tak samo jak Miona. Położył się do łóżka, a brunetka pocałowała go w czoło. Chciała już odejść, gdy Draco złapał ja za rękę i wciągnął do łóżka.
- Zostań - wymruczał jej do ucha i przytulił jak ulubionego misia. Hermiona uśmiechnęła się pod nosem i już po chwili para smacznie spala w swoich objęciach.
***
 Ginny przechodziła przez korytarz z nosem w książce. Za chwilę miał być sprawdzian z eliksirów, a ona nic nie umiała. Nagle wpadła na kogoś i pewnie zaliczyłaby glebę, gdyby nie silne ramiona Blaisa. - Ooo! Cześć rudzielcu! Ostatnio ciągle na siebie wpadamy - zaśmiał się szczerze chłopak i gdy Ginny wróciła do pionu, podniósł jej książkę z ziemi.
- Dzięki, śpieszę się trochę Diable.
- Ooo szkoda - udał zrozpaczonego - masz lekcje? A po nich masz może czas? - Zapytał z nadzieją w głosie.
- Tak. Może pójdziemy potem na błonia?
- Jasne! Już się nie mogę doczekać, madam - teatralnie pocałował ruda w wierzch dłoni. Ginny zaśmiała się i pobiegła w stronę lochów, wiedząc, że nieźle oberwie za spóźnienie się na lekcje. Nie myliła się, zarobiła szlaban w czwartek wieczorem. Trudno, przynajmniej profesor Slughorn nie jest taki bezlitosny w szlabanach jak Snape. Lekcja leciała jej bardzo wolno, miała wrażenie, że siedzi tu trzy godziny gdy tak naprawdę minęło pół. Nie warzyli żadnych eliksirów, tylko uczyli się o składnikach eliksiru na porost włosów. Było tak nudno, że myślała, że zaraz zaśnie. Rysowała biegnącego wilka na pergaminie. Ruda miała talent, ale prawie nikt o tym nie wiedział. Jedynie Hermiona i Blaise widzieli kilka jej rysunków. Nagle profesor kazał im się spakować. Ginny jak błyskawica wyleciała z klasy na spotkanie z Zabinim. Ślizgon czekał na nią przy drzwiach wejściowych. Wziął od niej torbę, by nie musiała nosić i udali się w swoje ulubione miejsce za jeziorem. Śnieg mocno prószył i widać było, że święta się zbliżają.
Hagrid ścinał ogromne drzewa iglaste i kładł obok swojej małej, skromnej chatki. Kilkoro uczniów już nuciło kolędy, a dziewczyny pchały się do Hogsmade szukać sukienek na bal. Usiedli na ławce pod bezlistnym, wielkim, starym drzewem obok jeziora. Pod warstwą lodu raz po raz widać było hogwarcką kałamarnicę. Z dachu chatki Hagrida zwisały ogromne sople lodu. Blaise przysunął się bliżej Ginny i niepewnie zapytał
- Gin.. Czy chciałabyś iść ze mną na bal? - Ruda spojrzała na niego i uśmiechnęła się widząc jego minę.
- Oczywiście, że z tobą pójdę Diabełku! - Zaśmiała się.
- Uff - odetchnął z wyraźna ulgą - Bałem się, że idziesz z kimś innym, albo że się nie zgodzisz. Spodziewałem się, że idziesz z Harrym, bo chyba coś do niego czujesz a on do ciebie... - Nie zdążył dokończyć, bo Ginny zatkała mu usta namiętnym pocałunkiem.

8 komentarzy:

  1. Kocham ten rozdział! CZEKAM NA KOLEJNY! Nie waż się przerywać!
    Ludzie, którzy to czytacie, komentujcie rozdziały, bo Paulina nie ma motywacji do napisania kolejnych ;__; Groziła zawieszeniem bloga...
    Dziękuję, Expecto Patronum

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo mam jakiś takie wrażenie, że tylko ty to czytasz... :( Cieszę się jak małe dziecko widząc, że pojawia się jakiś komentarz <3 ale niestety jest ich tak mało :c Wystarczy nawet jakieś jedno słowo i już mam ochotę na pisanie, bo wiem że ktoś właśnie czeka na ten rozdział.

      Usuń
  2. Hej!
    Mam 13 lat i bardzo lubię Harry'ego, ale dopiero jestem na 6 części. Naprawdę świetnie Ci idzie. Szczerze mówiąc sama chciałabym tak pisać. Tak na serio bardzo mało czytam, jeśli chodzi o lektury to czytam zazwyczaj streszczenia szczegółowe. Więc uważam, że jesteś bardzo utalentowana, bo twoje opowiadanie bardzo chętnie czytam. A tak właściwie to kiedy bd następny rozdział?
    Powodzenia. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baardzo dziękuję :D Szczerze, to za bardzo nie wiem. Jeszcze dziś zacznę pisać ;)

      Usuń
  3. Świetnie piszesz! Także jestem fanką Pottera, po za tym wpadnij : http://yorkan-spirit.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. No kocham Bleisa i Ginny to normalnie para idealna!
    Zastanawiam się po jaki eliksir przyszedł Ron?
    Narcyza nie żyje! Nie no ja ją tak lubiłam to był wzór kochającej matki!
    Charliego to ha już na maksa nie lubię!
    A jeśli chodzi o to że nikt nie komentuje to masz i rak pisać bo ja po prostu uwielbiam Twojego bloga! Jest świetny! Można go czytać bez końca! I nie waż mi się go przerywać! Pisz dalej!

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział :) Idą razem na bal jupii!

    OdpowiedzUsuń
  6. PISZ DALEJ!!!! PROSZE!!!! <3

    OdpowiedzUsuń