środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 17

Cześć! Przepraszam, że wcześniej nie wstawiłam rozdziału, ale jakoś nie miałam ochoty na pisanie. Laptop ma być od 4 dni do dwóch tygodni, więc nie jest źle. Życzę miłego czytania i zapraszam na bloga koleżanki link ! No i czekam na komentarze których jest niestety tak mało :(


***

Hermiona otworzyła swoje duże, orzechowe oczy. Pierwsze co ujrzała to słodko śpiący, szarooki chłopak z lekko rozchylonymi ustami i kilkoma niesfornymi kosmykami padającymi mu na jego zarumieniona twarz. Brunetka uśmiechnęła się pod nosem i wtuliła w tors Dracona. Przypomniała sobie wszystkie wczorajsze zdarzenia i mina jej nieco spochmurniała. Nie mogła opisać tego co czuła, kiedy widziała jak Draco klęka przy martwej matce i bezradnie krzyczy. Chciała go mocno przytulić i jakoś zrobić, by ten cały smutek jakoś z niego zniknął. Nie potrafiła patrzeć, jak po jego bladych policzkach ciekną łzy. Czuła się taka bezradna widząc to. Chłopak ziewnął przeciągle i położył się na plecach wpatrując w górę. Hermiona chciała wyjść z łóżka i pójść do siebie umyć się i przebrać, ale chłopak złapał ja za rękę i przyciągnął bliżej. - Pamiętasz? Mamy iść razem na Bal Bożonarodzeniowy. - Jasne, że pamiętam - trochę skłamała, bo tak na prawdę kompletnie wyleciało to jej z głowy. Poczuła lekki strach, bo Bal za zaledwie kilka dni a ona nie ma jeszcze sukienki. Na dodatek jak się ma ubrać? Będzie mieć jako partnera Dracona Malfoya... Musi iść jeszcze dzisiaj na zakupy do Hogsmade. Chciała pocałować blondyna w policzek na pożegnanie, ale ten sprytnie odwrócił głowę łącząc ich usta w pocałunku. Był to bardziej zwykły buziak, a nie pocałunek. Hermiona posłała mu ostatni uśmiech ukazując rządek swoich białych zębów i znikła za drzwiami swojego dormitorium. Usiadła na fotelu i odetchnęła głęboko, a kotka wskoczyła jej na kolana domagając się pieszczot. Parę minut spędziła na głaskanie swojej pupilki i wysłała Patronusa do Ginny z pytaniem, czy ma ochotę na zakupy. Ruda pojawiła niemal od razu w drzwiach Hermiony z szerokim, promiennym uśmiechem na jej pełnych ustach. Hermiona szybko się przebrała i zabrała torebkę w której schowała portfel z pieniędzmi. Ubrała ciepły płaszczyk i czarne kozaki. Przyjaciółki wyszły z zamku śmiejąc się i rozmawiając. Zza chmur niepewnie wychylało się zimowe słońce, powodując lekkie roztapianie się śniegu, którego tak dużą napadało przez ostatnie dni. Dziewczyny miały go prawie do kolan! Kiedy przyjaciółki przechodziły przez błonia gawędząc, jakiś uczeń piątego roku trafił w Ginny śnieżką w plecy. Gdyby to była inna osoba, dałaby spokój, ale nie Ginny. Zaczęła bombardować chłopców kulkami śniegu zwinnie unikając pocisków. Hermiona stała obok śmiejąc się, aż ktoś nie trafił jej w twarz. Z rozwścieczoną mina również włączyła się do bitwy. Wszytko wskazywało na wygraną gryfonek, do czasu aż trójka krukonów nie zasypała ich lawina śniegu zaklęciem. Przemoczone do suchej nitki, szczękając zębami dziewczyny weszły do trzech mioteł i osuszyły się zaklęciem. Zamówiły sobie po rozgrzewającym, idealnym na mróz piwie kremowym i pogrążyły w rozmowie o chłopakach. Hermiona bardzo się ucieszyła na wieść, o tym że Ginny i Blaise idą razem i że odpuściła sobie z Harrym. Z reszta ostatnio często widzi wybrańca z Pansy... Wypiły napój do dna i wyszły z pubu szukając jakiegoś ciekawego sklepu z sukienkami. Wchodziły do różnych, ale w żadnym te sukienki nie wydawały się ładne... W końcu weszły w jakąś nieznaną sobie, wąska uliczkę o której nawet nie wiedziały. Kilka drzwi było zabite deskami, lub po prostu miały tabliczkę "zamknięte". Zauważyły jakąś podświetlaną wystawę i podeszły bliżej. Okazał się to być sklep z sukienkami na różne okazje. Weszły do środka, nie spodziewając się niczego nadzwyczajnego. Myliły się. Gdy tylko zajrzały do środka, oniemiały. Sklep był obszerny i dosłownie wypchany ślicznymi sukienkami. Niektóre były na manekinach, inne na stojakach na środku, inne na ścianach. W środku było bardzo przyjemnie, ściany były pomalowane na brzoskwiniowo, a podłoga była z drewna. W rogu stała kasa a w niej siedziała starsza kobieta, wypisująca najwyraźniej dokumenty. Chyba nie zauważyła gości w swoim sklepie, więc jak gdyby nigdy nic zajmowała się swoją robota. Miała posiwiałe włosy i nosiła brązowe, kwadratowe okulary na sznurku założonym na szyje. Miała na sobie ciemnozielony żakiet i spódnice w tym samym kolorze. Była lekko przygarbiona i bardzo niska. Jej szyję zdobił srebrny, otwierany medalion z ruchomym zdjęciem jej męża za lat młodości. Z drugiej strony widniała fotografia jej dorosłego już syna z ciemnoblond włosami i wesołymi, niebieskimi oczami. Dziewczyny stały na środku i rozglądały się po sklepie, pochłaniając oczami te wszystkie fantastyczne kreacje. Chciałoby się kupić je wszystkie! Ale niestety, trzeba wybrać jedną. Ruda ruszyła w kierunku czerwonych, fioletowych i pomarańczowych sukienek, a Hermiona wciąż stała w tym samym miejscu. Nie wiedziała od czego zacząć... Od zawsze nienawidziła mieć zbyt dużo rzeczy do wyboru. Wolałaby wybierać w mniejszej ilości, a tak...
- W czym mogę pomoc panienko? - Niewiadomo kiedy, stara sprzedawczyni pojawiła się tuż obok Hermiony. Dziewczyna wzdrygnęła się lekko.
- Hmm - zamyśliła się kobieta. - Chodź że mną. - Gryfonka bez słowa sprzeciwu pomaszerowała za sprzedawczynią do jakiejś małej komórki z pudłami. Kobieta wyjęła jedno z dołu i zdmuchnęła z niego kurz, na co Hermiona zaczęła kichać z powodu uczulenia. Otworzyła tekturowe pudełko i wyjęła z niego prześliczną, błękitną sukienkę. Wydawała się wprost idealna!
- Bardzo ładnie będziesz w niej wyglądała - przerwała zachwycanie się kreacja Hermione. - Należała do mojej córki. Ona.. Zginęła w ll Bitwie o Hogwart oddając życie za swojego brata. - Wskazała na zdjęcie w ramce przedstawiające uśmiechnięta, nastoletnia brunetkę z brązowymi oczami. - Tak bardzo ja przypominasz... - Oczy kobiety zaszkliły się, ale po chwili dodała - Tam jest przymierzalnia, zobacz czy ci pasuje. Hermiona wdzięcznie podziękowała i udała się zmierzyć sukienkę. Pasowała jej idealnie! Nie, idealnie to za mało.. Fantastycznie! Kreacja cudownie na niej leżała. Wyglądała tak delikatnie i słodko! Ginny patrzyła na przyjaciółkę z otwartymi ustami. Również wybrała sobie idealna dla siebie dopasowana, zielona sukienkę, ale widok Hermiony normalnie porażał. Zadowolone podeszły do kasy i dokonały zakupu. We wspaniałym humorze wróciły do zamku spotykając po drodze Harrego i Pansy przekomarzających się na błoniach. Pożegnały się i wróciły do swoich dormitoriów, by znów przymierzyć sukienki. Hermiona weszła do swojego pokoju i torby z zakupami głośno upadły na podłogę. Całe dormitorium było zdemolowane jakby był tu z tuzin wściekłych sklątek tylnowybuchowych Hagrida. Łóżko było połamane, tak samo jak stolik i szafa. W ruinach kryła się przerażona Wenus z krwawiąca rana na prawym boku. Dywan widać był podpalony a w łazience potrzaskane były prawie wszystkie kafelki. Nad kominkiem był duży, czerwony napis " Precz z Hogwartu szlamo". Poczuła jak łzy napływają jej do oczu; kto chciał jej się tak pozbyć, że zdemolował jej dormitorium. Podeszła do trzęsącej się kotki i uleczyła jej ranę jednym zaklęciem. Potem zabrała się do naprawiania zniszczonych rzeczy. Kilka fotografii niegdyś wiszących na ścianie lub w ramkach na kominku zostało potarganych lub spalonych. Podniosła z ziemi fotografie przedstawiająca trójkę roześmianych uczniów. Mieli na ciele pełno nam, byli brudni ale na ich twarzach czaiła się widoczna ulga i radość, że znowu mogą się razem przytulić i cieszyć swoją obecnością. Hermiona otarła łzy z oczu. Jeszcze tak nie dawno byli najlepszymi przyjaciółmi, spędzali że sobą każda wolną chwilę, a teraz? Wszytko się rozsypało i chyba nie dało się tego naprawić. Wstała z podłogi i zaczęła miotać zaklęciami na wszystkie strony naprawiając połamane meble, potargane fotele i podpalone krzesła. Potem weszła do łazienki naprawiając po jednej kafelce. W końcu otarła pot z czoła i wzięła się za zmywanie obraźliwego napisu nad kominkiem. Próbowała zaklęć, mugolskiego sposobu mycia, zdrapywania i nic! Nawet ja próbowała zamalować, ale farba odsuwała się od liter. Bezradnie rozłożyła ramiona i usiadła na miękkim, naprawionym fotelu myśląc nad innymi sposobami usunięcia okropnego napisu. W końcu zasnęła na siedząco wykończona długimi zakupami i sprzątaniem zrujnowanego pokoju.
***
- Cholera! - Zaklął chłopak - kiedy jest przy niej ten Malfoy nie mogę się nawet zbliżyć o krok! Kiedy tylko spojrzę jest przy niej! - Usiadł na fotelu i zdrowo pociągnął z butelki bursztynowego płynu. Ed spojrzał na niego z politowaniem i pokręcił głową - Mówię ci daj spokój. Zrobiłeś wielki błąd wplątując się w ten układ, spróbuj się jakoś z tego wywinąć.
 - Nie mogę! Muszę to zrobić, chociaż szczerze nie wiem po co to mu. - spojrzał w okno i zamyślił się na chwilę. - Doleje jej amortencji do ponczu na balu.
- Nie! - Zaprzeczył Ed - nie możesz tego zrobić. Zostaw ją w spokoju! Z reszta, skąd weźmiesz amortencję?
- Tak! To najlepszy plan, bo musi to być na widoku. Zabiorę ja z sklepu z eliksirami oczywiście. Jest tam, sprawdzałem. Ej.. - Spojrzał na przyjaciela z zaciekawieniem i uśmiechnął się ironicznie pod nosem, a po chwili zaczął się śmiać - Tak bronisz tek Granger, zależy ci na tej szlamie? - Wydusił Charlie śmiejąc się na głos. Ed zaczerwienił się po uszy i zerwał się z fotela stając tyłem do przyjaciela patrząc na padający śnieg
- Nie! - Powiedział krzyżując ręce na piersi
- Przecież widzę! - Znowu zaczął się śmiać - słuchaj, jak z nią skończę jest twoja!
- Ona będzie z Malfoyem. Zależy mi na jej szczęściu. - Gwałtownie się odwrócił i bezceremonialnie wyszedł z dormitorium trzaskając drzwiami, aż tynk posypał się z sufitu. Charlie osuszył butelkę ognistej whisky i zaczął zastanawiać się nad słowami przyjaciela. Nigdy nie interesował się Edem, najważniejszy był tylko on i jego problemy... To był błąd, ale musi to zrobić z Granger, cena jest wielka.
 ***
Draco zaczął odkładać wszystkie wyciągnie książki z powrotem na półki w bibliotece. Był zmęczony, ale praca domowa sama się nie odrobi, a mu zależało na dobrych wynikach. Chciał mieć jakąś dobra posadę w ministerstwie magii, lub zostać magomedykiem.
Jeszcze nie wiedział do końca jaki zawód wybrać. Spakował pergamin i podręczniki do swojej torby i wyszedł z biblioteki. Nie spotykając nikogo po drodze poszedł w stronę pokoju prefektów naczelnych; chciał zaprosić Hermionę na jakiś spacer po błoniach. Wszedł do swojego małego królestwa, by odłożyć rzeczy i zabrać kurtkę zimową, szal, rękawiczki i czapkę, po czym zapukał w drzwi dormitorium Gryfonki. Musiał odczekać parę minut zanim otworzyła mu wyrwana ze snu Hermiona. Uśmiechnęła się na jego widok i powitała tym razem udanym buziakiem w policzek.
- Chciałem cię zaprosić na spacer, ale chyba jesteś zmęczona...
- Nie, jasne że z tobą pójdę! Tylko się trochę ogarnę i idziemy. W pokoju wspólnym za jakieś 20 minut. - Uśmiechnęła się i zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Nie chciała by zauważył obraźliwego napisu nad kominkiem. Nie miała zamiaru uciekać z Hogwartu. Ubrała się ciepło, zrobiła lekki makijaż i się uczesała. Wyszła z dormitorium rzucając na wszelki wypadek na okna i drzwi dodatkowe zaklęcia zabezpieczające, ponieważ nie chciała znowu spotkać takiej niespodzianki. Draco już na nią czekał. Złapał ja za rękę, co spowodowało rumieniec na twarzy dziewczyny i wyszedł z nią na błonia. Usiedli na ławce nad jeziorem i blondyn powiedział - Chcę ulepić bałwana.
- Co? - Zapytała Gryfonka, chociaż bardzo dobrze usłyszała.
- Chce ule...
- Słyszałam, ale trochę się zdziwiłam. Dlaczego chcesz?
- Nigdy tego nie robiłem.. - Hermiona bez zbędnych pytań wstała na równe nogi i wytłumaczyła jak zrobić śniegową figurę. Draco poszedł skombinować kilka węgielków, a Hermiona marchewkę i garnek z kuchni. Blondyn zaczął toczyć średnia kule a brunetka zajęła się tą najmniejszą. Potem wspólnie zrobili tą wielką na sam dół bałwana. Ułożyli je wspólnie jedną na drugiej śmiejąc się i zrobili mu oczy z węgielków. Hermiona dała mu na głowę stary, dziurawy, zielony garnuszek w kwiatki i długa marchewkę jako nos. Draco spojrzał na wspólne dzieło i zdjął z szyi szalik w barwach Slytherinu by zawiązać go na szyi bałwana. Gryfonka podeszła do pobliskiego, niskiego drzewka i urwała gałąź wsadzając ją bałwankowi do łapki jako różdżkę. Stanęli i zaczęli podziwiać swoje dzieło,  Draco objął Hermionę w tali i przytulił do siebie. Czując, że dziewczyna drży z zimna i jest całą przemoczona zarządził powrót do ciepłego pokoju wspólnego i zaproponował gorąca czekoladę. Wrócili wtuleni w siebie do zamku zwracając na siebie pełne zazdrości spojrzenia ślizgonek. Weszli do pokoju wspólnego prefektów naczelnych i przebrali się w suche ubrania. Dziewczyna drżała na całym ciele, a Draco widząc to posadził ja na kanapie i przykrył ciepłym kocem. Podał jej szklankę gorącej czekolady która dziewczyna wypiła za jednym razem jeszcze bardziej drżąc. Blondyn dotkał jej czoła a serce momentalnie mu stanęło. Było bardzo gorące i wszytko wyglądało na to, że nabawiła się porządnej grypy. Czarodzieje są o wiele bardziej odporni na mugolskie choroby, ale jak już ja złapią to ona potrafi być dla nich śmiertelna. Chłopak pobiegł szybko do swojego dormitorium i zaczął gorączkowo szukać lekarstwa. Pamiętał że na pewno je miał, bo rok temu zachorował. W końcu dostrzegł brązowy flakonik gdzieś z tylu na najwyższej półce. Szybko po niego sięgnął, zabrał szklankę i pobiegł do Hermiony, która zalana potem z szeroko otwartymi oczami i okropnie drżąca leżała na kanapie. Chłopak trochę trzęsąca ręką wlał połowę zawartości flakonika do szklanki i podał Gryfonce. - Masz, wypij to, zrobi ci się lepiej. - Łagodnie mówił Draco podsuwając jej szklankę pod sam nos. Tak bardzo się bał, że ją zaraz straci. Nie miał pewności co do tego, czy to dobra dawka. Dziewczyna skrzywiła się, ale wypiła wszytko, co do kropli. Po kilku minutach chłopak ponownie dotknął jej czoła, ale wciąż było bardzo rozpalone. Dolał do szklanki resztę lekarstwa i znowu podał Hermionie. Ta pokręciła głową i rozglądała się po pokoju nieobecnym wzrokiem. - Wypij to, proszę
- Nie, bo te zielone lwy mi zabraniają, widzisz? - Wskazała palcem na stojak z płaszczami. Draco przeraził się; miała omamy! - Nie słuchaj ich, one są złe. Wypij to proszę - powiedział błagalnie. Spojrzała na niego wzrokiem godnym Luny Lovegood i bez słowa wypiła zawartość buteleczki. Gorączka znacznie spadła, ale dziewczyna wciąż majaczyła.
- Draco te lwy chcą, żebym z nimi szła.
- Nie idź z nimi, nie idź, zostań tutaj - mówił Draco nerwowo wlewając eliksir nasenny do soku z dyni. - Wypij jeszcze to. - Hermiona ponownie przyłożyła chłodne szkło do ust i wypiła całą zawartość. Chłopak wstał, chcąc poprawić jej poduszki, ale brunetka złapała go za koniec koszuli mówiąc sennym, zachrypniętym, słabym głosem.
- Zostań, tak mi zimno. Połóż się ze mną. - Draco bez zastanowienia wszedł pod koc, a śpiąca już Gryfonka przytuliła się do niego. Chłopak słuchał jak jej oddech staje się równy i spokojny, po czym sam odpłynął do krainy snu.

5 komentarzy:

  1. Siemano! Powiem ci że super rozdział. Mam nadzieje, ze za niedługo bd nowy :D Wiec kiedy bd?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie no dobra jednak ten Charlie nie jest taki zły!
    A Ron jest po prostu straszny! Jak on może!
    Biedna Hermiona tyle wycierpieć w jednym dniu! Ale sukienkę kupiła sobie śliczną!

    OdpowiedzUsuń
  3. Błagam niech ona nie umiera! Bo nie wytrzymam.

    OdpowiedzUsuń