Czeeeść! Następny rozdział postaram się napisać do czwartku. Jest on chyba trochę krótszy, od pozostałych więc przepraszam za to. Proszę, aby wszystkie osoby czytające teraz ta notatkę zostawiły po sobie komentarz :) Chce wiedzieć, ile osób czyta moje wypociny :D Laptop wciąż jest w serwisie i przypominam, że piszę to na komórce w jakimś notatniku XD Czemu te wakacje tak szybko mijają? Zapraszam na super dramione mojej koleżanki! Dopiero zaczyna, ale świetnie jej idzie *link* Życzę miłego czytania i zapraszam do komentowania!
*~*~*~*~*~*~
Szła żwawym krokiem przez opustoszałe korytarze jej ukochanego Hogwartu. Wiedziała, że on był za nią, więc przyspieszyła jeszcze bardziej. Nie miała ochoty na kolejną niemiłą rozmowę. Była szczęśliwa, ale całe to szczęście prysło. Skręciła w jakiś boczny korytarzyk. Szybkie kroki zamieniła się w bieg i ucieczkę. Był szybszy, złapał ja za nadgarstki swoimi silnymi dłońmi i wciągnął do pustej klasy. Spojrzała mu wrogo w oczy, przeklinając, że kiedyś spędziła z nim tyle czasu i narobiła mu nadziei. Nie czuła już tych motylków w brzuchu, gdy tylko jej dotknął. To było chwilowe zauroczenie i nic więcej. Myślała, że to co do niego czuje to dozgonna miłość, ale myliła się. Stchórzył, a ona nawet nie rozmawiając z nim przez długi czas przestała czuć do niego coś więcej niż przyjaźń. Uczucie znikło, jak on sam pod peleryną niewidką. Teraz stała z nim twarzą w twarz, wiedząc, że znowu, po raz kolejny będzie musiała mu to powiedzieć. Czy to do niego nie docierało? On pewnie wciąż myślał, że ona cały czas coś do niego czuje, a Blaise to tylko jedna przygoda. Był inteligentny, ale nie potrafił tego pojąć, że będzie z kimś innym niż on sam. Przecież miało być tak wspaniałe! Wyobrażał sobie wieczorami jego i Ginny patrzących sobie w oczy o zachodzie słońca, a po chwili ich usta łączyły się w namiętnym pocałunku. Harry nie wyobrażał sobie życia bez niej! Kochał ja do czystego szaleństwa i oddał by za nią życie. Podczas drugiej bitwy o Hogwart to o nią martwił się najbardziej. Stali patrząc się na siebie. Dziewczyna ze złością i irytacja, a Wybraniec z czułością i żalem. Chociaż w klasie panowała ciemność widzieli swoje twarze dokładnie, przez zaglądający do pokoju okrągły księżyc. Gdyby tylko wystawić głowę przez okno usłyszeć można było głośne wycie wilków do księżyca i żałosne skomlenia wilkołaków. Chłopak puścił jej nadgarstki, uświadamiając sobie że trochę za mocno ją za nie ściska i zaczął:
- Ginny, błagam ja cię kocham! Lubię Blaisa, ale on nie jest dla ciebie... To co się między nami zdarzyło nic dla ciebie nie znaczy?
- Nie! Ja... Ja kocham Blaisa, ale do ciebie nie czuje nic więcej niż przyjaźń!
- Proszę, daj mi szansę!
- Harry, zrozum... Proszę, daj mi odejść - szepnęła cicho i nie wytrzymała. Kilka łez spłynęło po woli po jej twarzy zostawiając mokry ślad. Ginny wyszła z klasy i pobiegła gdzieś na oślep, zostawiając Harrego. Wybraniec osunął się po ścianie i ukrył twarz w dłoniach. Ruda była dla niego nieuchwytnym obiektem marzeń i snów. Była jak mały ptaszek którego tak trudno mu było złapać. Chciał ja mieć, ale ona tego nie chciała. Nie kochała go.. Nie czuła tego samego. Nic nie rani bardziej jak nieodwzajemniona miłość. Jedna łza poleciała z jego zielonego oka, ale od razu się opamiętał. Jeśli kogoś kochasz, daj mu odejść. On ja kochał i nie będzie zakłócał jej związku z Zabinim, ale nie pozwoli by ktokolwiek ją skrzywdził. To ona była dla niego najważniejsza i będzie o nią dbał, choćby tego nie chciała. Nie miał nikogo na świecie prócz jego ukochanego wujostwa i kuzyna. To ona była jedyną pozytywną iskierką radości w jego życiu rozświetlając najlepsze chwile. Teraz, kiedy śmierciożercy masowo uciekają z Azkabanu robi się równie niebezpiecznie jak kiedyś. Już 11 ofiar i pewnie za niedługo znajdą się w Hogwarcie. Choćby miał ją bronić pod peleryną niewidką, będzie to robił. Czuł, że Voldemort powraca. Blizna piekła go coraz częściej i zdarzało mu się nawet mdleć z bólu na lekcjach. Na pewno pierwsze w co uderzy to Hogwart - miejsce w którym przebywał jego odwieczny wróg, który zdołał go załatwić będąc niemowlakiem. To wszytko znowu się powtarzało, jakby oglądał kolejny raz ten sam film. Ból blizny, masowe ucieczki, zabójstwa... Jednak o siebie się nie bal. O strach przyprawiał go widok jego ukochanej Ginny martwej, który odwiedzał go w snach. Nie mógł na to pozwolić.
***
Białe obłoki sunęły leniwie po błękitnym niebie. Średnie, małe, niewielkie, idealne dla osób z wyobraźnią lubiących czasem położyć się na trawie lub nawet śniegu, by wpatrywać się w chmury i myśleć co one przypominają. Żyrafa? Żółw? Samochód? Wszytko! To właśnie było ulubione zajęcie Hermiony ( poza książkami rzecz jasna). Kochała, a szczególnie jesienią położyć się na trawie usłanej kobiercem kolorowych liści, założyć ręce za głowę i patrzeć rozmarzonym wzrokiem na powolne obłoczki formujące się w kształty. Mogła by tak leżeć godzinami! Niestety, tym razem nie mogła. Na zimnym, puszystym puchu, choć jest wygodnie szybko robi się zimno. Podniosła się na równe nogi i obejrzała anioła, jakiego stworzyła w śniegu. Miała w rękawach pełno zimowego puchu i czerwone policzki od mrozu. Otrzepała się że śniegu i wróciła do zamku. Chciała przedostać się niezauważalnie do dormitorium, bo Draco nie pozwalał jej wychodzić. Jeszcze dwa dni temu była o krok od śmierci przez tak zazwyczaj niepozorna chorobę. Cóż, Hermiona to Hermiona; nie usiedzi w jednym miejscu nawet przez pięć minut. Oczywiście ubrała się bardzo ciepło. Koszulka, dwa swetry, gruuba kurtka, wełniana czapka... Nie chciała zachorować na święta i na wyczekiwany bal, który miał się odbyć jutro. Cieszyła się, ale również trochę go obawiała. Prześlizgnęła cię cichcem do dormitorium i położyła się na łóżku głaszcząc swoją kotkę. Trochę jej się nudziło. Ginny poszła z koleżankami z roku pomóc im w wybraniu sukienki, a Draco gdzieś zniknął. Nie wiedziała co robić. Przewróciła się na brzuch i postanowiła odwiedzić bibliotekę. Kochała to miejsce i spokój jaki tam panował. Pogrążała się w lekturze zapominając o świece, a czas zlatywał jak z bicza strzelił. Przebrała się, uczesała i poszła do swojego ulubionego zacisznego kąta w Hogwarcie. O dziwo wszystkie stoliki były zajęte! W ostatnim, pod oknem siedziała jedną postać, ale twarzy nie widziała. Zdjęła z półki książkę "Zaklęcia domowe, poza domowe i obronne" i podeszła do ów nieznanej osoby.
- Cześć, mogę się dosiąść?
- Tak, jasne - odpowiedział jej bardzo dobrze znany głos. Zdębiała na chwilę, ale się uśmiechnęła i usiadła na drewnianym krześle.
- Ed, jak dawno się nie widzieliśmy! - Posłała trochę sztuczny uśmiech rudowłosej postaci. Ed miał brązowe, głębokie oczy, trochę piegów i był wysoki. Nie tak jak Malfoy, ale wysoki. Znała go bardzo dobrze. Kiedy miała pięć lat, na swojej mugolskiej ulicy wprowadziła się nowa rodzina. Obydwoje nie wiedzieli, że mają magiczne moce. Poznali się i od tej chwili spędzali z sobą mnóstwo czasu. Bawili się razem na pobliskim placu zabaw, ścigali się na rowerach w parku, odwiedzali się wzajemne, a potem zaczęli chodzić do mugolskiej szkoły. Tam siedzieli razem w ławce i spędzali wspólnie przerwy. W pobliskim małym sosnowym lasku mieli swoją bazę za krzakami między konarami wielkiego drzewa. Przynosili tam rzeczy z domu i spędzali całe dnie na wspólnej zabawie. Powierzali sobie najskrytsze tajemnice i sekrety, włączając w to dziwne rzeczy jakie im się przydarzały. W końcu, kiedy spędzali czas na podwórku urządzając piknik nadleciały dwie sowy. Byli bardzo zdziwieni, ale i za razem podekscytowani widząc, że trzymają w swoich zakończonych pazurami łapach listy. Zniżyły lot i zrzuciły je przed jedenastolatków. Przeczytali i podekscytowani pobiegli do rodziców. Kilka dni później pojawił się dyrektor, by wprowadzić ich w tajemniczy świat magii. 1 września udali się razem na peron 9 i 3/4. Tiara przydzieliła ich do dwóch innych domów, w których znaleźli nowych przyjaciół, zapominając o starych. I tak ich kontakt się urwał. Rzadko się widywali, a jak już to opuszczali wzrok, albo udawali że się nie widzą.
- Jak tam u ciebie leci? - Zapytał próbując odwzajemnić uśmiech, ale się mu to nie udało.
- Dobrze, a jak u ciebie?
- Również, wiesz muszę już iść. Pa. - chłopak wstał od stołu i wyszedł, a Hermiona westchnęła w duchu. Nie miała ochoty z nim rozmawiać, nie mieli o czym.
***
Ed wychodził z biblioteki, przeklinając siebie. Po co on to w ogóle powiedział? Spanikował! Miała takie śliczne oczy.. Zawsze uwielbiał w nie patrzeć. Oddalili się od siebie, ale chciał by znowu zostali przyjaciółmi. Przez cały ten czas za nią tęsknił, a teraz, kiedy przyszła okazja zwiał! Poszedł na trzecie piętro i wszedł do Pokoju Wspólnego Puchonów podając hasło posagowi praczki *. Na fotelu koło okna siedział zamyślony Charlie. Obok miał książkę o najgroźniejszych eliksirach i butelkę piwa kremowego. Nie zauważył wejścia przyjaciela do pomieszczenia. Ed podszedł i usiadł na fotelu obok bacznie przyglądając się brunetowi. Ten odwrócił głowę, by zabrać piwo kremowe i zastając oczy przyjaciela podskoczył na fotelu.
- Masz zamiar to zrobić? - Zapytał smutno Ed.
- Nie mam wyboru. Chciałem się wycofać... ze względu na ciebie oczywiście - dodał szybko - Ale.. Powiedział, że będzie to wszytko oglądał z ukrycia i... Zagroził zabiciem mojej siostry... - Spuścił głowę i jeszcze bardziej spochmurniał
- Czemu mu tak na tym zależy? Nie rozumiem tego! - Ed siedział cicho wpatrując się w wesoło tańczące płomienie w kominku. Zagroził mu.. O co może chodzić? Myśli może, że Malfoy uzna to za zdradę? Czemu chce ich rozdzielić.. Z resztą, nawet nie wiedzieli kto to. Miał maskę i nic nie chciał powiedzieć o swojej tożsamości. Dlaczego mu tak na tym zależy? Mnóstwo pytań kotłowało się w jego głowie domagając się odpowiedzi. Charlie bąknął coś i przeszedł przez okrągłe drzwi do dormitorium chłopców. Ed został jeszcze pogrążając się w myślach, aż w końcu poszedł w jego ślady. ***
Hermiona w pośpiechu pobiegła z Ginny do swojego dormitorium. Miały trzy godziny do balu, ale chciały się już przygotować. Rudowłosa poszła do siebie po rzeczy i wróciła w podskokach do przyjaciółki. Ginny miała zrobić Hermionie jakąś fryzurę, a ona zaś miała ja pomalować. To wszytko zajęło im dobre dwie godziny i w swoich pięknych sukniach rozsiadły się obok kominka na fotelach. Brunetka miała na sobie śliczną, błękitną sukienkę do ziemi z delikatnymi falbankami. Włosy miała spięte w kok z wypuszczonym loczkiem. Na nogach miała pantofelki na obcasach w również w tym samym kolorze co kreacja. Ginny miała czerwoną sukienkę z cekinami przy dekoldzie i falbankami, buty na obcasach w tym samym odcieniu i wpięty w jej długie, ogniste włosy czerwony kwiat. Obydwie wyglądały olśniewająco i uroczo. W końcu nastała godzina 17:25 a bal miał się odbyć o 17:30. Odstawiły więc puste butelki po soku z dyni i ruszyły schodami w dół na spotkanie ze swoimi partnerami niedaleko wielkiej sali. Od razu dostrzegły zmierzający ku nim śnieżnobiały rządek zębów Zabiniego i platynową czuprynę Draco. Młody Malfoy miał na sobie czarny garnitur i czarną koszule w której wyglądał niesamowicie przystojnie przez ten kontrast między jego prawie mleczną skórą i czernią. Blaise zaś ubrany był w srebrny garnitur z którego Draco się śmiał, ale nie podzielały jego zdania wzdychające wielbicielki ślizgona. Chłopcy objęli dziewczyny ramionami i weszli do Wielkiej Sali, a setka ciekawskich oczu śledziła każdy ich ruch. Rozsiedli się przy jedynym wolnym stoliku i rozpoczęli rozmowę. Zabrzmiała wolna piosenka, ale nikt nie miał odwagi wystąpić na parkiet. Nikt? Draco wstał podał rękę Hermionie i obdarzył ja zawadiackim uśmiechem, któremu nikt nie potrafiły się oprzeć. Chwilę później wirowali na parkiecie, a za nimi kilka innych ośmielonych nimi osób. Tańczyła z młodym Malfoyem prawie każda piosenkę. Czuła, że zrobiły jej się odciski w niewygodnych butach i zmęczenie. Postanowiła napić się piwa kremowego, więc podeszła do barku i zamówiła dwa kubki. Dla siebie i dla Ginny. Chłopcy jak zwykle woleli Ognista Whisky, mówiąc że piwo kremowe jest dla mięczaków. Charlie był barmanem i po kryjomu wlał amortencję do jednego kufla. Podał go prosto do ręki dziewczynie, ale ta w nagłym napadzie śmiechu po żarcie Blaisa odłożyła do na blat bojąc się go rozlać. Tak samo postąpiła Ginny odkładając kufel obok tego od przyjaciółki. Chwilę później przyszła do nich Parvati z Terencem Higgsem. Dziewczyny jakby zapomniały o swoich napojach i zajęły się rozmową, tak samo chłopacy. W końcu para odeszła i Ginny sięgnęła po piwo kremowe. Charliemu serce podskoczyło do gardła i żołądek mu się momentalnie skurczył. Chciał krzyknąć, ale już było za późno. Ginny poczuła w sobie jakieś przyjemne ciepło i miłe dreszcze. Spojrzała na barmana i zaczęła podziwiać jego śliczne, brązowe włosy, piękne oczy, rysy twarzy. Dlaczego wcześniej nie zwracała na niego uwagi?! Chciała teraz rzucić się na niego i czuła, że to ten jedyny. Chciała go złapać i nie puścić. Pochłaniała wzrokiem każdy kawałek jego ciała. Przyjaciele przyglądali się jej że zdziwieniem, a Blaise z złością.
- Czeeeeść - zaświergotała jak nigdy Ginny i mrugnęła do całego roztrzęsionego Charliego.
- Ee czeeść... - Odpowiedział niepewnie brunet polerując kieliszek.
- Co jutro robisz? Chcesz zatańczyć? - Pytała zalotnie uśmiechając się i nadmiernie szybko mrugając rudowłosa z podparta głową na dłoniach. Wpatrywała się w niego jak w obrazek.
- Ginny! Co ci jest?! - Pierwsza zapytała Hermiona.
- Choooodź to ci powiem - powiedziała przesłodzonym głosikiem i zachichotała głupiutko mrugając do Charliego. Zdenerwowana Gryfonka wyprowadziła przyjaciółkę z sali i wepchnęła ją do jakiejś klasy. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, Ginny zaczęła - Mioncia, ja się zakochałam! Ten barman... Hermi to jest coś poważniejszego! - Mówiła wciąż swoim przesłodzonym głosem. Potem zaczęła wyliczać jego zalety, ale jej słowotok przerwała Hermiona - Gin, ale ty nawet nie wiesz jak on ma na imię - złapała ja za ramiona i potrzasnęła. Ruda tylko zachichotała.
- Aby kochać, nie trzeba znać imienia głuptasie! Chce iść do mojego kociaczkaa - Gryfonka zamyśliła się na chwilę i zmierzyła wzrokiem przyjaciółkę.
- Taaak, chodźmy do niego... - złapała ja za ramię i poprowadziła do barku w którym chłopaka już nie było, ale za to siedzieli tam jej przyjaciele. Zdąrzyła tylko im rzucić dwa słowa " eliksir miłosny" i poprowadziła przyjaciółkę w stronę lochów. Przez całą drogę wysłuchiwała jej narzekań, że czemu tu nie ma jej kochanego koteczka. W końcu brunetka powiedziała jej imię chłopaka i przez resztę trasy Ginny zachwycała się nim najróżniej zdrabniając. Udało im się dotrzeć do gabinetu profesora Slughorna, ich nauczyciela eliksirów. Zapukała w masywne drzwi, które za parę chwil się otwarły.
- Dobry wieczór - powiedziała trochę zdumiona starsza kobieta, a oniemiała Hermiona na chwilę straciła mowę
*~*~*~*~*~*~
* Szukałam wcześniej gdzie znajduje się pokój wspólny Puchonów i nie znalazłam, więc wymyśliłam ten posąg praczki.
*~*~*~*~*~*~
Szła żwawym krokiem przez opustoszałe korytarze jej ukochanego Hogwartu. Wiedziała, że on był za nią, więc przyspieszyła jeszcze bardziej. Nie miała ochoty na kolejną niemiłą rozmowę. Była szczęśliwa, ale całe to szczęście prysło. Skręciła w jakiś boczny korytarzyk. Szybkie kroki zamieniła się w bieg i ucieczkę. Był szybszy, złapał ja za nadgarstki swoimi silnymi dłońmi i wciągnął do pustej klasy. Spojrzała mu wrogo w oczy, przeklinając, że kiedyś spędziła z nim tyle czasu i narobiła mu nadziei. Nie czuła już tych motylków w brzuchu, gdy tylko jej dotknął. To było chwilowe zauroczenie i nic więcej. Myślała, że to co do niego czuje to dozgonna miłość, ale myliła się. Stchórzył, a ona nawet nie rozmawiając z nim przez długi czas przestała czuć do niego coś więcej niż przyjaźń. Uczucie znikło, jak on sam pod peleryną niewidką. Teraz stała z nim twarzą w twarz, wiedząc, że znowu, po raz kolejny będzie musiała mu to powiedzieć. Czy to do niego nie docierało? On pewnie wciąż myślał, że ona cały czas coś do niego czuje, a Blaise to tylko jedna przygoda. Był inteligentny, ale nie potrafił tego pojąć, że będzie z kimś innym niż on sam. Przecież miało być tak wspaniałe! Wyobrażał sobie wieczorami jego i Ginny patrzących sobie w oczy o zachodzie słońca, a po chwili ich usta łączyły się w namiętnym pocałunku. Harry nie wyobrażał sobie życia bez niej! Kochał ja do czystego szaleństwa i oddał by za nią życie. Podczas drugiej bitwy o Hogwart to o nią martwił się najbardziej. Stali patrząc się na siebie. Dziewczyna ze złością i irytacja, a Wybraniec z czułością i żalem. Chociaż w klasie panowała ciemność widzieli swoje twarze dokładnie, przez zaglądający do pokoju okrągły księżyc. Gdyby tylko wystawić głowę przez okno usłyszeć można było głośne wycie wilków do księżyca i żałosne skomlenia wilkołaków. Chłopak puścił jej nadgarstki, uświadamiając sobie że trochę za mocno ją za nie ściska i zaczął:
- Ginny, błagam ja cię kocham! Lubię Blaisa, ale on nie jest dla ciebie... To co się między nami zdarzyło nic dla ciebie nie znaczy?
- Nie! Ja... Ja kocham Blaisa, ale do ciebie nie czuje nic więcej niż przyjaźń!
- Proszę, daj mi szansę!
- Harry, zrozum... Proszę, daj mi odejść - szepnęła cicho i nie wytrzymała. Kilka łez spłynęło po woli po jej twarzy zostawiając mokry ślad. Ginny wyszła z klasy i pobiegła gdzieś na oślep, zostawiając Harrego. Wybraniec osunął się po ścianie i ukrył twarz w dłoniach. Ruda była dla niego nieuchwytnym obiektem marzeń i snów. Była jak mały ptaszek którego tak trudno mu było złapać. Chciał ja mieć, ale ona tego nie chciała. Nie kochała go.. Nie czuła tego samego. Nic nie rani bardziej jak nieodwzajemniona miłość. Jedna łza poleciała z jego zielonego oka, ale od razu się opamiętał. Jeśli kogoś kochasz, daj mu odejść. On ja kochał i nie będzie zakłócał jej związku z Zabinim, ale nie pozwoli by ktokolwiek ją skrzywdził. To ona była dla niego najważniejsza i będzie o nią dbał, choćby tego nie chciała. Nie miał nikogo na świecie prócz jego ukochanego wujostwa i kuzyna. To ona była jedyną pozytywną iskierką radości w jego życiu rozświetlając najlepsze chwile. Teraz, kiedy śmierciożercy masowo uciekają z Azkabanu robi się równie niebezpiecznie jak kiedyś. Już 11 ofiar i pewnie za niedługo znajdą się w Hogwarcie. Choćby miał ją bronić pod peleryną niewidką, będzie to robił. Czuł, że Voldemort powraca. Blizna piekła go coraz częściej i zdarzało mu się nawet mdleć z bólu na lekcjach. Na pewno pierwsze w co uderzy to Hogwart - miejsce w którym przebywał jego odwieczny wróg, który zdołał go załatwić będąc niemowlakiem. To wszytko znowu się powtarzało, jakby oglądał kolejny raz ten sam film. Ból blizny, masowe ucieczki, zabójstwa... Jednak o siebie się nie bal. O strach przyprawiał go widok jego ukochanej Ginny martwej, który odwiedzał go w snach. Nie mógł na to pozwolić.
***
Białe obłoki sunęły leniwie po błękitnym niebie. Średnie, małe, niewielkie, idealne dla osób z wyobraźnią lubiących czasem położyć się na trawie lub nawet śniegu, by wpatrywać się w chmury i myśleć co one przypominają. Żyrafa? Żółw? Samochód? Wszytko! To właśnie było ulubione zajęcie Hermiony ( poza książkami rzecz jasna). Kochała, a szczególnie jesienią położyć się na trawie usłanej kobiercem kolorowych liści, założyć ręce za głowę i patrzeć rozmarzonym wzrokiem na powolne obłoczki formujące się w kształty. Mogła by tak leżeć godzinami! Niestety, tym razem nie mogła. Na zimnym, puszystym puchu, choć jest wygodnie szybko robi się zimno. Podniosła się na równe nogi i obejrzała anioła, jakiego stworzyła w śniegu. Miała w rękawach pełno zimowego puchu i czerwone policzki od mrozu. Otrzepała się że śniegu i wróciła do zamku. Chciała przedostać się niezauważalnie do dormitorium, bo Draco nie pozwalał jej wychodzić. Jeszcze dwa dni temu była o krok od śmierci przez tak zazwyczaj niepozorna chorobę. Cóż, Hermiona to Hermiona; nie usiedzi w jednym miejscu nawet przez pięć minut. Oczywiście ubrała się bardzo ciepło. Koszulka, dwa swetry, gruuba kurtka, wełniana czapka... Nie chciała zachorować na święta i na wyczekiwany bal, który miał się odbyć jutro. Cieszyła się, ale również trochę go obawiała. Prześlizgnęła cię cichcem do dormitorium i położyła się na łóżku głaszcząc swoją kotkę. Trochę jej się nudziło. Ginny poszła z koleżankami z roku pomóc im w wybraniu sukienki, a Draco gdzieś zniknął. Nie wiedziała co robić. Przewróciła się na brzuch i postanowiła odwiedzić bibliotekę. Kochała to miejsce i spokój jaki tam panował. Pogrążała się w lekturze zapominając o świece, a czas zlatywał jak z bicza strzelił. Przebrała się, uczesała i poszła do swojego ulubionego zacisznego kąta w Hogwarcie. O dziwo wszystkie stoliki były zajęte! W ostatnim, pod oknem siedziała jedną postać, ale twarzy nie widziała. Zdjęła z półki książkę "Zaklęcia domowe, poza domowe i obronne" i podeszła do ów nieznanej osoby.
- Cześć, mogę się dosiąść?
- Tak, jasne - odpowiedział jej bardzo dobrze znany głos. Zdębiała na chwilę, ale się uśmiechnęła i usiadła na drewnianym krześle.
- Ed, jak dawno się nie widzieliśmy! - Posłała trochę sztuczny uśmiech rudowłosej postaci. Ed miał brązowe, głębokie oczy, trochę piegów i był wysoki. Nie tak jak Malfoy, ale wysoki. Znała go bardzo dobrze. Kiedy miała pięć lat, na swojej mugolskiej ulicy wprowadziła się nowa rodzina. Obydwoje nie wiedzieli, że mają magiczne moce. Poznali się i od tej chwili spędzali z sobą mnóstwo czasu. Bawili się razem na pobliskim placu zabaw, ścigali się na rowerach w parku, odwiedzali się wzajemne, a potem zaczęli chodzić do mugolskiej szkoły. Tam siedzieli razem w ławce i spędzali wspólnie przerwy. W pobliskim małym sosnowym lasku mieli swoją bazę za krzakami między konarami wielkiego drzewa. Przynosili tam rzeczy z domu i spędzali całe dnie na wspólnej zabawie. Powierzali sobie najskrytsze tajemnice i sekrety, włączając w to dziwne rzeczy jakie im się przydarzały. W końcu, kiedy spędzali czas na podwórku urządzając piknik nadleciały dwie sowy. Byli bardzo zdziwieni, ale i za razem podekscytowani widząc, że trzymają w swoich zakończonych pazurami łapach listy. Zniżyły lot i zrzuciły je przed jedenastolatków. Przeczytali i podekscytowani pobiegli do rodziców. Kilka dni później pojawił się dyrektor, by wprowadzić ich w tajemniczy świat magii. 1 września udali się razem na peron 9 i 3/4. Tiara przydzieliła ich do dwóch innych domów, w których znaleźli nowych przyjaciół, zapominając o starych. I tak ich kontakt się urwał. Rzadko się widywali, a jak już to opuszczali wzrok, albo udawali że się nie widzą.
- Jak tam u ciebie leci? - Zapytał próbując odwzajemnić uśmiech, ale się mu to nie udało.
- Dobrze, a jak u ciebie?
- Również, wiesz muszę już iść. Pa. - chłopak wstał od stołu i wyszedł, a Hermiona westchnęła w duchu. Nie miała ochoty z nim rozmawiać, nie mieli o czym.
***
Ed wychodził z biblioteki, przeklinając siebie. Po co on to w ogóle powiedział? Spanikował! Miała takie śliczne oczy.. Zawsze uwielbiał w nie patrzeć. Oddalili się od siebie, ale chciał by znowu zostali przyjaciółmi. Przez cały ten czas za nią tęsknił, a teraz, kiedy przyszła okazja zwiał! Poszedł na trzecie piętro i wszedł do Pokoju Wspólnego Puchonów podając hasło posagowi praczki *. Na fotelu koło okna siedział zamyślony Charlie. Obok miał książkę o najgroźniejszych eliksirach i butelkę piwa kremowego. Nie zauważył wejścia przyjaciela do pomieszczenia. Ed podszedł i usiadł na fotelu obok bacznie przyglądając się brunetowi. Ten odwrócił głowę, by zabrać piwo kremowe i zastając oczy przyjaciela podskoczył na fotelu.
- Masz zamiar to zrobić? - Zapytał smutno Ed.
- Nie mam wyboru. Chciałem się wycofać... ze względu na ciebie oczywiście - dodał szybko - Ale.. Powiedział, że będzie to wszytko oglądał z ukrycia i... Zagroził zabiciem mojej siostry... - Spuścił głowę i jeszcze bardziej spochmurniał
- Czemu mu tak na tym zależy? Nie rozumiem tego! - Ed siedział cicho wpatrując się w wesoło tańczące płomienie w kominku. Zagroził mu.. O co może chodzić? Myśli może, że Malfoy uzna to za zdradę? Czemu chce ich rozdzielić.. Z resztą, nawet nie wiedzieli kto to. Miał maskę i nic nie chciał powiedzieć o swojej tożsamości. Dlaczego mu tak na tym zależy? Mnóstwo pytań kotłowało się w jego głowie domagając się odpowiedzi. Charlie bąknął coś i przeszedł przez okrągłe drzwi do dormitorium chłopców. Ed został jeszcze pogrążając się w myślach, aż w końcu poszedł w jego ślady. ***
Hermiona w pośpiechu pobiegła z Ginny do swojego dormitorium. Miały trzy godziny do balu, ale chciały się już przygotować. Rudowłosa poszła do siebie po rzeczy i wróciła w podskokach do przyjaciółki. Ginny miała zrobić Hermionie jakąś fryzurę, a ona zaś miała ja pomalować. To wszytko zajęło im dobre dwie godziny i w swoich pięknych sukniach rozsiadły się obok kominka na fotelach. Brunetka miała na sobie śliczną, błękitną sukienkę do ziemi z delikatnymi falbankami. Włosy miała spięte w kok z wypuszczonym loczkiem. Na nogach miała pantofelki na obcasach w również w tym samym kolorze co kreacja. Ginny miała czerwoną sukienkę z cekinami przy dekoldzie i falbankami, buty na obcasach w tym samym odcieniu i wpięty w jej długie, ogniste włosy czerwony kwiat. Obydwie wyglądały olśniewająco i uroczo. W końcu nastała godzina 17:25 a bal miał się odbyć o 17:30. Odstawiły więc puste butelki po soku z dyni i ruszyły schodami w dół na spotkanie ze swoimi partnerami niedaleko wielkiej sali. Od razu dostrzegły zmierzający ku nim śnieżnobiały rządek zębów Zabiniego i platynową czuprynę Draco. Młody Malfoy miał na sobie czarny garnitur i czarną koszule w której wyglądał niesamowicie przystojnie przez ten kontrast między jego prawie mleczną skórą i czernią. Blaise zaś ubrany był w srebrny garnitur z którego Draco się śmiał, ale nie podzielały jego zdania wzdychające wielbicielki ślizgona. Chłopcy objęli dziewczyny ramionami i weszli do Wielkiej Sali, a setka ciekawskich oczu śledziła każdy ich ruch. Rozsiedli się przy jedynym wolnym stoliku i rozpoczęli rozmowę. Zabrzmiała wolna piosenka, ale nikt nie miał odwagi wystąpić na parkiet. Nikt? Draco wstał podał rękę Hermionie i obdarzył ja zawadiackim uśmiechem, któremu nikt nie potrafiły się oprzeć. Chwilę później wirowali na parkiecie, a za nimi kilka innych ośmielonych nimi osób. Tańczyła z młodym Malfoyem prawie każda piosenkę. Czuła, że zrobiły jej się odciski w niewygodnych butach i zmęczenie. Postanowiła napić się piwa kremowego, więc podeszła do barku i zamówiła dwa kubki. Dla siebie i dla Ginny. Chłopcy jak zwykle woleli Ognista Whisky, mówiąc że piwo kremowe jest dla mięczaków. Charlie był barmanem i po kryjomu wlał amortencję do jednego kufla. Podał go prosto do ręki dziewczynie, ale ta w nagłym napadzie śmiechu po żarcie Blaisa odłożyła do na blat bojąc się go rozlać. Tak samo postąpiła Ginny odkładając kufel obok tego od przyjaciółki. Chwilę później przyszła do nich Parvati z Terencem Higgsem. Dziewczyny jakby zapomniały o swoich napojach i zajęły się rozmową, tak samo chłopacy. W końcu para odeszła i Ginny sięgnęła po piwo kremowe. Charliemu serce podskoczyło do gardła i żołądek mu się momentalnie skurczył. Chciał krzyknąć, ale już było za późno. Ginny poczuła w sobie jakieś przyjemne ciepło i miłe dreszcze. Spojrzała na barmana i zaczęła podziwiać jego śliczne, brązowe włosy, piękne oczy, rysy twarzy. Dlaczego wcześniej nie zwracała na niego uwagi?! Chciała teraz rzucić się na niego i czuła, że to ten jedyny. Chciała go złapać i nie puścić. Pochłaniała wzrokiem każdy kawałek jego ciała. Przyjaciele przyglądali się jej że zdziwieniem, a Blaise z złością.
- Czeeeeść - zaświergotała jak nigdy Ginny i mrugnęła do całego roztrzęsionego Charliego.
- Ee czeeść... - Odpowiedział niepewnie brunet polerując kieliszek.
- Co jutro robisz? Chcesz zatańczyć? - Pytała zalotnie uśmiechając się i nadmiernie szybko mrugając rudowłosa z podparta głową na dłoniach. Wpatrywała się w niego jak w obrazek.
- Ginny! Co ci jest?! - Pierwsza zapytała Hermiona.
- Choooodź to ci powiem - powiedziała przesłodzonym głosikiem i zachichotała głupiutko mrugając do Charliego. Zdenerwowana Gryfonka wyprowadziła przyjaciółkę z sali i wepchnęła ją do jakiejś klasy. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, Ginny zaczęła - Mioncia, ja się zakochałam! Ten barman... Hermi to jest coś poważniejszego! - Mówiła wciąż swoim przesłodzonym głosem. Potem zaczęła wyliczać jego zalety, ale jej słowotok przerwała Hermiona - Gin, ale ty nawet nie wiesz jak on ma na imię - złapała ja za ramiona i potrzasnęła. Ruda tylko zachichotała.
- Aby kochać, nie trzeba znać imienia głuptasie! Chce iść do mojego kociaczkaa - Gryfonka zamyśliła się na chwilę i zmierzyła wzrokiem przyjaciółkę.
- Taaak, chodźmy do niego... - złapała ja za ramię i poprowadziła do barku w którym chłopaka już nie było, ale za to siedzieli tam jej przyjaciele. Zdąrzyła tylko im rzucić dwa słowa " eliksir miłosny" i poprowadziła przyjaciółkę w stronę lochów. Przez całą drogę wysłuchiwała jej narzekań, że czemu tu nie ma jej kochanego koteczka. W końcu brunetka powiedziała jej imię chłopaka i przez resztę trasy Ginny zachwycała się nim najróżniej zdrabniając. Udało im się dotrzeć do gabinetu profesora Slughorna, ich nauczyciela eliksirów. Zapukała w masywne drzwi, które za parę chwil się otwarły.
- Dobry wieczór - powiedziała trochę zdumiona starsza kobieta, a oniemiała Hermiona na chwilę straciła mowę
*~*~*~*~*~*~
* Szukałam wcześniej gdzie znajduje się pokój wspólny Puchonów i nie znalazłam, więc wymyśliłam ten posąg praczki.
Kocham to! Czekam na następny. Przeraża mnie ta starsza kobieta :P No chyba, że tam nie Slughorna... Jestem dziwna :o Jak ty ze mną wytrzymujesz? o.O
OdpowiedzUsuńNo chyba, że tam nie ma Slughorna* xD
UsuńHej, super rozdział <333333
OdpowiedzUsuńHejka chciałam cię poinformować że oznaczyłam twojego bloga na mojej stronie Nie wiesz kto to Harry Potter ? Nawet się do mnie nie zbliżaj . no i mam dzieję że tym w jakiś drobny sposób ci pomogłam i zachęciłam do pisania bo teraz chyba będzie więcej czytelników <3
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Cyźka<3
Dzięki tobie przeczytałam tego bloga :)
UsuńCzyli jednak się opłacało <3
UsuńBąrdzo ci za to dziękuję! Nie wiem jak się odwdzięczyć.. Postaram się jak najszybciej dodać nowy rozdział :D
UsuńNaprawdę nie ma za co <3 to była przyjacielska przysługa :D co z tego że się nie znamy nie utrzymujemy kontaktów chciałam trochę pomóc no i chyba wyszło :D
UsuńPozdrawiam i życzę więcej fanów
Cyzia
tylko może daj na siebie jakiś namiar typu GG - jeśli chcesz :D
UsuńTak, właśnie miałam taki zamiar :D Dam mój numer w nastepnzm rozdziale :D i jeszcze raz dzięki <3
UsuńZajebisty blog. Przepraszam za pierwsze słowo xD Ale to święta prawda ! Nie przejmuj się małą ilością komentarzy. Pisz dla tych, którzy Cię czytają. Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ! Weny życzę :D
OdpowiedzUsuńJejku, dziękuję :D przepraszam, za brak rozdziałów ale nie mam weny i ochoty jakoś :( postaram się go jak najszybciej napisać :3
UsuńJuż się nie umiem doczekać :D
UsuńW tym tygodniu będzie :D
UsuńFajny blog, bardzo ciekawy! c:
OdpowiedzUsuńświeeetny <3 leci do obserwowanych zapraszam do mnie : hellomyawesomefriend.blogspot.com
OdpowiedzUsuńWspaniały!!!!!<3
OdpowiedzUsuńSuper, właśnie cały skończyłam czytać :) Tylko mam małą sugestię - mogłabyś pisać jakimś innym kolorem czcionki? Trochę źle mi się czytało. Nie wiem, czy to tylko ja, czy ktoś jeszcze ;) Na pewno byłbym wdzięczna ^^ Życzę weny! ;D
OdpowiedzUsuńSpróbuję to jakoś zmienić :) i dziękuję :* wena wróciła i połowa następnego rozdziału już jest :D
UsuńMasz niesamowity talent. :) piszesz praktycznie jak profesjonalistka. :) Gratuluję. ;) Czekam na kolejny rozdział. :))
OdpowiedzUsuńme gusta twój blog :D <3
OdpowiedzUsuńkiedy next ??
OdpowiedzUsuńJuż większość rozdziału napisana. Raczej będzie jutro :D
UsuńNie mogę się doczekać. :)
UsuńTen rozdział jest SUPER SUPER SUPER!
OdpowiedzUsuńMasz wielki talent i to WSPANIALE, że go wykorzystujesz! Twoje opowiadania są świetne! Żadnych błędów! Nic tylko się cieszyć! Życzę duuuuuuuuuuuuuużo weny!
Pisz dalej i nie przerywaj :) Masz talent :D
OdpowiedzUsuń