środa, 31 lipca 2013

Rozdział 11

   Minęło kilka dni. Mróz na dworze robił się coraz większy, a warstwa śniegu na ziemi i drzewach stawała się coraz grubsza. Z dachu chatki Hagrida zwisały sopelki lodu, a przenikające przez nie światło sprawiało, że wyglądały jak z kryształu. Miekki i delikatny śnieg skrzył się w świetle nieśmiało wychylającego się zza chmur zimowego słońca. Niewiele uczniów spędzało czas wolny na zewnątrz, ponieważ mróz szczypał w policzki, a podmuchy wiatru chlastały zimnem ich twarze. Czasami widać było z okna jak na błoniach, chłopcy ubrani w ciepłe kurtki, czapki, rękawiczki i szaliki ze swoich domów oraz z czerwonymi nosami z zimna rzucali śnieżkami w dziewczyny. Jedne uciekały, a inne wręcz przeciwnie; atakowały zasypując chłopców lawiną śniegu. Raz po raz wspólnie budowali bałwany, kładąc im na glowy stare czapki lub jakieś miseczki, a jako nos dając zabrane z kuchni marchewki. Większość uczniów wolało spędzać czas w pokoju wspólnym z przyjaciółmi przy ciepłym kominku, lub w spokoju czytając w zacisznej bibliotece. Kilkoro osób przychodziło po eliksir na katar, kaszel lub ból gardła do pani Pomfrey. Podczas wypadów do Hogsmade łatwo było się nabawić choroby, chociaż czarodzieje są bardziej odporni. Zazwyczaj wiele ludzi nie przepada za zimą. Nudzi ich ta monotonność; wszędzie biało i ponuro, a słońce ukrywa się za chmurami. Zimno daje im się we znaki i tylko marzą o wiośnie i lecie by znów ubrać się w krótkie spodenki, a nie otulać się szalikami. Wiele osób, ale nie Draco. On uwielbiał zimę, kochał patrzeć jak białe płatki śniegu delikatnie spadają z nieba i opadają na bezlistne drzewa, które zdawały mu się zasypiać, by na wiosnę znowu się obudzić i zakwitnąć. Lubił ten zimny wiatr targający mu włosy i mróz szczypający policzki. Od dziecka uwielbiał zimę, chociaż jeszcze nigdy nie ulepił bałwana, ani nie brał udziału w bitwie na śnieżki. Kiedyś chciał zbudować igloo z Blaisem, ale rodzice powiedzieli mu, że nie wypada. Nie robił tego również w Hogwarcie, chociaż patrzał na wesoło bawiące się dzieciaki z zazdrością. W tym roku, chciał to zmienić. Zabini kiedy był dzieckiem, miał o wiele lżej od Dracona. Pomimo iż był arystokratą, pozwalano mu na pewne wybryki, których młody Malfoy nie zaznał. Kupowano mu na urodziny, święta i inne okazje zabawki, jak normalnemu dziecku. A Draco? Draco dostawał pieniądze. Kiedy miał 13 lat ojciec kupił mu jakąś małą firmę. Jedynym prawdziwym prezentem była miotła, którą ma do teraz. Podczas, gdy inne dzieci bawiły się misiami, samochodzikami, chodziły na place zabaw i wracały wieczorem niechętnie z podwórka, Draco brał lekcje etykiety, tańca, gdy na fortepianie. A nienawidził fortepianu! Przez jakiś czas uczył się potajemnie gry na gitarze, do czasu gdy ojciec go nakrył. Miał wszystko, a nie miał nic. Rodzice przysyłali mu pocztą najdroższe słodycze w całym magicznym świecie, ale nigdy nie spytali się, czy je lubi. Ślizgon tak naprawdę zazdrościł Weasleyom. Panowała tam taka miła atmosfera… a jego rodzice tylko pouczali go jaki ma być. Brakowało mu ojca, który wiecznie nie miał czasu. Oczywiście Lucjusz nie był dobry dla swojego syna i czasami za niewielki przejaw nieposłuszności dochodziło do rękoczynów. Kiedyś chciał rzucić na niego klątwę cruciatus, ale matka stanęła przed nim i obroniła własnym ciałem. Tak jak Granger… Mimo to chciał z nim spędzić czas na wspólnej grze w quiddichu lub zabawie. Kiedy powiedział w wakacje, że chciałby zagrać myślac, że ojciec pójdzie z nim na boisko; zamówił prywatnego nauczyciela quiddicha. Nie przykładał się do tych lekcji. Chciał spędzić czas z rodziną, ale oni nie robili nawet wigilli. Świąteczna choinka w ich wielkim, ekskluzywnym domu nigdy nie stała. Jedynie matka okazywała mu jakąkolwiek czułość, a on kochał ją najmocniej jak potrafił. Zawsze go wspierała i pomagała. Teraz Lucjusz Malfoy siedzi w Azkabanie i do końca życia z niego nie wyjdzie, za te wszystkie morderstwa z zimną krwią. A co matka powie na to, że chodzi z dziewczyną nieczystej krwi? Będzie musiała się z tym pogodzić… chociaż wierzył, że nie będzie zła. Mówiła mu kiedyś, by wybrał dziewczynę którą kocha. A to co czuł do Granger, to było coś więcej niż przyjaźń czy sympatia. Nie wyglądało to też na zauroczenie, które z chwili na chwilę pęknie jak bańka mydlana. Czuł to co nigdy do żadnej dziewczyny, a miał ich wiele. Chciał by była blisko niego, chciał czuć jej bliskość. Nie muszą rozmawiać, ma po prostu być przy nim. Chciał ją na zawsze. Kochał jak się uśmiecha, jak się śmieje lub złości. Mógłby ją oglądać całymi dniami. Często zerka na fotografię przyniesioną przez kotkę od gryfonki, zastanawiając się co teraz robi. Kiedy rozmawiała z jakimś innych chłopakiem, on dostawał białej gorączki i chciał go rozszarpać. Nie ważne, czy spytała się o zadanie, czy o coś innego. Chciał by była jego, już na zawsze.


       Przeciągnęła się leniwie na łóżku i przetarła oczy. Była sobota, więc mogła sobie jeszcze trochę poleżeć, ale jakoś nie chciała. Wstała i podeszła do miseczki od kota, który jeszcze sobie smacznie spał na poduszce obok. Nasypała do pełna karmy i wymieniła wodę w miseczce. W satynowej koszuli nocnej usiadła na parapecie i patrzała na błonia. Woda w jeziorze już prawie zamarzła, ale kałamarnica wynurzała swe macki na powierzchnię w nieoblodzonych miejscach. Śnieg znowu zaczął sypać, a dziewczyna wzdrygnęła się na myśl, że będzie musiała iść dziś na mecz. Prosiła w myślach, by nie padało ponieważ bała się o Harrego .. i Dracona. Wiedziała jak wysoko wzbijają się do góry za zniczem. Usłyszała ciche chrobotanie i gwałtownie odwróciła głowę. To Wenus przebudziła się i jadła swoja karmę. Zwraca uwagę na najmniejszy dźwięk, zostało jej to z poszukiwania horkruksów. Podczas wart przy namiocie w nocy, trzeba było mieć się na baczności. Przypomniała sobie o Ronie… zamknęła oczy, ale jedna łza spłynęła po jej policzku. Od razu się opamiętała. Ona sama nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć… i nawet się go bała. Unikała go jak ognia i robiła wszystko, by nie zostać z nim sam na sam. Obawiała się, że chłopak coś jej zrobi. Tyle się zmieniło… przyjaciel stał się wrogiem, a wróg przyjacielem… a może czymś więcej? Czuła coś do Dracona. Coś innego niż do Rona, owszem kochała go kiedyś, ale jakoś… inaczej? Dosyć mało o nim myślała, a Daco ciągle siedzi w jej głowie. I boi się o niego… co jaby znowu doszło do takiej sytuacji jak na wróżbiarstwie? Ron zaślepiony zazdrością jest zdolny do wszystkiego. Nie panuje nad sobą. Potrafi skrzywdzić przyjaciela… Wiedziała, że rudzielec wciąż coś do niej czuje, ale on stracił jej przyjaźń i zaufanie na zawsze. Nieodwołalnie. Wyrwała się z zamyślenia i nawet nie zauważyła, kiedy kotka wskoczyła jej na kolana. Położyła ją na podłogę po czym poszła wziąć prysznic. Uczesała włosy, umyła zęby i ubrała ciepłą, ciemnoszarą bluzę z napisem z przodu, jeansy i buty. Wyszła z dormitorium. W pokoju wspólnym nikogo nie spotkała. Na stole leżało kilka książek i rozwalonych pergaminów. Draco pewnie do nocy się uczył. Westchnęła cicho, przez to wszystko trochę zaniedbała naukę. Postanowiła przejść przez pokój gryfonów. Przeszła przez krótki korytarzyk i za drzwiami zastała Ginny, która właśnie zeszła ze schodów. Ucieszyły się na swój widok i jak zwykle przytuliły na powitanie. Wyszły przez dziurę w portrecie na schody i skierowały się do Wielkiej Sali na śniadanie rozmawiając.
- Gin, a o co ty się wtedy z Blaisem założyłaś? – zapytała zaciekawiona Hermiona. Jakos nie miała okazji by się wcześniej zapytać.
- haha no tak.. – zaśmiała się – o to kto wygra mecz. Jak wygrają Gryfoni, Blaise zatańczy na środku Wielkiej Sali podczas obiadu swój taniec w krótkiej, różowej sukience – ponownie się zaśmiała – a jak ślizgoni wygrają… to mam się z nim umówić. Wiesz był już trochę podpity, pewnie zapomniał o zakładzie.
- Umówić? – zapytała – noo zobaczymy czy zapomniał. Właśnie tam stoi i nam macha – podniosła rękę i energicznie odmachała Zabiniemu i Draconowi. Ginny zrobiła to samo. Ledwo podeszły do chłopaków, a Blaise powiedział – Mam nadzieję, że pamiętasz o naszym zakładzie! – na te słowa Ginny leciutko się skrzywiła, ale na jej twarz od razu ponownie wpłynął uśmiech.
- Pamiętam, szykuj kieckę na twój taniec! Wygramy! – krzyknęła śmiejąc się
Dziewczyny poszły do stołu Gryfonów, a chłopcy do Ślizgonów. Hermiona zrobiła sobie kanapkę i zaczęła jeść. Poczuła na sobie czyiś wzrok. Odwróciła się i zastała tam uśmiechniętą, bladą twarz blondyna. Odwzajemniła ten uśmiech i wróciła do jedzenia. Wkrótce pojawiła się wyraźnie podekscytowana Parvati. Szybko zjadła i pobiegła ostatni raz omówić taktykę z Harrym. W jej kroki poszła również Ginny, a Gryfonka została sama. Dokańczała śniadanie, aż nagle naprzeciw niej usiadł Ron, z braku innych miejsc. Sąsiadujący z nim gryfoni posłali mu niechętne spojrzenia i wrócili do rozmowy i jedzenia. Od czasu rzucenia uroku na Hermionę, nikt z nim nie chciał rozmawiać i wszyscy żywili do niego niechęć. Brunetka pospiesznie wstała od stołu i wyszła z Sali, a Ron nawet nie zwrócił uwagi. Jej ruchy śledziło spojrzenie Dracona, który także wstawał, by omówić taktykę.
Dziewczyna wbiegła do dormitorium i przebrała się w cieplejsze rzeczy. Wiedziała, że zmarznie. Założyła na szyję szalik w barwach Gryffindoru i wybiegła kierując się w stronę wyjścia. W drodze do boiska spotkała Lunę, która miała na głowie wielką głowę lwa. Podeszła szybkim krokiem do ławek, ale ktoś zagrodził jej drogę.
- My z Blaisem mamy nadzieję, że będziesz nam kibicować. – Powiedział Draco, owijając jej szyję w barwach Slytherinu. Wyglądała śmiesznie w dwóch szalikach i strasznie ją dusiły.
- O nie, nie. Przepraszam, ale kibicuję oby dwóm drużyną. – zdjęła szalik i wciasnęła do ręki ślizgona.
- Obydwóm, ale masz szalik z Gryffindoru – uśmiechnął się złośliwie ponownie zakładając jej na szyję swój szalik. Dziewczyna westchnęła.
- Ale jak ja będę wyglądać w dwóch szalikach?
- Normalnie – powiedział obojętnie zawiązując szalik w luźny węzeł. Hermiona przytuliła go i szepnęła do ucha – Powodzenia – po czym poszła zająć miejsce na trybunach. Ron choć nie mógł grac już w drużynie, zjawił się na meczu i patrzał z nienawiścią na Hermionę i Dracona. Podkradł się do skrzyni z piłkami i szepnął jakieś zaklęcie celując w tłuczka. Ten błysnął przez chwile lekko na biało i zgasł. Jak gdyby nigdy nic Rudzielec usiadł na ławce.
Zdziwione spojrzenia skierowały się na Hermionę z powodu dwóch szalików, dwóch wrogich domów. Chociaż wielu wiedziało, że między Gryfonką, a Draconem cos jest nie mogli się napatrzeć. Dziewczyna ignorowała te spojrzenia i przyglądała się boisku. Nagle wyszła pani Hooch, a za nią dwie drużyny. Jedna w szkarłatno złotych szatach, a druga w szmaragdowo srebrnych.
- Ma to być ładna i czysta gra! – rozległ się głos Ronaldy po całym boisku. Kapitanowie podali sobie dłonie, ale nie żywili do siebie takiej niechęci. Złoty znicz okrążył głowy szukających i zniknął im z oczu. Gra się rozpoczęła. Draco wzbił się w górę rozglądając się za złotą piłeczką. Leciał i okrążał boisko kilkakrotnie, ale go nie widział. Harry najwyraźniej także. Nagle zauważył złoty błysk przy jednej z wież. Popędził w tamtą stronę. Tłuczek prawie strącił go z miotły, zrobił unik w ostatnim momencie. Znicz zniknął mu na chwile z oczu, ale ponowie go zauważył. Harry także zobaczył złotą piłeczkę i popędził w jej stronę. Tłuczek zdawał się gonić Dracona. Skręcal, zniżał lot, wzbijał się wyżej a brązowa piłka siedziała mu na ogonie. Szukający zgubili znicza. Wybraniec wolno leciał patrząc na mecz z góry. Walka była zacięta. Oby dwie strony równie szybko zdobywały punkty. Malfoy bez skutku próbował pozbyć się natrętnego tłuczka. Teraz już był pewny, ze ktoś go zaczarował. Złota piłeczka przeleciała mu przed nosem. Zaczął ją ścigać. Nagle tłuczek zawisł w powietrzu. Rozległ się ogłuszający grzmot, a wszyscy widzownie z niepokojem wpatrywali się kulę dymu, w której zniknął Malfoy. Rozległy się krzyki, gra na chwilę ustała. Dyrektorka poderwała się z krzesła i wybiegła na boisko. Hermionie serce biło jak oszalałe. Tak bardzo się bała. Nagle z pod kłębów czarnego dymu wyleciała czarna z sadzy postać trzymająca coś kurczowo w ręce. Draco wylądował na ziemi i usiadł ciężko kaszląc. Wzniósł nad głowę złotą piłęczkę. Rozległy się ciche wiwaty, ale większość była zainteresowana stanem chłopaka. McGonagal podbiegła do Dracona i wyszeptała kilka zakęć. Chciała go zabrać do skrzydła szpitalnego, ale ślizgon od razu stanął na równe nogi i zaprzeczył. Chciał być na imprezie w pokoju wspólnym, a wcale tak źle się nie czuł. Po prostu nawdychał się dymu próbując złapać znicza. Dyrektorka upierała się na tym by poszedł, ale przytało na tym, że został. Drużyna ślizgonów podbiegła do niego ucieszona i wzniosła na rękach. W śród nich była także wyraźnie zaniepokojona gryfonka. Stanął z powrotem i zanim Hermiona zdążyła coś powiedzieć przytulił ją do siebie. Ślizgoni stanęli wokół nich w kółku, a gryfoni z smętnymi minami wrócili do szatni. Jeszcze nie wszystko stracone, będą grali jeszcze jeden mecz. Do tego czasu będą ciężko jak nigdy trenować. Nie chcieli stracić pucharu quiddicha. Jedynie jedna rudowłosa dziewczyna podeszła z dosyć zawiedzoną miną do bardzo radosnego Blaisa, który ku jej zdumieniu wziął ją na ręce i podrzucił do góry. Harry patrzał na to wszystko z nietęgą miną, a jego humor ponownie się pogorszył. Roześmiany Zabini wraz z zdziwioną Ginny podeszli do Hermiony i Draco.
- Hej idziecie na imprezę do nas? – zapytał gryfonki Diabeł
- Niee, no co ty! Gryfonki na imprezę do Slytherinu? – zapytała Ginny z niedowierzaniem patrząc na Blaisa. – Co z waszą reputacją? – dodała udając przejęcie
- Spokojnie, dużo osób z innych domów przychodzi do nas. – powiedział Malfoy obejmując w tali Hermionę.
- Hmm – zamyśliła się ruda – Miona, idziemy?
- Noo nie wiem.. – odpowiedziała Hermiona patrząc w ziemię. Śnieg zaczął prószyć i białe śnieżynki spadały na jej bujną czuprynę.
- Chodźmy! – powiedziała pewnie Ginny – Będzie fajnie. Wracajmy może do zamku. Przemarzłam do szpiku kości! – Cała czwórka ruszyła w stronę zamku, rozmawiając i śmiejąc się razem. Prze drzwiach do wielkiej Sali blondyn szepnął do ucha brunetce – Będę tu na ciebie za godzinę czekał.

wtorek, 30 lipca 2013

Rozdział 10

Nie jestem za bardzo zadowolona z tego rozdziału :<



Słabe promyki słońca przedarły się przez gałęzie i brązowo-złote liście dębu który stał od wielu lat za oknem. Padały centralnie na twarz śpiącej dziewczyny, która skrzywiła się oślepiona przez jesienne jeszcze słońce. Zakryła oczy prawą ręką, która już nie była taka blada. Jej policzki się zaróżowiły; wyglądała już zdrowo i normalnie. Odsunęła dłoń i otworzyła oczy. Przymrużyła je na początku. Odwróciła głowę w lewo i zobaczyła słodko śpiącego Dracona. Kilka blond kosmyków włosów padały mu na oczy. Przytulał ją jak ulubionego misia, a na lego twarzy widniał lekki uśmieszek. Policzki miał różowe, a usta lekko rozchylone. Hermiona uśmiechnęła się pod nosem i zaczęła delikatnie głaskać go po głowie. Kiedy jej dłoń dotknęła jego włosów, spiący chłopak przytulił ją mocniej. Dziewczyna cichutko jęknęła, bo rany; choć już prawie zagojone wciąż bolały. Maskotka leżała tuż przy jej głowie, więc odsunęła ją i położyła koło siebie. W brzuchu jej głośno zaburczało. Była naprawdę głodna, ale nie chcąc budzić Malfoya wzywaniem Stworka zabrała paczuszkę Fasolek Wszystkich Smaków, które przyniosła jej Ginny. Zatopila rękę w kolorowych fasolkach i wyciągnęła jedną. Jasnobrązowa z ciemnobrązowymi plamkami. Skrzywiła się, bo nie wyglądała ciekawie, ale włożyła ją do ust. Odetchnęła z ulgą. Były o smaku toffie, a ona tak lubiła toffie! Kiedy zjadła pierwszą, wylosowała następną. Była ciemnozielona. Hermiona zawahała się, ale niepewnie włożyła do ust. Ogórkowy! Już myślała, że smarki. Gryfonka bardzo lubiła te fasolki. Ta niepewność… może to truskawkowy, a może chilli? Już chciała sięgnął po następną, gdy chłopak wydał z siebie pomruk i ziewnął przeciągle. Przeciągnął się na łóżku, prawie z niego spadając, bo było zbyt wąskie. Kiedy w ostatniej chwili się złapał, by nie upaść zrobił dziwną minę. Dziewczyna pasknęła śmiechem, przypadkiem rozsypując kilka fasolek. Draco także zaczął się smiać. Dobrze, że w skrzydle szpitalnym nikt jeszcze nie leżał, bo na pewno by go obudzili.
- Fasolki wszystkich smaków? – powiedział z lekko ironicznym uśmiechem patrząc na pudełeczko w ręce Gryfonki.
- Jasne! – odpowiedziała śmiejąc się i podłożyła pod nos paczuszkę, rozsypując przy tym znowu kilka fasolek. Ślizgon patrzał przez chwilę na fasolki, po czym zamknął oczy i zanurzył rękę. Wyciągnął żółtą fasolkę i bez zastanowienia włożył ją do ust. Skrzywił się lekko, ale po chwili znowu na jego twarz zagościł uśmiech.
- Co to za smak?
- Bananowy… - powiedział ponownie się krzywiąc – nie lubię bananów!
- A czemu ich nie lubisz?
- Boo nie lubie! – mówiąc to zrobił minę upartego dzieciaka, któremu ktoś zabrał lizaka.
- Ehh jak chcesz, ja tam lubię – powiedziała odkładając pudełeczko spowrotem na szafkę. Kwiaty w wazonie już lekko podwiędły, ale wciąż były ładne. Kiedy odwróciła głowę jej twarz, napotkała twarz Malfoya. Poczuła jak zwykle przyjemne dreszcze. Patrzała w jego szaroniebieskie oczy, które nie były zimne, lecz przyjemne i uśmiechnęte. Były w nich błyski, jakich wcześniej nie zauważała. Byli tak blisko. Już podnosiła rękę, by pleść palce w jego jasne włosy, ale nagle zza zasłony wyłoniła się wyraźnie zdumiona pani Pomfrey. Odchrząknęła znacząco, jakby jej nie zauważyli i od razu odsunęli się od siebie. Draco w mgnieniu oka znalazł się na krześle obok łóżka.
- Proszę panno Garnger wypić eliksiry. Za dwa dni, będzie pani mogła opuścić skrzydło szpitalne. A pan, panie Malfoy, proszę iść na lekcje. – powiedziała zwracając się do Dracona. Przez chwilę się namyślał, ale w końcu z niechęcią wstał i posłał Hermionie trochę smutne spojrzenie. Pani Pomfrey podała Gryfonce trzy fiolki. Jedna z dziwnym, śmierdzącym czerwonym płynem na który dziewczyna się skrzywiła, ale wypiła do dna. Następne dwie’ niebieska i żółta prawie bez smaku. Hermiona padła na poduszkę i niemal od razu zasnęła. Pielęgniarka uśmiechnęła się leciutko pod nosem i zasłoniła okno, by światło słoneczne nie przeszkadzało dziewczynie. Szczerze dziwiło ją to wszystko… najlepszy przyjaciel panny Granger rzucił na nią czarnoksięskie zaklęcie, a wróg z którym Hermiona użerała się przez tyle tak, czuwa całymi dnami przy jej łóżku. Czyżby dwie osoby z wrogich domów mogły się pokochać?


***

Spocony Harry po ciężkim treningu zsiadł z miotły. Włosy sterczały mu na wszystkie strony, a ręce zamarzły mu z zimna. Pani Pomfrey mówiła, by na razie przestał grać i trochę odpoczął, ale mecz ze ślizgonami zbliżał się nieubłagalnie. Musi być w dobrej formie i drużyna go potrzebuje. Był kapitanem i musiał wymyśleć jakąś taktykę. Nie szło mu w tym roku za dobrze, ale jakoś da radę. Rona wywalili z drużyny i musiał znaleźć innego obrońcę. Zebrał wszystkich chętnych na boisku. Parvati nie przepuściła ani jednego gola! Zawsze myślał, że ona nie umie grać w quiddicha. W tym roku mieli niezłych zawodników, ale to nie to samo co kilka lat temu. Kiedy Fred i George byli pałkarzami… albo kiedy obrońcą był Oliver… oczywiście Ritchie Coote i Jimmy Peakes  jako pałkarze tez byli dobrzy. Bał się, że ślizgoni będą mieli lepszą taktykę. Zaciskał i lozluźniał znarznięte palce wchodząc do szatni. Czuć było nadchodzącą zimę. Zimny wiatr przemrażał do szpiku kości. Słońce zasłoniły białe chmury. Reszta drużyny już dawno poszła do ciepłego zamku, ale on chciał jeszcze trochę poćwiczyć. Wszedł do szatni i zaczął ściągać strój do quiddicha nie zauważając Ginny, która siedziała na ławce obok, już normalnie ubrana. Odwrócił głowę na bok i aż podskoczył widząc rudą czuprynę. Spojrzała na niego i niepewnie się uśmiechnęła.
- Cześć Ginny, co tu robisz? – zapytał zdziwiony Harry, zakładając zwykłą koszulkę, a tą z quiddicha pakując do torby.
- Cześć, chciałam ci pomóc w wymyślaniu taktyki.. – zaczęła – widzę, że jeszcze jesteś dosyć słaby. Powinieneś odpocząć.
- Nic mi nie jest Gin, nie martw się – powiedział odwracając głowę w stronę dziewczyny uśmiechając się przy tym. Podobała mu się już od jakiegoś czasu. Jest inna niż reszta dziewczyn. Uwielbiał z nią rozmawiać i spędzać czas, choć trochę go to krępowało. – Dam sobie radę z taktyką. – Ubrał swoją spraną już trochę kurtkę i zawiązał buty. Ruda zrobiła lekko zawiedzoną minę, ale wybraniec tego nie zauważył. Chciała z nim spędzić trochę czasu. Nic nie odpowiedziała, bo harry nie zgodziłby się na pomoc. Wyszli razem, a chłodny wiatr rozwiał rozpuszczone, ogniste włosy dziewczyny. Chłopak patrzał na to oczarowany, nie myśląc jak przy tym wygląda. Ginny się zaśmiała, a on wrócił do siebie. Szli razem przez błonia rozmawiając przy tym i śmiejąc się razem. Nagle na ich głowy zaczęła spadać pojedyncze krople deszczu, który po paru chwilach zamienił się w śnieżnobiałe śnieżynki, które zaczynały coraz gęściej padać. Pokrywały trawę i drzewa. Kiedy byli już blisko wrót do zamku rozpętała się wichura. Duże płatki śniegu padały gęsto z białych chmur. Weszli razem do pokoju wspólnego. Wielu pierwszoroczniaków pchało się do okna, by obejrzeć jak śnieżnobiały puch pokrywa błonia. To była ich pierwsza zima w Hogwarcie. Na fotelu obok kominka siedział samotnie Ron. Ginny lekko szturchnęła łokciem Harrego i pokazała głową na rodzielca. Zawalony pergaminami gryfon spojrzał smutno w stronę przyjaciela i siostry. Wybraniec odwrócił wzrok, a Ruda zmierzyła go wściekłym spojrzeniem. Złapała niespodziewanie za łokieć Harrego i pociągnęła go do swojego dormitorium.

***

Dwa dni później Hermiona została wypisana ze skrzydła szpitalnego. Zabrała swoje rzeczy i wraz z przyjaciółmi opuściła sale. Z jednej stromy Parvati zachwycała się dostaniem do drużyny quiddicha, a z drugiej Ginny i Harry opowiadali o Ronie. Levander która szła troszkę przed Patil mówiła o jakiejś imprezie. Tylko ślizgon siedział cicho. Przy portrecie Grubej Damy rozdzielili się i dalej szła tylko z Ginny i Draco. Rudowłosa mówiła o zbilżającym się meczu, a Malfoy nadal milczał. Tylko uśmiechał się leciutko. Weszli do Pokoju Wspólnego Prefektów Naczelnych i rozsiedli się wygodnie na kanapie. Gryfonka wezwała Stworka, a Draco poszedł do swojego dormitorium po ognistą. Skrzat przyniósł im po kubku gorącej czekolady i po ciastku z jagodami. Młody Malfoy nalał każdemu do szklanki bursztynowego płynu. Rozmawiali w najlepsze, aż nagle do pokoju wszedł niespodziewanie uśmiechnięty Blaise i rozsiadł się naprzeciw dziewczyn. Cała czwórka śmiała się do łez z żartów Blaisa i Ginny. Po jakimś  czasie ruda i Zabini zaczęli się kłócić kto wygra mecz. Przekrzykiwali się nawzajem śmiejąc się głośno. W końcu założyli się o zwycięstwo obydwoje święcie przekonani, że wygrają. Hermiona z Draco zaczęła się sprzeczać na temat starożytnych runów. W końcu, kiedy wszyscy byli już lekko podpici, Blaise wyczarował radio i zaczęli tańczyć. Bawili się w najlepsze. Zabini popisywał się dziwacznymi tańcami i o mało co nie przewrócił stolika. Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Nagle Ginny na chwilę zniknęła. Wróciła z pudłem w ręku. Rozłozyła matę z kolorowymi kółkami na ziemi. Chłopcy patrzeli na to zdziwieni, a Hermiona zaśmiała się.
- Gin, skąd to masz?
- A tata mi kiedyś przyniósł! Twister to się nazywa, czy jakoś tak.
- A na czym to polega? – Zapytał wyraźnie zaciekawiony Draco.
- Kręcisz tym – wskazała na prostokątną tarczę z wskazówką i wyjaśniła im zasady gry. Zaklęciem zakręciła wskazówką.
- Lewa ręka na czerwone! – krzyknęła Hermiona. I tak grali przez długi czas śmiejąc się przy tym. Pierwszy odpadł Blaise, bo tak się śmiał, że noga mu się poślizgnęła. Ruda okazała się mistrzem w tej grze. Wszystko to robili przy muzyce, więc Zabini rozbawiał ich swoim tańcem. Kiedy grali jakiś piąty raz, tak bardzo się wszyscy poplątali, że nie dało się zakręcić wskazówką. Kiedy Hermiona próbowała wyciągnąć rękę w stronę kolorowej tarczy wszyscy się przewrócili z głośnym śmiechem. Porozmawiali trochę i towarzystwo się rozeszło. Gryfonka i Malfoy pożegnali się uśmiechem i weszli do swoich dormitoriów. Dziewczyna wzięła jeszcze szybki prysznic, po czym od razu zasnęła.

niedziela, 28 lipca 2013

Rozdział 9

Już drugi rozdział dziś! Nie wiem w jakich odstępach czasu będą pojawiały się nowe notki. Może dwie na dzień? Może jedna na tydzień? Nie wiem, nie wiem :) Miłego czytania!



Harry położył rękę na ramieniu Ginny. Ona od razu go zrozumiała i wstała. Wybraniec jeszcze raz spojrzał na Dracona, po czym wyszedł razem z rudowłosą. Malfoy przez całą noc siedział przy dziewczynie. W końcu zasnął z głową na jej kolanach.


***

Ron biegł korytarzami na oślep. Wpadł na jakąś zbroje, wstał i pobiegł dalej. Pędził po schodach jakby go ktoś gonił. Wykrzyknął ze złością w głosie hasło grubej damie. Ta zrobiła oburzoną minę, ale odsunęła się ukazując wejście. Pokój wspólny świecił pustkami. Rudzielec wbiegł do swojego dormitorium i zatrzasnął drzwi zamykając je na klucz. Oparł się u nie plecami i osunął się na ziemie. Zaciskał pięści tak mocno, że po jego rękach płynęły stróżki krwi. Wstał i krzyknął ze złości na samego siebie. Kopnął kufer i usiadł na parapecie. Kolejny przyjaciel przez niego cierpi. Nie wytrzymał, chciał skrzywdzić Malfoya. Z zazdrości? Tak, z chorej zazdrości. Harry miał absolutną rację co do tego. Był zły na Hermionę. Wściekły jak cholera, ale nie chciał jej nic zrobić. Nie przewidział tego, że wskoczy przed Malfoya. Przez glowę przechodziły mu różne zaklęcia, ale wybrał to najgorsze z nich. Nie umiałby zabić, chciał tylko okaleczyć… by poczuł jak boli go jego serce, gdy widzi ich razem. Jaki był jego plan? Skłócić ich ze sobą i znowu mieć przyjaźń Hermiony. Ale nie, wszystko spieprzył. Nie umiał się opanować, wstał i rzucił zaklęcie. Jednak chwilę przed rzuceniem uroku zawahał się. Spotęgowała nienawiść i zazdrość. Gdyby to trafiło Malfoya Hermiona i tak by mu nie wybaczyła. Wszystko rozwaliło się jak domek z kart. Harry się już do niego nie odezwie, a Miona pewnie na niego nie spojrzy. I co mu dał ten upust złości? Tylko nienawiść przyjaciół z którymi tyle przeżył. Zachował się okropnie.. ba to mało powiedziane! Pewnie cała szkoła już o tym wie. Co powiedzą nauczyciele? Pewnie wywalą ze szkoły. Nie zda OWTM’ów, nie znajdzie pracy. Matka? Matka będzie na niego wściekła. Co zrobi ze swoim życiem? Okno. Wystarczy otworzyć i skoczyć. Życie pęknie jak bańka mydlana, a problemy znikną. Odpędził od siebie te myśli. Samobójstwo to tchórzostwo, ucieczka przed problemami. Oparł czoło o szybę i zamknął oczy. Przypomniały mu się te wszystkie chwile spędzone z przyjaciółmi. Pierwszy rok… poszukiwanie kamienia filozoficznego, quiddich.. poszukiwanie komnaty tajemnic i wielki ból kiedy spetryfikowano Hermionę. Trzeci rok ratowanie Syriusza i Hardodzioba przez Hermionę i Harrego, kiedy on leży w szpitalu. Czwarty rok.. wzątpienie w Harrego, kiedy Hermiona wciąż mu wierzyła. Kolejne lata… wojna. Ten strach i żal kiedy HAgrid przyniósł ‘martwego’ Harrego i pocałunek…  Wszystkie sceny spędzonej razem przyszłości Ron miał przed oczami. Było by tak pewnie dalej, żyli by w przyjaźni gdyby nie on. Gdyby nie jego chorobliwa zazdrość. Te wszystkie chwile spędzone w Norze i wspólna gra w quiddicha… Pewnie teraz wszyscy się od niego odwrócą i nie będą chcieli go znać. Nie dziwił się; sam by zrobił to samo.  Tak bardzo chciał cofnąć czas do tego poranka w którym pokłócił się z Harrym. Wyrzuty sumienia paliły go jak rozpalone do białości żelazo. Pewnie właśni bracia będą go nienawidzić. Uwielbiali Harrego, dał im nagrodę za turniej trójmagiczny na rozwój ich sklepu, a Fred kiedyś się podkochiwał w Hermionie. Ginny mi tego na pewno nie wybaczy. Wiedział to na pewno. Uderzył głową o szybę i ponownie zacisnął pięści. Planował ich skłócić. Miał prosty, ale raczej skuteczny plan. A może by tak go wcielić w życie? Co ma do stracenia? Uratuje Hermione przed dodatkowym cierpieniem przez Malfoya! Zeskoczył z parapetu i ukląkł w biegu przy szafce zdzierając kolana do krwi. Zaczał gorączkowo szperać w środku szuflady. Znalazł. Wyciągnął kawałek papieru uśmiechając się triumfalnie. Usłyszał jak kilka osób mocna wali w drzwi. Pospiesznie ukrył w pudełku karteczkę i powoli podszedł do drzwi.


***

Blondyn poczuł jak ktoś głaszcze go po włosach. Było mu tak przyjemnie, chociaż leżał w dosyć niewygodnej pozycji. Leniwie otworzył oczy. Oślepiło go światło jesiennego słońca. Skrzywił się i zamknął ponownie oczy. Usłyszał cichy, tak bardzo znajomy śmiech. Od razu się uśmiechnął i uchylił powieki. Szczerzyła się do niego blada brunetka trzymająca w ręku opasłą księge. Widać było, że straciła dużo krwi, ale nie straciła radości i tych wesołych iskierek w oczach. Draconowi zrobiło się lżej na sercu widząc jej uśmiech. Usiadł na łóżku i pocałował ją w czoło, na co na jej twarzy zagościł lekki rumieniec.
- skąd masz tą cegłe? – zapytał chłopak z uśmiechem pokazując na grubą książkę leżącą obok dziewczyny. Ona zaśmiala się i odpowiedziała
- Przwołałam z mojego dormitorium. Draco, istnieje coś takiego jak czary! – powiedziała śmiejąc się na głos. Nagle jej śmiech zamienił się w kaszel. Malfoy spoważniał i złapał ją za bladą dłoń.
- Musisz odpoczywać. – powiedział stanowczo – idę coś zjeść i od razu do ciebie wracam.
- Zostań – wyszeptała smutno dziewczyna łapiąc go mocno za nadgarstek. – Powiem skrzatowi domowemu by ci coś przyniósł – dodała już weselej – Stworek! – powiedziała stanowczo, a skrzat od razu deportował się przed łóżkiem nisko się skłaniając
- Przynieś dwa śniadania – powiedziała z uśmiechem, a Stworek bez słowa zniknął z trzaskiem. Draco z powrotem usiadł obok Hermiony. Pomógł jej usiąść do śniadania, po czym udał się w poszukiwanie jakiegoś krzesła. Znalazł jedno w rogu sali i postawił obok łóżka dziewczyny, która właśnie czytała życzenia od Blaisa. On sam tez by jej coś kupił, ale nie ruszał się od niej na krok. Obok niego pojawił się Stworek mówiąc swoim skrzeczącym i raniącym uszy głosem
- Dwa śniadania dla panienki – znów nisko się skłaniając. Gdyby Draco nie złapał w porę tacki, jedzenie byłoby już na ziemi. Skrzat znowu się teleportował do kuchni. Podał talerz Hermionie. Zajadali się kanapkami, jajkami na miękko i bekonem w plastrach. Po posiłku pomógł jej się z powrotem położyć, a sam odesłał brudne talerze i tackę do kuchni. Zza zasłony wychyliła się czyjaś ruda czupryna. Weszła przytulając przyjaciółkę i witając się z Draconem. Tak samo Harry.
- No to Granger masz tu na razie przyjaciół. Ja ide się trochę odświeżyć i wrócę – powiedział uśmiechając się do niej. Dziewczyna spojrzała na niego i się zgodziła. Wyszedł z skrzydła szpitalnego i skierował się do swojego dormitorium. Wziął szybki prysznic, ubrał się w czyste ubrania i wybiegł z pokoju biorąc ze sobą pare galeonów. W drodze do wyjścia z zamku założył płaszcz. Na dworze zapowiadało się na deszcz. Ciężkie, czarne chmury krążyły nad Hogwartem. Skierował się w stronę Hogsmade. Zobaczył z daleka drzewo pod którym cię całowali. Wstchnął cicho i uśmiechnął się pod nosem. Wchodził do różnych sklepów nie widząc niczego odpowiedniego. Hermiona pewnie na niego czekała. Pierwsze krople zaczęły spadać z pochmurnego nieba. Zobaczył z boku błysk, a chwilę potem głośni grzmot. Ludzie rozbiegli się do pubów chroniąc się przed deszczem, lub teleportowali się do domów. Wszedł na ślepo do jednego sklepu. Na ścianach były półki a na nich setki pluszaków. Futrzate sowy, puchate ropuchy, lwy i inne zwierzęta. Z zaciekawieniem patrzał na wypchane pluszem zwierzaki. Znikąd pojawił się za nim sprzedawca.
- W czym panu pomóc? – zapytał grubym głosem,  niepasującym do otoczenia. Był niższy od Dracona o jakieś pół głowy. Miał na głowie łysinkę i posiwiałą brodę. Młody Malfoy lekko się zmieszał, ale nagle do głowy wpadł mu pomysł.
- Dzień dobry, ma pan może maskotki kotów? – zapytał rozglądając się dookoła. Sprzedawca poszedł na zaplecze. Wrócił trzymając worek pełen pluszowych kotków. Chłopak z zaciekawieniem spojrzał do śradka. Przez jakiś czas grzebał wśród rudych, czarnych, białych i szarych kociaków, aż zobaczył to czego szukał. Wyciągnął mięciutkiego, puchatego kotka podobnego do tego od Hermiony. Wiedział jak wygląda, bo kilka razy kiedy Gryfonka uczyła się w bibliotece; kot podkradał się do jego pokoju. Raz strzaskał butelkę ognistej whisky. Malfoy był na niego zły, ale lubił tą kotkę. Kiedyś przyniosła mu w zębach zdjęcie Hermiony, jakby wiedział, że mu się podoba. Bardzo rozumne zwierzę z tej Wenus. Podszedł do kasy i zapłacił za maskotke trzy galeony. Sprzedawca zapakował prezent w czerwone pudełko ze złotą wstążką, tak jak sobie tego życzył Draco. Wziął pod pachę pakunek i popędził przez deszcz do zamku. Miał mokre włosy i ubranie. Użył szybko w korytarzu zaklęcia suszącego i pobiegł do skrzydła szpitalnego. Spotkał w drzwiach Harrego i Ginny idących na zajęcia. Kiwnęli sobie głowami i chłopak podszedł do Hermiony. Czytała książkę i nawet go nie zauważyła.
- Mam dla ciebie prezent – dziewczyna przestraszyła się i drgnęła. Spojrzała wystraszona na Dacona i od razu na jej twarzy zagościł uśmiech. Nie zdąrzyła nic powiedzieć, bo chłopak podsunął jej pod nos ślicznie zapakowany prezet. Posłała mu w podziękowaniu uśmiech i zaczęła rozpakowywać pakunek. Wyjęła kotka i przytuliła się do niego jak mała dziewczynka do ulubionej maskotki. Złapała Malfoya za rękaw i przysunęła do siebie.
- Dziękuję – szepnęła tuż przy jego uchu. Przez ich ciała przebiegły przyjemne dreszcze. Draco spojrzał jej w oczy i delikatnie przesunął kosmyk jej włosów za ucho. Hermiona wplotła rękę w jego włosy, a jej usta delikatnie musnęły wargi chłopaka. Malfoy usiadł na łóżku, obejmując siedzącą na nim Hermionę. Wpił się w jej usta zachłannie, ale delikatnie. Dziewczyna oddawała namiętnie jego pocałunki. Przestali na chwilę, ale ich twarze wciąż były blisko. Ich oddechy mieszały się. Ich wargi znowu złączyły się w gorącym pocałunku. Zimne ręce Dracona błądziły po plecach Gryfonki. Przysunął się jeszcze bliżej. Czuli szybkie bicie swoich serc. Chłopak widząc, że Hermiona jest zmęczona odsunął się delikatnie muskając jej wargi. Na policzkach dziewczyny zagościły dwa wielkie rumieńce. Nie odzywali się do siebie, ale ta cisza wcale ich nie krępowała. Tak samo jak za pierwszym razem. Podszas tego pocałunku maskotka spadła na ziemię. Chlopak schylił się i ją podniósł. Hermiona odsunęła się na skraj łóżka robiąc miejsce Draconowi. Zawachał się chwilę myśląc czy dziewczyna przypadkiem nie spadnie, ale w końcu się położył obejmując ją w talii. Dziewczyna wtuliła się w kotka, a Malfoy w Gryfonkę. Dziewczynę trochę uciskała ręka chłopaka uciskająca ranę, ale nic nie powiedziała. Po zaledwie paru minutach zasnęli spokojnie w swoich objęciach.

***

Rudzielec spojrzał na zegarek. 3:00. Wstał i po cichu wyszedł z dormitorium. Chciał zobaczyć co z Hermioną. Wolał to zrobić jak śpi. Skradał się korytarzami w ciemności. Wpadł na wiadro woźnego Filcha, które przewrócił się z łoskotem. Usłyszał oburzone głosy portretów. Szybkim krokiem odszedł z tego miejsca i skierował się w stronę skrzydła szpitalnego. Delikatnie uchylił drzwi, ale one i tak cicho zaskrzypiały. Zakradł się do jedynego zasłoniętego łóżka parawanem w całej sali. Uchylił lekko zasłonę i zajrzał do środka. Zdrętwiał. Ta pieprzona świnia ściskała się w jednym łóżku z Hermioną! To dlatego nie było go na lekcjach. Myślał, że może ( na szczęście) mu się coś stało. Jak gdyby nigdy nic tulił się do niej jak dziecko do misia! Złość się w nim wzebrała, ale opanował się. Nikt nie mógł wiedzieć, że tu jest. Codziennie miał godzinny szlaban i zakaz gry w quiddicha. Na dodatek dostał wyjca od matki, Freda u Georga. Nie chciał więcej kar. Bezszelestnie wyszedł ze skrzydła szpitalnego i wrócił do swojego dormitorium.

Rozdział 8

Hermionę obudziły listopadowe promienie słońca przedostające się przez olbrzymie okna koło łóżka dziewczyny. Gryfonka otworzyła oczy, choć na początku wszystko było rozmazane. Spojżała zaspanymi oczami na zegar na jej stoliku nocnym. Był w kształcie kuli na której leżał śpiący kotek. Dostała do od rodziców na urodziny. Była 9:11, ale ze względu, że była niedziela; dziewczyna postanowiła jeszcze trochę poleniuchować w łóżku. Przewróciła się na drugi bok i przykryła kołdrą. Przed oczami miała wszystkie sceny z wczorajszego dnia. A może Malfoy tylko bawi się jej uczuciami? Może wcale się nie zmienił? Nie wiedziała tego. Wolała myśleć, że on naprawdę ją lubi. Dziewczyna z dnia na dzień czuła coś więcej do tego chłopaka. Chciała wyrzucić z głowy, te myśli. Ale wszystko jest możliwe. Co jeśli będzie tego żałować? Może. Ale to co czuła to Dracona to nie była tylko sympatia. To coś więcej. A ten pocałunek.. Nie. Ale oni nie mogą być razem. Nie pasują do siebie. Rozmyślania Gryfonki przerwała brązowa sowa pukająca w szybę. Hermiona wyskoczyła z łóżka i wpuściła zwierzątko do dormitorium. Sówka miała przywiązany do nóżki kawałek pergaminu. Dziewczyna zdjęła go i wyjęła z torebki krakersa, którego dała ptakowi. Szybko rozwinęła liścik i przeczytała.

                          Kochana Mionko!

Jestem teraz w skrzydle szpitalnym. Harry czuj
ę się już lepiej i odzyskał przytomność. Normalnie rozmawia. Ron nie ma odwagi przyjść do niego. Podły! Czekamy tutaj na ciebie.

                                                                                                        Twoja Ginny

Hermiona uśmiechnęła się sama do siebie i popędziła do łazienki przypadkiem zahaczając o wazon z białymi różami od Dracona obok którego siedziała sowa. Oburzony ptak wyleciał z dormitorium. Kiedy dziewczyna próbowała złapać wazon kilka ostrych kawałków przecięło jej skórę na prawej ręce. Wenus na dźwięk tłuczonej porcelany zasyczała i zastroszyła futro na grzbiecie. Zaklnęła cicho pod nosem i poszła po bandaż. Kiedy opatrzyła rękę wycelowała w szczątki wazonu różdżkę.
- Reparo. – mruknęła, a wazon w całości wrócił na swoje miejsce na stoliku. Hermiona pozbierała rozsypane róże i włożyła z powrotem do wazonu. Z kwiatów wypadła bladoróżowa karteczka. Podniosła ją. Ciemnoróżowym, równym pismem było napisane
                                                         
Od kochającego smoka
Te zaledwie trzy słowa jeszcze bardziej poprawiły humor dziewczyny. Uśmiechnęła się pod nosem i odłożyła kartkę przy wazonie. Nadal się uśmiechając weszła do łazienki i wzięła prysznic. Wyszła owinięta w ręcznik i stanęła przed szafą zastanawiając się, co ubrać. W końcu wybrała czarne rurki i białą, dopasowaną koszulkę z nadrukiem. Do tego czarne trampki. Włosy spięła w koński ogon i wyszła. W pokoju wspólnym był Draco. Siedział na zielonym fotelu odrabiając pracę z transmutacji. Był tak zajęty robieniem zadania, że nawet nie zauważył skradającej się do niego Hermiony. Stanęła za nim, z trudem powstrzymując śmiech.
-  Pan Samuel DeLion przyczynił się w transmutacji tym, że wraz z Tommy'm Nyerem sposób przemieniania się w zwierzę. Opisali dokładny przebieg i… - mruczał cicho Smok marszcząc brwi i notując. Dziewczyna zasłoniła mu oczy rękami. Chłopak się przestraszył i drgnął.
- Zgadnij kim jestem! – powiedziała Gryfonka zmieniając śmiesznie głos tak, że brzmiało to jakby była staruszką. Myślała, że za chwile pęknie ze śmiechu.
- Hmm… Blaise? – zgadywał rozbawiony Malfoy.
- Nie-e – odpowiedziała znowu zmieniając głos na piskliwy.
- o! Wiem! Pansy czekałem na ciebie! – Hermiona zdjęła ręce z jego twarzy i zrobiła obrażoną minę. I odwróciła głowę. Draco zaczął się śmiać i przyciągnął ją do siebie. Gryfonka usiadła na oparciu i patrzyła na niego poważnie  z góry.
- Oj Granger! To był żart. Od razu wiedziałem, ze to ty. – uśmiechnął się do niej i złapał za rękę – gdzie się wybierasz?
- Idę do Harrego. Jest w skrzydle szpitalnym – powiedziała patrząc na tańczące płomienie w kominku.
- Potter jest w skrzydle?! – zapytał zdziwiony Draco puszczając jej rękę. Za pare dni miał się odbyć mecz quiddicha z gryfonami. – co mu się stało?
- Długa historia. Potem ci powiem, jestem spóźniona. Na razie! – powiedziała Gryfonka zsuwając się z oparcia.
 Zanim Smok zdążył coś powiedzieć była na korytarzu. Szła patrząc na obrazy. Zza rogu wyszedł jakiś chłopak trzymający tak dużą stertę kartek, że nie było widać twarzy. Lekki przeciąg zwiał mu ze stosu trochę papierów, a on nie był w stanie ich podnieść. Hermiona podbiegła do niego i pomogła zbierać kartki. Udało jej się zobaczyć twarz chłopaka. Był to były szukający Slytherinu. Miał brązowe włosy postawione na żelu i piwne oczy. Był wysoki tak samo jak Draco i Blaise.
- Przepraszam.. McGonagal kazała mi to zanieść Snapowi. – powiedział chłopak trochę dysząc.
- Pomóc ci? – zapytała dziewczyna i chciała wziąć trochę kartek, ale chłopak odmówił.
- Nie, dam sobie radę. Dzięki. Nazywam się Terence Higgs. – brunet próbował wyciągnąć rękę do dziewczyny ale mu się nie udało.
- Hermiona Granger – przedstawiła się i uśmiechnęła promiennie – przepraszam, ale muszę już iść.
- Ja też. – posłał Gryfonce uśmiech – do zobaczenia!
- Paa!
Hermiona pobiegła w stronę skrzydła szpitalnego. Otworzyła z łoskotem drzwi i podeszła do Harrego i Ginny. Wybraniec wyglądał już o wiele lepiej. Jego twarz nabrała lekkich rumieńców.
- Miona! Czemu tak długo cię nie było? – zapytała rudowłosa przytulając przyjaciółkę.
- Przepraszam, coś mnie zatrzymało – usiadła na skraju łóżka – Harry, jak się czujesz?
- O wiele lepiej! – powiedział chłopiec-który-przeżył z wesołym uśmiechem
- O co wam poszło z Ronem?- Harry westchnął i smutno spojrzał na Hermionę blado się uśmiechając
- O ciebie i Malfoya.
- Coo? Jak to?
- Eh no więc tak. Wstałem wcześnie rano, tak samo jak Ron. Z niewiadomych przyczyn zaczął się żalić i na mnie warczeć o to, że jesteś z Malfoyem. Ja mu powiedziałem, że Draco się zmienił i że mu wybaczyłem. Rudzielec zaczął na mnie wrzeczszeć budząc wszystkich, że już jesteśmy po imieniu. Kłótnia przeniosła się do pokoju wspólnego. Zaczął wyzywac cię od szmat dlatego, że się z nim zadajesz. No to ja go uderzyłem w twarz. Nie mocno, nie chciałem go skrzywdzić. Chciałem tylko by oprzytomniał. Zaczął się rzucać i wyjął różdżkę. Chciał pojedynku, więc wybiegliśmy na błonia wyzywając się. Walczyliśmy zajadle, aż rzucił we mnie drętwotą na moście, a ja wpadłem do lodowatej wody. Nie mogłem się ruszać więc poleciałem na dno. Ron nurkował kilka razy szukając mnie, aż w końcu udało mu się mnie znaleźć. Niestety byłem już nieprzytomny z braku powietrza. Mogło się to o wiele gorzej skończyć. Ważne, że Ron tego żałuje. Zmienił się cholernie! Nie poznaje go. Zachowuje się jak totalny kretyn i na wszytkich wrzeszczy! Mam wrażenie, że straciłem przyjaciela… Od wypadu na pokątną jęczy mi, że jaka ty jesteś bo spotykasz się z nim. On jest zazdrosny. Chorobliwie zazdrosny! Ja nic nie mam do tego z kim się zadajesz. Na początku miałem wątpliwości, ale teraz już nie mam.
- Oh Harry! – Hermiona przytuliła się do przyjaciela, na co Ginny patrzała lekko z ukosa, więc od razu się od niego oderwała – Dziękuję! Masz racje, Ron zachowuje się jak świnia! – wykrzyknęła ostatnie słowo zaciskając pięści – nigdy mi tego nie wybaczę co ci zrobił.. ten, ten wre.. –nie dokończyła bo przerwał jej głos pani Pomfrey.
- Przepraszam panno Granger i Panno  Weasley. Pacjent potrzebuje spokoju. Jest jeszcze osłabiony, proszę przyjść jutro. – dziewczyny próbowały zaprzeczyć, ale pielęgniarka wypchnęła je za drzwi. Mówiąc najrozmaitsze przekleństwa o Ronie weszły do pokoju wspólnego prefektów naczelnych.
- Stworek! – zawołała Hermiona, a chwilę potem przed nią zmaterializował się skrzat. Powiedział swoim skrzeczącym głosem raniącym uszy – Czego sobie panienka życzy?
- Dwa piwa kremowe, dwie miseczki lodów czekoladowych i truskawki. Mógłbyś mi przynieść stworku?
- Jak sobie panienka życzy. – powiedział i aportował się do kuchni nisko się skłaniając. Hermiona była bardzo wdzięczna Harremu, za to, że kazał stworkowi jej słuchać. Kiedy miała dużo nauki, lub była chora to wzywała skrzata by przyniósł jej coś do jedzenia. Dziewczyny usiadły przed kominkiem rozmawiając o Harrym i II Bitwie o Hogwart, która miała miejsce rok temu. Spokojną rozmowę przerwał im charakterystyczny trzask teleportacji. Podszedł do nich Stworek w lewej ręce trzymający lody, w prawej miseczkę z truskawkami a pod pachą dwie butelki piwa kremowego.
- Stworek przyniósł, co panienka sobie życzyła – skłonił się nisko i znów aportował do kuchni.
Dziewczyny ponownie usiadły zajadając się truskawkami i lodami. Rozmowa trwała w najlepsze. Zaczęły dyskutować o Balu Bożonarodzeniowym. Całej tej rozmowie przysłuchiwał się stojący za drzwiami blondyn. Nagle go olśniło. Przecież Granger należy do najładniejszych dziewczyn w szkole! W każdej chwili ktoś może ją poprosić by poszła z nim na bal. Musi niezwłocznie ją zaprosić. Tylko kiedy? Może kiedy pójdzie ta jej ruda przyjaciółka? Zaraz zaraz! Ona właśnie wychodzi. Dobra Malfoy, ogarnij się.
Niepewnie wyszedł zza drzwi cały czas patrząc na Hermione. Dziewczyna odwróciła się i serdecznie do niego uśmiechnęła.
- Witaj Draco! – przywitała się jeszcze mocniej wtulając się w chłopaka. Wzdrgnął się. Pierwszy raz powiedziała do niego po imieniu, nie po nazwisku. Czuł bijące od niej przyjemne ciepło. Darzył ja uczuciem, jakim nie darzył nikogo. Wtulił twarz w jej pachnące, miękkie włosy. Czuł do niej coś, coś co go rozpierało od środka. Powinienen się jej teraz zapytać. Ale jak? Co jeśli odrzuci jego propozycje? Odwagi! Jesteś Draco Malfoy, a on zawsze dosteje to czego chce i nie jest tchórzem!
- Granger… - zaczął ale dziewczyna mu przerwała
- Mów mi Hermiona – roześmiała się i spojrzała w oczy Dracona. Jego oczy były zimne, nieprzeniknione, a jej ciepłe z takimi wesołymi ognikami.
- Dobrze. Hermiono, czy poszłabyś ze mną na bal bożonarodzeniowy? – zapytał poważnie patrząc w oczy dziewczyny
- Ja-a – zająkała się, a na jej twarz zagościły dwa małe rumieńce, spuściła wzrok. Malfoy się przestraszył, że może Hermiona nie chce z nim iść. Ale na szczęście po chwili się odezwała.
- Oczywiście, że z tobą pójdę, Draco. Ale czemu tak wcześnie pytasz? Jeszcze miesiąc do balu!
- Wiem, ale chciałem być tym pierwszym co cię zaprosi. – uśmiechnął się do dziewczyny i objął ją w talii, a gryfonka zaśmiała się cicho.
- Muszę odrobić lekcje – stanęła na palacach i pocałowała go w policzek po czym poszła do swojego dormitorium.


                                                           *************

Rudowłosy chłopak siedział na parapecie w swoim dormitorium. Jego koledzy już spali. Wszyscy byli w łóżkach, oprócz jednego. Jeden właśnie leżał w skrzydle szpitalnym z jego winy. Dlaczego był aż tak głupi by rzucić drętwotę na moście? Przez niego, jego przyjaciel który był z nim przez siedem długich lat, mogł zginąć. Przeżył spotkania z Lordem Voldemortem, a zginął by z ręki własnego przyjaciela. Te myśli nie dawały mu spokoju. Po tym wszystkim co Harry dla niego zrobiła, wybaczał mu jego wybryki on prawie go utopił. Miał wilkie wyrzuty sumienia. A co by się stało, gdyby pare sekund później wynurzył by go z wody? Nie było by go tu. Chyba by sam się zabił. Nagle wpadła mu do glowy myśl.
To tylko jego wina. Nie! To nie jego wina. Gdyby Hermiona i Malfoy nie byli razem, to nie pokłócił by się z przyjacielem co jest równoznaczne z tym, że zamiast walczyć o życie spał by sobie smacznie w swoim łóżku! To ich wina. Taak, tylko ich wina. To wina Malfoya… gdyby nie on, może i byliby razem z Hermioną.
Śwaitło księżyca padło na jego szaleńczy, złowieszczy uśmiech i niebiespieczne błyski w oczach.
Pora na zemstę. Już nie będą razem… nigdy.
Zszedł z parapetu i położył się do łóżka w myślach układając swój plan.
Tak, ona nie może z nim iść na bal. Trzeba kogoś poprosić, by ją zaprosił. McMillian będzie idealny! Przecież mu nie odmówi. Haha! Malfoyowi wtedy zrzednie mina! I jeszcze trzeba będzie ich jakoś skłócić…

                                                           ***************

Nastał kolejny, przepełniony nauką dzień w Hogwarcie. Wszyscy uczniowie po zjedzeniu śniadania udali się na lekcje. Wśród tych uczniów była Hermiona Granger. Pierwszą lekcją było wróżbiarstwo; najbardziej znienawidzony przedmiot przez gryfonkę, bo uważała, że to co mówi im Profesor Sybilla Trelawney to bzdury. Jedynie niektóre dziewczęta, między innymi Parvati Patil i Lavender Brown lubiły ten przedmiot. Lekcja miała się odbyć jak zwykle na szczycie wieży astronomicznej. Ciężko dyszący uczniowie wspinali się po wązkich schodach, zdających się wydłużać. Kiedy w końcu udało im się dotrzeć na górę wszyscy zmęczeni usiedli na pufach znajdujących się koło okrągłych stolików. Zazwyczaj siedziała na tej lekcji z Harrym i Ronem. Rozglądając się po klasie jej wzrok padł na dwóch machających do niej ślizgonów. Bez zastanowienia podeszła do ich stolika a Blaise podsunął jej pufe. Siedzący samotnie Ron śledził z nienawiścią jej ruchy. Nagle do klasy weszła nauczycielka Sybilla Trelawney. Była ona starą czarodziejką przypominającą wariatkę. Miała kręcone blond włosy sięgające do ramion. Posiadała zielone oczy i dość duży nos, na którym nosiła wielkie okulary, w których wyglądała jak ważka. Była chudą kobietą obwieszoną różnymi dekoracjami, takimi jak paciorki czy cekiny.
- Witajcie Dzieci! – powiedziała swoim rozmarzonym głosem patrząc w tylko sobie znane miejsce – Dzisiaj będziemy wróżyć  z kryształowych kul! – na te słowa Hermiona tylko prychnęła pogardliwie, a profesor udała, że tego nie słyszała.
- Proszę, spójrzcie w wasze kule i skupcie się…
Prawie cała klasa gapiła się w kulę bezmyślnie lub rozmawiała z kolegą. Jedynie Parvati i Levander patrzały na nią jakby miała zaraz wstać i zatańczyć tango.
- Jak leci Mionka? – zapytał Blaise uśmiechając się do niej przyjaźnie
- Dobrze, a tobie Diabełku? – odwzajemniła uśmiech
- Oo wspaniale! A ten… Ty się przyjaźnisz z tą rudą? Ginny? – zapytał rozglądając się.
- Tak, a co? – Zapytała z zaciekawieniem. Po co to Blaisowi?
- Nic. Oo! Sybilla Nawiedzona nadchodzi!- powiedział i zaczął udawać, że skupia się na wróżeniu z kuli. Hermiona westchnęła i zrobiła to samo. Nic nie mówiący dotąd Draco pochylił się nad nią i szepnął
- Rudy wiewiór się na ciebie gapi. – pokazał głową w jego stronę. Ron siedział sam i zaciskając pięści pod stołem patrzył się na nich. Malfoy chcąc wkurzyć Weasleya pocałował Hermionę w policzek. Rudzielec nie wytrzymał. Wstał przewracając stolik i tłucząc kryształową kulę na miliony kawałeczków. Nie zwracając uwagi na oburzenie pani Trelawney podszedł do Dracona wyciągając różdżkę. Nienawiść z niego po prostu tryskała. Nie wiedział co robi, chciał tylko zrobić Malfoyowi krzywdę. Klasa w ciszy przyglądała się temu wszystkiemu. Stanął, ręce mu się trzęsły. To wszystko stało się w przeciągu kilku sekund.
- Sectumsempra! -Wypowiedział czarnoksięskie zaklęcie poznane na szóstym roku nauki w Hogwarcie przez podręcznik księcia półkrwi. Biały promień mknął ku zaskoczonemu blondynowi, który nie miał w ręce różdżki. To wszystko stało się szybko. Przed chłopaka wskoczyła Hermiona, przyjmując na siebie okropny urok. Jej brzuch i klatka piersiowa została przecięta jak nożem. Padła na ziemię cała we krwi. Rudzielec patrzał na to. Opuśił różdżkę.  Właśnie do niego to dotarło… zranił kolejnego przyjaciela. Chciał cofnąć czas. Chciał zapaść się pod ziemię. Chciał po prostu zniknąć. Nie słyszał wyzwisk kierowanych w jego stronę. Grupa uczniów zebrała się w około dziewczyny. Widział jak podłoga na której leżała dziewczyna coraz bardziej czerwieni się od jej krwi. Serce zaczęło mu szybko bić. Poczuł strach.. strach przed widokiem przyjaciółki. Widział tylko krew na podłodze, resztę zasłaniały mu gapie. Odwrócił się i bez wyrazu na twarzy uciekł.
Draco w sekundzie uklęknął nad dziewczyną. Profesor Trelawney zemdlała, a on nie znał przeciw zaklęcia. Wziął delikatnie dziewczynę na ręce i wybiegł z klasy. Biegł tak szybko jak nigdy. Nie chciał by się wykrwawiła. Nie myślał o Weasleyu, myślał o tym, że to on mógł teraz leżeć z ranami na podłodze. Ale nie, ta mala istota zasłoniła go własnym, drobnym ciałem przyjmując na siebie cierpienie i ból. Raz po raz dziewczyna cicho jęczała z bólu. Malfoy biegł, a oczy mu się zaszkliły. To on wolałby teraz krwawić. Zobaczył przed sobą drzwi do skrzydła szpitalnego. Wbiegł do niego, a drzwi trzasnęły z impetem o ścianę. Pani Pomfrey podskoczyła i odwróciła się w ich stronę. Bez słowa wyjęła różdżkę i zaczęła szeptać zaklęcia. Krwawe rany po woli znikały, ale nie znikły do końca. Kazała chłopakowi położyć ją na łóżku i wyjść. Zrobił tak i za drzwiami osunął się po ścianie. Ukrył twarz w dłoniach i zaczął płakać. Nie robił tego od wielu lat. Gorące łzy spływały mu po policzkach, a wraz z nimi smutek, cierpienie i nienawiść. Nienawiść do Rona. Płakał tak przez jakiś czas. On, twardy Malfoy. Gdzieś w drodze do skrzydła szpitalnego zgubił swoją maskę. Ktoś delikatnie położył mu rękę na ramieniu. Odwrócił się gwałtownie, ukazując plamy na twarzy i zapuchnięte oczy. Wyglądał żałośnie. Pielęgniarce serce się scisło na ten widok. Wskazała mu głową drzwi do Sali.
- Straciła wiele krwi. Możesz przy niej zostać ile chcesz. Zwolnię cię z lekcji. – powiedziała i uśmiechnęła się blado. Chłopak otworzył drzwi. Zobaczył dwa łóżka zasłonięte parawanem. Podszedł do jednego i delikatnie odsunął zasłonę. Na łóżku leżał patrzący w sufit Harry. Blondyn zdziwił się, ale podszedł bliżej.
- To Hermiona… co jej się stało – powiedział wybraniec nie patrząc na Malfoya. – Dziś wychodzę ze skrzydla, w sumie to zadwie godziny. Wychyliłem się zza zasłony i zobaczyłem ją cała zakrwawioną na twoich rękach. Kto jej to zrobił? – zapytał wreszcie spoglądając na blondyna
- Zapytaj się twojego przyjaciela, Weasleya. – powiedział chłodno i podszedł do drugiego łóżka. Stanął za nim Harry. Usiedli na skraju łóżka Hermiony. Harry złapał ją za rękę, na co Draco się wzdrygnął. Chciał być przy niej, ale nie mógł na nia patrzeć. Świadomość, że to przez niego tak cierpi nie dawała mu spokoju. Ukrył twarz w dłoniach. Wybraniec patrzał z bólem na dziewczynę. Nagle zawołała go pielęgniarka, by dać mu ostatnią dawkę eliksirów. Wstał wciąż trzymając przyjaciółkę za rękę. Spojrzał na nią i wyszedł. Pani Pomfrey dała mu lekarstwo, a on natychmiast zasnął na swoim łożku. Nareszcie Draco został sam. Złapał ją za bladą dłoń. Czuł, że do oczu mu napływają łzy. Nie, tym razem nie pozwoli na chwilę słabości. Patrzał z współczuciem na nieprzytomną dziewczynę i zakrwawione bandaże. Zorientował się, że jego koszula jak i ręce także z niej są. Ze zwykłej krwi. Wcale nie było w niej szlamu. W jej żyłach płynęła taka sama krew jak w jego. Złapał obiema rękami jej dłoń szepcąc, że wszystko będzie dobrze. Czuł, że gdy patrzy na nia, na dziewczynę która się za niego poświęciła, jego serce ściska żal. Miał nie pozwolić na kolejną chwilę słabości, ale mu się nie udało. Znowu gorące łzy spływali po jego twarzy. Płakał pare chwil, ale uspokoił się. Otarł ręka policzki zostawiając na nich krwawe ślady, zapominając o krwi na rekach. Minęła godzina. Nagle usłyszał tupot stóp wchodzących do sali. Przed jego oczami mignęła ruda czupryna, która przytuliła się łkając do przyjaciółki. Obok stała Parvati z kwiatami oraz Harry z czekoladkami. Draco nawet nie zauważył kiedy wybraniec opuścił skrzydło. Co jeśli widział, jak płacze? To nieważne. Do łóżka podeszła Levander trzymiąc w ręce trzy słoneczniki. Wyczarowała dwa wazony. Do jednego wsadziła kwiaty Parvati, a do drugiego swoje. Nikt nic nie mówił. Słychać było tylko żałosne łkanie Ginny. Gryfonki nie dziwiły się towarzystwem Malfoya, ponieważ widziały jak wynosił ranna dziewczynę. Znowu usłyszał kroki, tym razem cięższe. Był to Blaise niosący kartkę z życzeniami powrotu do zdrowia. Po jakimś czasie, osoby zaczęły odchodzić. Draco zdał sobie sprawię, że cały czas trzyma Hermionę za rękę. W końcu zostali tylko on, wybraniec i Ginny.

Rozdział 7

Mała poomyłka XD wysłałam zły rozdział :c


Na dworze rozpadało się na dobre. Było bardzo zimno, a Hermiona nie miała nic. Draco widząc, że marznie dał jej swoją czarną kurtkę. Niebo było całe zasłonięte przez ciemne, ciężkie chmury. Pogoda była fatalna. Przez drogę cały czas rozmawiali, żartowali i sobie dogryzali. Nagle stanęli przed nieznaną dziewczynie restauracją. Nie wyglądała na super drogą, pięcio gwazdkową tylko sympatyczną knajpkę. Malfoy otworzył jej drzwi, a Gryfonka weszła rozglądając się dookoła. Na oknach wisiały białe firanki i czerwone zasłony. Ściany i podłoga były z drewna, a na ścianach wisiały skóry, obrazy i rogi dzikich zwierząt. W środku było około dziesięciu stolików i duży kominek na którym stały zdjęcia pracowników. Panowała tu naprawdę miła atmosfera. Draco odsunął Hermionie krzesło po czym sam usiadł. Cicho odetchnęła z ulgą i dziękowała w duchu, że jej nie zaprowadził do ekskluzywnej restauracji. Pozwolił jej jako pierwszej zamawiać. Młoda kelnerka podała im posiłek i czerwone wino. Jedzenie było naprawdę wyśmienite! Przez całą kolację miło rozmawiali ze sobą. To o nauce, to o quiddichu to o innych rzeczach. Ani razu nie zapanowała niezręczna cisza. Malfoy zachowywał się jak na prawdziwego gentelmena przystało i zapłacił za posiłek. Kiedy wyszli z restauracji przestało padać i niebo po woli się rozpogadzało. Spacerowali po Hogsmade rozmawiając i smiejąc się. Wiele osób ze szkoły przyglądało im się z zaciekawieniem i niedowierzaniem. Nagle Draco poprosił Hermionę by na niego poczekała, a on wszedł do jakiegoś sklepu. Po co on mógł pójść? Myślała Hermiona.
Wkrótce wyszedł trzymając w ręku wielkiego, kolorowego lizaka. Dziewczyna zaczęła się śmiać i rzuciła się na szyję Malfoya. On wtulił twarz w jej puszyste włosy pachnące konwaliami. Brązowowłosa odsunęła się delikatnie od niego, a on wręczył jej lizaka.
- Chodźmy może na błonia – zaproponował uśmiechając się do dziewczyny.
- Ale tam jest pełno błota…
- Noo proooszęę – powiedział Draco i zrobił minę słodkiego szczeniaczka. Hermiona nie mogła się oprzeć.
- No dobrze, chodźmy.
Spacerowali razem rozmawiając. Nagle chłopak złapał ją za rękę. Dziewczyna się zarumieniła i spuściła wzrok. Tak słodko wygląda gdy się rumieni. Blondyn uśmiechnął się do niej. Podeszli do jeziora i patrzeli w taflę wody.
- Malfoy.. – powiedziała niepewnie – my nie możemy być razem..
- Co? Czemu?  - zapytał zaskoczony
- Bo przecież tak się od siebie różnimy..
- Przeciwieństwa się przyciągają.. – Draco przybliżył się do niej, a ona chciała się cofnąć lecz natrafiła na pień drzewa. Blondyn przybliżył się jeszcze bardziej, zmniejszając ich odległość do zera. Ujął jej twarz w dłonie i musnął delikatnie swoimi miękkimi wargami usta dziewczyny. Poczuła jak przyjemne dreszcze i ciepło rozprowadza się po jej ciele. Wplotła palce w jego platynowe włosy, a on objął ją w talii. Ich oddech się mieszały. Draco pocałował dziewczynę, a ta po sekundzie zaczęła odwzajemniać jego pocałunki. Takie namiętne, zachłanne a za razem delikatne. Rozchyliła lekko usta, a on nie czekając pogłębił pocałunek. Ich języki splotły się. Draco na chwilę odsunął się od Hermionyszybko oddychając, po to by znów zatopić się w jej słodkich, malinowych ustach. Nie wiedzieli ile tak stali. Nie obchodziło ich to. Dla nich świat się zatrzymał i istnieli tylko oni. Chłopak delikatnie się od niej odsunął, zostawiając na jej ustach ostatni krótki pocałunek. Zapanowała cisza, ale ona ich nie krępowała. Pragnęli tylko swojego towarzystwa, to im starczało. Na twarzy Hermiony zagościły dwa spore, ogniste rumieńce na które chłopak uśmiechnął się. Stali tak chwilę, patrząc sobie głęboko w oczy. Trzymając się za ręce wrócili do Hogwartu i weszli do swoich dormitoriów. Gdy tylko weszli do swoich pokoi, obydwoje oparli się tyłem do drzwi i westchnęli.
- Miona?! Jak było?? Opowiadaj! – z zamyślenia wyrwała ja podekscytowana przyjaciółka, która najwyraźniej cały ten czas spędziła w jej dormitorium. Miała rozczochrane, rude włosy , ale najwyraźniej lepszy humor. Ginny podbiegła do zaskoczonej Gryfonki i rzuciła jej się na szyję. Złapała za rękę i posadziła na miękkim dywanie w barwach gryffindoru. Na jej kolana od razu władowała się Wenus. Dziewczyna mechanicznie zaczęła ja głaskać, a kotka mruczała zadowolona. – Herm, jak było? – powtórzyła pytanie patrząc na Hermionę wyczekująco.
- Tyle się działo… A więc tak. Jak wyszliśmy z zamku to Draco… - opowiedziała przyjaciółce wszystko ze szczegółami. Rudowłosa słuchała tego z otwartymi ustami, a z kolejnymi zdaniami oczy jej się powiększały do wielkości galeonów. Kiedy tylko Hermiona skończyła opowiadać o nieziemskim pocałunku, Ginny wstała i przytuliła przyjaciółkę śmiejąc się do niej.
- O jejku! Serio? Haha! Wszystkie ślizgonki dałyby się posiekać za pocałunek z Malfoyem! Gdyby Ron to widziała to by chyba eksplodował jak róg buchorożca! – dziewczyny padły na łóżko i zaczęły się śmiać do łez . HErmiona bardzo się cieszyła, że jej przyjaciółka nie odwróciła się od niej. – Wiesz, przed chwilą wróciłam od Harrego. Jego stan jest znacznie lepszy! I jak wracałam to poznałam pewnego ślizgona… Nazywa się Blaise Zabini, chyba kojarzysz?  Jest całkiem miły…
- Tak, kiedyś na niego wpadłam. Jest spoko, to najlepszy przyjaciel Malfoya. Niewygodnie mi w tej sukience idę się przebrać i umyć, a potem od razu idę spać.
 Ginny pożegnała się z przyjaciółką po czym wróciła do swojego dormitorium, które dzieliła z koleżankami z swojego roku. Brązowowłosa zdjęła sukienkę i przewiesiła na drzwiach swojej szafy na której użyto zaklęcia powiększającego. Mebel nie był dużych rozmiarów, ale potrafił pomieścić bardzo sporo ubrań. Dziewczyna ubrała swój szlafrok i weszła do swojej małej, prywatnej łazienki. Po prawej stronie znajdował się prysznic, naprzeciwko niego umywalka, lustro i szafka z kosmetykami, a na wprost toaleta. Na ścianach i podłodze znajdowały się srebrno brzoskwiniowe kafelki. Hermiona zawiesiła szlafrok na haczyku obok kabiny i weszła pod prysznic pozwalając by gorące strumienie wody spływały swobodnie po jej ciele. Zabrała do ręki jej ulubiony szampon o zapachu konwalii i zaczęła wcierać go we włosy. Po minucie zmyła płyn i wyszła z kabiny zakrywając się białym ręcznikiem. Drugim zrobiła turban na głowie i zaczęła szczotkować zęby miętową pastą. Kiedy je umyła, włączyła suszarkę i gorącym powietrzem zaczęła suszyć włosy. Jak skończyła to ubrała się w jasno różową, satynową koszulę nocną i przykryła się szczelnie puchową kołdrą. Niedługo potem zasnęła spokojnie, śniąc o pewnym blondynie.

***

Draco oparł się plecami o drzwi i głęboko westchnął. Pocałował Granger.. nie mógł się oprzeć jej kuszącym wargom. Nagle usłyszał szelest kołdry, a spod niej wygramoliła się wysoka postać.
- Smoku! Czekałem na ciebie. Gadaj, jak było? – zapytał go uśmiechnięty od ucha do ucha Blaise podchodząc do jego barku z alkoholami. Miał pogniecione ubranie i potargane włosy. Widać było, że uciął sobie drzemke. Wziął dwie kryształowe szklanki i nalał do nich bursztynowego płynu. Wcisnął w rękę Malfoya trunek i rozsiadł się wygodnie w fotelu. Upił łyk i ponownie zapytał
 – No, opowiadaj Dracusiu. – Uśmiechnął się do niego ironicznie
- Nie mów do mnie Dracusiu – warknął Draco. Nienawidził gdy ktoś tak do niego mówił, a Blaise dobrze o tym wiedział. Rok temu chodził z Astorią Greengraas. Co mu wtedy na mózg padło, nie wiedział. Była tylko tępym, płytkim, pustym plastikiem który chciał tylko całować się i spać z Draconem. To ona nazywała go ciągle „Dracusiu”. Byli zaledwie miesiąc razem, a ona do teraz się z tym nie może pogodzić. Każdej dziewczynie, która podejdzie do Smoka najchętniej wydrapała by oczy swoimi długimi, różowymi szponami.
 – No więc, mile spędziłem wieczór, Diable – powiedział uśmiechając się zjadliwie do przyjaciela i opróżniając szklankę whisky. - Nie masz własnego łóżka? Musisz spać na moim?
- Mam, ale wiesz łóżko prefekta naczelnego – powiedział z naciskiem na dwa ostatnie słowa – jest o wiele wygodniejsze. Ha! Może zostane tu na noc i będziemy razem spać?
- Pedał – mruknął pod nosem Draco dolewając sobie ognistej whisky. – Nawet o tym nie myśl. Wiesz, jakoś wolę spać z dziewczyną niż jakimś gejowskim facetem – powiedział pogardliwie patrząc na niego od stóp, aż do głów.
- Ranisz mnie Dracusiu! Wbijasz sztylety w moje krwawiące serce – Blaise przyłożył zewnętrzną część dłoni do czoła robiąc udręczoną minę. Widać było, że już wcześniej dobrał się do barku z alkoholami Malfoya.
Po opróżnieniu butelkiognistej, kiedy w głowie zaczęło szumieć Draconowi, język mu się bardziej rozwiązał i opowiadział o całym spotkaniu. Zabini wysłuchał tego wszystkiego kiwiąc głową i uśmiechając się.
- Zdradziłeś mnie! – krzyknął Zabini robiąc smutną minę, na co Smok tylko prychnął pogardliwie. – Jak Hermionka całuje?
-  No tego się nie spodziewałem. Myślałem,że taka kujonica nie będzie umiała całować. A tu mnie zaskoczyła! Całowała wspaniale.. tak delikatnie a za razem zachłannie.. No nie potrafie tego opisać. Ten idiota Weasley na nią nie zasługiwał. – zbulwersował się Malfoy. Całym swoim sercem nienawidził tego rudego wiewióra. Jeśli tylko zadrze z Granger, osobiście by go zabił.
– Dobra Diable, łeb mi pęka. Ide spać, idź do swojego dormitorium. – ostatnie zdanie powiedział ziewając.
- Czyli nie mogę zostać.. -Przyjaciel zrobił zawiedzoną minę, ledwo powstrzymując śmiech. Z zwieszoną głową wyszedł z pokoju, Draco bez mycia i przebierania wsunął się pod kołdrę i od razu odpłynął do krainy Morfeusza.

Rozdział 6

Kolejny rozdział :) zachęcam do komentowania :D


Chłopak, a może raczej mężczyzna o stalowoszarych oczach przechadzał się po błoniach. Poda nie była deszczowa, ale na niebie sunęły leniwie duże obłoki. Wiał lekki wiaterek targający jego platynowymi włosami. Podszedł do brzegu jeziora, w którym raz po raz wyłaniała się olbrzymia kałamarnica i usiadł na kamieniu z jednej strony porośniętym mchem. Ukrył twarz w swoich bladych dłoniach pogrążając się w myślach.
- Właśnie zaprosiłem na randkę Granger. Co ja zrobiłem? Moja dotychczasowa reputacja legnie w gruzach! No ale tak, powiedziałem, że nie obchodzi mnie to co myślą inni. Czuję do niej to, co do żadnej innej dziewczyny. Kiedy patrzę w jej oczy, robi mi się ciepło, a gdy jej dotknę czuję przyjemny dreszcz. Chce spędzać z nią czas, nieważne co będziemy robić. Czy milczeć, czy się uczyć. Ojciec siedzi w Azkabanie, więc nie mam co się martwić brakiem akceptacji z jego strony. Matka chce tylko tego bym był szczęśliwy. Choćby nie wiem co, musi być moja! – z rozmyśleń wyrwał go dobrze mu znajomy głos.
- Witaj stary! Coś się stało, Smoku? – Blaise usiadł obok Dracona
- Nic się nie stało. Po prostu lubię sobie posiedzieć w samotności, Diable. – skłamał Malfoy. A może powinienen powiedzieć mu o wszystkim? Byli już przyjaciółmi jakieś 14 lat. Zabini rozumiał go jak nikt inny i zawsze we wszystkim wspierał. To on znał jego wszystkie sekrety i ufał mu.
- Przecież widzę, że coś cię trapi. Nie kłam. – odpowiedział Diabeł uważnie się przyglądając przyjacielowi.
- Ehh.. Dobra, opowiem ci. Tylko się nie śmiej! Obiecaj, że nikomu tego nie powiesz
- oh no opowiadaj! Nie ufasz przyjacielowi?
- Blaise, obiecaj.
- No dobra. Ja Blaise Zabini uroczyście przysięgam, że nikomu nie powiem, choćbym był torturowany cruciatusem, siekany na kawałki, szantażowany bądź cokolwiek innego, tego co teraz powie mi mój najlepszy i najwierniejszy przyjaciel Smok. Obiecuję na moje siedem lat nauki w Hogwarcie i na mój wspaniały urok osobisty.
- Urok osobisty, śmieszne! – parsknął śmiechem Draco – No to tak.. – i powiedział mu wszystko co czuje do Hermiony oraz to, że się z nią jutro umówił na randkę.
Zabini spojrzał na niego, wielkimi jak galeony oczami. Nie mógł uwierzyć, że Draco Malfoy zakochał się w szlamie.
- Serio? – spytał z niedowierzaniem – W Hermionie? Przecież całe siedem lat nienawidziliście się! Myślałem…
- Ty lepiej nie myśl. Granger mi wybaczyła.
- Myślałem, że.. no ona nie jest czystej krwi! Oczywiście z wyglądu jest badzo ładna.. Te orzechowe, ciepłe oczy i wspaniała figura. Na dodatek nie jest, jak te puste chichoczące idiotki. Jest inteligentna.
- Po wojnie status krwi nie ma znaczenia. I tak, jest naprawdę ładna i mądra. – Draco zapatrzył się w jeden punkt, a Blaise przyglądał mu się z trudem powstrzymując śmiech.
- Zakochałeś się! Smok się zakochał! – krzykną i zaczął się śmiać
- Nie zakochałem! To pewnie tylko zauroczenie i za jakiś czas minie. – odpowiedział poważnie Malfoy, przyglądając się turlającemu się po ziemi przyjacielowi.
- Oj, coś nie sądze! – powiedział Zabini wstając do pionu i otrzepując się z trawy. – No, no zobaczymy jak to się jeszcze rozkręci, a teraz chodźmy do zamku bo za chwile zacznie lać. Idziemy do twojego dormitorium napić się ognistej whisky jako toast za twoją miłość!
- Diable jesteś rąbnięty. Mówiłem ci, ja się nie zakocha.. – Blaise nie dał mu dokończyć, bo pociągną go mocno za rękę w stronę Hogwartu.


Była godzina 3:28 w nocy. Wszyscy uczniowie smacznie spali szczelnie przykrywając się kołdrą, bo noc była zimna. Wszyscy, oprócz pewniej dziewczyny leżącej na plecach i wpatrującej się tępo w ciemno czerwone płótno zawieszone nad łóżkiem. W końcu jutro sobota i będzie mogła spać do której chce. Hermiona chciała zasnąć, ale nie pozwalały jej na to obawy przed jutrzejszym spotkaniem z Draconem. Co jeśli nie będą mieli o czym rozmawiać? Co pomyślą jej przyjaciele? W pokoju wspólnym, potrafili godzinami ze sobą rozmawiać. Co prawda dogadując sobie co jakiś czas, ale tak by siebie nie skrzywdzić. Gdzie taki arystkokrata ją zaprowadzi? Do jakieś wykwintnej restauracji w której nie będzie jej nawet stać na szklanke wody? W jakich miejscach jadają takie osoby…
Godzinę potem Gryfonka zasnęła niespokojnym snem. Nic jej się nie śniło. Kotka wyszła ze swojego legowiska i wygodnie usadowiła się mrucząc obok dziewczyny. Często to robiła. Hermiona spała tak pare godzin. Nagle obudził ją czyiś głos i delikatne szarpanie ramienia. Miała wrażenie, że dopiero co zasnęła. Przewróciła się na brzuch zakrywają głowię poduszką.
- Hermiona, nie żartuj sobie! – usłyszała drżący głos przyjaciółki – Wstawaj! Harry jest w skrzydle szpitalnym!
Na te słowa Hermiona wyskoczyła z łóżka jak oparzona zrzucając z siebie tym samym oburzonego kota. Myślała, że Ginny weszła do jej dormitorium by ją obudzić na śniadanie. Często tu wchodziła bez pytania, odkąd Gryfonka podała jej hasło do swojego pokoju.
- C-co mu się stało? – zapytała brązowowłosa patrząc na przyjaciółkę wielkimi oczami. Spojrzała na zegarek. Była 11:14, no trochę sobie pospała. Wenus prychając obrażona obróciła się do niej tyłem i położyła na swoim legowisku.
- Wcześnie rano Harry pokłócił się o coś bardzo z Ronem. Strasznie na siebie wrzeszczeli w pokoju wspólnym, dziwne, że się nie obudziłaś. Wybiegli na błonia i zaczęli ciskać w siebie zaklęciami. Pojedynek wkrótce przeniósł się na most i Ron trafił Harrego drętwotą, a ten spadł do lodowatej wody. Ron od razu za nim wskoczył, ale Harry jest w fatalnym stanie. Jeszcze chwila pod wodą i by się to gorzej skończyło. Co to był za dziecinny pomysł z tym pojedynkiem! Tak bardzo się martwię o Harrego… - Hermiona słuchała tego wszystkiego z niedowierzaniem. Jak Ron mogł być tak głupi?! Z resztą Harry też nie zostaje bez winy. Ciekawe o co im poszło.. ale teraz to nie ważne, teraz trzaba czym prędzej iść do skrzydła szpitalnego. Miona wybiegła z dormitorium w piżamie w misie z nieuczesanymi włosami. Pędziła w stronę skrzydła szybko jak tylko mogła, a za nią biegła Ginny. Otworzyła z impetem drzwi i rozejrzała się po Sali. Jedno łóżko było zasłonięte parawanem. Niepewnie do niego podeszła i odchyliła zasłone. Leżał tam blady, nieprzytomny Harry wyglądający jakby był martwy. Miał sine usta, a jeszcze mokre kosmyki włosów padały mu na zamknęte oczy. Przy nim siedział Ron z twarzą ukrytą w rękach. Wiedział, że dziewczyny tu przyszły, ale nie miał odwagi spojrzeć im w oczy. Hermiona usiadła na skraju łóżka łapiąc za rękę Harrego i delikatnie ją głądząc. Obok niej usiadła zapłakana przyjaciółka. Brązowowłosa objęła ją ramieniem , a ta położyła na niej głowę. Nie mogła spojrzeć na Rona. Siedzieli tam, jakieś pół godziny gdy podeszła do nich pani Pomfrey.
- Przepraszam, ale musicie wyjść. Muszę dać Harremu eliksiry. Przyjdźcie jutro. – powiedziała im, a wszyscy niechętnie wstali i skierowali się do drzwi nie odzywając się do siebie. Hermiona wciąż obejmowała Ginny, a Ron patrzał w podłogę. Szli tak razem aż do pokoju wspólnego Gryffindoru, gdzie rudzielec poszedł na górę do swojego pokoju, a dziewczyny do dormitorium Hermiony. Gdy przeszły przez krótki korytarzyk znalazły się w pokoju wspólnym prefektów naczelnych w którym siedzieli Draco i Zabini w najlepsze się śmiejąc. Gdy tylko zauważyli przygnębione dziewczyny, zamilki. Draco wpatrywał się w nie z zawieszoną w powietrzu ręką ze szklaną bursztynowego płynu. Hermiona spojrzała na nich smutno i wprowadziła Ginny do swojego pokoju posądzając ją na łóżku. Przyjaciółka od razu wtuliła twarz w poduszkę brązowowłosej.
Gryfonka położyła się obok niej i pocieszała głaszcząc po głowie.
- Gin.. wszystko będzie dobrze. Harry na pewno wyzdrowieje. Tyle już przecież przeżył! Nie martw się.
- Prze-przepraszam – powiedziała ochrypniętym głosem – po prostu bardzo mi na nim zależy.
- Wiem Ginny. Za chwilę wrócę, tylko powiem Malfoyowi, że nie mogę się spotkać. – na te słowa przyjaciółka od razu oderwała głowę od poduszki zostawiając na niej czarne ślady po tuszu do rzęs.
- Co?! Nie możesz! Nie pozwalam! Tak bardzo się cieszyłaś, musisz iść!
- Nie mogę cie tak zostawić.. – odpowiedziała podając Ginny chusteczkę
- Już się lepiej czuję. Mamy dwie godziny, chodź pomogę ci się uczesać i pomalować. Nie sprzeciwiaj mi się! – powiedziała wycierając zaschnięte łzy zmieszane z tuszem z twarzy.
- Ginny jesteś wspaniała! – krzyknęła Hermiona przytulając przyjaciółkę. Rudowłosa spojrzała na poduszkę na której zostały ślady po jej tuszu i już chciała coś powiedzieć, ale Gryfonka jej przerwała
- Nie martw się, jedno zaklęcie i po sprawie. – uśmiechnęła się promiennie.
W czasie, kiedy Hermiona poszła wziąć prysznic Ginny szukała w jej szafie czego odpowiedniego. W końcu znalazła śliczną, brzoskwiniową sukienkę i szpilki w tym samym kolorze. Kiedy Gryfonka wysuszyła włosy ubrała na siebie to co wybrała Ginny. Wyglądała w tym pięknie. Idealnie dopasowana sukienka z falbankami na dole sprawiała, że dziewczyna wyglądała w niej jeszcze szczuplej niż naprawdę. Kreacja była prosta, bez zbędnych dodatków, delikatka. Przyjaciółka spierała się, że do tego stroju pasują spięte włosy, a Hermiona, że rozpuszczone. W końcu Ginny zrobiła jej ślicznego koka, a z przodu swobodnie zwisał jeden loczek. Brązowowłosa stanęła przed lustrem i zrobiła delikatny makijaż uwydatniający jej pełne, malinowe usta i duże, orzechowe oczy. Końcowy efekt był świetny.
- No to, powodzenia Miona! – powiedziała Ginni i przytuliła przyjaciółkę. Hermiona zrobiła kilka wdechów, po czym wyszła do pokoju wspólnego. Draco już tam na nią czekał, w idealnie pasującej do jego oczu niebieskiej koszuli i czarnych spodniach. W ręku trzymał bukiet białych róż. Wyglądał niezwykle przystojnie. Włosy miał postawione na żelu. Bardzo się denerwował tym spotkaniem, a jeszcze pardziej po tym co widziłał. Myślał, że dziewczyna nie przyjdzie. Ale gdy tylko ją zobaczył w drzwiach na jego twarzy pojawiła się wyraźna ulga.
- Pięknie wyglądasz – powiedział podchodząc do niej i wręczając kwiaty.
- Jeju, skąd wiedziałeś, że kocham białe róże? – przytuliła się do Malfoya. Chłopak się tego nie spodziewał i drgnął.
- Mam swoje sposoby. – uśmiechnął się tajemniczo i pocałował ją w czubek głowy. – To chodźmy.

czwartek, 25 lipca 2013

Rozdział 5

- Malfoy? – wyszeptała patrząc na chłopaka przez załzawione oczy
- Mów mi Draco – powiedział i wziął ją na ręce -  Co ten wieprzlej ci zrobił? – spojrzał na Hermionę z taką wielką czułością i troską, jakiej jeszcze nigdy nie widziała w jego oczach
- Gdzie mnie niesiesz? – powiedziała zachrypniętym głosem dziewczyna
- Do dormitorium
- Ale za chwilę mamy historię magii.. –jęknęła Hermiona przytulając się do piersi Malfoya. Chwila, chwila co ona właściwie robiła? Przytulała się do wro… ale tak, przecież mu wybaczyła. Zmienił się. Zmienił się na lepsze. Czuła się tak dobrze w jego umięśnionych ramionach. Nagle się ocknęła. Co ona wyprawia? Co jeśli Draco jest dla niej taki miły by tylko zaciągnąć ją do łóżka? Przecież połowa dziewczyn w Hogwarcie to jego byłe! A może.. a może tak nie jest?
- I co z tego? Chyba nie masz zamiaru być na lekcji w takim stanie!
Znaleźli się obok portretu śpiącego czarodzieja. Draco podszedł do niego i powiedział stanowczo
- Czekoladowy Budyń – niezadowolony nagłą pobudką portret niechętnie odsunął się ukazując przejście do pokoju wspólnego prefektów. Ślizgon delikatnie położył Hermionę na kanapie i poszedł do swojego dormitorium. Chwilę później wyszedł z niego trzymając w ręce dwa kubki z gorącą czekoladą. Jeden z nich podał Gryfonce.
- Dziękuję, nie wiem jak ci się odwdzięczyć – powiedziała obdarzając go bladym uśmiechem
- Tylko mi wybacz – spojrzał jej w oczy nieznacznie się zbliżając. W myślach trzymał kciuki, że zakopią topór wojenny i zostaną choćby przyjaciółmi. Lubił tą gryfonkę. Hermiona spojrzała w ziemię w zamyśleniu. Siedzieli tak pare minut, aż nagle brunetka podniosła wzrok.
- Tak – wyszeptała i przytuliła blondyna. Sama nie wiedziała czemu to robiła. Coś ją ciągnęło do Dracona, ale nie wiedziała co. Malfoy uśmiechnął się i wtulił twarz w jej pachnące włosy. Puściła go, a on upił trochę gorącego płynu z kubka. Jego wzrok wylądował na kilku siniakach i otarciach na jej ramionach. – Te siniaki to jego sprawka?
Hermiona patrzała w ziemię i nic nie mówiła. Przez jakieś dziesięć minut trwała niezręczna cisza.
- Tak – odpowiedziała niepewnie spoglądając mu w oczy. Nie widziała w nich zimna, nienawiści ani ironii. Było w nich ciepło i troska. – Jak szłam na obiad.. to złapał mnie za ramię i zaczął mieć do mnie pretensje, że byłam z tobą na błoniach. Chyba był zazdrosny..
- Jedyne co widziałem, to to jak chamsko rzucił tobą o ścianę i chciał odejść. – w oczach Draco pojawiły się niebezpieczne błyski. – Policzę się z nim. Jak można tak traktować dziewczynę?!
Znowu zapanowała cisza. Obydwoje byli pogrążeni w swoich myślach.
- Wiesz, zmieniłeś się – odezwała się w końcu Hermiona
Ślizgon spojrzał na nią i delikatnie się uśmiechnął. Przybliżył się do niej i dał kosmyk jej włosów za ucho. Dziewczyna zarumieniła się i spojrzała w podłogę.
- Co się tak rumienisz? – powiedział a na jego twarzy pojawił się kpiący uśmieszek
- Nie rumienię się. Może pójdę do swojego dormitorium, jestem zmęczona, a ty idź na lekcje.
Naprawdę była wyczerpana tym dniem, choć dopiero co się zaczął. Położyła się na łóżku i wtuliła twarz w poduszkę. Ciągle myślała o Ronie i o tym co jej zrobił. Nie, on już nie był jej przjacielem. Pomimo ich zerwania dziewczyna miała cichą nadzieję, że wszystko będzie tak jak dawniej. Ale nie mogłaby się przyjaźnić z kimś, kto jej nie wierzy i nie ufa. Myślał, że chodzi z Malfoyem. Bzdura! Owszem może i się zmienił, ale tak czy siak to Malfoy… Muszę o tym z kimś pogadać. Tak, najlepiej z Ginny.
Wstała z łóżka ocierając łzy i skierowała się do łazienki. Obmyła twarz, po czym wyszła z dormitorium i poszła do sowiarni. Wyciągnęła  ze swojej kieszeni kawałek pergaminu i na nim napisała:

                                                         
Kochana Ginny!

Koniecznie musz
ę z kimś porozmawiać. Proszę, przyjdź do mnie o 19:00 jeśli masz czas.

                                                                                                                         Twoja Miona

Podeszła do małej, szarej sówki i przywiązała jej liścik do nóżki.
- Do Ginny Weasley – szepnęła, a sówka odleciała. Wróciła do swojego dormitorium i czekała na przyjaciółkę.

                                                                    
***

    Draco Malfoy szedł korytarzem do Wielkiej Sali wracając z zielarstwa rozmyślając o wydarzeniu na błoniach. Tak bardzo cieszył się, że Hermiona mu to przebaczyła. Gdy tylko zobaczył szczupłą sylwetkę z brązowymi włosami siadającą pod drzewem od razu do niej pobiegł. Wiedział, że to idealna chwila by ja przeprosić. Jego rozmyślanie przerwał krzyk dziewczyny. Bez namysłu pobiegł w stronę tego głosu. To co zobaczył go totalnie rozwcieczyło. Weasley rzucający zapłakaną Hermiona o ścianę, jak szmacianą lalką. Rudy odwrócił się i chciał odejść, ale Draco nie wytrzymał. Uderzył go z całej siły pięścią w twarz i podbiegł do dziewczyny. Ron trzymając swój skrwawiony, złamany nos uciekł na górę do dormitorium. Tchórzliwy dupek! Blondyn przytulił dziewczynę i zaniósł do ich pokoju wspólnego. Bardzo jej współczuł i gdy tylko zobaczył, siniaki na jej ramionach wezbrała się w nim wielka złość. Chciał zabić tego nędznego Weasleya! Wkrótce Gryfonka chciała iść do swojego dormitorium. Nie przeszkodził jej w tym. Poszedł na lekcję obmyślając plan zemsty.

                                                                           ***

Ktoś się zaczął dobijać do drzwi z pokoju wspólnego gryfonów. Hermiona wstała z łóżka i otworzyła przyjaciółce.
- Cześć! Chciałaś się spotkać. Stało się coś? Podobno Malfoy złamał Ronowi nos!- przyjaciółki usiadły wygodnie na kanapie przy kominku, a Hermiona przyniosła herbaty.
- Eh Ginny.. już ci wszystko mówie – opowiedziała przyjaciółce szczerze wszystko. Wiedziała, że nikomu tego nie powie i jej ufała. Znała wiele jej tajemnic, a ona jej. Były dla siebie jak siostry których nigdy nie miały.
- Jestem wściekła na Rona! Nie wiedziałam, że jest zdolny do czegoś takiego. Pewnie jest zazdrosny. – mówiła wściekła Ginny, a na jej twarzy oświetlonej blaskiem płomieni z kominka  widać było złość – Wybaczyłaś Malfoyowi?!
- Tak. Może potem będę tego żałować.. ale jest nawet miły.
- Miona.. to jest Malfoy. Będziesz żałować. On jest nieobliczalny. A może to wszystko jakiś jego plan? Chce byś mu zaufała, a on to wykorzysta? Radzę ci uważac. Przepraszam, ale muszę już iść. Umówiłam się z Parvati, paa do jutra – przytuliła przyjaciółkę i wyszła z jej dormitorium. Co jeśli Ginny ma racje i to jest jakiś plan? Nie wiem, nie wiem..
Hermiona poczuła burczenie w brzuchu. Przebrała się w coś innego i poszła na kolacje. Usiadła i zaczęła jeść kanapki, ale wciąż czuła na sobie czyjś wzrok. Odwróciła się i zauważyła blond czuprynę uśmiechającą się do niej. Draco puścił jej oczko i wrócił do rozmowy z Zabinim. Odwróciła się i zaczęła przeżuwać po woli kanapkę.
- Cześć Miona – przysiadł się do niej Harry – Co to było na obiedzie? Ron jest wściekły na ciebie i Malfoya. Herm.. coś was łączy z Draco? On jest ślizgonem i byłym śmierciożercą.. wiem, że mu wybaczyłem, ale..
- Jedyne co nas łączy to wspólna łazienka. – powiedziała Hermiona patrząc na Złotego Chłopca – Nie, nie jesteśmy razem. Po prostu mu wybaczyłam, tak samo jak ty.
- Pokłóciłem się z Ronem. Serio, bardzo mi wstyd za niego. Ginny mi wszystko powiedziała, jak spotkałem ją z Parvati na korytarzu. Kazałem mu ciebie przeprosić, ale on swoje. Hermiona, ja zawsze będę przy tobie nie zważając na to z kim się zadajesz, czy z kim chodzisz, pamiętaj. Ty też zawsze byłaś przy mnie. Kiedy w czwartej klasie Ron mi nie wierzył i był na mnie zły, ty byłaś przy mnie. Kiedy szukaliśmy horkruksów, opuścił nas a ty zostałaś. Co prawda nie podoba mi się za bardzo wasza znajomość, ale pamiętaj, zawsze możesz na mnie liczyć.

- Dziękuję Harry. Jesteś prawdziwym przyjacielem – przytuliła się do Harrego. Szczęśliwa wróciła do swojego dormitorium i szybko zasnęła.
   Nauczyciele zaczęli zadawać dużo prac domowych i mnóstwo sprawdzianów. Hermiona już prawie na nic nie miała czasu. Rano szła na lekcje, potem jadła pośpiesznie śniadanie i do końca dnia się uczyła. Prawie z nikim się nie spotykała. Czasem zamieniła słowo z Ginny lub Harrym. Codziennie widywała w pokoju wspólnym Malfoya. Pomagała mu trochę z transmutacji, a on za to z astronomii. Tak mijały dni.

         Pewnego dnia Hermiona szybko zerwała się z łóżka i podskakując jak mała dziewczynka podeszła do okna. Był 19 września, jej urodziny. Z niecierpliwością czekała na sowy z prezentami. Mimo iż skończyła właśnie 17 lat wciąż bardzo cieszyła się z prezentów. W szybę zastukała pierwsza sowa, a za nią kilka innych. Wpuściła je do środka częstując krakersikami. Zabrała paczuszkę od pierwszj sowy. Była od Harrego i dostała od niego trzy tomy „ Władców Pierścieni „. Druga sowa była od Parvati. Otworzyła średniej wielkości pakunek i jej oczom ukazała się śliczna bluzka z rękawem ¾ w miętowym kolorze. Następne sowy były od Pani Weaslay, bliźniaków, rodziców, Luny i Levander. Nagle do okna podleciały dwie wielkie sowy z ciemnymi piórami. Wpuściła je. Jedna była od …Pansy? Od Pansy Parkinson? Tak pisało na kartce… dziwne. Dostała od niej książkę o aurorach. Skąd ona wiedziała, że chciała zostać w przyszłości aurorem? Druga , kruczoczarna sowa trzymała małe pudełeczko z karteczką na której był podpisany Draco. Otworzyła go drżącymi rękami, a jej oczom ukazał się piękny, srebrny naszyjnik z serduszkiem. Wpatrywała się w niego jak w obrazek. Przerwało jej pukanie do drzwi. Dziewczyna szybko i zwinnie podbiegła do drzwi i je otworzyła. Stała tam Ginny trzymająca na rękach małego, puszystego, białego kotka w brązowe i rude łatki z kokardą na szyi. Miał on wielkie niebieskie oczy i duży futrzasty ogon.
- Wszystkiego najlepszego! – krzyknęła przyjaciółka przytulając Hermionę – To dla ciebie – podała jej zwierzątko – kiedyś mi mówiłaś, że chciałaś kota. On jest naprawdę sympatyczny! Nazywa się Wenus. – uśmiechnęła się szeroko do Gryfonki
- Jej! Dziękuję. Jaki on kochany! – jeszcze raz przytuliła się do rudej. – Siadaj, chcesz piwo kremowe?
- Nie, teraz muszę iść. Mogłabyś się spotkać tak za godzine przy pokoju życzeń? – powiedziała i uśmiechnęła się tajemniczo.
- Tak, jasne. To na razie!
- Paa!
Brunetka zamknęła drzwi i położyła kotka na łóżku. Szybko się ubrała i pobiegła do sklepu zoologicznego w hogsmade. Była prefektem naczelnym, więc mogła tam chodzić kiedy tylko chciała. Wbiegła do sklepiku, a mały dzwoneczek nad drzwiami cicho zadzwonił. Za ladą stała średniego wieku czarownica nucąca coś pod nosem i czytająca gazetę. Na dźwięk dzwonka od razu podniosła głowę i uśmiechnęła się do niej serdecznie.
- Dzień dobry, w czym panience pomóc?
- Poproszę miskę, karmę i leżysko dla kota. – Kobieta poszła na zaplecze.
Rzeczy po krzywołapie oddała swojej kuzynce. Nie myślała, że znowu będzie mieć kota. Oczywiście bardzo się ucieszyła, że dostała go od Ginny. Kochała te zwierzęta. Kiedy miała trzy latka jej tata przyniósł do domu małego, szarego kociaka. Od tamtej pory za nimi przepada. Potem przygarnęła jakiegoś dachowca, ale uciekł. W trzecim roku w Hogwarcie kupiła Krzywołapa, co spowodowało kłótnie między ją a Ronem. Obwiniał ją za to, że jej kot goni jego szczura i chce go zabić. Co ona miała z tym zrobić? Zamknąć w klatce i nie wypuszczać przez cały rok? Z reszta i tak Parszywek okazał się animagiem. Czarownica wyszła z zaplecza i niosła w rękach spory worek z karmą, dwie miski ; czerwoną  i jasno niebieską oraz czerwono złote leżysko dla kota. Hermiona podziękowała i zapłaciła za to 5 galeonów. Wróciła pospiesznie do swojego dormitorium i rozłożyła w kącie rzeczy dla Wenus. Zabrała kotkę na kolana i zaczęła głaskać. Spojżala na zegarek; zostało jej pół godziny. Odłożyła kota na podłogę i nasypała karmy po czym przebrała się w coś innego. Weszła do łazienki, zrobiła lekki makijaż i splotła włosy w gruby warkocz, który zarzuciła na plecy. Założyła na szyję swój srebrny naszyjnik z serduszkiem od Dracona. Ubrała czarne trampki i wyszła na korytarz. Skierowała się w stronę Pokoju Życzeń. Miały się spotkać za pięć minut, ale Ginny już tam na nią czekała.
- Cześć Miona! Chodź – wskazała jej głową na na ścianę po czym zbliżyła się i pojawiły się wielkie, ciężkie, rzeźbione drzwi do Pokoju Życzeń. Weszły do środka, ale w pomieszczeniu było strasznie ciemno. Nagle zapaliło się światło i rozległo się głośne.
- Wszystkiego Najlepszego! – po czym tłum ludzi rzucił się w stronę dziewczyny. Cała sala była przyozdobiona balonami i serpentynami. Na ścianach widniały ich wspólne fotografie. Pod ścianą znajdował się wielki stół z przekąskami, a na nim fontanna z czekolady. Po prawej stronie był mały barek z alkoholem, a na suficie kula dyskotekowa. Wśród przyjaciół zebranych w pokoju nie było Rona. Hermiona zauważyła trzy wysokie postacie zmierzające ku niej. Byli to Draco i Pansy. Dlaczego Pansy przyszła na jej urodziny? To wysztko wygląda dziwnie.
- Wszystkiego Najlepszego w dniu urodzin Granger – powiedział Draco i uśmiechnął się do niej szczerze. – widzę, że doszedł naszyjnik – popatrzał na serduszko ddobiące jej dekold.
- Tak, jest naprawdę bardzo ładne. Dziękuję. Na pewno było drogie… nie musiałeś tego mi kupować. I tobie Pansy też dziękuję za książkę. Skąd wiedziałaś, że chce zostać aurorem? – spojrzała na nią pytająco unosząc prawą brew. Dziewczyna uśmiechnęła się. Hermiona nigdy nie widziała jak się uśmiecha. Jej czarne włosy były spięte w wysoki kucyk. Miała na sobie jeansy i niebieską koszulkę. Była troszkę wyższa od Hermiony.
- Nie wiedziałam co ci kupic, więc zapytałam się twojej rudowłosej przyjaciółki. Bardzo się zdziwiła, że ją o to pytam. – zaśmiała się szczerze i poszła do barku z alkoholami. Przyjęcie trwało w najlepsze. Każdy chciał z nią tańczyć.
Harry, Ernie, Seamus, Harry, Neville, Dean, Neville i tak cały czas. Do tego dołączyło kilku puchonów I krukonów. Kiedy do Hermiony w końcu dobrał się Draco, nie wypuścił jej do końca przyjącia. Młody malfoy bardzo dobrze tańczył. Kiedy był mały rodzice zapisywali go na lekcje etykiety i tańca. Nagle zabrzmiała wolna melodia. Przytulili się do siebie. Goście ze zdziwieniem się na nich patrzyli. Chłopak przysunął dziewczynę jeszcze bliżej. Trzymał ręce na jej talii, a ona na jego ramionach. Kołysali się w rytm wolnej piosenki. Nie zwracali uwagi na innych, liczyli się tylko oni. Rozkoszowali się tą chwilą bliskości. Nagle piosenka się skończyła i zaczęły się szybkie rytmy. Nastało po nich jeszcze kilka piosenek i goście zaczęli się rozchodzić. Harry wyszedł jako ostatni nieufnie spoglądając na Malfoya.
- Kto to wszystko zorganizował? Nie spodziewałam się czegoś takiego…
- Był to pomysł twojej przyjaciółki wiewiórki i Chłopka-Który-Niestety-Przeżył. Ja załatwiłem alkohole, a Pansy pomogła przy dekoracjach.
- Pansy? O co jej chodzi? Przecież zawsze była dla mnie niemiła …
- Ona też chce się pogodzić. Próbuje to zrobić jakoś powoli, bo ślizgońska duma nie pozwala jej przeprosić. Ja ja przełamałem i przeprosiłem. – uśmiechnął się do dziewczyny podając drinka.
- Pogodzić? Czemu?
- Uważa, że jesteś sympatyczna.
- Nie jest zazdrosna? O to, że my też zaczęliśmy rozmawiać? Przeciez była twoja dziewczyną…
- Nie jest zazdrosna. Pansy jest moją przyjaciółką i jest szczęśliwa kiedy jestem szczęśliwy. Ona jest naprawdę mądra. Z nią miałem najdłuższy związek. Aż jeden i pół roku. Rozstaliśmy się, bo do siebie nie pasowaliśmy. Ona też tak myślała. – wypił zawartość kieliszka. – wracajmy już może do dormitorium
Dziewczyna nic nie odpowiedziała i bez słowa przedostali się do pokoju wspólnego. Pożegnali się krótko i położyli się spać.
Hermiona obudziła się z lekkim bólem głowy. Troche za dużo wczoraj wypiła. Wstała z łóżka tym samym zrzucając z siebie kota, który wdrapał się na jej łóżko kiedy spała. Prychnął i wrócił na swoje leżysko. Gryfonka wzięła szybki prysznic i się ubrała. Była niedziela, więc miała jutro lekcje. Zrobiła lekki makijaż, ubrała buty i wyszła ze swojego dormitorium.
Kiedy przechodziła korytarzem do biblioteki by odrobić pracę domową, zauważyła na tablicy ogłoszenie:

            
Dnia 22 X w sobotę o godzinie 16:00 odbędzie się wyjście do Hogsmade.

                                        Z powa
żaniem profesor McGonagal

Ktoś stanął za Hermioną łapiąc ją w talii. Dziewczyna drgnęła i chciała się odwrócić kto to, ale ten ktoś trzymał ją mocno. Mocno, a za razem delikatnie.
- Idziesz do Hogsmade?- zapytał ją dobrze znany głos Malfoya.
- Tak – odpowiedziała wyrywając mu się i zadzierając głowę do góry, bo był o wiele od niej wyższy. Miał jakieś 190 cma ona zaledwie 168.
- Sama?
- Chyba poproszę Ginny, by poszła ze mną.
- To chodźmy razem – powiedział Draco patrząc w jej orzechowe oczy – Nie przyjmuje odmowy.
- Zwariowałeś? Inni pomyślą, że to randka! – Harmiona spojrzała na niego z oburzeniem – Szlama Hermiona Granger chodzi z arystokratą Draconem Malfoyem! – prychnęła
- Bo to będzie randka – zbliżył się – nie obchodzi mnie to co myślą inni – szepnął tuż przy jej ustach – będę czekać o 15:50 w pokoju wspólnym – uśmiechnął się do niej zalotnie i odszedł pozostawiając ją samą z myślami. Jutro idzie na randkę z Malfoyem.. cała szkoła już będzie miała o czym mówić. Chociaż w sumie, będzie mogła tym wkurzyć Rona. Chyba, że Draconowi tylko o to chodzi. By się zemścić.
Szła zamyślona i nagle na kogoś wpadła. Upadli na zimną posadzkę.
- Przepraszam to moja wina – odpowiedział dźwięczny głos. To był Blaise Zabini.
- Nie to ja przepraszam. Myślałam o niebieskich migdałach. – uśmiechnęła się do niego zbierając kartki w czym chłopak jej pomagał. Nic do niego nie miała, nigdy jej nie przezywał. Jeszcze ani razu nie rozmawiali.
- Blaise Zabini – wyszczerzył się do niej i podał rękę.
- Hermiona Granger – uśmiechnęła się Hermiona także mu podając rękę. Blaise był najlepszym przyjacielem Draco od wielu lat. Miał brązowe włosy i ciemną skórę. Wzrost miał podobny do Dracona i był równie przystojny. Kiedy przechodził obok nich wszystkie wzdychały.
- No, ja już muszę iść na trening quiddicha, pa – pożegnał się i poszedł posyłając dziewczynie ostatni uśmiech. Hermiona ułożyła kartki po czym pomaszerowała do bibloteki. Nie umiała się na niczym skupić.. pewnien blondyn cały czas siedział jej w głowie. Co ma ubrać na tą randke?
- Poproszę o pomoc Ginny. Tak, ona się na tym zna – pomyślała Gryfona kończąc esej z eliksirów. Już miała się brać do pisania wypracowania z zielarstwa, ale pech chciał by zostawiła podręcznik i notatki w szklarniach. Westchnęła i spakowała wszystkie książki. Niestety w drodze do szklarń spotkała w pewnym korytarzu
plotergeista Irytka, największą zmorę woźnego Filcha. Trzymał w rękach wielki pistolet na wodę.
- Dzień doberek panno prefekt naczelna! Co pani powie na prysznic? Hihihi! – zaśmiał się duszek i spryskał ją wodą
Hermiona przetarła twarz i powiedziała
- Przestań natychmiast, bo zawołam Krwawego Barona! – Irytek zrobił kwaśną minę i odchodząc mamrotał pod nosem soczyste przekleństwa. Hermiona poszła w kompletnie inna stronę i weszła do szklarni. Nikogo tam nie spotkała, oprócz różnego rodzaju magicznych roślin. Nie miała zamiaru wracać do biblioteki. Wolała napisać pracę w swoim dormitorium.
Kiedy znalazła się przy nim, szepnęła hasło i ujawniło się przejście do pokoju wspólnego. Dracona nie było wiec weszła do swojego dormitorium i położyła się na łóżku na brzuchu. Myśląc jak zacząć wypracowanie zaczęła bawić się kosmykiem włosów.


Mandragora inaczej zwana dziwostr
ętem. Jest to roślina bulwiasta, o kształcie przypominającym człowieka. Panuje ogólna opinia że mandragora…