środa, 24 lipca 2013

Rozdział 1


Oto pierwszy rozdział mojego dramione. Jak wiadomo, początki są trudne, więc rozdział nie jest rewelacyjny. Dopiero zaczynam z blogiem i pisaniem tego typu opowiadań. Kiedyś pisałam jakieś historyjki :) Mogło się tu wkraść kilka błędów ortograficznych i językowych. Przepraszam za powtórzenia i jeśli coś było bez sensu napisane :)

Teraz może coś o mnie.
Nazywam się Paulina. Lubię grać na komputerze, czytać ksiażki oraz pisać :D
Moje ulubione książki to:
Wszystkie części Harrego Pottera i Igrzysk Śmierci oraz Biały Kieł.
Moim ulubionym zwierzęciem jest wilk <3




    Ładna, szczupła dziewczyna z długimi,falowanymi blond włosami i malinowymi ustami przyglądała się błękitnymi oczami swojemu odbiciu w lustrze. Miała na sobie śliczną, skromną suknie ślubną. Wyglądała na zwykłą, prostą sukienkę, ale jasnowłosa dziewczyna wyglądała w niej wspaniale, tak delikatnie.
Miała wyjść za mąż już za zaledwie dwa tygodnie. Od paru dni nie spała, rozmyślając czy na dobrze robi. Co jeśli to zły wybór? Czy aby napewno kocha Braiana? Czy on ją kocha? Chciała się kogoś zapytać o radę co do tego. Zdjęła z siebie sukienkę i założyła jeansy i dopasowaną, granatową koszulkę z krótkim rękawem. Za oknem ciemne chmury zakrywały niebo, widać  było, że za chwile zacznie padać. Dziewczyna westchnęła, dopiła herbatę i ubrała jesienną, czarną kurtkę po czym wsiadła do samochodu. Rozległ sie głuchy grzmot, a blondwłosa podskoczyła na siedzeniu. Bała się burzy.
Deszcz zaczął uderzać w szyby jej grafitowego samochodu. Przejechała przez ciemny las i chwilę potem zatrzymała sie przy dwupiętrowym domu o jasnym, kremowym kolorze ze szpiczastym czerwonym dachem. Obok niego znajdował duży ogród z oczkiem wodnym i wysokim, starym drzewem na którym wisiała huśtawka. Szybko podbiegła po kamiennym chodniczku do ciemnobrązowych drzwi i zapukała. Otworzyła jej uśmiechnięta kobieta z kręconymi, brązowymi włosami. Spojżała na dziewczyne swoimi wesołymi, czekoladowymi oczami. Były do siebie podobne.
- Witaj córeczko! - przywitała się kobieta zapraszając blondwłosą do środka
- Witaj mamo! Jak tam u was? - powiedziała dziewczyna
- U nas wszystko dobrze. Co cię tutaj sprowadza? Usiądź, Saro, a ja zrobię nam herbaty. Draco! Mamy gościa! - zawołała idąc w stronę kuchni
- Oo! Dzień dobry Saro! Dawno Cię u nas nie było. Jak przygotowania do ślubu? Wiesz, na nas zawsze możesz liczyć, jeśli potrzebujesz pieniędzy..
- Tatoo! Radzimy sobie. - przerwała mu córka
- Ohh no dobrze. A co tam u Braiana? Czemu nie przyjachał z tobą? Pokłóciliście sie? - spojżał na nią podejżliwie ojciec rozsiadając sie wygodnie na ziemnozielonej kanapie
- Nie pokłóciliśmy się. Jest w pracy, wróci dopiero o 20.00. - powiedziała sara uśmiechając się blado do ojca i siadając obok niego
- Dawno go nie widziałem. - powiedział Draco wpatrując się w tańczące płomienie w kominku . Nagle zawołał - Hermiono! Gdzie jesteś? - wstając z kanapy
- Robię dla nas herbatę, usiąź, za chwileczkę przyjdę - rzekła Hermiona z kuchni
Sara rozglądała się po pokoju. Ściany były w jasnobrązowym kolorze, a meble w ciemnobrazowym. Pomieszczenie było dosyć duże. Na przeciwko kanapy był kominek, a na nim stały ramki z rodzinnymi fotografiami i różnego rodzaju figurki. Na jednym ze zdjęć, śmiała się mała, sześcioletna jasnowłosa dziewczyna z niebieskimi włosami. Obok, znajdowało się ich zdjęcie z wakacji w Paryżu. Zostało ono zrobione gdy miała 10 lat.
Ściany w pokoju zdobiły obrazy, a w rogu pokoju stał stojak z klatką w której smacznie spała carna sowa.
- Proszę, twoja ulubiona malinowa herbata - mama podała jej napój w kubku - Co cię tu sprowadza?
- Oh mamo.. Za dwa tygodnie mój ślub..
- Wiemy, bardzo się cieszymy - Hermiona uśmiechnęła się promieniści do córki
- Tak, ale.. mam wątpliwości. - powiedziała Sara patrząc w podłoge
- Wątpliwości? - powiedział Draco patrząc na swoją córke
- Tak. Nie wiem czy dobrze robie.. Czy.. czy ja go naprawde kocham i czy on mnie kocha. Myślę, że to nie to samo co kiedyś. Znacznie oddaliliśmy się od siebie. Myślę, że mu już na mnie tak nie zależy. Widzimy sie jedynie rano przy śniadaniu, ale on zawsze się śpieszy do pracy i wieczorem, ale zawsze jest za bardzo zmęczony by porozmawiać. Wydaje mi się, że dla niego jego praca jest ważniejsza odemnie.. do tego nie potrafie sobie wyobrazić jak będziemy mieć dzieci, on nie potrafi znaleźć czasu dla mnie, a co dopiero dla nich. Mamo.. tato.. a.. jak wy się poznaliście? Jak się pokochaliście? Moglibyście mi opowiedzieć? - powiedziała dziewczyna wpatrując się w rodziców
- To naprawde długa historia.. - powiedział ojciec
- Proszę! - nalegała Sara
- No dobrze. - powiedziała Hermiona uśmiechają sie do męża-  A więc wszystko zaczęło sie tak..

****

- FRED! GEORGE! ZABIJE WAS! - Hermionę obudził krzyk swojej rozzłoszczonej przyjaciółki. Od
dwóch tygodni znajdowała się w Norze. Jej rodzice postanowili wyjechać na wakacje do Hiszpanii. Chcieli zabrać ją ze sobą, ale nalegała, aby pojechali sami w romantyczną podróż. Chciała spotkać się z przyjaciółmi. Przez całe wakacje za nimi tęskniła. Już jutro miała zacząć siódmy; ostatni rok w Hogwarcie.
- KRETYNI!! – Ginny wrzeszczała na bliźniaków jak oszalała
- Ginny.. to miał być żart, nie złoś... - Fred nie zdążył dokończyć, bo rudowłosa zatrzasnęła mu drzwi tuż przed nosem.
- Nienawidze ich! - krzyknęła Ginny, po czym rzuciła z impetem książką o podłogę - Jak ja wyglądam? Jutro do Hogwartu!
Hermiona leniwie przeciągnęła się na łóżku i nie otwierając oczu powiedziała spokojnie
- Co się stało, Ginny?
- CO SIĘ STAŁO?! ZOBACZ!!
Hermiona szybko wstała z łóżka i spojrzała na przyjaciółkę. To co zobaczyła bardzo ją zaskoczyło. Jej dotychczas ognisto rude włosy były.. w kolorze zgniłej zielone. Wyglądała bardzo zabawnie i Hermiona z ledwością próbowała powstrzymać śmiech, ale nie za bardzo jej sie to udawało. Ginny obdarzyła ją morderczym spojrzeniem po czym usiadła na łóżku i ukryła twarz w dłoniach.
- Ginny.. przepraszam, nie płacz. Na pewno da się coś z tym zrobić.. - pocieszała przyjaciółkę Hermiona, przytulając ją do siebie
- Jak ja się pokażę w szkole? Przecież jutro jedziemy do Hogwartu! A dziś miałyśmy a dziś miałyśmy iść na pokątną! Jak ja sie tak pokaże Harremu?? - rozpaczała Ginny nie podnosząc wzroku na przyjaciółkę.
- Słuchaj, na pewno jest na to jakieś przeciwzaklęcie. Idę, do Freda i Georga o tym porozmawiać.- odrzekła Hermiona, po czym ubrała się i wyszła. Pokój bliźniaków był na końcu korytarza. Nagle zza drzwi wyłonił sie rozczochrany, senny Ron.
- Co to za krzyki? Czemu Ginny sie tak darła? - zapytał rudzielec przeciągle ziewając. Minęły dwa miesiące od ich zerwania a on nie mógł się z tym pogodzić. Ciągle miał nadzieję, że znowu będą razem, że będzie tak jak kiedyś. Kochał ją bardzo mocno, ale ona już nie odwzajemniała uczucia. Kiedy byli jeszcze razem ciągle się kłócili o jakieś drobnostki. Gryfonkę denerwował jego egoizm i pierwsza powiedziała, żeby zerwać. Ron przyjął to do siebie jakby nigdy nic ale tak naprawdę, gotował się w środku ze złości i żalu. Chciał z nią być i starał się jakoś do tego dopuścić. Niestety, jego plany zawsze kończyły się porażką. Jak nie wybuchająca bombonierka to gryzące kwiatki. Hermiona wiedziała, że on dalej chce być z nią i, że się stara aby ich związek znowu zakwitł. Niestety, nie pomagała mu w tym i nie miała zamiaru. Obiecała sobie, że nigdy już nie będą razem.
- Fred i George zrobili jej kawał.. ma zielone włosy. Właśnie idę z nimi o tym pogadać.
- No to się nie dziwię, że Ginny się wściekła. Ide jeszcze troche pospać. - powiedział ospale po czym wszedł ponownie do pokoju zamykając drzwi.
Mionie żal było przyjaciółki. Miała nadzieję, że da się coś zrobić by jej włosy przybrały znowu rudy kolor.
- Oh, no już ja z nimi pogadam! Jak mogli jej to zrobić? - myślała gorączkowo Hermiona podchodząc do drzwi chłopaków. Weszła bez pukania do ich pokoju i zaczęła krzyczeć
- Co to miało znaczyć?! Dlaczego zafarbowaliście jej włosy na zielono?! To wcale nie było śmieszne! – zaczęła im wytykać
- Spokojnie Hermiono.. to jest nasz nowy wynalazek. Popatrz, jeśli wypije sie ten eliksir to włosy zmieniają kolor. Mamy zamiar zamieścić go w jakiś cukierkach, czy coś takiego. Wynaleźliśmy to trzy dni temu.. ale spokojnie! To jej zniknie za jakąś godzine. Serio bardzo nam przykro.. to miał być żart, nie wiedzieliśmy, że się tak wścieknie. - tłumaczył się zawstydzony Fred patrząc w podłogę
- Za chwile do niej przyjdziemy i ją przeprosimy - dodał George niepewnie się uśmiechając
- Mam nadzieję. - prychnęła Hermiona i spojrzała na nich srogo po czym wróciła do swojego i Ginny pokoju.
Usiadła obok przyjaciółki i ją przytuliła.
- Spokojnie, Ginny. To za jakąś godzinę zniknie. Fredowi i Georgowi jest serio bardzo przykro.
Przyniose Ci śniadanie. - powiedziała i zeszła na dół po długich schodach. Nie lubiała po nich schodzić. Zawsze się bała, że zaraz się potknie i spadnie na sam dół. W kuchni była już pani Weasley robiąca śniadanie.
- Dzień Dobry Hermiono, skarbie! - powiedziała pulchna Pani Weasley i uśmiechnęła się promiennie do Miony znad deski do krojenia.
- Dzień dobry – odpowiedziała brązowowłosa także się uśmiechając, zabrała talerz z kanapkami biorąc jedną do ręki. Pałaszując kanapkę wróciła do pokoju, gdzie jej przyjaciółka siedziała przy biurku porządkując stertę rozwalonych kartek i książek.
- Dzięki Miona - powiedziała Ginny pochłaniając kanapki - Spójrz! Tu przy skórze włosy robią się rude! Wezmę prysznic, ubiorę się i idziemy na pokątną.
- Dobrze, to ja powiem chłopakom. – odrzekła Hermiona. Ponownie wyszła z pokoju wciąż jedząc kanapkę. Zapukała w drzwi pokoju Rona i Harrego. Nikt nie odpowiadał. Czekała jeszcze chwilę i nic, wiec poszła do kuchni. Złoty chłopiec i rudzielec siedzieli przy stole i jedli w najlepsze naleśniki z dżemem na śniadanie.
- Cheść! – przywitał się Harry z pełnymi ustami
- Z pełnymi ustami się nie mówi! – powiedziała Hermiona i zaczęła się śmiać – Co wy na to, by za chwilę wybrać się na Pokątną?
- Jasne, to jak? Widzimy się tu za 40 minut.
Hermiona przez ten czas wzięła gorący prysznic i się uczesała. Ubrała zwiewną białą sukienkę w małe, kolorowe kwiatki i włosy związała w luźny kok. Na nogi założyła białe szpilki. Zabrała listę z książkami na siódmy rok po czym zeszła na dół. Wszyscy już tam byli. Ginny miała jedynie końcówki trochę zielone i patrzyła z ukosa na starszych braci, którzy ją przepraszali.
- Dobrze to chodźmy – powiedział Harry rzucając do kominka proszek fiuu, a  następnie do niego wchodząc. Następny był Ron, a po nim miała być Ginny. Hermiona patrzała jak jej przyjaciółka znika w szmaragdowych płomieniach. Wzięła garść proszku i wrzuciła je do kominka. Zamknęła oczy by nie wleciał jej do nich pył podczas podróży, weszła w ogień wyraźnie mówiąc „ NA POKĄTNĄ”. Jej nogi zaczęły łaskotać zielone płomienie, nie parząc ich. Poczuła charakterystyczne ukłucie w okolicach pępka i chwilę  później znalazła się na ulicy Pokątnej.
Droga była przepełniona czarodziejami w długich szatach. Było też pełno przyszłych pierwszoroczniaków rozglądających się ze zdziwieniem dookoła. Przypomniała sobie, kiedy sama dowiedziała się, że jest czarodziejką. Na początku nie uwierzyła i pomyślała, że to żart. Kiedy znalazła się na magicznej ulicy nie potrafiła oderwać oczu od dziwnych ludzi, książek i przedmiotów. Teraz nigdzie nie mogła dostrzec  swoich przyjaciół, więc wzruszyła ramionami i patrząc na listę z potrzebnymi rzeczami poszła przed siebie. Nie zauważyła wystającego z ziemi żelaznego pręta i już myślała, ze za chwile będzie mieć bolesne spotkanie z ziemią, ale złapały ja czyjeś blade, silne ramiona. Wstała i otrzepała się z niewidzialnego kurzu. Podniosła głowę by zobaczyć swojego zbawcę i oniemiała. Stał przed nią w całej swej okazałości Draco Malfoy.
- No, no, no! Witaj Granger – uśmiechnął się kpiąco – lecisz w ramiona pierwszego lepszego faceta?
- Spadaj Malfoy, mam nadzieję, że nie pobrudziłeś się szlamem – Powiedziała oschle Hermiona zaciskając zęby. Oh jak ona nienawidziła tego dupka!
- Właśnie uratowałam cię przed upadkiem, a ty się tak do mnie zwracasz? Oj Granger, Granger zero wdzięczności. – powiedział z ironicznym uśmiechem kiwając głową
- Wdzięczności? Za co? Wolałabym już leżeć na ziemi niż by dotykała mnie tchórzliwa, tleniona fretka!
Draco niebezpiecznie blisko się do niej zbliżył. Próbowała się wycofać ale natrafiła na ścianę jakiegoś budynku. Nachylił się nad nią
- Nikt nie bedzie mnie nazywał tchórzem – szepnął jej to wprost do ucha, a jego wargi delikatnie je muskały.
Z boku to mogło wyglądać jakby ją całował. Hermiona drgnęła i próbowała się wyrwać, ale Draco mocno trzymał ją za nadgarstki.
- Nienawidze cie Malfoy – wycedziła brunetka mierząc go nienawistnym spojrzeniem
- Wzajemnie, kotku – odrzekł głośniej mówiąc ostatnie słowo, po czym ją puścił i odszedł
Hermiona stała w tym samym miejscu zdziwiona. Kotku? Dlaczego jej tak powiedział? Nagle zrozumiała, że całej tej scenie przyglądała się pewna osoba.
- Hermiona! Co to miało być?! Zadajesz się z tym kretynem?! Przecież to nasz wróg! Chodzisz z nim?! – Ron zmierzał w stronę Hermiony ze wściekłą miną i zaciśniętymi pięściami.
- Nie! Jak mogłeś coś takiego pomyśleć? – odrzekła Hermiona, myślac jak dwuznacznie mogło to wyglądać z boku. Złapała się za ucho, do którego niedawno mówił Malfoy. Z wyglądu bardzo się zmienił. Bardzo dużo urósł i stał się taki bardziej… nie Malfoyowaty. Bardziej męski.
- Nie kłam! Widziałem jak cie całował! I powiedział ci kotku! – wrzeszczał czerwony jak piwonia ron, zaciskając zęby
- Nie kłamie! To, to tylko jak wyglądało, on mnie nie całował! I nie mam pojęcia czemu powiedział kotku.- tłumaczyła się Hermiona, a na jej twarzy zagościły dwa wielkie rumieńce. Nienawidziła Malfoya! Z Ronem chciała się przyjaźnić, tak jak kiedyś, ale teraz wszystko wisi na włosku.
- Wiesz co! Ledwo co zerwałaś ze mną i jeszcze na dodatek całujesz się na ulicy z Malfoyem! Zachowujesz się jak jakaś suka!
Hermiona nie wytrzymała. Uderzyła rudzielca z całej siły w policzek, nawiasem mówiąc dała mu z liścia. Jak on mógł ją tak nazwać? Podła świnia! Przecież nie całowała się z Malfoyem, a z nim zerwała już dawno temu. Nie miał prawa tak do niej mówić, tym bardziej, że to nie prawda. Tyle lat wzajemnej przyjaźni i on jej nie ufa.
- Jesteś podłą świnią Ron! – wykrzyczała my to prosto w twarz, odwróciła się na pięcie i odeszła zostawiając rozzłoszczonego Rona samego. Wbiegła do sklepu z książkami ocierając łzy. Kupiła wszystko co trzeba i sama teleportowała się do Nory.
Przez resztę dnia nie mogła się na niczym skupić. Przypadkiem strzaskała szklankę. A kiedy dla jakiegoś zajęcia chciała coś narysować i przypomniała sobie o Ronie to złamała ołówek. On nie miał prawa jej tak nazwać!

3 komentarze:

  1. Rozdział jest bardzo ciekawy. Draco jak zwykle arogancki i zadufany w sobie. Wyczyny bliźniaków są boskie! Zmiana włosów Ginny na zielony. :)
    Dostrzegłam jednak kilka małych błędów, które nie robią znaczącej różnicy więc nie będę ich tu pisać ( bo po co? :) ).
    Piszesz bardzo ciekawie więc zachęciłaś mnie do czytania dalszych rozdziałów. Oby tak dalej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo przepraszam za te wszystkie błędy. Nie wiesz jak sie ciesze czytając takie słowa! :D Dziekuje <3

      Usuń
  2. Od razu mnie wciągnęło i lecę czytać dalej ;3

    OdpowiedzUsuń