Już drugi rozdział dziś! Nie wiem w jakich odstępach czasu będą pojawiały się nowe notki. Może dwie na dzień? Może jedna na tydzień? Nie wiem, nie wiem :) Miłego czytania!
Harry położył rękę na ramieniu Ginny. Ona od razu go
zrozumiała i wstała. Wybraniec jeszcze raz spojrzał na Dracona, po czym wyszedł
razem z rudowłosą. Malfoy przez całą noc siedział przy dziewczynie. W końcu
zasnął z głową na jej kolanach.
***
Ron biegł korytarzami na oślep. Wpadł na jakąś zbroje, wstał i pobiegł dalej.
Pędził po schodach jakby go ktoś gonił. Wykrzyknął ze złością w głosie hasło
grubej damie. Ta zrobiła oburzoną minę, ale odsunęła się ukazując wejście.
Pokój wspólny świecił pustkami. Rudzielec wbiegł do swojego dormitorium i
zatrzasnął drzwi zamykając je na klucz. Oparł się u nie plecami i osunął się na
ziemie. Zaciskał pięści tak mocno, że po jego rękach płynęły stróżki krwi.
Wstał i krzyknął ze złości na samego siebie. Kopnął kufer i usiadł na
parapecie. Kolejny przyjaciel przez niego cierpi. Nie wytrzymał, chciał
skrzywdzić Malfoya. Z zazdrości? Tak, z chorej zazdrości. Harry miał absolutną
rację co do tego. Był zły na Hermionę. Wściekły jak cholera, ale nie chciał jej
nic zrobić. Nie przewidział tego, że wskoczy przed Malfoya. Przez glowę
przechodziły mu różne zaklęcia, ale wybrał to najgorsze z nich. Nie umiałby
zabić, chciał tylko okaleczyć… by poczuł jak boli go jego serce, gdy widzi ich
razem. Jaki był jego plan? Skłócić ich ze sobą i znowu mieć przyjaźń Hermiony.
Ale nie, wszystko spieprzył. Nie umiał się opanować, wstał i rzucił zaklęcie.
Jednak chwilę przed rzuceniem uroku zawahał się. Spotęgowała nienawiść i
zazdrość. Gdyby to trafiło Malfoya Hermiona i tak by mu nie wybaczyła. Wszystko
rozwaliło się jak domek z kart. Harry się już do niego nie odezwie, a Miona
pewnie na niego nie spojrzy. I co mu dał ten upust złości? Tylko nienawiść przyjaciół
z którymi tyle przeżył. Zachował się okropnie.. ba to mało powiedziane! Pewnie
cała szkoła już o tym wie. Co powiedzą nauczyciele? Pewnie wywalą ze szkoły.
Nie zda OWTM’ów, nie znajdzie pracy. Matka? Matka będzie na niego wściekła. Co
zrobi ze swoim życiem? Okno. Wystarczy otworzyć i skoczyć. Życie pęknie jak
bańka mydlana, a problemy znikną. Odpędził od siebie te myśli. Samobójstwo to
tchórzostwo, ucieczka przed problemami. Oparł czoło o szybę i zamknął oczy.
Przypomniały mu się te wszystkie chwile spędzone z przyjaciółmi. Pierwszy rok…
poszukiwanie kamienia filozoficznego, quiddich.. poszukiwanie komnaty tajemnic
i wielki ból kiedy spetryfikowano Hermionę. Trzeci rok ratowanie Syriusza i
Hardodzioba przez Hermionę i Harrego, kiedy on leży w szpitalu. Czwarty rok..
wzątpienie w Harrego, kiedy Hermiona wciąż mu wierzyła. Kolejne lata… wojna.
Ten strach i żal kiedy HAgrid przyniósł ‘martwego’ Harrego i pocałunek… Wszystkie sceny spędzonej razem przyszłości
Ron miał przed oczami. Było by tak pewnie dalej, żyli by w przyjaźni gdyby nie
on. Gdyby nie jego chorobliwa zazdrość. Te wszystkie chwile spędzone w Norze i
wspólna gra w quiddicha… Pewnie teraz wszyscy się od niego odwrócą i nie będą
chcieli go znać. Nie dziwił się; sam by zrobił to samo. Tak bardzo chciał cofnąć czas do tego poranka
w którym pokłócił się z Harrym. Wyrzuty sumienia paliły go jak rozpalone do
białości żelazo. Pewnie właśni bracia będą go nienawidzić. Uwielbiali Harrego,
dał im nagrodę za turniej trójmagiczny na rozwój ich sklepu, a Fred kiedyś się
podkochiwał w Hermionie. Ginny mi tego na pewno nie wybaczy. Wiedział to na
pewno. Uderzył głową o szybę i ponownie zacisnął pięści. Planował ich skłócić.
Miał prosty, ale raczej skuteczny plan. A może by tak go wcielić w życie? Co ma
do stracenia? Uratuje Hermione przed dodatkowym cierpieniem przez Malfoya!
Zeskoczył z parapetu i ukląkł w biegu przy szafce zdzierając kolana do krwi.
Zaczał gorączkowo szperać w środku szuflady. Znalazł. Wyciągnął kawałek papieru
uśmiechając się triumfalnie. Usłyszał jak kilka osób mocna wali w drzwi.
Pospiesznie ukrył w pudełku karteczkę i powoli podszedł do drzwi.
***
Blondyn poczuł jak ktoś głaszcze go po włosach. Było mu tak przyjemnie, chociaż
leżał w dosyć niewygodnej pozycji. Leniwie otworzył oczy. Oślepiło go światło
jesiennego słońca. Skrzywił się i zamknął ponownie oczy. Usłyszał cichy, tak
bardzo znajomy śmiech. Od razu się uśmiechnął i uchylił powieki. Szczerzyła się
do niego blada brunetka trzymająca w ręku opasłą księge. Widać było, że
straciła dużo krwi, ale nie straciła radości i tych wesołych iskierek w oczach.
Draconowi zrobiło się lżej na sercu widząc jej uśmiech. Usiadł na łóżku i
pocałował ją w czoło, na co na jej twarzy zagościł lekki rumieniec.
- skąd masz tą cegłe? – zapytał chłopak z uśmiechem pokazując na grubą książkę leżącą
obok dziewczyny. Ona zaśmiala się i odpowiedziała
- Przwołałam z mojego dormitorium. Draco, istnieje coś takiego jak czary! –
powiedziała śmiejąc się na głos. Nagle jej śmiech zamienił się w kaszel. Malfoy
spoważniał i złapał ją za bladą dłoń.
- Musisz odpoczywać. – powiedział stanowczo – idę coś zjeść i od razu do ciebie
wracam.
- Zostań – wyszeptała smutno dziewczyna łapiąc go mocno za nadgarstek. – Powiem
skrzatowi domowemu by ci coś przyniósł – dodała już weselej – Stworek! –
powiedziała stanowczo, a skrzat od razu deportował się przed łóżkiem nisko się
skłaniając
- Przynieś dwa śniadania – powiedziała z uśmiechem, a Stworek bez słowa zniknął
z trzaskiem. Draco z powrotem usiadł obok Hermiony. Pomógł jej usiąść do
śniadania, po czym udał się w poszukiwanie jakiegoś krzesła. Znalazł jedno w
rogu sali i postawił obok łóżka dziewczyny, która właśnie czytała życzenia od
Blaisa. On sam tez by jej coś kupił, ale nie ruszał się od niej na krok. Obok niego
pojawił się Stworek mówiąc swoim skrzeczącym i raniącym uszy głosem
- Dwa śniadania dla panienki – znów nisko się skłaniając. Gdyby Draco nie
złapał w porę tacki, jedzenie byłoby już na ziemi. Skrzat znowu się
teleportował do kuchni. Podał talerz Hermionie. Zajadali się kanapkami, jajkami
na miękko i bekonem w plastrach. Po posiłku pomógł jej się z powrotem położyć,
a sam odesłał brudne talerze i tackę do kuchni. Zza zasłony wychyliła się
czyjaś ruda czupryna. Weszła przytulając przyjaciółkę i witając się z Draconem.
Tak samo Harry.
- No to Granger masz tu na razie przyjaciół. Ja ide się trochę odświeżyć i
wrócę – powiedział uśmiechając się do niej. Dziewczyna spojrzała na niego i się
zgodziła. Wyszedł z skrzydła szpitalnego i skierował się do swojego
dormitorium. Wziął szybki prysznic, ubrał się w czyste ubrania i wybiegł z
pokoju biorąc ze sobą pare galeonów. W drodze do wyjścia z zamku założył płaszcz.
Na dworze zapowiadało się na deszcz. Ciężkie, czarne chmury krążyły nad
Hogwartem. Skierował się w stronę Hogsmade. Zobaczył z daleka drzewo pod którym
cię całowali. Wstchnął cicho i uśmiechnął się pod nosem. Wchodził do różnych
sklepów nie widząc niczego odpowiedniego. Hermiona pewnie na niego czekała.
Pierwsze krople zaczęły spadać z pochmurnego nieba. Zobaczył z boku błysk, a
chwilę potem głośni grzmot. Ludzie rozbiegli się do pubów chroniąc się przed
deszczem, lub teleportowali się do domów. Wszedł na ślepo do jednego sklepu. Na
ścianach były półki a na nich setki pluszaków. Futrzate sowy, puchate ropuchy,
lwy i inne zwierzęta. Z zaciekawieniem patrzał na wypchane pluszem zwierzaki.
Znikąd pojawił się za nim sprzedawca.
- W czym panu pomóc? – zapytał grubym głosem,
niepasującym do otoczenia. Był niższy od Dracona o jakieś pół głowy.
Miał na głowie łysinkę i posiwiałą brodę. Młody Malfoy lekko się zmieszał, ale
nagle do głowy wpadł mu pomysł.
- Dzień dobry, ma pan może maskotki kotów? – zapytał rozglądając się dookoła.
Sprzedawca poszedł na zaplecze. Wrócił trzymając worek pełen pluszowych kotków.
Chłopak z zaciekawieniem spojrzał do śradka. Przez jakiś czas grzebał wśród
rudych, czarnych, białych i szarych kociaków, aż zobaczył to czego szukał.
Wyciągnął mięciutkiego, puchatego kotka podobnego do tego od Hermiony. Wiedział
jak wygląda, bo kilka razy kiedy Gryfonka uczyła się w bibliotece; kot
podkradał się do jego pokoju. Raz strzaskał butelkę ognistej whisky. Malfoy był
na niego zły, ale lubił tą kotkę. Kiedyś przyniosła mu w zębach zdjęcie
Hermiony, jakby wiedział, że mu się podoba. Bardzo rozumne zwierzę z tej Wenus.
Podszedł do kasy i zapłacił za maskotke trzy galeony. Sprzedawca zapakował
prezent w czerwone pudełko ze złotą wstążką, tak jak sobie tego życzył Draco.
Wziął pod pachę pakunek i popędził przez deszcz do zamku. Miał mokre włosy i
ubranie. Użył szybko w korytarzu zaklęcia suszącego i pobiegł do skrzydła
szpitalnego. Spotkał w drzwiach Harrego i Ginny idących na zajęcia. Kiwnęli
sobie głowami i chłopak podszedł do Hermiony. Czytała książkę i nawet go nie
zauważyła.
- Mam dla ciebie prezent – dziewczyna przestraszyła się i drgnęła. Spojrzała
wystraszona na Dacona i od razu na jej twarzy zagościł uśmiech. Nie zdąrzyła
nic powiedzieć, bo chłopak podsunął jej pod nos ślicznie zapakowany prezet.
Posłała mu w podziękowaniu uśmiech i zaczęła rozpakowywać pakunek. Wyjęła kotka
i przytuliła się do niego jak mała dziewczynka do ulubionej maskotki. Złapała Malfoya
za rękaw i przysunęła do siebie.
- Dziękuję – szepnęła tuż przy jego uchu. Przez ich ciała przebiegły przyjemne
dreszcze. Draco spojrzał jej w oczy i delikatnie przesunął kosmyk jej włosów za
ucho. Hermiona wplotła rękę w jego włosy, a jej usta delikatnie musnęły wargi chłopaka.
Malfoy usiadł na łóżku, obejmując siedzącą na nim Hermionę. Wpił się w jej usta
zachłannie, ale delikatnie. Dziewczyna oddawała namiętnie jego pocałunki.
Przestali na chwilę, ale ich twarze wciąż były blisko. Ich oddechy mieszały
się. Ich wargi znowu złączyły się w gorącym pocałunku. Zimne ręce Dracona
błądziły po plecach Gryfonki. Przysunął się jeszcze bliżej. Czuli szybkie bicie
swoich serc. Chłopak widząc, że Hermiona jest zmęczona odsunął się delikatnie
muskając jej wargi. Na policzkach dziewczyny zagościły dwa wielkie rumieńce.
Nie odzywali się do siebie, ale ta cisza wcale ich nie krępowała. Tak samo jak
za pierwszym razem. Podszas tego pocałunku maskotka spadła na ziemię. Chlopak
schylił się i ją podniósł. Hermiona odsunęła się na skraj łóżka robiąc miejsce
Draconowi. Zawachał się chwilę myśląc czy dziewczyna przypadkiem nie spadnie,
ale w końcu się położył obejmując ją w talii. Dziewczyna wtuliła się w kotka, a
Malfoy w Gryfonkę. Dziewczynę trochę uciskała ręka chłopaka uciskająca ranę,
ale nic nie powiedziała. Po zaledwie paru minutach zasnęli spokojnie w swoich
objęciach.
***
Rudzielec spojrzał na zegarek. 3:00. Wstał i po cichu wyszedł z dormitorium.
Chciał zobaczyć co z Hermioną. Wolał to zrobić jak śpi. Skradał się korytarzami
w ciemności. Wpadł na wiadro woźnego Filcha, które przewrócił się z łoskotem.
Usłyszał oburzone głosy portretów. Szybkim krokiem odszedł z tego miejsca i
skierował się w stronę skrzydła szpitalnego. Delikatnie uchylił drzwi, ale one
i tak cicho zaskrzypiały. Zakradł się do jedynego zasłoniętego łóżka parawanem
w całej sali. Uchylił lekko zasłonę i zajrzał do środka. Zdrętwiał. Ta
pieprzona świnia ściskała się w jednym łóżku z Hermioną! To dlatego nie było go
na lekcjach. Myślał, że może ( na szczęście) mu się coś stało. Jak gdyby nigdy
nic tulił się do niej jak dziecko do misia! Złość się w nim wzebrała, ale
opanował się. Nikt nie mógł wiedzieć, że tu jest. Codziennie miał godzinny
szlaban i zakaz gry w quiddicha. Na dodatek dostał wyjca od matki, Freda u
Georga. Nie chciał więcej kar. Bezszelestnie wyszedł ze skrzydła szpitalnego i
wrócił do swojego dormitorium.
Paulino. Podoba mi się ten rozdział. Bardzo mi się podoba. Masz 166 wyświetleń, jestem z ciebie dumna! :P Cieszę się, że Draco spał z Hermioną to takie romantyczne XD Szkoda, że Ronald nie popełnił samobójstwa :D Dziękuje.
OdpowiedzUsuńWow zaskoczyłaś mnie tym rozdziałem! Ja tak samo żałuję że nie uśmierciłaś Rona- byłoby bardziej dramatycznie.:) Ciekawe co on może knuć? Ale żeby zwalić winę na Hermionę? To jest bezczelność! Co ten Ron sobie wyobraża? Lecę czytać dalej!
OdpowiedzUsuńPs. Rozdziały są boskie! :)