czwartek, 25 lipca 2013

Rozdział 3

- Spadaj Malfoy – wycedziła Hermiona – Nie widzisz, że się kompię? Wychodź!
- Widzę. Nie wyjdę – uśmiechnął się ironicznie – tak się składa że chciałem wziąć kąpiel, a ty mi w tym nie przeszkadzasz
Co on sobie wyobraża? – myślała oburzona dziewczyna
Chłopak rozebrał się i rzucił swoje ubrania do kąta. Miał kąpielówki, a ona nic. Jak gdyby nigdy nic wszedł do wody i podpłynął do Hermiony.
Właśnie kąpała się z Malfoyem… na dodatek była naga. Gdyby Ron to wiedział, to by chyba zabił Dracona. Stała w miejscu gdzie było najwięcej piany, by nie zobaczył jej nagiego ciała. Chłopak szybko się do niej zbliżał.
- Jak chcesz to wyjdź – powiedział chłopak, obdarzając ją swoim firmowym uśmiechem
- To się odwróć – powiedziała Hermiona patrząc na niego złowrogo
- Nie.
- Jak to nie?!
- Tak to – powiedział zbliżając się jeszcze bardziej i nachylając się nad nią. Złapał ją w tali, a ona poczuła dziwny dreszcz przechodzący po jej plecach i czuła jakby to miejsce gdzie ją dotykał było gorące. A przecież ręce miał zimne.. Dziewczyna patrzała mu w jego stalowoszare oczy. Milczeli. Chłopak coraz bardziej się zbliżał i dzieliły ich milimetry. Piana zaczynała po woli znikać. Musiała coś wymyślić, nie chciała by Malfoy widział ją bez ubrania! Niezauważalnie sięgnęła po pierwszą lepszą fiolkę. Zaczęła ją odkręcać za plecami, a była dosyć mocno zakręcona. Kiedy jej się to już udało bez zawahania prysnęła mu płynem prosto w oczy. Podczas gdy blondyn je przecierał szybko i zwinnie jak kocica wyszła z basenu. Sekundę później stała już przed nim w swoim białym szlafroku.
- Zabiję cie Granger! – krzyknął patrząc na nią swoimi zaczerwienionymi oczami.
- Trzeba było nie zadzierać, Malfoy – powiedziała spokojnie
Na twarzy chłopaka wymalowana była złość. Ta głupia szlama przysnęła mu płynem w oczy! Pożałuje tego. Dowie się, co to znaczy złość Dracona Malfoya.
Chłopak dalej przecierał oczy, a ona wyszła z pospiesznie łazienki śmiejąc się cicho pod nosem. Prześlizgła się do swojego pokoju i padła na łóżko. Była zmęczona, ale nie mogła zasnąć. Myśli zaprzątał jej pewnien przystojny blondyn. To uczucie, kiedy ją dotknął ... Nigdy czegoś takiego nie czuła. No ale chwila! Przecież ona myśli o DRACONIE MALFOYU. Próbowała go wyrzucić ze swojej głowy ale na daremne. Po dwóch godzinach zapadła w niespokojny sen.

 * sen *

- witaj Hermiono – powiedział jasnowłosy chłopak, uśmiechając się do niej szczerze
- cześć Malfoy – przywitała się brunetka, obdarzając go tym samym uśmiechem, patrząc mu prosto w jego piękne stalowoszare oczy
- chodźmy na błonia – zaproponował Blondyn
- dobrze
Wyszli z Wielkiej Sali i szli ciemnym korytarzem. Nagle zauważyła dziwną postać, stojącą przy bramie. Był to Ron, ale wyglądał kompletnie inaczej, jakby pod działeniem imperiusa. Odwrócił się w ich stronę i szybko znalazł się między nimi. Para chciała iść dalej, ale rudzielec szedł za nimi jak robot. Zatrzymali się pod wielkim, starym drzewem i patrzyli na Rona. Rudy spojrzał w górę i otworzył szeroko usta, a z nich wypełznął wielki, czerwony wąż ze żółtymi źrenicami. Zmierzał ku nim, a Ron padł na ziemię. Chciała się przytulić do Dracona, ale jedyne co napotkały jej dłonie była śliska skóra zielonego węża. Zrospaczona dziewczyna, zaczęła uciekać ale potknęła się o korzeń. Gady już były metr od niej…



Spocona i zdenerwowana brunetka szybko usiadła na łóżku nie umiejąc złapać oddechu. Co to był za sen? Dlaczego śnił się jej Draco? Pełno myśli zaczęło kłębić się w jej głowie. Zaledwie jeden dzień mają wspólną łazienkę i pokój, a ona już ma o nim koszmary! I Ron.. ta jego twarz bez wyrazu. To było straszne. Czemu zamienili się w dwa ogromne węże? To tylko sen. Spojrzała na zegar 6:03. Wstała z łóżka i wzięła zimny prysznic. Ubrała się w szkolną szatę i zeszła na dół na śniadanie. Z Gryffindoru nikogo jeszcze nie było. Przy stołach siedziało kilku puchonów i jeden ślizgon. W sumie się nie dziwiła, śniadanie miało się zacząć dopiero za 20 minut.
Wpatrywała się tępo w ścianę myśląc o wczorajszym dniu i swoim śnie. Czy ona w tym śnie była dziewczyną Dracona? Niemożliwe. To tylko wytwór mojej wyobraźni. Nagle na stołach pojawiły się grzanki, dżem, chleb, ser, szynka, kawa, sok z dyni i wiele innych rzeczy. Jedzenie w Hogwarcie było zawsze wyśmienite. Nałożyła sobie do miseczki trochę owsianki i zaczęła spokojnie jeść.
Do Wielkiej Sali weszła Ginny, Harry i Ron. Rudzielec nie obdarzył jej nawet jednym spojrzeniem. Przyjaciółka usiadła koło niej, podsuwając jej pod nos kartke papieru.
- Każda lekcja ze ślizgonami!- powiedziała ni zła ni smutna Ginny
- Widzę – mruknęła Hermiona myśląc, że nic gorszego nie mogło jej się przytrafić. Nie dość, że będzie go widzieć na lekcjach, to jeszcze po lekcjach! Dzień w dzień będzie się spotykać z docinkami Malfoya.
Za chwilę miała się odbyć obrona przed czarną magią z nowym nauczycielem. Chciała zrobić dobre pierwsze wrażenie. Wróciła do swojego dormitorium i zabrała potrzebne rzeczy na lekcję. W biegu spojrzała w lustro i wyszła. Przed salą do obrony przed czarną magią zbierało się coraz więcej osób czekających na nauczyciela. Nagle obok nich przeszedł nieco niższy posiwiały mężczyzna średniego wieku. Hermiona spodziewała się jakiegoś młodego profesora… ale cóż.
- Dzień Dobry, nazywam się Chris Mogotten i będę was uczyć obrony przed czarną magią. Zanim usiądziecie proszę was o wylosowanie numerków. Szukacie ławki z tym samym numerkiem i w niej siadacie. To będzie wasze miejsce do końca roku szkolnego. Nie wolno się zamieniać miejscami, ani numerkami są zaczarowane.
Mężczyzna nie wyglądał na więcej niż 50 lat, ale na czubku jego głowy już była łysinka. Wyglądał bardzo sympatycznie i miał miły, przyjazny głos. Od razu go polubiła. Podszedł do niej trzymając przeźroczysty słoik.
Hermiona zatopiła rękę w naczyniu i wyciągnęła z niego zawiniętą, białą karteczkę. Miała numer cztery.  Nie musiała długo szukać swojej ławki, bo stała tuż obok niej. Znajdowała się w drugim rzędzie przy oknie. Przysiadła się do niej Pansy, za którą nie przepadała. Dziewczyna uśmiechnęła się do Hermiony. Mocno to zaszokowała brązowowłosą, ale odwzajemniła uśmiech. Czyżby właśnie mopsica Pansy Parkinson się do niej uśmiechnęła? Świat staje na głowie! W sumie cieszyła się, że Parkinson tak, a nie inaczej zareagowała na osobę z którą będzie siedzieć. Ale humor jej się zepsuł, widząc blondyna siadającego centralnie za nią. Chciała o tym nie myśleć, ale nie mogła. Nie umiała się skupić na wykładzie profesora. Czuła na sobie czyiś wzrok i jak się odwróciła już wiedziała czyj. Malfoy się na nią bezczelnie gapił! Zaczęła czytać książkę, ale przeszkodził jej w tym Draco. Dźgał ją piórem w plecy. Zacisnęła pięści i zacisnęła zęby. Policzy się z nim po lekcji. Zostawił ją w spokoju, a ona starała się słuchać tego co mówił profesor. Poczuła, że jej włosy się poruszają. To Malfoy się nimi bawił.
- Zarżne, pokroje, ugotuje, posiekam, utopie, pobije, trzasnę avadą tą tlenioną, chamską fretkę! - myślała Hermiona i przysunęła bardziej swoje krzesło do stolika, odsuwając się od blondyna. Ten jednak nie puszczał jej włosów i lekko pociągnął. Myślała, że za chwile wybuchnie. Tak, pewnie oto mu chodziło, żeby nawrzeszczała na niego i zarobiła szlaban. Nie da się tak łatwo sprowokować.
- Koniec lekcji. Spakujcie się i wyjdzcie, musze coś załatwić – powiedział po czym biorąc teczkę pośpiesznie wyszedł z Sali.
W klasie zapanował hałas i zamęt. Wszyscy zaczęli rozmawiać, śmiać się i pakować. Chciała nawrzeszczeć na Malfoya, ale niestety wyszedł prędzej z klasy. Następną lekcją było zielarstwo, ale miało się zacząć dopiero za dwie godziny. Myślała, czy by nie pójść do biblioteki i nie poczytać, ale na dworze jest taka piękna pogoda. Postanowiła wyjść na błonia i usiąść w swoim ulubionym miejscu pod starym drzewem obok jeziora. Pobiegła do swojego dormitorium i odłożyła torbę. Malfoya nigdzie nie było. Zeszła spokojnie po schodach i wyszła na błonia. Ciepły wiaterek mile muskał jej twarz. Usiadła w swoim ulubionym miejscu i przyglądała się tafli wody z której co jakiś czas wynurzała się wielka kałamarnica. Zamknęła oczy i rozkoszowała się tą chwilą. Nagle ktoś koło niej usiadł.
- Malfoy?! – zapytała zdziwiona – co ty tutaj robisz?
- Siedzę – odpowiedział i uśmiechnął się do niej szczerze. Spojrzał w jej ładne, orzechowe oczy. Nigdy nie czuł czegoś takiego patrząc na dziewczynę. Żałował tych siedmiu lat poniżania i szydzenia z niej.
- To akurat widzę – prychnęła pogardliwie, zapominając o incydencie na lekcji – Czego chcesz?
- Przeprosić.
- Przeprosić? Przecież Malfoyowie nigdy nie przepraszają – powiedziała lekko zdumiona – za co chciałeś mnie przeprosić?
- Za te wszystkie lata poniżania cię i nazywania cię szlamą. Za wszystko, co ci zrobiłem. – powiedział patrząc poważnie w jej oczy
- A ty myślisz, że ja tak po prostu ci wybaczę siedem lat wyśmiewania mnie i moich przyjaciół? Myślisz, że rzucę ci się w ramiona jak każda panienka? – spojrzała na niego rozeźlona
- Ja serio tego żałuję. Nie chcę byś miała we mnie wroga, wybacz mi – przysunął się do niej bliżej
Hermiona nie wiedziała, co powiedzieć. Jej dawny wróg prosi ją o przebaczenie. Co ma powiedzieć? Nie chce się już użerać z Draconem. Może serio powinna mu wybaczyć? Zakopać topór wojenny?
- Nie da się tak o tym łatwo zapomnieć Malfoy – odpowiedziała Hermiona patrząc na tafle wody
Draco spojrzał na nią smutno. Spodziewał się tego. Co on sobie myślał? Że tak od razu mu wybaczy?
- A mógłbyś mi z łaski swojej wyjaśnić, co to była za szopka na lekcji? – powiedziała prosto z mostu
- Nie wiem.. tak jakoś. – szepnął jej to na ucho, a ona drgnęła. Spojżała na zegarek i przerażona powiedziała
- Za minutę się zaczyna lekcja, lepiej już chodźmy – chciała wstać, ale blondyn złapał ją za nadgarstek
– Oj tam to tylko jedna lekcja. Wszystko łatwo nadrobimy. Zostań – powiedział i uśmiechnął się do niej zalotnie
- O nie! Nie chcę mieć przez ciebie kłopotów. – odrzekła i pomaszerowała w stronę szklarni, a chłopak nie chętnie za nią. Nie wiedzieli, że cały czas obserwuje ich pewnien rudy wiewiór.
- I przyszli nasi spóźnialscy! Panna Granger i pan Malfoy. Proszę, usiądźcie razem. Dzisiaj zajmniemy się Mandragorami, proszę weźcie nauszniki.
Hermiona i Malfoy pracowali w ciszy. Nie rozmawiali, ale w sumie mieli nauszniki. Wszystko poszło im sprawnie. Brunetka wcale się nie zgłaszała, bo na zielarstwie pozwalała błyszczeć Nevillowi. Tylko ten przedmiot szedł mu bezbłędnie.
Cała lekcja minęła znośnie, pomimo iż każdy się na nich patrzał z zaciekawieniem. Po zielarstwie udała się na obiad, ale w drodze do wielkiej Sali ktoś mocno szarpnął ją za ramie. Wyglądał jak rozwcieczony byk. Patrzał na nią spodełba
- Widziałem cię dziś z Malfoyem na błoniach. Ty się z nim umawiasz! – krzyczał na nią z niebezpiecznymi gromami w oczach – Wiedziałem! Jesteście razem?! Zostawiłaś mnie dla tej głupiej, bezdusznej tlenionej fretki!!
- Ona wcale nie jest głupi, ani bezduszny w przeciwieństwie do ciebie! – krzyczała próbując się jakoś wyrwać, ale trzymał ją bardzo mocno, a jago palce wbijały się w jej skórę – Puszczaj, to boli!
- A myślisz, że mnie nie bolało serce jak ze mną zerwałaś?! – wbił palce jeszcze mocniej. Hermiona krzyknęła. Nikt jej nie słyszał, bo wszyscy byli na obiedzie.
- Jesteś z nim?!
- Nie jestem. A nawet co ci do tego?! To moja sprawa z kim się zadaję! – wkrzyczała, a Ron pchnął ją na ścianę.  Osunęła się na ziemię, zamknęła oczy i zaczęła płakać. Podkuliła kolana pod siebie i ukryła twarz w dłoniach. Usłyszala krzyk Rona i dźwięk łamanego nosa. Ktoś podszedł do niej i ją mocno przytulił.

3 komentarze:

  1. Ten rozdział jest boski! Coraz więcej akcji! Draco się zmienia! Zazdrosny Ron! Super! Super! Super! Nawet błędów nie zauważyłam- pewnie ich nie było. Kurcze rozdział naprawdę Ci się udał! Jak na razie akcja się rozwija więc pomiędzy Draco a Hermioną zaczyna coś się poprawiać. To bardzo dobrze! Idę czytać dalej! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezuuuuuuuu czemu musze iść spać? Głupia szkoła. Od razu jak wróce siadam i czytam :) świetny blog :)

    OdpowiedzUsuń