Hermionę obudziły listopadowe promienie słońca
przedostające się przez olbrzymie okna koło łóżka dziewczyny. Gryfonka
otworzyła oczy, choć na początku wszystko było rozmazane. Spojżała zaspanymi
oczami na zegar na jej stoliku nocnym. Był w kształcie kuli na której leżał
śpiący kotek. Dostała do od rodziców na urodziny. Była 9:11, ale ze względu, że
była niedziela; dziewczyna postanowiła jeszcze trochę poleniuchować w łóżku.
Przewróciła się na drugi bok i przykryła kołdrą. Przed oczami miała wszystkie
sceny z wczorajszego dnia. A może Malfoy tylko bawi się jej uczuciami? Może
wcale się nie zmienił? Nie wiedziała tego. Wolała myśleć, że on naprawdę ją
lubi. Dziewczyna z dnia na dzień czuła coś więcej do tego chłopaka. Chciała
wyrzucić z głowy, te myśli. Ale wszystko jest możliwe. Co jeśli będzie tego
żałować? Może. Ale to co czuła to Dracona to nie była tylko sympatia. To coś
więcej. A ten pocałunek.. Nie. Ale oni nie mogą być razem. Nie pasują do
siebie. Rozmyślania Gryfonki przerwała brązowa sowa pukająca w szybę. Hermiona
wyskoczyła z łóżka i wpuściła zwierzątko do dormitorium. Sówka miała
przywiązany do nóżki kawałek pergaminu. Dziewczyna zdjęła go i wyjęła z torebki
krakersa, którego dała ptakowi. Szybko rozwinęła liścik i przeczytała.
Kochana Mionko!
Jestem teraz w skrzydle szpitalnym. Harry czuję się już lepiej i odzyskał przytomność. Normalnie rozmawia. Ron nie ma odwagi przyjść do niego. Podły! Czekamy tutaj na ciebie.
Twoja Ginny
Hermiona uśmiechnęła się sama do siebie i popędziła do łazienki przypadkiem
zahaczając o wazon z białymi różami od Dracona obok którego siedziała sowa.
Oburzony ptak wyleciał z dormitorium. Kiedy dziewczyna próbowała złapać wazon
kilka ostrych kawałków przecięło jej skórę na prawej ręce. Wenus na dźwięk
tłuczonej porcelany zasyczała i zastroszyła futro na grzbiecie. Zaklnęła cicho
pod nosem i poszła po bandaż. Kiedy opatrzyła rękę wycelowała w szczątki wazonu
różdżkę.
- Reparo. – mruknęła, a wazon w całości wrócił na swoje miejsce na stoliku.
Hermiona pozbierała rozsypane róże i włożyła z powrotem do wazonu. Z kwiatów
wypadła bladoróżowa karteczka. Podniosła ją. Ciemnoróżowym, równym pismem było
napisane
Od kochającego smoka
Te
zaledwie trzy słowa jeszcze bardziej poprawiły humor dziewczyny. Uśmiechnęła
się pod nosem i odłożyła kartkę przy wazonie. Nadal się uśmiechając weszła do
łazienki i wzięła prysznic. Wyszła owinięta w ręcznik i stanęła przed szafą
zastanawiając się, co ubrać. W końcu wybrała czarne rurki i białą, dopasowaną
koszulkę z nadrukiem. Do tego czarne trampki. Włosy spięła w koński ogon i
wyszła. W pokoju wspólnym był Draco. Siedział na zielonym fotelu odrabiając
pracę z transmutacji. Był tak zajęty robieniem zadania, że nawet nie zauważył
skradającej się do niego Hermiony. Stanęła za nim, z trudem powstrzymując
śmiech.
- Pan Samuel DeLion przyczynił się w
transmutacji tym, że wraz z Tommy'm Nyerem sposób przemieniania się w zwierzę.
Opisali dokładny przebieg i… - mruczał cicho Smok marszcząc brwi i notując.
Dziewczyna zasłoniła mu oczy rękami. Chłopak się przestraszył i drgnął.
- Zgadnij kim jestem! – powiedziała Gryfonka zmieniając śmiesznie głos tak, że
brzmiało to jakby była staruszką. Myślała, że za chwile pęknie ze śmiechu.
- Hmm… Blaise? – zgadywał rozbawiony Malfoy.
- Nie-e – odpowiedziała znowu zmieniając głos na piskliwy.
- o! Wiem! Pansy czekałem na ciebie! – Hermiona zdjęła ręce z jego twarzy i
zrobiła obrażoną minę. I odwróciła głowę. Draco zaczął się śmiać i przyciągnął
ją do siebie. Gryfonka usiadła na oparciu i patrzyła na niego poważnie z góry.
- Oj Granger! To był żart. Od razu wiedziałem, ze to ty. – uśmiechnął się do
niej i złapał za rękę – gdzie się wybierasz?
- Idę do Harrego. Jest w skrzydle szpitalnym – powiedziała patrząc na tańczące
płomienie w kominku.
- Potter jest w skrzydle?! – zapytał zdziwiony Draco puszczając jej rękę. Za
pare dni miał się odbyć mecz quiddicha z gryfonami. – co mu się stało?
- Długa historia. Potem ci powiem, jestem spóźniona. Na razie! – powiedziała
Gryfonka zsuwając się z oparcia.
Zanim Smok zdążył coś powiedzieć była na
korytarzu. Szła patrząc na obrazy. Zza rogu wyszedł jakiś chłopak trzymający
tak dużą stertę kartek, że nie było widać twarzy. Lekki przeciąg zwiał mu ze
stosu trochę papierów, a on nie był w stanie ich podnieść. Hermiona podbiegła
do niego i pomogła zbierać kartki. Udało jej się zobaczyć twarz chłopaka. Był
to były szukający Slytherinu. Miał brązowe włosy postawione na żelu i piwne
oczy. Był wysoki tak samo jak Draco i Blaise.
- Przepraszam.. McGonagal kazała mi to zanieść Snapowi. – powiedział chłopak
trochę dysząc.
- Pomóc ci? – zapytała dziewczyna i chciała wziąć trochę kartek, ale chłopak
odmówił.
- Nie, dam sobie radę. Dzięki. Nazywam się Terence Higgs. – brunet próbował
wyciągnąć rękę do dziewczyny ale mu się nie udało.
- Hermiona Granger – przedstawiła się i uśmiechnęła promiennie – przepraszam,
ale muszę już iść.
- Ja też. – posłał Gryfonce uśmiech – do zobaczenia!
- Paa!
Hermiona pobiegła w stronę skrzydła szpitalnego. Otworzyła z łoskotem drzwi i
podeszła do Harrego i Ginny. Wybraniec wyglądał już o wiele lepiej. Jego twarz
nabrała lekkich rumieńców.
- Miona! Czemu tak długo cię nie było? – zapytała rudowłosa przytulając
przyjaciółkę.
- Przepraszam, coś mnie zatrzymało – usiadła na skraju łóżka – Harry, jak się
czujesz?
- O wiele lepiej! – powiedział chłopiec-który-przeżył z wesołym uśmiechem
- O co wam poszło z Ronem?- Harry westchnął i smutno spojrzał na Hermionę blado
się uśmiechając
- O ciebie i Malfoya.
- Coo? Jak to?
- Eh no więc tak. Wstałem wcześnie rano, tak samo jak Ron. Z niewiadomych
przyczyn zaczął się żalić i na mnie warczeć o to, że jesteś z Malfoyem. Ja mu
powiedziałem, że Draco się zmienił i że mu wybaczyłem. Rudzielec zaczął na mnie
wrzeczszeć budząc wszystkich, że już jesteśmy po imieniu. Kłótnia przeniosła
się do pokoju wspólnego. Zaczął wyzywac cię od szmat dlatego, że się z nim
zadajesz. No to ja go uderzyłem w twarz. Nie mocno, nie chciałem go skrzywdzić.
Chciałem tylko by oprzytomniał. Zaczął się rzucać i wyjął różdżkę. Chciał
pojedynku, więc wybiegliśmy na błonia wyzywając się. Walczyliśmy zajadle, aż
rzucił we mnie drętwotą na moście, a ja wpadłem do lodowatej wody. Nie mogłem
się ruszać więc poleciałem na dno. Ron nurkował kilka razy szukając mnie, aż w
końcu udało mu się mnie znaleźć. Niestety byłem już nieprzytomny z braku
powietrza. Mogło się to o wiele gorzej skończyć. Ważne, że Ron tego żałuje.
Zmienił się cholernie! Nie poznaje go. Zachowuje się jak totalny kretyn i na
wszytkich wrzeszczy! Mam wrażenie, że straciłem przyjaciela… Od wypadu na
pokątną jęczy mi, że jaka ty jesteś bo spotykasz się z nim. On jest zazdrosny.
Chorobliwie zazdrosny! Ja nic nie mam do tego z kim się zadajesz. Na początku
miałem wątpliwości, ale teraz już nie mam.
- Oh Harry! – Hermiona przytuliła się do przyjaciela, na co Ginny patrzała
lekko z ukosa, więc od razu się od niego oderwała – Dziękuję! Masz racje, Ron
zachowuje się jak świnia! – wykrzyknęła ostatnie słowo zaciskając pięści – nigdy
mi tego nie wybaczę co ci zrobił.. ten, ten wre.. –nie dokończyła bo przerwał
jej głos pani Pomfrey.
- Przepraszam panno Granger i Panno
Weasley. Pacjent potrzebuje spokoju. Jest jeszcze osłabiony, proszę
przyjść jutro. – dziewczyny próbowały zaprzeczyć, ale pielęgniarka wypchnęła je
za drzwi. Mówiąc najrozmaitsze przekleństwa o Ronie weszły do pokoju wspólnego
prefektów naczelnych.
- Stworek! – zawołała Hermiona, a chwilę potem przed nią zmaterializował się
skrzat. Powiedział swoim skrzeczącym głosem raniącym uszy – Czego sobie
panienka życzy?
- Dwa piwa kremowe, dwie miseczki lodów czekoladowych i truskawki. Mógłbyś mi
przynieść stworku?
- Jak sobie panienka życzy. – powiedział i aportował się do kuchni nisko się
skłaniając. Hermiona była bardzo wdzięczna Harremu, za to, że kazał stworkowi
jej słuchać. Kiedy miała dużo nauki, lub była chora to wzywała skrzata by
przyniósł jej coś do jedzenia. Dziewczyny usiadły przed kominkiem rozmawiając o
Harrym i II Bitwie o Hogwart, która miała miejsce rok temu. Spokojną rozmowę
przerwał im charakterystyczny trzask teleportacji. Podszedł do nich Stworek w
lewej ręce trzymający lody, w prawej miseczkę z truskawkami a pod pachą dwie
butelki piwa kremowego.
- Stworek przyniósł, co panienka sobie życzyła – skłonił się nisko i znów
aportował do kuchni.
Dziewczyny ponownie usiadły zajadając się truskawkami i lodami. Rozmowa trwała
w najlepsze. Zaczęły dyskutować o Balu Bożonarodzeniowym. Całej tej rozmowie
przysłuchiwał się stojący za drzwiami blondyn. Nagle go olśniło. Przecież
Granger należy do najładniejszych dziewczyn w szkole! W każdej chwili ktoś może
ją poprosić by poszła z nim na bal. Musi niezwłocznie ją zaprosić. Tylko kiedy?
Może kiedy pójdzie ta jej ruda przyjaciółka? Zaraz zaraz! Ona właśnie wychodzi.
Dobra Malfoy, ogarnij się.
Niepewnie wyszedł zza drzwi cały czas patrząc na Hermione. Dziewczyna odwróciła
się i serdecznie do niego uśmiechnęła.
- Witaj Draco! – przywitała się jeszcze mocniej wtulając się w chłopaka.
Wzdrgnął się. Pierwszy raz powiedziała do niego po imieniu, nie po nazwisku. Czuł
bijące od niej przyjemne ciepło. Darzył ja uczuciem, jakim nie darzył nikogo.
Wtulił twarz w jej pachnące, miękkie włosy. Czuł do niej coś, coś co go
rozpierało od środka. Powinienen się jej teraz zapytać. Ale jak? Co jeśli
odrzuci jego propozycje? Odwagi! Jesteś Draco Malfoy, a on zawsze dosteje to
czego chce i nie jest tchórzem!
- Granger… - zaczął ale dziewczyna mu przerwała
- Mów mi Hermiona – roześmiała się i spojrzała w oczy Dracona. Jego oczy były
zimne, nieprzeniknione, a jej ciepłe z takimi wesołymi ognikami.
- Dobrze. Hermiono, czy poszłabyś ze mną na bal bożonarodzeniowy? – zapytał poważnie
patrząc w oczy dziewczyny
- Ja-a – zająkała się, a na jej twarz zagościły dwa małe rumieńce, spuściła
wzrok. Malfoy się przestraszył, że może Hermiona nie chce z nim iść. Ale na
szczęście po chwili się odezwała.
- Oczywiście, że z tobą pójdę, Draco. Ale czemu tak wcześnie pytasz? Jeszcze
miesiąc do balu!
- Wiem, ale chciałem być tym pierwszym co cię zaprosi. – uśmiechnął się do
dziewczyny i objął ją w talii, a gryfonka zaśmiała się cicho.
- Muszę odrobić lekcje – stanęła na palacach i pocałowała go w policzek po czym
poszła do swojego dormitorium.
*************
Rudowłosy chłopak siedział na parapecie w swoim dormitorium. Jego koledzy już
spali. Wszyscy byli w łóżkach, oprócz jednego. Jeden właśnie leżał w skrzydle
szpitalnym z jego winy. Dlaczego był aż tak głupi by rzucić drętwotę na moście?
Przez niego, jego przyjaciel który był z nim przez siedem długich lat, mogł
zginąć. Przeżył spotkania z Lordem Voldemortem, a zginął by z ręki własnego
przyjaciela. Te myśli nie dawały mu spokoju. Po tym wszystkim co Harry dla
niego zrobiła, wybaczał mu jego wybryki on prawie go utopił. Miał wilkie
wyrzuty sumienia. A co by się stało, gdyby pare sekund później wynurzył by go z
wody? Nie było by go tu. Chyba by sam się zabił. Nagle wpadła mu do glowy myśl.
To tylko jego wina. Nie! To nie jego wina. Gdyby Hermiona i Malfoy nie byli
razem, to nie pokłócił by się z przyjacielem co jest równoznaczne z tym, że
zamiast walczyć o życie spał by sobie smacznie w swoim łóżku! To ich wina.
Taak, tylko ich wina. To wina Malfoya… gdyby nie on, może i byliby razem z
Hermioną.
Śwaitło księżyca padło na jego szaleńczy, złowieszczy uśmiech i niebiespieczne
błyski w oczach.
Pora na zemstę. Już nie będą razem… nigdy.
Zszedł z parapetu i położył się do łóżka w myślach układając swój plan.
Tak, ona nie może z nim iść na bal. Trzeba kogoś poprosić, by ją zaprosił.
McMillian będzie idealny! Przecież mu nie odmówi. Haha! Malfoyowi wtedy
zrzednie mina! I jeszcze trzeba będzie ich jakoś skłócić…
***************
Nastał kolejny, przepełniony nauką dzień w Hogwarcie. Wszyscy uczniowie po
zjedzeniu śniadania udali się na lekcje. Wśród tych uczniów była Hermiona
Granger. Pierwszą lekcją było wróżbiarstwo; najbardziej znienawidzony przedmiot
przez gryfonkę, bo uważała, że to co mówi im Profesor Sybilla Trelawney to
bzdury. Jedynie niektóre dziewczęta, między innymi Parvati Patil i Lavender
Brown lubiły ten przedmiot. Lekcja miała się odbyć jak zwykle na szczycie wieży
astronomicznej. Ciężko dyszący uczniowie wspinali się po wązkich schodach,
zdających się wydłużać. Kiedy w końcu udało im się dotrzeć na górę wszyscy
zmęczeni usiedli na pufach znajdujących się koło okrągłych stolików. Zazwyczaj
siedziała na tej lekcji z Harrym i Ronem. Rozglądając się po klasie jej wzrok
padł na dwóch machających do niej ślizgonów. Bez zastanowienia podeszła do ich
stolika a Blaise podsunął jej pufe. Siedzący samotnie Ron śledził z nienawiścią
jej ruchy. Nagle do klasy weszła nauczycielka Sybilla Trelawney. Była ona starą
czarodziejką przypominającą wariatkę. Miała kręcone blond włosy sięgające do
ramion. Posiadała zielone oczy i dość duży nos, na którym nosiła wielkie
okulary, w których wyglądała jak ważka. Była chudą kobietą obwieszoną różnymi
dekoracjami, takimi jak paciorki czy cekiny.
- Witajcie Dzieci! – powiedziała swoim rozmarzonym głosem patrząc w tylko sobie
znane miejsce – Dzisiaj będziemy wróżyć
z kryształowych kul! – na te słowa Hermiona tylko prychnęła pogardliwie,
a profesor udała, że tego nie słyszała.
- Proszę, spójrzcie w wasze kule i skupcie się…
Prawie cała klasa gapiła się w kulę bezmyślnie lub rozmawiała z kolegą. Jedynie
Parvati i Levander patrzały na nią jakby miała zaraz wstać i zatańczyć tango.
- Jak leci Mionka? – zapytał Blaise uśmiechając się do niej przyjaźnie
- Dobrze, a tobie Diabełku? – odwzajemniła uśmiech
- Oo wspaniale! A ten… Ty się przyjaźnisz z tą rudą? Ginny? – zapytał rozglądając
się.
- Tak, a co? – Zapytała z zaciekawieniem. Po co to Blaisowi?
- Nic. Oo! Sybilla Nawiedzona nadchodzi!- powiedział i zaczął udawać, że skupia
się na wróżeniu z kuli. Hermiona westchnęła i zrobiła to samo. Nic nie mówiący
dotąd Draco pochylił się nad nią i szepnął
- Rudy wiewiór się na ciebie gapi. – pokazał głową w jego stronę. Ron siedział
sam i zaciskając pięści pod stołem patrzył się na nich. Malfoy chcąc wkurzyć
Weasleya pocałował Hermionę w policzek. Rudzielec nie wytrzymał. Wstał przewracając
stolik i tłucząc kryształową kulę na miliony kawałeczków. Nie zwracając uwagi
na oburzenie pani Trelawney podszedł do Dracona wyciągając różdżkę. Nienawiść z
niego po prostu tryskała. Nie wiedział co robi, chciał tylko zrobić Malfoyowi
krzywdę. Klasa w ciszy przyglądała się temu wszystkiemu. Stanął, ręce mu się
trzęsły. To wszystko stało się w przeciągu kilku sekund.
- Sectumsempra! -Wypowiedział czarnoksięskie zaklęcie poznane na szóstym roku
nauki w Hogwarcie przez podręcznik księcia półkrwi. Biały promień mknął ku
zaskoczonemu blondynowi, który nie miał w ręce różdżki. To wszystko stało się
szybko. Przed chłopaka wskoczyła Hermiona, przyjmując na siebie okropny urok.
Jej brzuch i klatka piersiowa została przecięta jak nożem. Padła na ziemię cała
we krwi. Rudzielec patrzał na to. Opuśił różdżkę. Właśnie do niego to dotarło… zranił kolejnego
przyjaciela. Chciał cofnąć czas. Chciał zapaść się pod ziemię. Chciał po prostu
zniknąć. Nie słyszał wyzwisk kierowanych w jego stronę. Grupa uczniów zebrała
się w około dziewczyny. Widział jak podłoga na której leżała dziewczyna coraz
bardziej czerwieni się od jej krwi. Serce zaczęło mu szybko bić. Poczuł
strach.. strach przed widokiem przyjaciółki. Widział tylko krew na podłodze,
resztę zasłaniały mu gapie. Odwrócił się i bez wyrazu na twarzy uciekł.
Draco w sekundzie uklęknął nad dziewczyną. Profesor Trelawney zemdlała, a on
nie znał przeciw zaklęcia. Wziął delikatnie dziewczynę na ręce i wybiegł z
klasy. Biegł tak szybko jak nigdy. Nie chciał by się wykrwawiła. Nie myślał o
Weasleyu, myślał o tym, że to on mógł teraz leżeć z ranami na podłodze. Ale
nie, ta mala istota zasłoniła go własnym, drobnym ciałem przyjmując na siebie
cierpienie i ból. Raz po raz dziewczyna cicho jęczała z bólu. Malfoy biegł, a
oczy mu się zaszkliły. To on wolałby teraz krwawić. Zobaczył przed sobą drzwi
do skrzydła szpitalnego. Wbiegł do niego, a drzwi trzasnęły z impetem o ścianę.
Pani Pomfrey podskoczyła i odwróciła się w ich stronę. Bez słowa wyjęła różdżkę
i zaczęła szeptać zaklęcia. Krwawe rany po woli znikały, ale nie znikły do
końca. Kazała chłopakowi położyć ją na łóżku i wyjść. Zrobił tak i za drzwiami
osunął się po ścianie. Ukrył twarz w dłoniach i zaczął płakać. Nie robił tego
od wielu lat. Gorące łzy spływały mu po policzkach, a wraz z nimi smutek,
cierpienie i nienawiść. Nienawiść do Rona. Płakał tak przez jakiś czas. On,
twardy Malfoy. Gdzieś w drodze do skrzydła szpitalnego zgubił swoją maskę. Ktoś
delikatnie położył mu rękę na ramieniu. Odwrócił się gwałtownie, ukazując plamy
na twarzy i zapuchnięte oczy. Wyglądał żałośnie. Pielęgniarce serce się scisło
na ten widok. Wskazała mu głową drzwi do Sali.
- Straciła wiele krwi. Możesz przy niej zostać ile chcesz. Zwolnię cię z lekcji.
– powiedziała i uśmiechnęła się blado. Chłopak otworzył drzwi. Zobaczył dwa
łóżka zasłonięte parawanem. Podszedł do jednego i delikatnie odsunął zasłonę.
Na łóżku leżał patrzący w sufit Harry. Blondyn zdziwił się, ale podszedł
bliżej.
- To Hermiona… co jej się stało – powiedział wybraniec nie patrząc na Malfoya.
– Dziś wychodzę ze skrzydla, w sumie to zadwie godziny. Wychyliłem się zza
zasłony i zobaczyłem ją cała zakrwawioną na twoich rękach. Kto jej to zrobił? –
zapytał wreszcie spoglądając na blondyna
- Zapytaj się twojego przyjaciela, Weasleya. – powiedział chłodno i podszedł do
drugiego łóżka. Stanął za nim Harry. Usiedli na skraju łóżka Hermiony. Harry
złapał ją za rękę, na co Draco się wzdrygnął. Chciał być przy niej, ale nie
mógł na nia patrzeć. Świadomość, że to przez niego tak cierpi nie dawała mu
spokoju. Ukrył twarz w dłoniach. Wybraniec patrzał z bólem na dziewczynę. Nagle
zawołała go pielęgniarka, by dać mu ostatnią dawkę eliksirów. Wstał wciąż
trzymając przyjaciółkę za rękę. Spojrzał na nią i wyszedł. Pani Pomfrey dała mu
lekarstwo, a on natychmiast zasnął na swoim łożku. Nareszcie Draco został sam.
Złapał ją za bladą dłoń. Czuł, że do oczu mu napływają łzy. Nie, tym razem nie
pozwoli na chwilę słabości. Patrzał z współczuciem na nieprzytomną dziewczynę i
zakrwawione bandaże. Zorientował się, że jego koszula jak i ręce także z niej
są. Ze zwykłej krwi. Wcale nie było w niej szlamu. W jej żyłach płynęła taka
sama krew jak w jego. Złapał obiema rękami jej dłoń szepcąc, że wszystko będzie
dobrze. Czuł, że gdy patrzy na nia, na dziewczynę która się za niego
poświęciła, jego serce ściska żal. Miał nie pozwolić na kolejną chwilę
słabości, ale mu się nie udało. Znowu gorące łzy spływali po jego twarzy.
Płakał pare chwil, ale uspokoił się. Otarł ręka policzki zostawiając na nich
krwawe ślady, zapominając o krwi na rekach. Minęła godzina. Nagle usłyszał
tupot stóp wchodzących do sali. Przed jego oczami mignęła ruda czupryna, która
przytuliła się łkając do przyjaciółki. Obok stała Parvati z kwiatami oraz Harry
z czekoladkami. Draco nawet nie zauważył kiedy wybraniec opuścił skrzydło. Co
jeśli widział, jak płacze? To nieważne. Do łóżka podeszła Levander trzymiąc w
ręce trzy słoneczniki. Wyczarowała dwa wazony. Do jednego wsadziła kwiaty
Parvati, a do drugiego swoje. Nikt nic nie mówił. Słychać było tylko żałosne
łkanie Ginny. Gryfonki nie dziwiły się towarzystwem Malfoya, ponieważ widziały
jak wynosił ranna dziewczynę. Znowu usłyszał kroki, tym razem cięższe. Był to
Blaise niosący kartkę z życzeniami powrotu do zdrowia. Po jakimś czasie, osoby
zaczęły odchodzić. Draco zdał sobie sprawię, że cały czas trzyma Hermionę za
rękę. W końcu zostali tylko on, wybraniec i Ginny.
Ale Ron się zmienił! Takim zaklęciem w szkole! Takiej zazdrości jeszcze nie widziałam! A Draco normalnie można się zakochać od samego czytania! Normalnie te rozdziały są boskie! Masz bardzo duży talent i dobrze że go wykorzystujesz!
OdpowiedzUsuńPłakam ;c Cudo ♥
OdpowiedzUsuń