niedziela, 28 lipca 2013

Rozdział 9

Już drugi rozdział dziś! Nie wiem w jakich odstępach czasu będą pojawiały się nowe notki. Może dwie na dzień? Może jedna na tydzień? Nie wiem, nie wiem :) Miłego czytania!



Harry położył rękę na ramieniu Ginny. Ona od razu go zrozumiała i wstała. Wybraniec jeszcze raz spojrzał na Dracona, po czym wyszedł razem z rudowłosą. Malfoy przez całą noc siedział przy dziewczynie. W końcu zasnął z głową na jej kolanach.


***

Ron biegł korytarzami na oślep. Wpadł na jakąś zbroje, wstał i pobiegł dalej. Pędził po schodach jakby go ktoś gonił. Wykrzyknął ze złością w głosie hasło grubej damie. Ta zrobiła oburzoną minę, ale odsunęła się ukazując wejście. Pokój wspólny świecił pustkami. Rudzielec wbiegł do swojego dormitorium i zatrzasnął drzwi zamykając je na klucz. Oparł się u nie plecami i osunął się na ziemie. Zaciskał pięści tak mocno, że po jego rękach płynęły stróżki krwi. Wstał i krzyknął ze złości na samego siebie. Kopnął kufer i usiadł na parapecie. Kolejny przyjaciel przez niego cierpi. Nie wytrzymał, chciał skrzywdzić Malfoya. Z zazdrości? Tak, z chorej zazdrości. Harry miał absolutną rację co do tego. Był zły na Hermionę. Wściekły jak cholera, ale nie chciał jej nic zrobić. Nie przewidział tego, że wskoczy przed Malfoya. Przez glowę przechodziły mu różne zaklęcia, ale wybrał to najgorsze z nich. Nie umiałby zabić, chciał tylko okaleczyć… by poczuł jak boli go jego serce, gdy widzi ich razem. Jaki był jego plan? Skłócić ich ze sobą i znowu mieć przyjaźń Hermiony. Ale nie, wszystko spieprzył. Nie umiał się opanować, wstał i rzucił zaklęcie. Jednak chwilę przed rzuceniem uroku zawahał się. Spotęgowała nienawiść i zazdrość. Gdyby to trafiło Malfoya Hermiona i tak by mu nie wybaczyła. Wszystko rozwaliło się jak domek z kart. Harry się już do niego nie odezwie, a Miona pewnie na niego nie spojrzy. I co mu dał ten upust złości? Tylko nienawiść przyjaciół z którymi tyle przeżył. Zachował się okropnie.. ba to mało powiedziane! Pewnie cała szkoła już o tym wie. Co powiedzą nauczyciele? Pewnie wywalą ze szkoły. Nie zda OWTM’ów, nie znajdzie pracy. Matka? Matka będzie na niego wściekła. Co zrobi ze swoim życiem? Okno. Wystarczy otworzyć i skoczyć. Życie pęknie jak bańka mydlana, a problemy znikną. Odpędził od siebie te myśli. Samobójstwo to tchórzostwo, ucieczka przed problemami. Oparł czoło o szybę i zamknął oczy. Przypomniały mu się te wszystkie chwile spędzone z przyjaciółmi. Pierwszy rok… poszukiwanie kamienia filozoficznego, quiddich.. poszukiwanie komnaty tajemnic i wielki ból kiedy spetryfikowano Hermionę. Trzeci rok ratowanie Syriusza i Hardodzioba przez Hermionę i Harrego, kiedy on leży w szpitalu. Czwarty rok.. wzątpienie w Harrego, kiedy Hermiona wciąż mu wierzyła. Kolejne lata… wojna. Ten strach i żal kiedy HAgrid przyniósł ‘martwego’ Harrego i pocałunek…  Wszystkie sceny spędzonej razem przyszłości Ron miał przed oczami. Było by tak pewnie dalej, żyli by w przyjaźni gdyby nie on. Gdyby nie jego chorobliwa zazdrość. Te wszystkie chwile spędzone w Norze i wspólna gra w quiddicha… Pewnie teraz wszyscy się od niego odwrócą i nie będą chcieli go znać. Nie dziwił się; sam by zrobił to samo.  Tak bardzo chciał cofnąć czas do tego poranka w którym pokłócił się z Harrym. Wyrzuty sumienia paliły go jak rozpalone do białości żelazo. Pewnie właśni bracia będą go nienawidzić. Uwielbiali Harrego, dał im nagrodę za turniej trójmagiczny na rozwój ich sklepu, a Fred kiedyś się podkochiwał w Hermionie. Ginny mi tego na pewno nie wybaczy. Wiedział to na pewno. Uderzył głową o szybę i ponownie zacisnął pięści. Planował ich skłócić. Miał prosty, ale raczej skuteczny plan. A może by tak go wcielić w życie? Co ma do stracenia? Uratuje Hermione przed dodatkowym cierpieniem przez Malfoya! Zeskoczył z parapetu i ukląkł w biegu przy szafce zdzierając kolana do krwi. Zaczał gorączkowo szperać w środku szuflady. Znalazł. Wyciągnął kawałek papieru uśmiechając się triumfalnie. Usłyszał jak kilka osób mocna wali w drzwi. Pospiesznie ukrył w pudełku karteczkę i powoli podszedł do drzwi.


***

Blondyn poczuł jak ktoś głaszcze go po włosach. Było mu tak przyjemnie, chociaż leżał w dosyć niewygodnej pozycji. Leniwie otworzył oczy. Oślepiło go światło jesiennego słońca. Skrzywił się i zamknął ponownie oczy. Usłyszał cichy, tak bardzo znajomy śmiech. Od razu się uśmiechnął i uchylił powieki. Szczerzyła się do niego blada brunetka trzymająca w ręku opasłą księge. Widać było, że straciła dużo krwi, ale nie straciła radości i tych wesołych iskierek w oczach. Draconowi zrobiło się lżej na sercu widząc jej uśmiech. Usiadł na łóżku i pocałował ją w czoło, na co na jej twarzy zagościł lekki rumieniec.
- skąd masz tą cegłe? – zapytał chłopak z uśmiechem pokazując na grubą książkę leżącą obok dziewczyny. Ona zaśmiala się i odpowiedziała
- Przwołałam z mojego dormitorium. Draco, istnieje coś takiego jak czary! – powiedziała śmiejąc się na głos. Nagle jej śmiech zamienił się w kaszel. Malfoy spoważniał i złapał ją za bladą dłoń.
- Musisz odpoczywać. – powiedział stanowczo – idę coś zjeść i od razu do ciebie wracam.
- Zostań – wyszeptała smutno dziewczyna łapiąc go mocno za nadgarstek. – Powiem skrzatowi domowemu by ci coś przyniósł – dodała już weselej – Stworek! – powiedziała stanowczo, a skrzat od razu deportował się przed łóżkiem nisko się skłaniając
- Przynieś dwa śniadania – powiedziała z uśmiechem, a Stworek bez słowa zniknął z trzaskiem. Draco z powrotem usiadł obok Hermiony. Pomógł jej usiąść do śniadania, po czym udał się w poszukiwanie jakiegoś krzesła. Znalazł jedno w rogu sali i postawił obok łóżka dziewczyny, która właśnie czytała życzenia od Blaisa. On sam tez by jej coś kupił, ale nie ruszał się od niej na krok. Obok niego pojawił się Stworek mówiąc swoim skrzeczącym i raniącym uszy głosem
- Dwa śniadania dla panienki – znów nisko się skłaniając. Gdyby Draco nie złapał w porę tacki, jedzenie byłoby już na ziemi. Skrzat znowu się teleportował do kuchni. Podał talerz Hermionie. Zajadali się kanapkami, jajkami na miękko i bekonem w plastrach. Po posiłku pomógł jej się z powrotem położyć, a sam odesłał brudne talerze i tackę do kuchni. Zza zasłony wychyliła się czyjaś ruda czupryna. Weszła przytulając przyjaciółkę i witając się z Draconem. Tak samo Harry.
- No to Granger masz tu na razie przyjaciół. Ja ide się trochę odświeżyć i wrócę – powiedział uśmiechając się do niej. Dziewczyna spojrzała na niego i się zgodziła. Wyszedł z skrzydła szpitalnego i skierował się do swojego dormitorium. Wziął szybki prysznic, ubrał się w czyste ubrania i wybiegł z pokoju biorąc ze sobą pare galeonów. W drodze do wyjścia z zamku założył płaszcz. Na dworze zapowiadało się na deszcz. Ciężkie, czarne chmury krążyły nad Hogwartem. Skierował się w stronę Hogsmade. Zobaczył z daleka drzewo pod którym cię całowali. Wstchnął cicho i uśmiechnął się pod nosem. Wchodził do różnych sklepów nie widząc niczego odpowiedniego. Hermiona pewnie na niego czekała. Pierwsze krople zaczęły spadać z pochmurnego nieba. Zobaczył z boku błysk, a chwilę potem głośni grzmot. Ludzie rozbiegli się do pubów chroniąc się przed deszczem, lub teleportowali się do domów. Wszedł na ślepo do jednego sklepu. Na ścianach były półki a na nich setki pluszaków. Futrzate sowy, puchate ropuchy, lwy i inne zwierzęta. Z zaciekawieniem patrzał na wypchane pluszem zwierzaki. Znikąd pojawił się za nim sprzedawca.
- W czym panu pomóc? – zapytał grubym głosem,  niepasującym do otoczenia. Był niższy od Dracona o jakieś pół głowy. Miał na głowie łysinkę i posiwiałą brodę. Młody Malfoy lekko się zmieszał, ale nagle do głowy wpadł mu pomysł.
- Dzień dobry, ma pan może maskotki kotów? – zapytał rozglądając się dookoła. Sprzedawca poszedł na zaplecze. Wrócił trzymając worek pełen pluszowych kotków. Chłopak z zaciekawieniem spojrzał do śradka. Przez jakiś czas grzebał wśród rudych, czarnych, białych i szarych kociaków, aż zobaczył to czego szukał. Wyciągnął mięciutkiego, puchatego kotka podobnego do tego od Hermiony. Wiedział jak wygląda, bo kilka razy kiedy Gryfonka uczyła się w bibliotece; kot podkradał się do jego pokoju. Raz strzaskał butelkę ognistej whisky. Malfoy był na niego zły, ale lubił tą kotkę. Kiedyś przyniosła mu w zębach zdjęcie Hermiony, jakby wiedział, że mu się podoba. Bardzo rozumne zwierzę z tej Wenus. Podszedł do kasy i zapłacił za maskotke trzy galeony. Sprzedawca zapakował prezent w czerwone pudełko ze złotą wstążką, tak jak sobie tego życzył Draco. Wziął pod pachę pakunek i popędził przez deszcz do zamku. Miał mokre włosy i ubranie. Użył szybko w korytarzu zaklęcia suszącego i pobiegł do skrzydła szpitalnego. Spotkał w drzwiach Harrego i Ginny idących na zajęcia. Kiwnęli sobie głowami i chłopak podszedł do Hermiony. Czytała książkę i nawet go nie zauważyła.
- Mam dla ciebie prezent – dziewczyna przestraszyła się i drgnęła. Spojrzała wystraszona na Dacona i od razu na jej twarzy zagościł uśmiech. Nie zdąrzyła nic powiedzieć, bo chłopak podsunął jej pod nos ślicznie zapakowany prezet. Posłała mu w podziękowaniu uśmiech i zaczęła rozpakowywać pakunek. Wyjęła kotka i przytuliła się do niego jak mała dziewczynka do ulubionej maskotki. Złapała Malfoya za rękaw i przysunęła do siebie.
- Dziękuję – szepnęła tuż przy jego uchu. Przez ich ciała przebiegły przyjemne dreszcze. Draco spojrzał jej w oczy i delikatnie przesunął kosmyk jej włosów za ucho. Hermiona wplotła rękę w jego włosy, a jej usta delikatnie musnęły wargi chłopaka. Malfoy usiadł na łóżku, obejmując siedzącą na nim Hermionę. Wpił się w jej usta zachłannie, ale delikatnie. Dziewczyna oddawała namiętnie jego pocałunki. Przestali na chwilę, ale ich twarze wciąż były blisko. Ich oddechy mieszały się. Ich wargi znowu złączyły się w gorącym pocałunku. Zimne ręce Dracona błądziły po plecach Gryfonki. Przysunął się jeszcze bliżej. Czuli szybkie bicie swoich serc. Chłopak widząc, że Hermiona jest zmęczona odsunął się delikatnie muskając jej wargi. Na policzkach dziewczyny zagościły dwa wielkie rumieńce. Nie odzywali się do siebie, ale ta cisza wcale ich nie krępowała. Tak samo jak za pierwszym razem. Podszas tego pocałunku maskotka spadła na ziemię. Chlopak schylił się i ją podniósł. Hermiona odsunęła się na skraj łóżka robiąc miejsce Draconowi. Zawachał się chwilę myśląc czy dziewczyna przypadkiem nie spadnie, ale w końcu się położył obejmując ją w talii. Dziewczyna wtuliła się w kotka, a Malfoy w Gryfonkę. Dziewczynę trochę uciskała ręka chłopaka uciskająca ranę, ale nic nie powiedziała. Po zaledwie paru minutach zasnęli spokojnie w swoich objęciach.

***

Rudzielec spojrzał na zegarek. 3:00. Wstał i po cichu wyszedł z dormitorium. Chciał zobaczyć co z Hermioną. Wolał to zrobić jak śpi. Skradał się korytarzami w ciemności. Wpadł na wiadro woźnego Filcha, które przewrócił się z łoskotem. Usłyszał oburzone głosy portretów. Szybkim krokiem odszedł z tego miejsca i skierował się w stronę skrzydła szpitalnego. Delikatnie uchylił drzwi, ale one i tak cicho zaskrzypiały. Zakradł się do jedynego zasłoniętego łóżka parawanem w całej sali. Uchylił lekko zasłonę i zajrzał do środka. Zdrętwiał. Ta pieprzona świnia ściskała się w jednym łóżku z Hermioną! To dlatego nie było go na lekcjach. Myślał, że może ( na szczęście) mu się coś stało. Jak gdyby nigdy nic tulił się do niej jak dziecko do misia! Złość się w nim wzebrała, ale opanował się. Nikt nie mógł wiedzieć, że tu jest. Codziennie miał godzinny szlaban i zakaz gry w quiddicha. Na dodatek dostał wyjca od matki, Freda u Georga. Nie chciał więcej kar. Bezszelestnie wyszedł ze skrzydła szpitalnego i wrócił do swojego dormitorium.

2 komentarze:

  1. Paulino. Podoba mi się ten rozdział. Bardzo mi się podoba. Masz 166 wyświetleń, jestem z ciebie dumna! :P Cieszę się, że Draco spał z Hermioną to takie romantyczne XD Szkoda, że Ronald nie popełnił samobójstwa :D Dziękuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow zaskoczyłaś mnie tym rozdziałem! Ja tak samo żałuję że nie uśmierciłaś Rona- byłoby bardziej dramatycznie.:) Ciekawe co on może knuć? Ale żeby zwalić winę na Hermionę? To jest bezczelność! Co ten Ron sobie wyobraża? Lecę czytać dalej!
    Ps. Rozdziały są boskie! :)

    OdpowiedzUsuń