środa, 31 lipca 2013

Rozdział 11

   Minęło kilka dni. Mróz na dworze robił się coraz większy, a warstwa śniegu na ziemi i drzewach stawała się coraz grubsza. Z dachu chatki Hagrida zwisały sopelki lodu, a przenikające przez nie światło sprawiało, że wyglądały jak z kryształu. Miekki i delikatny śnieg skrzył się w świetle nieśmiało wychylającego się zza chmur zimowego słońca. Niewiele uczniów spędzało czas wolny na zewnątrz, ponieważ mróz szczypał w policzki, a podmuchy wiatru chlastały zimnem ich twarze. Czasami widać było z okna jak na błoniach, chłopcy ubrani w ciepłe kurtki, czapki, rękawiczki i szaliki ze swoich domów oraz z czerwonymi nosami z zimna rzucali śnieżkami w dziewczyny. Jedne uciekały, a inne wręcz przeciwnie; atakowały zasypując chłopców lawiną śniegu. Raz po raz wspólnie budowali bałwany, kładąc im na glowy stare czapki lub jakieś miseczki, a jako nos dając zabrane z kuchni marchewki. Większość uczniów wolało spędzać czas w pokoju wspólnym z przyjaciółmi przy ciepłym kominku, lub w spokoju czytając w zacisznej bibliotece. Kilkoro osób przychodziło po eliksir na katar, kaszel lub ból gardła do pani Pomfrey. Podczas wypadów do Hogsmade łatwo było się nabawić choroby, chociaż czarodzieje są bardziej odporni. Zazwyczaj wiele ludzi nie przepada za zimą. Nudzi ich ta monotonność; wszędzie biało i ponuro, a słońce ukrywa się za chmurami. Zimno daje im się we znaki i tylko marzą o wiośnie i lecie by znów ubrać się w krótkie spodenki, a nie otulać się szalikami. Wiele osób, ale nie Draco. On uwielbiał zimę, kochał patrzeć jak białe płatki śniegu delikatnie spadają z nieba i opadają na bezlistne drzewa, które zdawały mu się zasypiać, by na wiosnę znowu się obudzić i zakwitnąć. Lubił ten zimny wiatr targający mu włosy i mróz szczypający policzki. Od dziecka uwielbiał zimę, chociaż jeszcze nigdy nie ulepił bałwana, ani nie brał udziału w bitwie na śnieżki. Kiedyś chciał zbudować igloo z Blaisem, ale rodzice powiedzieli mu, że nie wypada. Nie robił tego również w Hogwarcie, chociaż patrzał na wesoło bawiące się dzieciaki z zazdrością. W tym roku, chciał to zmienić. Zabini kiedy był dzieckiem, miał o wiele lżej od Dracona. Pomimo iż był arystokratą, pozwalano mu na pewne wybryki, których młody Malfoy nie zaznał. Kupowano mu na urodziny, święta i inne okazje zabawki, jak normalnemu dziecku. A Draco? Draco dostawał pieniądze. Kiedy miał 13 lat ojciec kupił mu jakąś małą firmę. Jedynym prawdziwym prezentem była miotła, którą ma do teraz. Podczas, gdy inne dzieci bawiły się misiami, samochodzikami, chodziły na place zabaw i wracały wieczorem niechętnie z podwórka, Draco brał lekcje etykiety, tańca, gdy na fortepianie. A nienawidził fortepianu! Przez jakiś czas uczył się potajemnie gry na gitarze, do czasu gdy ojciec go nakrył. Miał wszystko, a nie miał nic. Rodzice przysyłali mu pocztą najdroższe słodycze w całym magicznym świecie, ale nigdy nie spytali się, czy je lubi. Ślizgon tak naprawdę zazdrościł Weasleyom. Panowała tam taka miła atmosfera… a jego rodzice tylko pouczali go jaki ma być. Brakowało mu ojca, który wiecznie nie miał czasu. Oczywiście Lucjusz nie był dobry dla swojego syna i czasami za niewielki przejaw nieposłuszności dochodziło do rękoczynów. Kiedyś chciał rzucić na niego klątwę cruciatus, ale matka stanęła przed nim i obroniła własnym ciałem. Tak jak Granger… Mimo to chciał z nim spędzić czas na wspólnej grze w quiddichu lub zabawie. Kiedy powiedział w wakacje, że chciałby zagrać myślac, że ojciec pójdzie z nim na boisko; zamówił prywatnego nauczyciela quiddicha. Nie przykładał się do tych lekcji. Chciał spędzić czas z rodziną, ale oni nie robili nawet wigilli. Świąteczna choinka w ich wielkim, ekskluzywnym domu nigdy nie stała. Jedynie matka okazywała mu jakąkolwiek czułość, a on kochał ją najmocniej jak potrafił. Zawsze go wspierała i pomagała. Teraz Lucjusz Malfoy siedzi w Azkabanie i do końca życia z niego nie wyjdzie, za te wszystkie morderstwa z zimną krwią. A co matka powie na to, że chodzi z dziewczyną nieczystej krwi? Będzie musiała się z tym pogodzić… chociaż wierzył, że nie będzie zła. Mówiła mu kiedyś, by wybrał dziewczynę którą kocha. A to co czuł do Granger, to było coś więcej niż przyjaźń czy sympatia. Nie wyglądało to też na zauroczenie, które z chwili na chwilę pęknie jak bańka mydlana. Czuł to co nigdy do żadnej dziewczyny, a miał ich wiele. Chciał by była blisko niego, chciał czuć jej bliskość. Nie muszą rozmawiać, ma po prostu być przy nim. Chciał ją na zawsze. Kochał jak się uśmiecha, jak się śmieje lub złości. Mógłby ją oglądać całymi dniami. Często zerka na fotografię przyniesioną przez kotkę od gryfonki, zastanawiając się co teraz robi. Kiedy rozmawiała z jakimś innych chłopakiem, on dostawał białej gorączki i chciał go rozszarpać. Nie ważne, czy spytała się o zadanie, czy o coś innego. Chciał by była jego, już na zawsze.


       Przeciągnęła się leniwie na łóżku i przetarła oczy. Była sobota, więc mogła sobie jeszcze trochę poleżeć, ale jakoś nie chciała. Wstała i podeszła do miseczki od kota, który jeszcze sobie smacznie spał na poduszce obok. Nasypała do pełna karmy i wymieniła wodę w miseczce. W satynowej koszuli nocnej usiadła na parapecie i patrzała na błonia. Woda w jeziorze już prawie zamarzła, ale kałamarnica wynurzała swe macki na powierzchnię w nieoblodzonych miejscach. Śnieg znowu zaczął sypać, a dziewczyna wzdrygnęła się na myśl, że będzie musiała iść dziś na mecz. Prosiła w myślach, by nie padało ponieważ bała się o Harrego .. i Dracona. Wiedziała jak wysoko wzbijają się do góry za zniczem. Usłyszała ciche chrobotanie i gwałtownie odwróciła głowę. To Wenus przebudziła się i jadła swoja karmę. Zwraca uwagę na najmniejszy dźwięk, zostało jej to z poszukiwania horkruksów. Podczas wart przy namiocie w nocy, trzeba było mieć się na baczności. Przypomniała sobie o Ronie… zamknęła oczy, ale jedna łza spłynęła po jej policzku. Od razu się opamiętała. Ona sama nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć… i nawet się go bała. Unikała go jak ognia i robiła wszystko, by nie zostać z nim sam na sam. Obawiała się, że chłopak coś jej zrobi. Tyle się zmieniło… przyjaciel stał się wrogiem, a wróg przyjacielem… a może czymś więcej? Czuła coś do Dracona. Coś innego niż do Rona, owszem kochała go kiedyś, ale jakoś… inaczej? Dosyć mało o nim myślała, a Daco ciągle siedzi w jej głowie. I boi się o niego… co jaby znowu doszło do takiej sytuacji jak na wróżbiarstwie? Ron zaślepiony zazdrością jest zdolny do wszystkiego. Nie panuje nad sobą. Potrafi skrzywdzić przyjaciela… Wiedziała, że rudzielec wciąż coś do niej czuje, ale on stracił jej przyjaźń i zaufanie na zawsze. Nieodwołalnie. Wyrwała się z zamyślenia i nawet nie zauważyła, kiedy kotka wskoczyła jej na kolana. Położyła ją na podłogę po czym poszła wziąć prysznic. Uczesała włosy, umyła zęby i ubrała ciepłą, ciemnoszarą bluzę z napisem z przodu, jeansy i buty. Wyszła z dormitorium. W pokoju wspólnym nikogo nie spotkała. Na stole leżało kilka książek i rozwalonych pergaminów. Draco pewnie do nocy się uczył. Westchnęła cicho, przez to wszystko trochę zaniedbała naukę. Postanowiła przejść przez pokój gryfonów. Przeszła przez krótki korytarzyk i za drzwiami zastała Ginny, która właśnie zeszła ze schodów. Ucieszyły się na swój widok i jak zwykle przytuliły na powitanie. Wyszły przez dziurę w portrecie na schody i skierowały się do Wielkiej Sali na śniadanie rozmawiając.
- Gin, a o co ty się wtedy z Blaisem założyłaś? – zapytała zaciekawiona Hermiona. Jakos nie miała okazji by się wcześniej zapytać.
- haha no tak.. – zaśmiała się – o to kto wygra mecz. Jak wygrają Gryfoni, Blaise zatańczy na środku Wielkiej Sali podczas obiadu swój taniec w krótkiej, różowej sukience – ponownie się zaśmiała – a jak ślizgoni wygrają… to mam się z nim umówić. Wiesz był już trochę podpity, pewnie zapomniał o zakładzie.
- Umówić? – zapytała – noo zobaczymy czy zapomniał. Właśnie tam stoi i nam macha – podniosła rękę i energicznie odmachała Zabiniemu i Draconowi. Ginny zrobiła to samo. Ledwo podeszły do chłopaków, a Blaise powiedział – Mam nadzieję, że pamiętasz o naszym zakładzie! – na te słowa Ginny leciutko się skrzywiła, ale na jej twarz od razu ponownie wpłynął uśmiech.
- Pamiętam, szykuj kieckę na twój taniec! Wygramy! – krzyknęła śmiejąc się
Dziewczyny poszły do stołu Gryfonów, a chłopcy do Ślizgonów. Hermiona zrobiła sobie kanapkę i zaczęła jeść. Poczuła na sobie czyiś wzrok. Odwróciła się i zastała tam uśmiechniętą, bladą twarz blondyna. Odwzajemniła ten uśmiech i wróciła do jedzenia. Wkrótce pojawiła się wyraźnie podekscytowana Parvati. Szybko zjadła i pobiegła ostatni raz omówić taktykę z Harrym. W jej kroki poszła również Ginny, a Gryfonka została sama. Dokańczała śniadanie, aż nagle naprzeciw niej usiadł Ron, z braku innych miejsc. Sąsiadujący z nim gryfoni posłali mu niechętne spojrzenia i wrócili do rozmowy i jedzenia. Od czasu rzucenia uroku na Hermionę, nikt z nim nie chciał rozmawiać i wszyscy żywili do niego niechęć. Brunetka pospiesznie wstała od stołu i wyszła z Sali, a Ron nawet nie zwrócił uwagi. Jej ruchy śledziło spojrzenie Dracona, który także wstawał, by omówić taktykę.
Dziewczyna wbiegła do dormitorium i przebrała się w cieplejsze rzeczy. Wiedziała, że zmarznie. Założyła na szyję szalik w barwach Gryffindoru i wybiegła kierując się w stronę wyjścia. W drodze do boiska spotkała Lunę, która miała na głowie wielką głowę lwa. Podeszła szybkim krokiem do ławek, ale ktoś zagrodził jej drogę.
- My z Blaisem mamy nadzieję, że będziesz nam kibicować. – Powiedział Draco, owijając jej szyję w barwach Slytherinu. Wyglądała śmiesznie w dwóch szalikach i strasznie ją dusiły.
- O nie, nie. Przepraszam, ale kibicuję oby dwóm drużyną. – zdjęła szalik i wciasnęła do ręki ślizgona.
- Obydwóm, ale masz szalik z Gryffindoru – uśmiechnął się złośliwie ponownie zakładając jej na szyję swój szalik. Dziewczyna westchnęła.
- Ale jak ja będę wyglądać w dwóch szalikach?
- Normalnie – powiedział obojętnie zawiązując szalik w luźny węzeł. Hermiona przytuliła go i szepnęła do ucha – Powodzenia – po czym poszła zająć miejsce na trybunach. Ron choć nie mógł grac już w drużynie, zjawił się na meczu i patrzał z nienawiścią na Hermionę i Dracona. Podkradł się do skrzyni z piłkami i szepnął jakieś zaklęcie celując w tłuczka. Ten błysnął przez chwile lekko na biało i zgasł. Jak gdyby nigdy nic Rudzielec usiadł na ławce.
Zdziwione spojrzenia skierowały się na Hermionę z powodu dwóch szalików, dwóch wrogich domów. Chociaż wielu wiedziało, że między Gryfonką, a Draconem cos jest nie mogli się napatrzeć. Dziewczyna ignorowała te spojrzenia i przyglądała się boisku. Nagle wyszła pani Hooch, a za nią dwie drużyny. Jedna w szkarłatno złotych szatach, a druga w szmaragdowo srebrnych.
- Ma to być ładna i czysta gra! – rozległ się głos Ronaldy po całym boisku. Kapitanowie podali sobie dłonie, ale nie żywili do siebie takiej niechęci. Złoty znicz okrążył głowy szukających i zniknął im z oczu. Gra się rozpoczęła. Draco wzbił się w górę rozglądając się za złotą piłeczką. Leciał i okrążał boisko kilkakrotnie, ale go nie widział. Harry najwyraźniej także. Nagle zauważył złoty błysk przy jednej z wież. Popędził w tamtą stronę. Tłuczek prawie strącił go z miotły, zrobił unik w ostatnim momencie. Znicz zniknął mu na chwile z oczu, ale ponowie go zauważył. Harry także zobaczył złotą piłeczkę i popędził w jej stronę. Tłuczek zdawał się gonić Dracona. Skręcal, zniżał lot, wzbijał się wyżej a brązowa piłka siedziała mu na ogonie. Szukający zgubili znicza. Wybraniec wolno leciał patrząc na mecz z góry. Walka była zacięta. Oby dwie strony równie szybko zdobywały punkty. Malfoy bez skutku próbował pozbyć się natrętnego tłuczka. Teraz już był pewny, ze ktoś go zaczarował. Złota piłeczka przeleciała mu przed nosem. Zaczął ją ścigać. Nagle tłuczek zawisł w powietrzu. Rozległ się ogłuszający grzmot, a wszyscy widzownie z niepokojem wpatrywali się kulę dymu, w której zniknął Malfoy. Rozległy się krzyki, gra na chwilę ustała. Dyrektorka poderwała się z krzesła i wybiegła na boisko. Hermionie serce biło jak oszalałe. Tak bardzo się bała. Nagle z pod kłębów czarnego dymu wyleciała czarna z sadzy postać trzymająca coś kurczowo w ręce. Draco wylądował na ziemi i usiadł ciężko kaszląc. Wzniósł nad głowę złotą piłęczkę. Rozległy się ciche wiwaty, ale większość była zainteresowana stanem chłopaka. McGonagal podbiegła do Dracona i wyszeptała kilka zakęć. Chciała go zabrać do skrzydła szpitalnego, ale ślizgon od razu stanął na równe nogi i zaprzeczył. Chciał być na imprezie w pokoju wspólnym, a wcale tak źle się nie czuł. Po prostu nawdychał się dymu próbując złapać znicza. Dyrektorka upierała się na tym by poszedł, ale przytało na tym, że został. Drużyna ślizgonów podbiegła do niego ucieszona i wzniosła na rękach. W śród nich była także wyraźnie zaniepokojona gryfonka. Stanął z powrotem i zanim Hermiona zdążyła coś powiedzieć przytulił ją do siebie. Ślizgoni stanęli wokół nich w kółku, a gryfoni z smętnymi minami wrócili do szatni. Jeszcze nie wszystko stracone, będą grali jeszcze jeden mecz. Do tego czasu będą ciężko jak nigdy trenować. Nie chcieli stracić pucharu quiddicha. Jedynie jedna rudowłosa dziewczyna podeszła z dosyć zawiedzoną miną do bardzo radosnego Blaisa, który ku jej zdumieniu wziął ją na ręce i podrzucił do góry. Harry patrzał na to wszystko z nietęgą miną, a jego humor ponownie się pogorszył. Roześmiany Zabini wraz z zdziwioną Ginny podeszli do Hermiony i Draco.
- Hej idziecie na imprezę do nas? – zapytał gryfonki Diabeł
- Niee, no co ty! Gryfonki na imprezę do Slytherinu? – zapytała Ginny z niedowierzaniem patrząc na Blaisa. – Co z waszą reputacją? – dodała udając przejęcie
- Spokojnie, dużo osób z innych domów przychodzi do nas. – powiedział Malfoy obejmując w tali Hermionę.
- Hmm – zamyśliła się ruda – Miona, idziemy?
- Noo nie wiem.. – odpowiedziała Hermiona patrząc w ziemię. Śnieg zaczął prószyć i białe śnieżynki spadały na jej bujną czuprynę.
- Chodźmy! – powiedziała pewnie Ginny – Będzie fajnie. Wracajmy może do zamku. Przemarzłam do szpiku kości! – Cała czwórka ruszyła w stronę zamku, rozmawiając i śmiejąc się razem. Prze drzwiach do wielkiej Sali blondyn szepnął do ucha brunetce – Będę tu na ciebie za godzinę czekał.

2 komentarze:

  1. [ SPAM ]
    Cześć! Jeśli lubisz Dramione, to zapraszam na mojego bloga, w którym piszę opowiadanie o tym właśnie parringu. To dopiero początek bloga, ale tak czy inaczej zapraszam. Będzie mi bardzo miło, jeśli przeczytasz i zostawisz po sobie ślad. :)
    Zapraszam na http://jednoczesniedwieosoby.blogspot.com/

    Pozdrawiam Claudia Malfoy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Och Ginny,Ginny! Zakład z Bleisem coś jej nie wyszedł. :) Ciekawe jaka będzie ich randka? :)
    Hermiona i Draco tak tu do siebie pasują że normalnie nie ma możliwości że nie będą razem! Są tacy szczęśliwi! Ciekawe co będzie na imprezie!? :)

    OdpowiedzUsuń