Minęło kilka
dni. Mróz na dworze robił się coraz większy, a warstwa śniegu na ziemi i
drzewach stawała się coraz grubsza. Z dachu chatki Hagrida zwisały sopelki lodu,
a przenikające przez nie światło sprawiało, że wyglądały jak z kryształu.
Miekki i delikatny śnieg skrzył się w świetle nieśmiało wychylającego się zza
chmur zimowego słońca. Niewiele uczniów spędzało czas wolny na zewnątrz,
ponieważ mróz szczypał w policzki, a podmuchy wiatru chlastały zimnem ich
twarze. Czasami widać było z okna jak na błoniach, chłopcy ubrani w ciepłe
kurtki, czapki, rękawiczki i szaliki ze swoich domów oraz z czerwonymi nosami z
zimna rzucali śnieżkami w dziewczyny. Jedne uciekały, a inne wręcz przeciwnie;
atakowały zasypując chłopców lawiną śniegu. Raz po raz wspólnie budowali
bałwany, kładąc im na glowy stare czapki lub jakieś miseczki, a jako nos dając
zabrane z kuchni marchewki. Większość uczniów wolało spędzać czas w pokoju
wspólnym z przyjaciółmi przy ciepłym kominku, lub w spokoju czytając w
zacisznej bibliotece. Kilkoro osób przychodziło po eliksir na katar, kaszel lub
ból gardła do pani Pomfrey. Podczas wypadów do Hogsmade łatwo było się nabawić
choroby, chociaż czarodzieje są bardziej odporni. Zazwyczaj wiele ludzi nie przepada
za zimą. Nudzi ich ta monotonność; wszędzie biało i ponuro, a słońce ukrywa się
za chmurami. Zimno daje im się we znaki i tylko marzą o wiośnie i lecie by znów
ubrać się w krótkie spodenki, a nie otulać się szalikami. Wiele osób, ale nie
Draco. On uwielbiał zimę, kochał patrzeć jak białe płatki śniegu delikatnie
spadają z nieba i opadają na bezlistne drzewa, które zdawały mu się zasypiać,
by na wiosnę znowu się obudzić i zakwitnąć. Lubił ten zimny wiatr targający mu
włosy i mróz szczypający policzki. Od dziecka uwielbiał zimę, chociaż jeszcze
nigdy nie ulepił bałwana, ani nie brał udziału w bitwie na śnieżki. Kiedyś
chciał zbudować igloo z Blaisem, ale rodzice powiedzieli mu, że nie wypada. Nie
robił tego również w Hogwarcie, chociaż patrzał na wesoło bawiące się dzieciaki
z zazdrością. W tym roku, chciał to zmienić. Zabini kiedy był dzieckiem, miał o
wiele lżej od Dracona. Pomimo iż był arystokratą, pozwalano mu na pewne
wybryki, których młody Malfoy nie zaznał. Kupowano mu na urodziny, święta i
inne okazje zabawki, jak normalnemu dziecku. A Draco? Draco dostawał pieniądze.
Kiedy miał 13 lat ojciec kupił mu jakąś małą firmę. Jedynym prawdziwym
prezentem była miotła, którą ma do teraz. Podczas, gdy inne dzieci bawiły się
misiami, samochodzikami, chodziły na place zabaw i wracały wieczorem niechętnie
z podwórka, Draco brał lekcje etykiety, tańca, gdy na fortepianie. A
nienawidził fortepianu! Przez jakiś czas uczył się potajemnie gry na gitarze,
do czasu gdy ojciec go nakrył. Miał wszystko, a nie miał nic. Rodzice
przysyłali mu pocztą najdroższe słodycze w całym magicznym świecie, ale nigdy
nie spytali się, czy je lubi. Ślizgon tak naprawdę zazdrościł Weasleyom.
Panowała tam taka miła atmosfera… a jego rodzice tylko pouczali go jaki ma być.
Brakowało mu ojca, który wiecznie nie miał czasu. Oczywiście Lucjusz nie był
dobry dla swojego syna i czasami za niewielki przejaw nieposłuszności
dochodziło do rękoczynów. Kiedyś chciał rzucić na niego klątwę cruciatus, ale
matka stanęła przed nim i obroniła własnym ciałem. Tak jak Granger… Mimo to
chciał z nim spędzić czas na wspólnej grze w quiddichu lub zabawie. Kiedy
powiedział w wakacje, że chciałby zagrać myślac, że ojciec pójdzie z nim na
boisko; zamówił prywatnego nauczyciela quiddicha. Nie przykładał się do tych
lekcji. Chciał spędzić czas z rodziną, ale oni nie robili nawet wigilli.
Świąteczna choinka w ich wielkim, ekskluzywnym domu nigdy nie stała. Jedynie
matka okazywała mu jakąkolwiek czułość, a on kochał ją najmocniej jak potrafił.
Zawsze go wspierała i pomagała. Teraz Lucjusz Malfoy siedzi w Azkabanie i do
końca życia z niego nie wyjdzie, za te wszystkie morderstwa z zimną krwią. A co
matka powie na to, że chodzi z dziewczyną nieczystej krwi? Będzie musiała się z
tym pogodzić… chociaż wierzył, że nie będzie zła. Mówiła mu kiedyś, by wybrał
dziewczynę którą kocha. A to co czuł do Granger, to było coś więcej niż
przyjaźń czy sympatia. Nie wyglądało to też na zauroczenie, które z chwili na
chwilę pęknie jak bańka mydlana. Czuł to co nigdy do żadnej dziewczyny, a miał
ich wiele. Chciał by była blisko niego, chciał czuć jej bliskość. Nie muszą
rozmawiać, ma po prostu być przy nim. Chciał ją na zawsze. Kochał jak się
uśmiecha, jak się śmieje lub złości. Mógłby ją oglądać całymi dniami. Często
zerka na fotografię przyniesioną przez kotkę od gryfonki, zastanawiając się co
teraz robi. Kiedy rozmawiała z jakimś innych chłopakiem, on dostawał białej
gorączki i chciał go rozszarpać. Nie ważne, czy spytała się o zadanie, czy o
coś innego. Chciał by była jego, już na zawsze.
Przeciągnęła się leniwie na łóżku
i przetarła oczy. Była sobota, więc mogła sobie jeszcze trochę poleżeć, ale
jakoś nie chciała. Wstała i podeszła do miseczki od kota, który jeszcze sobie
smacznie spał na poduszce obok. Nasypała do pełna karmy i wymieniła wodę w
miseczce. W satynowej koszuli nocnej usiadła na parapecie i patrzała na błonia.
Woda w jeziorze już prawie zamarzła, ale kałamarnica wynurzała swe macki na
powierzchnię w nieoblodzonych miejscach. Śnieg znowu zaczął sypać, a dziewczyna
wzdrygnęła się na myśl, że będzie musiała iść dziś na mecz. Prosiła w myślach,
by nie padało ponieważ bała się o Harrego .. i Dracona. Wiedziała jak wysoko
wzbijają się do góry za zniczem. Usłyszała ciche chrobotanie i gwałtownie
odwróciła głowę. To Wenus przebudziła się i jadła swoja karmę. Zwraca uwagę na
najmniejszy dźwięk, zostało jej to z poszukiwania horkruksów. Podczas wart przy
namiocie w nocy, trzeba było mieć się na baczności. Przypomniała sobie o Ronie…
zamknęła oczy, ale jedna łza spłynęła po jej policzku. Od razu się opamiętała.
Ona sama nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć… i nawet się go bała. Unikała
go jak ognia i robiła wszystko, by nie zostać z nim sam na sam. Obawiała się,
że chłopak coś jej zrobi. Tyle się zmieniło… przyjaciel stał się wrogiem, a
wróg przyjacielem… a może czymś więcej? Czuła coś do Dracona. Coś innego niż do
Rona, owszem kochała go kiedyś, ale jakoś… inaczej? Dosyć mało o nim myślała, a
Daco ciągle siedzi w jej głowie. I boi się o niego… co jaby znowu doszło do
takiej sytuacji jak na wróżbiarstwie? Ron zaślepiony zazdrością jest zdolny do
wszystkiego. Nie panuje nad sobą. Potrafi skrzywdzić przyjaciela… Wiedziała, że
rudzielec wciąż coś do niej czuje, ale on stracił jej przyjaźń i zaufanie na
zawsze. Nieodwołalnie. Wyrwała się z zamyślenia i nawet nie zauważyła, kiedy
kotka wskoczyła jej na kolana. Położyła ją na podłogę po czym poszła wziąć
prysznic. Uczesała włosy, umyła zęby i ubrała ciepłą, ciemnoszarą bluzę z
napisem z przodu, jeansy i buty. Wyszła z dormitorium. W pokoju wspólnym nikogo
nie spotkała. Na stole leżało kilka książek i rozwalonych pergaminów. Draco
pewnie do nocy się uczył. Westchnęła cicho, przez to wszystko trochę zaniedbała
naukę. Postanowiła przejść przez pokój gryfonów. Przeszła przez krótki
korytarzyk i za drzwiami zastała Ginny, która właśnie zeszła ze schodów.
Ucieszyły się na swój widok i jak zwykle przytuliły na powitanie. Wyszły przez
dziurę w portrecie na schody i skierowały się do Wielkiej Sali na śniadanie
rozmawiając.
- Gin, a o co ty się wtedy z Blaisem założyłaś? – zapytała zaciekawiona
Hermiona. Jakos nie miała okazji by się wcześniej zapytać.
- haha no tak.. – zaśmiała się – o to kto wygra mecz. Jak wygrają Gryfoni,
Blaise zatańczy na środku Wielkiej Sali podczas obiadu swój taniec w krótkiej,
różowej sukience – ponownie się zaśmiała – a jak ślizgoni wygrają… to mam się z
nim umówić. Wiesz był już trochę podpity, pewnie zapomniał o zakładzie.
- Umówić? – zapytała – noo zobaczymy czy zapomniał. Właśnie tam stoi i nam
macha – podniosła rękę i energicznie odmachała Zabiniemu i Draconowi. Ginny
zrobiła to samo. Ledwo podeszły do chłopaków, a Blaise powiedział – Mam
nadzieję, że pamiętasz o naszym zakładzie! – na te słowa Ginny leciutko się
skrzywiła, ale na jej twarz od razu ponownie wpłynął uśmiech.
- Pamiętam, szykuj kieckę na twój taniec! Wygramy! – krzyknęła śmiejąc się
Dziewczyny poszły do stołu Gryfonów, a chłopcy do Ślizgonów. Hermiona zrobiła
sobie kanapkę i zaczęła jeść. Poczuła na sobie czyiś wzrok. Odwróciła się i
zastała tam uśmiechniętą, bladą twarz blondyna. Odwzajemniła ten uśmiech i
wróciła do jedzenia. Wkrótce pojawiła się wyraźnie podekscytowana Parvati.
Szybko zjadła i pobiegła ostatni raz omówić taktykę z Harrym. W jej kroki
poszła również Ginny, a Gryfonka została sama. Dokańczała śniadanie, aż nagle
naprzeciw niej usiadł Ron, z braku innych miejsc. Sąsiadujący z nim gryfoni
posłali mu niechętne spojrzenia i wrócili do rozmowy i jedzenia. Od czasu
rzucenia uroku na Hermionę, nikt z nim nie chciał rozmawiać i wszyscy żywili do
niego niechęć. Brunetka pospiesznie wstała od stołu i wyszła z Sali, a Ron
nawet nie zwrócił uwagi. Jej ruchy śledziło spojrzenie Dracona, który także
wstawał, by omówić taktykę.
Dziewczyna wbiegła do dormitorium i przebrała się w cieplejsze rzeczy.
Wiedziała, że zmarznie. Założyła na szyję szalik w barwach Gryffindoru i
wybiegła kierując się w stronę wyjścia. W drodze do boiska spotkała Lunę, która
miała na głowie wielką głowę lwa. Podeszła szybkim krokiem do ławek, ale ktoś
zagrodził jej drogę.
- My z Blaisem mamy nadzieję, że będziesz nam kibicować. – Powiedział Draco,
owijając jej szyję w barwach Slytherinu. Wyglądała śmiesznie w dwóch szalikach
i strasznie ją dusiły.
- O nie, nie. Przepraszam, ale kibicuję oby dwóm drużyną. – zdjęła szalik i
wciasnęła do ręki ślizgona.
- Obydwóm, ale masz szalik z Gryffindoru – uśmiechnął się złośliwie ponownie
zakładając jej na szyję swój szalik. Dziewczyna westchnęła.
- Ale jak ja będę wyglądać w dwóch szalikach?
- Normalnie – powiedział obojętnie zawiązując szalik w luźny węzeł. Hermiona
przytuliła go i szepnęła do ucha – Powodzenia – po czym poszła zająć miejsce na
trybunach. Ron choć nie mógł grac już w drużynie, zjawił się na meczu i patrzał
z nienawiścią na Hermionę i Dracona. Podkradł się do skrzyni z piłkami i
szepnął jakieś zaklęcie celując w tłuczka. Ten błysnął przez chwile lekko na
biało i zgasł. Jak gdyby nigdy nic Rudzielec usiadł na ławce.
Zdziwione spojrzenia skierowały się na Hermionę z powodu dwóch szalików, dwóch
wrogich domów. Chociaż wielu wiedziało, że między Gryfonką, a Draconem cos jest
nie mogli się napatrzeć. Dziewczyna ignorowała te spojrzenia i przyglądała się
boisku. Nagle wyszła pani Hooch, a za nią dwie drużyny. Jedna w szkarłatno
złotych szatach, a druga w szmaragdowo srebrnych.
- Ma to być ładna i czysta gra! – rozległ się głos Ronaldy po całym boisku.
Kapitanowie podali sobie dłonie, ale nie żywili do siebie takiej niechęci.
Złoty znicz okrążył głowy szukających i zniknął im z oczu. Gra się rozpoczęła.
Draco wzbił się w górę rozglądając się za złotą piłeczką. Leciał i okrążał
boisko kilkakrotnie, ale go nie widział. Harry najwyraźniej także. Nagle
zauważył złoty błysk przy jednej z wież. Popędził w tamtą stronę. Tłuczek
prawie strącił go z miotły, zrobił unik w ostatnim momencie. Znicz zniknął mu
na chwile z oczu, ale ponowie go zauważył. Harry także zobaczył złotą piłeczkę
i popędził w jej stronę. Tłuczek zdawał się gonić Dracona. Skręcal, zniżał lot,
wzbijał się wyżej a brązowa piłka siedziała mu na ogonie. Szukający zgubili
znicza. Wybraniec wolno leciał patrząc na mecz z góry. Walka była zacięta. Oby
dwie strony równie szybko zdobywały punkty. Malfoy bez skutku próbował pozbyć
się natrętnego tłuczka. Teraz już był pewny, ze ktoś go zaczarował. Złota
piłeczka przeleciała mu przed nosem. Zaczął ją ścigać. Nagle tłuczek zawisł w
powietrzu. Rozległ się ogłuszający grzmot, a wszyscy widzownie z niepokojem
wpatrywali się kulę dymu, w której zniknął Malfoy. Rozległy się krzyki, gra na
chwilę ustała. Dyrektorka poderwała się z krzesła i wybiegła na boisko.
Hermionie serce biło jak oszalałe. Tak bardzo się bała. Nagle z pod kłębów
czarnego dymu wyleciała czarna z sadzy postać trzymająca coś kurczowo w ręce.
Draco wylądował na ziemi i usiadł ciężko kaszląc. Wzniósł nad głowę złotą
piłęczkę. Rozległy się ciche wiwaty, ale większość była zainteresowana stanem
chłopaka. McGonagal podbiegła do Dracona i wyszeptała kilka zakęć. Chciała go
zabrać do skrzydła szpitalnego, ale ślizgon od razu stanął na równe nogi i
zaprzeczył. Chciał być na imprezie w pokoju wspólnym, a wcale tak źle się nie
czuł. Po prostu nawdychał się dymu próbując złapać znicza. Dyrektorka upierała
się na tym by poszedł, ale przytało na tym, że został. Drużyna ślizgonów
podbiegła do niego ucieszona i wzniosła na rękach. W śród nich była także
wyraźnie zaniepokojona gryfonka. Stanął z powrotem i zanim Hermiona zdążyła coś
powiedzieć przytulił ją do siebie. Ślizgoni stanęli wokół nich w kółku, a
gryfoni z smętnymi minami wrócili do szatni. Jeszcze nie wszystko stracone,
będą grali jeszcze jeden mecz. Do tego czasu będą ciężko jak nigdy trenować.
Nie chcieli stracić pucharu quiddicha. Jedynie jedna rudowłosa dziewczyna
podeszła z dosyć zawiedzoną miną do bardzo radosnego Blaisa, który ku jej
zdumieniu wziął ją na ręce i podrzucił do góry. Harry patrzał na to wszystko z
nietęgą miną, a jego humor ponownie się pogorszył. Roześmiany Zabini wraz z
zdziwioną Ginny podeszli do Hermiony i Draco.
- Hej idziecie na imprezę do nas? – zapytał gryfonki Diabeł
- Niee, no co ty! Gryfonki na imprezę do Slytherinu? – zapytała Ginny z
niedowierzaniem patrząc na Blaisa. – Co z waszą reputacją? – dodała udając
przejęcie
- Spokojnie, dużo osób z innych domów przychodzi do nas. – powiedział Malfoy
obejmując w tali Hermionę.
- Hmm – zamyśliła się ruda – Miona, idziemy?
- Noo nie wiem.. – odpowiedziała Hermiona patrząc w ziemię. Śnieg zaczął
prószyć i białe śnieżynki spadały na jej bujną czuprynę.
- Chodźmy! – powiedziała pewnie Ginny – Będzie fajnie. Wracajmy może do zamku.
Przemarzłam do szpiku kości! – Cała czwórka ruszyła w stronę zamku, rozmawiając
i śmiejąc się razem. Prze drzwiach do wielkiej Sali blondyn szepnął do ucha
brunetce – Będę tu na ciebie za godzinę czekał.
[ SPAM ]
OdpowiedzUsuńCześć! Jeśli lubisz Dramione, to zapraszam na mojego bloga, w którym piszę opowiadanie o tym właśnie parringu. To dopiero początek bloga, ale tak czy inaczej zapraszam. Będzie mi bardzo miło, jeśli przeczytasz i zostawisz po sobie ślad. :)
Zapraszam na http://jednoczesniedwieosoby.blogspot.com/
Pozdrawiam Claudia Malfoy.
Och Ginny,Ginny! Zakład z Bleisem coś jej nie wyszedł. :) Ciekawe jaka będzie ich randka? :)
OdpowiedzUsuńHermiona i Draco tak tu do siebie pasują że normalnie nie ma możliwości że nie będą razem! Są tacy szczęśliwi! Ciekawe co będzie na imprezie!? :)